sobota, 16 listopad 2013 09:37

Mariusz Blachowski: Bankructwo przez stowarzyszenie

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

bankruptcygeopolityka  Mariusz Blachowski

W ferworze entuzjazmu związanego z nadziejami na profity płynące ze stowarzyszenia niektórych krajów byłego ZSRR z Unią Europejską, do którego ma dojść podczas szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie w tym miesiącu, coraz częściej pojawiają się analizy wskazujące na problemy gospodarcze, które pojawiają się w rezultacie nie tyle stowarzyszenia, co umów o wolnym handlu (Deep and Comprehensive Free Trade Agreement – DCFTA). Okazją do dyskusji na temat strat wynikających z przyjęcia propozycji Brukseli było ostatnie oświadczenie premiera Ukrainy Mykoły Azarowa, który poinformował, że, według szacunków rządu w Kijowie, dostosowanie prawodawstwa ukraińskiego do regulacji europejskich kosztować będzie w ciągu najbliższych dziesięciu lat około 165 miliardów euro.

Na temat perspektyw Ukrainy wypowiedział się ostatnio też ambasador Węgier w tym kraju Mihály Bayer: „W ciągu jednego dnia nic się nie zmieni, może nawet nic nie zmieni się w ciągu dziesięciu lat. Zmiany zachodzą powoli i stopniowo. Co eksportujecie? Metale i surowce. Tymczasem kraje rozwinięte eksportują produkcję z wysoką wartością dodaną”. Struktura eksportu Ukrainy faktycznie wskazuje na to, że zdecydowanie największą rolę odgrywają w nim artykuły niskoprzetworzone, które po pierwsze nie przynoszą oczekiwanych zysków, a pod drugie – raczej i tak nie zostaną wpuszczone na wymagający europejski rynek. Wyjątkiem mogą tu być uprawy niektórych roślin energetycznych, przede wszystkim rzepaku, ale tu również pojawiają się wątpliwości w obliczu zmniejszenia nakładów UE na rozwój produkcji biopaliw w związku z kryzysem budżetowym.

Poza problemem dostosowania produkcji ukraińskiej do standardów unijnych, lektura umowy o wolnym handlu zawiera również inne, potencjalnie katastrofalne w skutkach zapisy. Należą do nich kwoty eksportowe do krajów UE; przykładowo eksport kukurydzy na rynki europejskie będzie musiał zostać ograniczony do 10% obecnego eksportu, pszenicy – do zaledwie 3%. Najwięksi nawet optymiści z Kijowa, np. przedstawiciele Europejskiego Stowarzyszenia Biznesu, podkreślają, że głównym przegranym sektorem będzie przemysł ciężki i maszynowy, czyli do tej pory jedne z najbardziej istotnych sektorów ukraińskiej gospodarki. Problemu dostosowania standardów do norm europejskich nie rozwiążą też raczej wyciągające tym razem ze względów politycznych rękę do Kijowa Stany Zjednoczone. Geoffrey R. Pyatt wprawdzie zapewnia ostatnio, iż Waszyngton, kibicując stowarzyszeniu Kijowa z UE, okaże Ukrainie wsparcie, jednak nie precyzuje nawet jego zakresu i nie deklaruje, że będzie to najbardziej oczekiwane wsparcie finansowe. Sytuacja wygląda jeszcze bardziej dla strony ukraińskiej niekorzystnie, gdy spojrzymy na kwestie związane ze stawkami podatkowymi i celnymi. Dotyczy to przede wszystkim podatków pośrednich i akcyzy. W przypadku VAT władze ukraińskie planowały do tej pory wprowadzenie jednolitej stawki na poziomie 9%; tymczasem stowarzyszenie z UE oznacza konieczność podniesienia stawek do poziomu minimum 15%, co – jak wiadomo – oznaczać będzie wzrost cen wszystkich produktów, w tym tych, których konsumentami są najuboższe grupy społeczne. Aby ograniczyć szarą strefę i fikcyjne przepływy wewnątrzkorporacyjne, w tym do rajów podatkowych, dokonywane przez największe podmioty działające na ukraińskim rynku, władze planowały wprowadzenie 2% podatku obrotowego, co jednak po ratyfikacji dokumentów stowarzyszeniowych z UE będzie zdecydowanie niemożliwe. Zmiany będą dotyczyły również sektora usług finansowych. Deregulacja i zniesienie istniejących barier ochronnych doprowadzić może do serii przejęć banków ukraińskich przez największe podmioty zachodnie. Skutki takiego działania mogą przypominać scenariusz zrealizowany w niektórych krajach Europy Środkowej w latach dziewięćdziesiątych: trudności z pozyskiwaniem kredytowania inwestycji w wyniku stosowania preferencji wobec podmiotów zagranicznych.

Jednocześnie Ukraina decydując się w tej chwili na współpracę z Brukselą, podejmuje olbrzymie ryzyko utraty dużej części rynku rosyjskiego, stanowiącego do tej pory najważniejszego odbiorcę ukraińskiego eksportu. Już teraz przeanalizować można skutki sporów handlowych pomiędzy obydwoma sąsiednimi państwami. Znakomitym ich przykładem są zakłady cukiernicze „Roshen”. Według obliczeń ekspertów, decyzja alternatywna, czyli ewentualne uczestnictwo Kijowa w integracyjnym projekcie Moskwy, czyli na chwilę obecną Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu mogłoby poprawić bilans handlowy Ukrainy o 10 mld USD rocznie. Warto przy tym brać pod uwagę, że rosyjsko-ukraińskie relacje gospodarcze, stanowiąc konsekwencję więzi kooperacyjnych często jeszcze datujących się czasów Związku Radzieckiego, obejmują przede wszystkim sektory stosunkowo wysokich technologii, w tym takie branże jak przemysł kosmiczny i rakietowy, stoczniowy, elektrotechniczny, lotniczy i energetyka jądrowa. Korzystny bilans obrotów handlowych byłby rezultatem nie tylko utrzymania i perspektywy wzrostu eksportu na rynek rosyjski, ale także obniżki cen na gaz i ropę naftową importowaną na potrzeby ukraińskiego przemysłu właśnie w największej mierze z Federacji Rosyjskiej. Wystarczy w tym kontekście spojrzeć na statystyki handlu zagranicznego poszczególnych regionów. Jeden z najbardziej uprzemysłowionych obszarów – obwód doniecki (Donbas), nawet w warunkach spadku wartości eksportu w 2013 r., ponad 20% swej produkcji eksportował na rynek Federacji Rosyjskiej, która wyprzedzała Włochy zakupujące 10,6% eksportowanej produkcji. Wyraźnie większa od pozostałych obszarów jest też w donbaskiej strukturze eksportu rola krajów Wspólnoty Niepodległych Państw, na które przypadło w ostatnich miesiącach 33,6% eksportu, podczas gdy na wszystkie pozostałe (nie tylko należące do UE) państwa europejskie – 25,5%. Zagrożenie utratą rynku rosyjskiego najlepiej czują przedsiębiorcy ukraińscy, którzy dostosowują strategie rozwoju swoich firm zgodnie z oczekiwanymi konsekwencjami. Świadczy o tym chociażby rosnący napływ małych i średnich inwestycji ukraińskich do zachodnich obwodów Federacji Rosyjskiej, przede wszystkim do Briańska i okolic, notowany w ostatnich miesiącach.

Drugim z państw byłego ZSRR, bliskich podpisania umowy stowarzyszeniowej i DCFTA już w tym miesiącu jest Mołdawia. Gospodarczo jest to jedno z najsłabszych państw obszaru poradzieckiego, ale i w tym przypadku wynikiem zbliżenia z Brukselą mogą być dodatkowe problemy społeczno-ekonomiczne. Już obecnie okazuje się, że problemy ze sprzedażą mołdawskich win i innych wyrobów alkoholowych na rynku rosyjskim stanowią poważny cios dla rachitycznej gospodarki Kiszyniowa.

Mołdawski premier Iurie Leanca podkreśla, że Unia Europejska będzie już wkrótce na większą skalę importować mołdawską żywność, a przede wszystkim wino. Okazuje się, że nic bardziej mylnego. Po pierwsze, w Unii Europejskiej co najmniej kilka krajów będących znaczącymi producentami wina od lat utrzymuje kwoty mołdawskiego eksportu na bardzo niskim poziomie. Po drugie, mołdawskie alkohole nie spełniają większości dość surowych europejskich norm i standardów i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym okresie tamtejsi producenci byli w stanie sfinansować inwestycje prowadzące do podwyższenia jakości produkcji. W rezultacie kwota 18 mln ton wina rocznie nie była do tej pory nigdy w pełni przez Kiszyniów wykorzystana. Warto przy tym nadmienić, że eksport tego towaru do Rosji był w ostatnim okresie ponad dziesięciokrotnie wyższy i to pomimo wprowadzania przez Moskwę embarga, związanego z niską jakością produktu. Podobnie wygląda sytuacja z innymi głównymi towarami eksportowymi tego kraju – cukrem i zbożami.

Pochodzący z przyjaznej Mołdawii Rumunii unijny komisarz ds. rolnictwa i rozwoju obszarów wiejskich Dacian Ciolos kilkukrotnie uprzedzał, że podpisania układu DCFTA nałoży na Kiszyniów szereg obowiązków związanych z dostosowaniem regulacji krajowych do wymogów UE, a to wiąże się z nieuniknionymi kosztami, na których pokrycie mołdawskiego budżetu obecnie raczej nie stać. Tymczasem władze europejskie już dziś obawiają się przede wszystkim prowadzonego przez terytorium mołdawskie masowego przemytu, któremu nie położyła kresu działająca od kilku lat misja EUBAM, wspierająca i zabezpieczająca granicę pomiędzy Naddniestrzem a Ukrainą. Choć trudno dziś sobie wyobrazić, by kraj, którego ponad 70% populacji w wieku produkcyjnym zatrudniona jest poza jego granicami, pogrążył się w jeszcze większym kryzysie, już dziś założyć można dwa najbardziej prawdopodobne scenariusze rozwoju wydarzeń w wypadku zbliżenia Kiszyniowa z UE. Pierwszy z nich zakłada, że mołdawskie władze starają się dostosować do europejskich wymogów, popadając przy tym w jeszcze głębszą pułapkę zadłużenia zewnętrznego (trudno przy tym wskazać, kto byłby dziś gotów kredytować mołdawski budżet wielomiliardowymi kwotami). Drugi ze scenariuszy zakłada, iż Kiszyniów nie wypełnia przyjętych przez siebie zobowiązań, co prowadzi w konsekwencji do tego, że jego umowa stowarzyszeniowa z Brukselą pozostanie aktem czysto fikcyjnym. Fikcja ta może jednak również sporo kosztować, bo doprowadzi do kolejnych perturbacji w stosunkach gospodarczych z Federacją Rosyjską i dalszego pogłębiania się różnic pomiędzy Kiszyniowem a wybierającym drogę integracji z biegunem eurazjatyckim Tyraspolem.

Również w przypadku innych państw poradzieckich zamierzających podpisać umowy stowarzyszeniowe i DCFTA z UE występują zasygnalizowane powyżej problemy. To jednak Ukraina i Mołdawia stoją najbliżej potencjalnego bankructwa wywołanego przez nie odpowiadający ich realnym interesom i sprzeczny z ekonomicznymi powiązaniami wybór geopolityczny.

Fot. farrisutley.com

Czytany 3362 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04