niedziela, 27 wrzesień 2009 11:35

Marcin Domagała: Wojna o "irańską" pietruszkę

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Marcin Domagała

Sezon ogórkowy w lipcu 2002 r. zapowiadał się nadzwyczaj słonecznie. Zdążył go przyćmić jeden niepozorny incydent. Otóż, pod pozorem monitoringu przepływu nielegalnych imigrantów grupka marokańskich komandosów zajęła małą (1,35 km2), skalistą, bezludną wysepkę w Cieśninie Gibraltarskiej, zwaną Isla Perejil, czyli po naszemu - Wyspa Pietruszki.

Wybuchł międzynarodowy skandal. W mediację zaangażowała się Unia Europejska, Liga Arabska i Stany Zjednoczone. W nieco ponad tydzień później na wysepce wylądowała grupka hiszpańskich komandosów, w ramach operacji (sic!) Odzyskać suwerenność. Na szczęście obeszło się bez żadnego wystrzału. Oczywiście hiszpańska akcja spowodowała jeszcze większe dyskusje, by w końcu, po jakimś czasie, przywrócić tej skalistej samotni status obszaru niezamieszkanego i zdemilitaryzowanego, czyli status quo ante.

Dlaczego o tym piszę?

Otóż niedzielna wrzawa medialna na temat wystrzelenia przez Iran rakiet dalekiego zasięgu, w ramach ćwiczeń wojskowych oddziałów elitarnej Gwardii Rewolucyjnej, przypomina tamtą gibraltarską  historię. Oficjalnie władze polskie i polscy politycy stwierdzili, że Polskę może zaatakować kolejne państwo, a w wyniku tego ataku szczególnie zagrożona jest m.in. prastara, historyczna stolica Polski - Kraków. Po raz kolejny głupota dogoniła absurd.

Kilka faktów: Iran tak, jak każde inne państwo ma prawo do prowadzenia ćwiczeń wojskowych na własnym terenie. Ma także prawo do wyposażania własnych wojsk w różną broń, w tym również rakietową. O ile wiadomo prace nad tego rodzaju środkami nie są nielegalne, a jedyne czego dowodzą, to faktu, że irańska nauka osiągnęła ciekawy sukces, dzięki czemu wzrosły tym samym możliwości obronne tego państwa. Właśnie wskutek tego, medialna histeria osiągnęła apogeum. W ramach odpowiedzi proponuję zatem ogłoszenie alarmu przeciwrakietowego, odkurzenie hełmów, a w ogóle to natychmiastowe wysłanie wojska, by spuściły zbiorowe lanie, oczywiście razem z Amerykanami, tym nieznośnym Irańczykom oraz ich prezydentowi Machmudowi Achmadineżadowi.

Przypomnijmy ponadto, że w podobną broń (tzn. rakiety) jest wyposażonych kilku naszych sąsiadów. Rakiety bliskiego i średniego zasięgu posiada Białoruś, której niemalże ustawowo nie lubimy, chociażby za podłe traktowanie naszej mniejszości narodowej. Co gorsza nie tylko rakiety, ale i broń jądrową posiada Rosja, z którą prezydent Lech Kaczyński toczy nieustannie słowne potyczki. Rakietowa odpowiedź z jej strony tego wschodniego mocarstwa na pewno murowana. Broń rakietową posiadają też Niemcy (Erika Steinbach et consortes), Czesi, Słowacy oraz co najmniej połowa reszty niewymienionych państw z pozostałych części globu... Wszyscy oni też, co jakiś czas, odpalają w ramach ćwiczeń, w różne strony swoje rakiety. W ich zasięgu jest co gorsza CAŁA Polska. Tylko jakoś o tym fakcie wszyscy milczą...

W praktyce, obecnie jedynym zagrożeniem dla Krakowa ze strony Iranu jesteśmy... my sami, a dokładnie konsekwencje nieprzemyślanych decyzji polskich na szczeblu międzynarodowym. Polskę z Iranem łączą, póki co, przyjazne stosunki dyplomatyczne i gospodarcze. Odległość między naszymi krajami wynosi kilka tysięcy kilometrów. Iran nigdy nie zgłaszał wobec nas jakichkolwiek uwag i pretensji. Cóż zatem musiałaby zrobić Polska, by Wawel przestał istnieć? Jaki miałby być zatem casus belli?

Ta odpowiedź leży w głowach naszych decydentów. Przypomnijmy po raz kolejny, że to Iran przez ostatnie 60 lat stawał się wielokrotnie przedmiotem ataku. Nie dziwi zatem chęć budowania sił obronnych przez to państwo. Jedyną zaś możliwością uderzenia irańskich rakiet w Kraków jest odpowiedź na agresję Polskich Sił Zbrojnych, działających w ramach kolejnej koalicji wojennej na to państwo. Czyżby zatem ktoś antycypował polskie zamiary?

Czytany 6281 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04