środa, 28 listopad 2012 08:20

Łukasz Reszczyński: Serbska burza po chorwackiej 'Burzy'

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

mtsŁukasz Reszczyński

Ułaskawiająca decyzja Międzynarodowego Trybunału Karnego ONZ ds. Zbrodni w byłej Jugosławii (ICTY) wobec dwóch chorwackich generałów: Ante Gotoviny i Mladena Markača, to kolejny dowód podważający sens funkcjonowania tej instytucji, a także przykład specyficznego charakteru polityki Zachodu wobec Serbii i to w kontekście geopolityki.

Decyzja Międzynarodowego Trybunału Karnego ONZ ds. Zbrodni w byłej Jugosławii (ICTY), dotycząca uwolnienia dwóch chorwackich generałów: Ante Gotoviny oraz Mladena Markača, oskarżonych i skazanych w pierwszym werdykcie na odpowiednio 24 i 18 lat więzienia wzbudziło na Bałkanach spore emocje. Wydarzenie to z pewnością przyczyni się do wzmożenia debaty na temat zasadności funkcjonowania tej instytucji, nota bene kończącej już swoją działalność. Ma ono jednak również swój drugi – geopolityczny podtekst, związany z określonym miejscem Serbii w politycznym scenariuszu kreowanym dla tego regionu przez państwa zachodnie.

Zwłaszcza postać generała Ante Gotoviny wywołuje na Bałkanach totalnie skrajne emocje. Dla Chorwatów pozostaje on bohaterem – synonimem walki o niepodległość kraju na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy to wsławił się dowodzeniem (podobnie jak Markač) podczas słynnej operacji „Oluja” (Burza), przeprowadzonej przy cichej aprobacie i wsparciu Zachodu latem 1995 roku. Operacja ta rozwiązała ostatecznie problem serbskiej mniejszości zamieszkującej głównie rejon Krajiny, znajdujący się we wschodniej części Chorwacji, tuż przy granicy z Bośnią i Hercegowiną. Na początku wojen składających się na proces rozbijania ówczesnej Jugosławii, Serbowie z Krajiny ogłosili niepodległość tworząc tzw. Republikę Serbskiej Krajiny. Obok Republiki Serbskiej znajdującej się na terenie Bośni i Hercegowiny, był to drugi strategiczny sworzeń, mający w przyszłości zabezpieczyć serbskie interesy w tej części Bałkanów, już po rozmontowaniu i znacznym uszczupleniu terytorium ówczesnej Jugosławii.

W sierpniu 1995 roku wojska niepodległej już wówczas Chorwacji, wespół z oddziałami armii Bośni i Hercegowiny (choć pod względem strukturalnym określenie to jest dość niezręczne), a także przy poważnym wsparciu Sojuszu Północnoatlantyckiego, kontrolującego wówczas przestrzeń powietrzną nad zachodnią częścią byłej Jugosławii, przystąpiły do jednej z najistotniejszych operacji, mających bezpośredni wpływ na przebieg całego konfliktu w byłej Jugosławii. Przeprowadzona czystka etniczna (która nie obyła się bez aktów zbrodni wojennych) spowodowała ogromną falę serbskich uchodźców, których liczba według różnych danych oscylowała wokół 200–220 tys. (większość znalazła schronienie w Republice Serbskiej). Rzadko też wspomina się o setkach, a nawet tysiącach zabitych Serbów. Efekt akcji zaplanowanej przez ówczesnego prezydenta Chorwacji Franjo Tuđmana, który otrzymał na nią zielone światło od państw zachodnich, był piorunujący. W ciągu kilku dni tereny Chorwacji zostały „oczyszczone” z Serbów, zaś Ci którzy mimo wszystko zdecydowali się pozostać, z dnia na dzień stali się mniejszością na swojej własnej ziemi. Polityczne podłoże operacji „Oluja” do dziś wzbudza spore kontrowersje, chociażby ze względu na wspomniany już udział państw zachodnich (głównie USA i Niemiec), które łamiąc ogłoszone przez siebie wcześniej embargo na dostawy broni dla krajów byłej Jugosławii, same dozbrajały i wspierały (głównie w aspekcie logistycznym) armię chorwacką. Istnieją również pewne przesłanki wskazujące na tajne porozumienie pomiędzy Franjo Tuđmanem a jugosłowiańskim prezydentem Slobodanem Miloševiciem, które miało polegać na cichej aprobacie chorwackiego planu ze strony Belgradu, w zamian za ustępstwa terytorialne w Bośni i Hercegowinie.

Mladen Markač i Ante Gotovina trafili do Hagi kolejno w 2004 roku – Markač oddał się dobrowolnie do dyspozycji trybunału, oraz w 2005 – Gotovina z kolei po ogłoszeniu aktu oskarżenia zbiegł, został zatrzymany w 2005 roku w Hiszpanii ukrywając się pod fałszywym nazwiskiem. Obaj oficerowie po, tradycyjnie kilkuletnim procesie, w kwietniu 2011 roku zostali skazani na 24 i 18 lat pozbawienia wolności. Dość charakterystycznym obrazkiem były tłumy Chorwatów zgromadzone przed telebimami, na których relacjonowano przebieg procesu. Zwłaszcza reakcja na wyrok Gotoviny była bardzo gwałtowna.

Wobec tak stosunkowo wysokich wyroków zarządzonych przez pierwszą instancję, dziwi decyzja Izby apelacyjnej trybunału ONZ ds. zbrodni wojennych w byłej Jugosławii, która 16 listopada bieżącego roku oczyściła obydwu oficerów z wszystkich ciążących na nich zarzutów, nakazując jednocześnie zwolnienie ich z haskiego aresztu. Powstaje więc pytanie na podstawie jakich przesłanek pierwsza instancja trybunału wydała tak wysokie wyroki?

Decyzja Hagi spotkała się oczywiście z wybuchem radości w samej Chorwacji, ale i jednocześnie z szokiem i niezadowoleniem w Serbii. Tamtejszy minister ds. współpracy z haskim trybunałem: Rasim Ljajić, ogłosił już ograniczenie przez stronę serbską poziomu dotychczasowej kooperacji. W kontekście oczyszczenia chorwackich oficerów z zarzutów, co tym samym de facto przenosi całą odpowiedzialność za zbrodnie popełnione podczas „Oluji” na nieżyjącego już Franjo Tuđmana, zastanawia sprawa pozostałych osób skazanych czy też sądzonych za podobne czyny z analogicznego okresu. Automatycznie niemal nasuwa się analogia do postaci generała Ratko Mladicia, czy też przebywającego już od lutego 2003 roku w Hadze Vojislava Šešelja, któremu do dziś trybunał nie jest w stanie przedstawić podpartego solidnym materiałem dowodowym oskarżenia.

Cała sprawa stanowi swoiste dopełnienie charakteru polityki państw zachodnich, w rozumieniu Unii Europejskiej, wobec Serbii. Po tegorocznej zmianie rządów w tym kraju widać powrót Brukseli do polityki upokarzania Belgradu i chęci politycznej pacyfikacji i absolutnego podporządkowania, co w odczuciu państw zachodnich stanowić ma skuteczną receptę na spokój na Bałkanach. Jest to strategia stosowana już praktycznie od początku lat dziewięćdziesiątych, gdy próbując rozwiązać konflikt w byłej Jugosławii, Zachód znalazł sobie kozła ofiarnego właśnie w postaci Serbii (nie oznacza to oczywiście, że Belgrad w tym kontekście pozostawał bez winy, jednak równoważnia obiektywności w tym względzie była dość wyraźnie przechylona). Wydaje się, że zwrot ten (odpowiadając na zarzuty adwersarzy – trybunał w Hadze nie raz już udowodnił, że jest instytucją polityczną, ze sprawiedliwością mającą niewiele wspólnego) można odczytywać jako wyraźny sygnał świadczący o tym, że plan włączenia Serbii do struktur unijnych jest już dzisiaj abstrakcją – wykluczając oczywiście scenariusz chęci przystąpienia tego kraju do UE na zasadach wykluczających pojęcie jego suwerenności i partnerstwa wobec innych członków.

Bulwersująca decyzja haskiego trybunału zbiega się z polityczną grą wokół Kosowa, która obecnie już toczy się w pełni na zasadach dyktowanych przez Brukselę (rozmowy serbskiego premiera z premierem Kosowa – Hashimem Thacim), dążących do uznania przez Belgrad niepodległości swojej byłej prowincji. Warto również zaznaczyć, że sprawa uwolnienia chorwackich oficerów jest elementem destrukcyjnie wpływającym na mozolnie przez ostatni czas budowane relację pomiędzy Belgradem a Zagrzebiem. Po raz kolejny potwierdza to ogromną niewiedzę i polityczną niezgrabność polityków zachodnich w stosunku do tego newralgicznego regionu Europy.

W kwestii możliwych następstw omawianego wydarzenia, prawdopodobny wydaje się scenariusz powrotu do stanu wyjściowego, w kontekście relacji Serbii z Unią Europejską. Belgrad, jak już wspomniano, ogłosił ograniczenie współpracy z Hagą, co z kolei jest jednym z podstawowych czynników wpływających na proces jego integracji z Brukselą. Prawdopodobnie reakcja Serbii przeniesie się również na grunt „kosowski”, co stanowić będzie kolejny czynnik hamujący postęp normalizacji w regionie.

Do tej pory dość ochoczo kreowano tezę o tym, że to narody bałkańskie (a zwłaszcza Serbowie) nie potrafią rozliczyć się z własną przeszłością (w kontekście ostatnich wojen), jednak uniewinnienie Gotoviny i Markača świadczy o totalnej nieodpowiedzialności wspólnoty międzynarodowej oraz głębokim zakorzenieniu propagandowych schematów wytworzonych przez Zachód podczas wojny w byłej Jugosławii. Stawia to pod znakiem zapytania sensowność dotychczasowego „procesu stabilizacyjnego” w tej części Europy, który po dziś dzień chłonie ogromne ilości funduszy (vide chociażby Kosowo).

Czytany 7024 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04