środa, 29 grudzień 2010 17:07

Łukasz Reszczyński: Na łasce Wielkiego Brata

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 newsweek 

Łukasz Reszczyński

W ostatnim wywiadzie dla tygodnika „Newsweek” profesor Zbigniew Brzeziński nie wyszedł poza ramy „amerykańskiego mitu geopolitycznego”, choć niektóre stwierdzenia obnażyły jego wątłe podstawy. To określenie w swoim niedawnym tekście przypisał twierdzeniom George`a Friedman`a prezes Instytutu Geopolityki w Częstochowie – Leszek Sykulski

 

 Zbigniew Brzeziński w swojej stosunkowo krótkiej wypowiedzi porusza trzy problemy, niezwykle istotne z perspektywy polityki zagranicznej Polski, mianowicie: kwestię Rosji i jej wzajemnych relacji z Warszawą, Ukrainy oraz pozycję Warszawy i pozostałych państw Europy Środkowo-Wschodniej w amerykańskiej strategii zagranicznej. Jedną z pierwszych kwestii, która w wypowiedzi byłego doradcy ds. bezpieczeństwa prezydenta Cartera zastanawia, jest określenie pozycji Ukrainy, która według Zbigniewa Brzezińskiego jest „przesadnie uległa” wobec Rosji. Zmiana sterów w Kijowie już dawno została okrzyknięta jako krok poddaństwa w kierunku Moskwy. Problem jednak w tym, że rzadko dostrzega się brak woli a tym bardziej działań ze strony potencjalnej alternatywy, którą stanowić ma Unia Europejska. Co więcej, Ukraina nie jest specjalnie skora do kontaktu z Brukselą za pośrednictwem Warszawy, którą podejrzewa o realizowanie tym samym jedynie swoich wizerunkowych ambicji, z kolei kraje zachodnie wciąż zdają się marginalizować Kijów. Jaki wybór ma zatem Ukraina, istniejąc w obecnym kształcie od niespełna 20 lat, co zdaje się mieć przełożenie na niezbyt silne możliwości samoistnego przeobrażania się na model zachodnioeuropejski? Ta „uległa postawa” jest zatem przede wszystkim efektem nowego-starego podziału Europy na nieoficjalne strefy wpływów, czego Waszyngton jest doskonale świadomy. Dość niezrozumiale brzmi zatem stwierdzenie Zbigniewa Brzezińskiego, że Ukraina „(...) zmierza szybciej niż Moskwa w stronę Zachodu”. Wydaje się, że ostatnie gesty w obu kierunkach swoim bilansem zdecydowanie bardziej faworyzują Kreml aniżeli Brukselę. To samo można rzec o bilansie gestów wobec Kijowa, których w ostatnim czasie zdecydowanie więcej wykonała Moskwa. 

Zdecydowanie najwięcej emocji w wypowiedzi Zbigniewa Brzezińskiego zdaje się wywoływać odpowiedź na pytanie dotyczące możliwości prowadzenia samodzielnej polityki zagranicznej przez Polskę wobec Rosji. Na marginesie, autor pytania („Czy Polska może prowadzić wobec Rosji samodzielną politykę, czy powinna ona być jedynie funkcją naszego członkostwa w Unii Europejskie i NATO?”) chyba nie do końca rozumie mechanizmy funkcjonowania poszczególnych państw w ramach współczesnych sojuszy gospodarczo-militarnych. Interesująco wypada jednak odpowiedź amerykańskiego politologa, który nie widzi możliwości prowadzenia samodzielnej polskiej polityki wobec Rosji, poza umieszczeniem jej postulatów w schematach unijnych lub natowskich. Jako wyznacznik swojego twierdzenia Zbigniew Brzeziński wskazuje gospodarczą i militarną słabość Polski. Faktycznie, Warszawa nie posiada tej natury argumentów, którymi mogłaby wywierać na Kremlu jakiekolwiek wrażanie. Wszak pod względem chociażby energetycznym to Moskwa dyktuje nam warunki, o dysproporcjach natury militarnej już nie wspominając. Mocarstwowa pozycja Stanów Zjednoczonych ogranicza potrzebę wykorzystywania innych (choć oczywiście mniej efektywnych) narzędzi dyplomatycznych poza argumentami siły i pieniądza, co nie znaczy, że takowe nie istnieją. Mówienie jednak o „funkcji” jaką z racji przynależności do UE i NATO miałaby się stać polityka wobec Rosji jest z pewnością dużym uproszczeniem. Wszakże ani Pakt Północnoatlantycki ani Unia Europejska nie są podmiotami (a przynajmniej być nie powinny), które wcielając kolejnych członków narzucają im sztywne ramy swojej geopolitycznej wizji egzystencjalnej. Polska jak najbardziej posiada możliwości prowadzenia niezależnej polityki zagranicznej wobec Rosji (czemu sprzyja wyjątkowe położenie geopolityczne), której siłą oraz napędem może stać się członkostwo we wspomnianych organizacjach. Do tego potrzeba by jednak umocnienia pozycji Warszawy w Europie, co wobec wciąż bezkrytycznego postrzegania „strategicznego sojuszu” z USA przez polskie elity polityczne, jest zadaniem niebywale trudnym.

Ciekawie prezentuje się również wypowiedź Zbigniewa Brzezińskiego dotycząca znacznego obniżenia zainteresowania amerykańskiej administracji Europą Środkowo-Wschodnią. Ponownie pewną rolę w twierdzeniu politologa odgrywa autor pytania, która określa zaniepokojenie krajów regionu tą kwestią jako „zazdrość” wobec obfitych pod tym względem „czasów George`a Busha”. Politolog określa postawę zdegustowanych swoistą ignorancją ze strony Waszyngtonu państw jako „dziecinadę”. Co więcej, wysuwa argument jakoby wystarczającym na obecny czas przejawem „strategicznego partnerstwa” krajów Europy Środkowo-Wschodniej ze Stanami Zjednoczonymi było wprowadzenie ich przez Waszyngton do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Daleki jestem od przekonania o wyjątkowej przydatności, chociażby polskiej siły militarnej dla struktur wojskowych NATO (zwłaszcza w momencie wstąpienia do struktur w 1999 roku), jednak twierdzenie, że przyjęcie m.in. Polski czy krajów bałtyckich do Sojuszu to jedynie przejaw łaski Waszyngtonu to gruba przesada. Równie „mitycznie” brzmi twierdzenie, że „to Ameryka podtrzymuje militarne więzi z Polską, a Polska z kolei współpracuje z USA w Afganistanie, a wcześniej w Iraku”. Określenie „podtrzymywania więzi militarnych” między Polską a Stanami Zjednoczonymi, które niosłyby dla Polski realne korzyści w tej sferze zakrawa o kpinę, zaś „współpraca” w Iraku i Afganistanie nie tylko niejednokrotnie alienowały Polskę na unijnym forum, ale również były skutecznym dewastatorem naszych relacji z Rosją. W tym momencie ponownie odsyłam do lektury tekstu Leszka Sykulskiego. Oczywiście podnoszenie larum nad tego typu wypowiedziami to bicie głową w mur. Zbigniew Brzeziński, jako osoba której dobro geopolitycznego PR supermocarstwa leży na sercu, dał mimo wszystko dość dobitnie znać o realnym miejscu Polski oraz pozostałych krajów środkowoeuropejskich w amerykańskiej polityce zagranicznej. Mimo zapewnień jego oraz Georga Friedmana pozycja ta systematycznie ulega marginalizacji, co po raz kolejny potwierdza słuszność postulatów potrzeby umocnienia geopolitycznej pozycji Warszawy poprzez relacje europejskie i te z Rosją.

Przeczytaj polemiczny tekst wobec tez Zbigniewa Brzezińskiego autorstwa dr Gracjana Cimka, który znajduje się TUTAJ.

Czytany 7849 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04