poniedziałek, 31 sierpień 2009 13:25

Łukasz Kobeszko: (P)odgrzewana awantura

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt Łukasz Kobeszko

Wyemitowanie na rosyjskim kanale "RTR Rassija" dokumentu "Sekrety Tajnych Protokołów" wywołało wśród większości naszych publicystów nową erupcję potępienia polityki historycznej naszego wschodniego sąsiada.

 

Audiatur et altera pars

Po obejrzeniu programu warto postawić pytanie: czy jego rozentuzjazmowani krytycy rzeczywiście widzieli film, czy też opierają się jedynie na migawkach, które pokazały krajowe media? Nie zamierzam być już na samym wstępie złośliwym i pytać o znajomość rosyjskiego wśród naszej klasy publicystycznej - skądinąd wiadomo przecież, że znaczna jej część, w odruchu młodzieńczego buntu przeciwko obowiązującej niegdyś idei "przyjaźni i wzajemnej współpracy pomiędzy bratnimi narodami" z premedytacją udawała się podczas lekcji tegoż języka na wagary. Antyczna zasada prowadzenia wszelkich sporów, szczególnie w sytuacji, gdy obydwaj oponenci reprezentują konkretne i jasne stanowisko, brzmi jednak: "audiatur et altera pars" - "wysłuchaj także drugiej strony". Niestety, pomimo częstego powoływania się dyżurnych pogromców Rosji na standardy demokratyczne, warunek pilnego wysłuchania wywodu drugiej strony nie został, jak do tej pory, na polskim gruncie spełniony.

Przeciętny odbiorca, czerpiący swoją wiedzę z przekazów informacyjnych telewizji publicznej, największych stacji komercyjnych oraz mainstreamowych dzienników wie tylko tyle, że rosyjski film dokumentalno-historyczny w reżyserii Wadima Gasanowa zarzuca Polsce "przymierze z Trzecią Rzeszą przeciwko ZSRR" ("Rzeczpospolita" 23.8) oraz przedstawia Józefa Piłsudskiego jako dyktatora (większość dzienników telewizyjnych prezentując kilkudziesięciosekundowe relacje o filmie, z uporem maniaka pokazywało fragment programu, zawierający archiwalne zdjęcie marszałka Polski wizytującego wojskową defiladę z głosem rosyjskiego spikera mówiącym: "polskij diktator marszał Józef Piłsudskij").

Jak dotąd, cały film, ktory bez problemu fukcjonuje w w internecie, można obejrzieć jedynie w wersji rosyjskiej. Trudno chyba spierać się, że dla zachowania przynajmniej minalnego obiektywzmu i biorąc pod uwagę wagę sprawy, konieczne byłoby pokazanie filmu polskim telewidzom, niechby nawet z późniejszym komentarzem kilku historyków. Aż nie chcę się wierzyć, za zarówno publiczne, jak i prywatne media w naszym kraju nie zleciły nikomu przygotowanie tłumaczenia tak głośnego i dyskutowanego programu!

Powodowany zwykłą ciekawością, odszukałem w sieci "Sekrety Tajnych Protokołów". W prawie czterdziestopięciominutowym materiale, obok historyków i politologów rosyjskich (Wiaczesław Nikonow, Aleksandr Naumow, Aleksandr Djukow) występują naukowiec niemiecki (Jan Lipiński) oraz dwóch ekspertów polskich (Sławomir Dębski, szef Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych oraz prof. Marian Marek Drozdowski z Instytutu Historii PAN). Pierwszym co rzuca się w oczy przy oglądaniu profesjonalnie nakręconego i dynamicznego filmu jest to, iż wbrew ocenom wielu naszych publicystów i polityków, nie zawiera on treści, które uznać można byłoby za antypolskie. Co więcej, daleki jest również od indoktrynacji, historycznych manipulacji i trudno uznać go za program robiony z odgórnie przyjętą tezą. Pewne uproszczenia i skróty myślowe są usprawiedliwione w każdym programie historycznym, który w sposób syntetyczny stara się pokazać tło złożonych i kontrowersyjnych wydarzeń dziejowych. Narracja filmu jest rzeczowa i pozbawiona emocji, co wychwyci nawet średnio orientujący się w meandrach historii najnowszej widz.

Oczywiście, zawarte w "Sekretach tajnych protokołów" tezy formułowane są z rosyjskiego punktu widzenia (w końcu jest to film powstały w Rosji i dla Rosjan) i mogą być dla Polaków dyskusyjne, ale z całą odpowiedzialnością nie można stwierdzić, iż program zawiera treści nieprawdziwe.

Położenie bez wyjścia

Gdyby zamiast podgrzewania bojowej atmosfery duża część "znawców" filmu rzeczywiście obejrzała go w całości, stwierdziłaby, iż w miejsce "kolejnego zmasowanego ataku propagandowego na polską pamięć" (jak napisałoby wielu z nich), pokazuje on raczej pełną tragizmu sytuację międzynarodową, w której pod koniec lat 30. znalazła się Polska przedwrześniowa. Gasanow przedstawił także totalną kleskę prowadzonej przez naszą dyplomację pod kierownictwem płk. Józefa Becka tzw. "polityki równowagi". Zakładała ona zachowanie przez Warszawę identycznego dystansu wobec rosnących w siłę Niemiec i Rosji, przy niewykluczeniu  możliwości zawierania przejściowych, taktycznych porozumień z Moskwą i Berlinem. Pierwsze z takich traktatów, nazywane paktem o nieagresji pomiędzy Polską a ZSRR zawarto w Moskwie w lipcu 1932 roku (wcześniej, w 1931 roku Polska i ZSRR wraz z Rumunią, Łotwą i Estonią były sygnatariuszami wielostronnego Protokołu Liwtinowa, w którym wyrzekły się stosowania siły w sporach bilateralnych), a 2 lata później układ przedłużono na kolejne 10 lat. Równolegle, w styczniu 1934 roku ambasador RP w Berlinie Józef Lipski i minister spraw zagranicznych III Rzeszy Konstantin von Neurath przyjęli dokument o niestosowaniu przemocy w relacjach dwustronnych, który w znacznym stopniu poprawił relacje pomiędzy Polską a Niemcami w latach 1935-1939. Rosyjski film przypomina te fakty, wspominając też o rzeczywistej koncepcji wzmocnienia współpracy pomiędzy Warszawą a Berlinem, która pojawiła się w głowie Piłsudskiego i niektórych polityków sanacyjnych mniej więcej w 1934 roku. Była ona skutkiem trafnej w sumie obserwacji o coraz większym osłabieniu tradycyjnego sojusznika Polski - Francji. Realną konsekwencją tej polityki było odrzucenie jesienią 1934 roku przez Józefa Becka francuskiej koncepcji Paktu Wschodniego, proponowanego przez Paryż Europie Wschodniej i skierowanego przeciwko Niemcom.


Nie miejsce tutaj na szczegółową analizę polityki zagranicznej RP w latach 30., lecz pozostaje faktem, że porzucając inicjatywę Paryża, a także nie wchodząc do tzw. Malej Ententy (porozumienia Czechosłowacji, Jugosławii i Rumunii), polskie władze wybrały najtrudniejszy i przypuszczalnie najgorszy z możliwych scenariuszy. Równowaga pomiędzy Berlinem a Moskwą praktycznie była nie do obrony w obliczu rozgrywki z tak przebiegłymi i nieprzewidywalnymi graczami jak Hitler i Stalin. Film słusznie też wytyka Polsce wbicie noża w plecy poniżonej przez traktat w Monachium Czechosłowacji i zajęcie Zaolzia jesienią 1938 roku, co po raz kolejny sprawiło, że na Wschodzie i Zachodzie ponownie pojawiło się wrażenie współdziałania Warszawy i Berlina. Film cytuje wypowiedź późniejszego brtyjskiego premiera, który uznając Monachium za hańbę, jednocześnie określił ówczesne polskie działania przeciwko Czechosłowacji z właściwą sobie lakonicznością: "Polacy zachowali się jak hiena Europy".

Tajny protokół?

Dochodzimy w tym miejscu do jednego z najbaradziej newralgicznych punktu filmu, który przypomniał opublikowanie 20 kwietnia 1935 roku we francuskim dzienniku "Le Bourbonne Republicaine" rzekomego, tajnego protokołu podpisanego przez Polskę i Niemcy. Miał on zakładać współpracę w obliczu rosnącej potęgi Moskwy. Potencjalna współpraca polsko-niemiecka miała szczególnie skupiać się na działaniach na kierunku wschodnim i północno-wschodnim (Białoruś, państwa nadbałtyckie). Niestety, praktycznie nikt z polskich komentatorów nie przyznał, że w filmie wyraźnie stwierdzono, iż dokument ten może być fałszywką radzieckiego wywiadu. Warto zauważyć, że zamiast wpadać w święte oburzenie, trzeba przyznać, iż istnieją jeszcze przynajmniej trzy możliwości wyjaśnienia tej kwestii. Po pierwsze, artykuł w stosunkowo niechętnej Polsce gazecie francuskiej lewicy narodowej mógł być swoistą zemstą Paryża za sygnały chęci unormowania stosunków z Berlinem, wysyłane przez Warszawę pod koniec życia Piłsudskiego. Z punktu widzenia Francuzów zdecydowanie osłabiały one przecież ich wpływ na sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Po drugie (wersja nieco mniej prawdopodobna), protokół mógł być również produktem polskiego wywiadu, który w ten sposób chciał pokazać Francji, że nie jesteśmy skazani na współpracę tylko z nimi, dysponując kartami do rozegrania dużo większej partii z Niemcami. Po trzecie (scenariusz logiczny, ale trudny do zweryfikowania), w dominującej w ówczesnym polskim MSZ idei stworzenia silnego bloku krajów Międzymorza (leżących w trójkącie Adriatyku, Bałtyku i Morza Czarnego), kierunek "wschodni" i "północno-wschodni" odgrywał rzeczywiście istotną rolę, ale mógł być zrealizowany jedynie w kontrze do Rosji i we względnej współpracy z Berlinem, na który wielu Litwinów, Łotyszów i Estończyków spoglądało wówczas ze sporą sympatią. Chcąc nie chcąc, w polityce wschodniej Polski międzywojennej zawiązywala się więc nić wspólnych ineteresów z Niemcami. Tradycyjna strategia "Mitteleuropy", zakładająca wspieranie narodowych aspiracji Ukraińców czy narodów kaukaskich była do pewnego stopnia zbliżona z celami polskiej polityki zagranicznej.

Wielu naszych obserwatorów zapomniało, że zawieranie nawet najbardziej nieoczekiwanych i egzotycznych sojuszy w konkretnych przedsięwzięciach geopolitycznych stanowi istotę działania wywiadów (a w okresie międzywojennym także wywiadów wojskowych). Nie jest więc wykluczone, że być może wyolbrzymiony w filmie protokół jeżeli nawet rzeczywiście nigdy nie został podpisany, to był realnie rozpatrywanym scenariuszem w Oddziale II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, w którym znajdowały się specjalne komórki zajmujące się dywersją na obszarach żywotnego zainteresowania polskiej dyplomacji. Nawet dziecko domyśli się, że podobna praca dywersyjna może odbywać się według nietypowych i często nieprzewidywalnych scenariuszy.

W filmie Wadima Gasanowa wyraźnie podkreślono, że zawieranie sojuszy dwustronnych lub wielostronnych (nawet najbardziej nieoczekiwanych) było normą dyplomatyczną w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Rzeczowo brzmi podany w filmie argument (niezależnie od oceny samego wydarzenia), iż pakt Ribbentrop - Mołotow był kolejnym, może nawet najbardziej jaskrawym przykładem takiej ogólnoeuropejskiej tendencji. Faktem jest też podana w "Sekretach tajnych protokołów" informacja, że ZSRR było jednym z ostatnich wielkich graczy w polityce europejskiej, który nie miał podpisanego podobnego układu z Niemcami, a w obliczu fiaska negocjacji o trójstronnym pakcie bezpieczeństwa pomiędzy Francją, Wielką Brytanią a ZSRR i nadciagającego napięcia wokół Gdańska, Moskwa chciała zyskać na czasie i zabezpieczyć się przed możliwym nowym konfliktem.

Stalin wychodzi z izolacji

Dokument słusznie przypomina, iż mniej więcej w połowie lat 30. stalinowskie władze porzucają trockistowską ideę "eksportu rewolucji bolszewickiej" na Zachód, która przyświecała nacierającym na Warszawę w 1920 roku oddziałom Budionnego. Na arenie międzynarodowej Kreml chciał wprawdzie dalej ugrać swoje karty popierając idee antyfaszystowskich frontów ludowych, które mogłyby przejąć władzę w stolicach Starego Kontynentu oraz angażując się w wojnę domową w Hiszpanii, jednak Stalin, racjonalnie dostrzegając słabości własnych sił militarnych, starał się nie prowokować otwartych konfliktów w Europie. Jeden z ekspertów występujących w filmie, Wiaczesław Tichonow przypomina, że Stalin żywił wówczas spory respekt do polskiej armii i możliwości polskiego wywiadu, czując jeszcze w kościach klęskę z 1920 roku Według wielu ocen ówczesne kierownictwo radzieckie bardziej skoncentrowane było na umocnieniu swojej władzy (czego dowodem są krwawe represje z lat 1936-39, dotykające również wysokich dowódzców wojskowych), jak i rozwojem wypadków na Dalekim Wschodzie i rosnącą w siłę potęgą Japonii.


Aleksandr Djukow, inny naukowiec występujący w filmie podkreśla, że w drugiej połowie lat 30. ZSRR popadł w coraz większą izolację międzynarodową, z której rozpaczliwie poszukiwał wyjścia. W ówczesnym momencie Stalin zdecydowanie nie brał pod uwagę sojuszu z Hitlerem, a widząc umiejętne rozgrywanie przez Berlin karty ukraińskiej i w mniejszym stopniu bałtyckiej, panicznie bał się ataku ze strony Niemiec. W dokumencie pokazano fragmenty propandowego filmu "Jesli zawtra wajna" ("Jeżeli jutro wybuchnie wojna") nakręconego w 1938 roku, w którym hordy żołnierzy Wermachtu atakują terytorium radzieckie. Szansę na ponowne włączenie się do głównego nurtu europejskich szachów Moskwa dostrzegła podczas kryzysu monachijskiego, oferując pomoc wojskową Czechosłowacji, jednak Polska i kraje bałtyckie odmówiły zgody na przejście Armii Czerwonej przez ich terytorium. Stopniowy rozbiór Czechosłowacji - zajęcie przez Wegry Rusi Zakarpackiej w listopadzie 1938 roku przypięczętowało proces otaczania Rosji przez sojuszników Niemiec od strony południowo-wschodniej. Jescze w styczniu 1939 roku furię Kremla wywołuje spotkanie Józefa Becka z Joachimem von Ribbentropem, podczas którego obydwaj politycy "wyrazili zainteresowanie rozwiązaniem kwestii ukraińskiej". Przewlekające się negocjacje na szczeblu urzędników MSZ i ambasadorów z Paryżem i Londynem wciąż nie przynosiły rezultatów. W efekcie, w maju 1939 roku, już po utworzeniu Protektoratu Czech i Moraw i satelickiego wobec Berlina państwa słowackiego, prowadzący bezwzględną politykę Stalin realizuje swoją słynną wypowiedź z marca 1939 roku o możliwości "wyciągnięcia kasztanów z ognia cudzymi rękami" i zmienia na stanowisku szefa dyplomacji zdecydowanego przeciwnika Hitlera oraz rzecznika antyfaszystowskich frontów ludowych Maksima Litwinowa, powierzając tekę szefa MSZ Wiaczesławowi Mołotowowi. W kilkanaście dni później nad rzeką Chałchyn-Goł w Mongolii rozpoczyna się agresja japońskich militarystów, co zmusza Armię cZerwoną do prawie trzymiesięcznego zaangażowania zbrojnego na wschodnich rubieżach imperium. "sekrety tajnych protokołów" przypominają banalną, choć nieco zapomnianą prawdę, że głównym celem ekspansji Niemiec (oraz ich sojuszników), zawartym jeszcze w "Mein Kampf" Hitlera, było parcie na Wschód, ku linii Uralu i Kaukazu. Sama zresztą nazwa sojuszu państw Osi "Pakt Antykominternowski" wskazywała, iż prędzej czy później dojdzie do konfrontacji Berlina z Moskwą.

Bierność Zachodu

Rosyjscy eksperci podkreślają w filmie tezę, pod którą od wielu dziesiątek lat podpisuje się większość Polaków. To w dużej mierze pasywna i kapitulancka polityka Zachodu w drugiej połowie lat 30., których najwyraźniejszym przykładem była zgoda na anschluss Austrii i haniebny traktat w Monachium ułtawiła Hitlerowi sukcesy w pierwszej fazie II wojny swiatowej i podbicie niemal całej Europy. W dokumencie przypomniano, że już w 1936 roku szef brytyjskiej dyplomacji lord Halifax telegrafował do niemieckiego MSZ wyrażając zainteresowanie "pokojowym rozwiązaniem problemu Austrii, Czechosłowacji i Gdańska", a także wypowiedzi tego samego dyplomaty z 14 marca 1939 roku, zapowiadające, że Londyn nie zamierza bronić zajmowanej przez hitlerowców Czechosłowacji. W sumie trudno nie zgodzić się z wyraźnie postawioną w "Sekretach" tezie, że mniejsze państwa europejskie, zwłaszcza te leżące pomiędzy Rosją a Niemcami, stały się podczas kryzysu dyplomatycznego poprzedzającego wybuch II wojny światowej pionkami w grze największych mocarstw.

Kwestia dyktatora

Eksponowany przez polskie media fragment filmu Gasanowa, w którym określono Piłsudskiego jako dyktatora może wielu słabiej orientującym się w historii polskiego Dwudziestolecia rzeczywiście wydać się niecodzienny i mało poprawny politycznie. Warto jednak przypomnieć, że pomimo wielkiego i wręcz urzędowego kultu, jaki władze sanacyjne starały się wokół jego osoby roztoczyć, po złamaniu demokracji i przelewie bratniej krwi w wyniku przewrotu majowego, opinię o dyktatorze podzielało wielu wybitnych polskich polityków z obozów opozycji ludowej, socjalistycznej, chadeckiej i narodowej. W 1930 roku, powstała rok wcześniej koalicja Centrolewu, skupiająca największe stronnictwa antysanacyjnych: PSL Wyzwolenie, PSL Piast, Stronnictwo Chłopskie, PPS, Polskie Stronnictwo Chrześcijańskiej Demokracji i Narodową Partię Robotniczą (w szeregach Centrolewu znaleźli się m. in. Wincenty Witos, Tomasz Arciszewski i Wojciech Korfanty), na zwołanym w Krakowie Kongresie Obrony Prawa i Wolności Ludu wezwała do "walki o usunięcie dyktatury Józefa Piłsudskiego, aż do zwycięstwa". Faktem jest, że szczególnie w zestawieniu z głównymi bohaterami filmu rosyjskigo - przywódcami III Rzeszy i ZSRR system rządów i represji sanacyjnych był nieporównywalnie niski. Jednak rozpętywanie histerii z powodu "dyktatora Piłsudskiego" jest typowym działaniem na wyrost. W angielskojęzycznej wersji serwisu Wikipedia i wielu źródłach zachodnich Marszałek jest przedstawiany jako "authoritarian ruler" ("autorytarny przywódca") i jakoś do tej pory nie słychać było oburzenia naszych czujnych publicystów.

Niekończący się spór

Kluczowym moim zdaniem przesłaniem pomagającym w zrozumieniu rosyjskiego filmu jest zamieszczona w jego końcówce opinia Aleksandra Naumowa. Ocenił on, że w przypominającej węzeł gordyjski sytuacji geopolitycznej na progu wybuchu II wojny światowej każde państwo, w miarę swoich możliwości starało się zabezpieczać swoje interesy. Robiło to mniej lub bardziej umiejętnie, lecz dynamika parcia Hitlera do dominacji nad Starym Kontynentem była tak wszechogarniająca, że wszelkie inne scenariusze rozwoju sytuacji należały od momentu Monachium do gatunku "political fiction". Wydaje się, że Gasanowowi udało się ten europejski dramat dobrze zilustrować. Nawet za czasów Borysa Jelcyna, większość rosyjskich elit uznawała realną i historyczną ciągłość pomiędzy ZSRR, a powstałym na jej gruzach nowym państwem. Działo się tak w wyraźnej opozycji do tendencji panujących np. w Polsce, gdzie wielu uznawało i wciąż uznaje PRL za swoistą "czarną dziurę" dziejów. Stąd też, obecne w filmie próby racjonalnego tłumaczenia posunięć stalinowskiej administracji nie powinny nas dziwić, a co więcej - powinniśmy nauczyć się z nimi żyć i dyskutować za pomocą konkretnych argumentów.

Kraj, który w II wojnie światowej stracił ponad 23 miliony obywateli, z czego blisko 5 milionów stanowili wzięci do niewoli żołnierze, masowo eksterminowani poza wszelkimi konwencjami międzynarodowymi, który zadał - co by o tym nie powiedzieć - decydujący cios nazizmowi i uratował fizyczną egzystencję milionów Słowian oraz mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej zawsze będzie widział historię wojny w sposób sobie tylko właściwy. Z pewnością w rozwiązywaniu trudnych kwestii pomiędzy Warszawą a Moskwą nie pomoże zauważalny od lat proces coraz większego niwelowania rozmiaru zbrodni hitlerowskich na Polakach w stosunku do zbrodni popełnionych przez Stalina (widoczny np. w niezrozumiałej, najnowszej akcji negowania rozmiaru naszych strat poniesionych z rąk Hitlera propagowanej przez niektóre prestiżowe tytuły prasowe).

Rosja przyznała swoją odpowiedzialność za Katyń już w 1990 roku, a podczas wizyty w Warszawie kilka lat później usłyszeliśmy przeprosiny z ust prezydenta Borysa Jelcyna. Zamiast przyjąć to do wiadomości, 70 lat po tragedii Polskiego Września, wręcz masochistyczne, po raz kolejny niepotrzebnie podkręcamy atmosferę sporu, który zamiast stygnąć wraz z upływem czasu, jest wciąż odgrzewany i podgrzewany.

Film można zobaczyć na dole TEJ STRONY. Artykuł ukazał się na Portalu Spraw Zagranicznych. Publikacja za zgodą autora.


Czytany 10621 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04