czwartek, 04 marzec 2010 08:39

Leszek Miller: Wybory Janukowycza

Oceń ten artykuł
(1 głos)
alt   Leszek Miller

Wiktor Janukowycz zna drogę do Brukseli i trasa ta nie biegnie przez Warszawę. To smutna konstatacja dla tych polskich elit, które w ostatnich latach patrzyły na Ukrainę z protekcjonalną wyższością i w dodatku traktowały ją instrumentalnie w swojej grze przeciw Rosji.  
Nasz wschodni sąsiad ukończył 18 lat i na swój urodzinowy prezent wybrał prezydenta, który nie potrzebuje żadnego protektora. Ten zaś jasno wyłożył swoje priorytety w polityce zagranicznej przesądzając, że integracja europejska pozostanie jego głównym celem, ale Ukraina nie będzie już pukać do drzwi NATO. Podkreślił też, że choć pierwszą wizytę zagraniczną złożył w Brukseli, to będzie rozwijał równie przyjazne relacje z Moskwą.

To bardzo dobrze. W okresie rządów „pomarańczowych” usiłowano Ukrainie wmówić, że najważniejszą dla niej sprawą jest napinanie się wobec Rosji oraz szybkie członkostwo w NATO i Unii Europejskiej, w takiej właśnie kolejności. Ale wobec natłoku realnych, a nie wydumanych problemów, Ukraińcy nie dostrzegli żadnych korzyści wejścia do NATO, a co do Unii Europejskiej - rząd pani premier Tymoszenko nie uczynił nic w przedmiocie przesunięcia państwa ku strukturom unijnym. „W naszych relacjach Unia Europejska – Ukraina, trzeba mniej mówić, a więcej robić” - powiedział w Brukseli pragmatyczny Janukowycz, który dosyć ma gry pozorów i pustej paplaniny.

Rychła wizyta szefa państwa ukraińskiego na Kremlu nie będzie oznaczać zwrotu politycznego odcinającego Kijów od Zachodu. W rozmowach z przywódcami Rosji prezydent będzie zabiegał o wytyczenie dróg gospodarczej stabilizacji swojego kraju i ułożenie wzajemnych relacji na zasadach obustronnych korzyści. Uspokojenie nastrojów jest niezbędne dla zahamowania ucieczki inwestorów przytłoczonych politycznym chaosem, w tym także polskich firm, które ulokowały na Ukrainie 864 mln dolarów. To właśnie stan gospodarki jest największym zmartwieniem Janukowycza.  Tylko w ciągu ubiegłego roku dług publiczny Ukrainy wzrósł o 60%, PKB obniżył się o 14%, a produkcja przemysłowa spadła o 22%.

Przez Polskę i Ukrainę przechodzą strategiczne szlaki handlowe. Nasze kraje mają ponadto znaczące w Europie zasoby terytorialne i demograficzne. Współpracując razem będą zawsze poważnie brane pod uwagę przez inne państwa naszego kontynentu tym bardziej, że spekulacje o upadku Ukrainy i podziale jej ziem pomiędzy Rosję i Zachód to zwykłe brednie. Jeśli jednak Polska jest zainteresowana silnymi związkami z Ukrainą musi wyzbyć się poczucia misji i potrzeby narzucania własnego, ideologicznego punktu widzenia. Owszem z uwagi na swoje położenie, doświadczenia w transformacji i przebytą drogę nasz kraj może być dla Ukrainy interesującym doradcą, a gdy trzeba wspierającym adwokatem, ale przede wszystkim powinien promieniować „efektem demonstracji”, czyli przykładem dobrze funkcjonującego państwa.  Polska musi sama odnosić sukcesy i powinna być pozytywnym świadectwem możliwości systemu demokratycznego i gospodarki rynkowej. To znacznie ważniejsze niż ciągłe powoływanie się na anachroniczną już tezę Giedroycia, że bez niepodległej Ukrainy nie ma wolnej Polski. Suwerenny byt państwowy naszych krajów nie jest zagrożony. Prawdziwe niebezpieczeństwa czają się natomiast w psuciu państwa i braku dla niego szacunku nawet własnych obywateli.
Czytany 7432 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 10 marzec 2016 20:24