piątek, 30 maj 2014 06:20

Konstanty Warszewski: Uwagi o rozpadzie państwa ukraińskiego

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

ukr_flag_fire  Konstanty Warszewski

Rozpoczęty 21 lutego proces faktycznego rozpadu państwowości ukraińskiej wydaje się być zjawiskiem, którego nikt nie jest w stanie na obecnym etapie powstrzymać. Eksperci Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych, obecni w południowo-wschodnich regionach Ukrainy (Doniecka Republika Ludowa i Ługańska Republika Ludowa) informują o bezpośrednich starciach w szeregu miast, pojawiają się informacje o dziesiątkach ofiar, w tym spośród cywilnych mieszkańców obu obwodów.

„O jakiej operacji antyterrorystycznej możemy mówić? Wszyscy mieszkańcy południowego wschodu nie mogą przecież być terrorystami. Tak naprawdę mamy do czynienia z prawdziwą operacją terrorystyczną” – ocenił 26 maja działania kijowskich władz lider ŁRL Wasilij Nikitin. Mer Doniecka Aleksander Łukianczenko zwrócił się do mieszkańców tego miasta z apelem o unikanie miejsc publicznych i nieopuszczanie domów. To tylko informacje z kolejnego dnia fazy rozkładu państwa.

Poziom legitymizacji

Wybory prezydenckie przeprowadzone 25 maja zapewne nie zwiększą w znaczącym stopniu poziomu legitymizacji urzędujących w Kijowie władz. Po raz kolejny warto bowiem przypomnieć, że elekcja odbyła się z naruszeniem podstawowych zapisów ukraińskiej ustawy zasadniczej, gdyż przeprowadzono ją w warunkach braku dopełnienia procedury odsunięcia od władzy urzędującego z zagranicy prezydenta Wiktora Janukowycza, uniemożliwienia prowadzenia kampanii wyborczej szeregowi kandydatów liczących na poparcie południowo-wschodniej części kraju, wreszcie – ograniczenia możliwości uczestnictwa w wyborach wielu obywateli Ukrainy zamieszkujących obszary objęte działaniami zbrojnymi. W zaistniałych warunkach traci rację bytu funkcjonowanie państwowości ukraińskiej na znacznych obszarach jej formalnego terytorium, zaś w miejsce upadłego państwa powoływane są nowe struktury, mające za zadanie wypełnienie luki po Ukrainie jako zbankrutowanej formule politycznej.

Nawet jeśli przyjąć, że wybory prezydenckie na Ukrainie pozwoliły w pewnym stopniu na odzwierciedlenie preferencji wyborczych obywateli (są co do tego poważne wątpliwości, zgłaszane m.in. przez międzynarodową misję obserwacyjną ECAG), nie sposób zapominać o ewidentnych problemach związanych z interpretacją zakresu kompetencji głowy państwa, co samo w sobie doprowadzi wkrótce do natężenia i tak już znajdujących się na wysokim poziomie konfliktów wewnątrzpolitycznych. Po raz pierwszy instytucję prezydenta do ukraińskiego ustroju politycznego wprowadzono zaraz po ogłoszeniu deklaracji niepodległości Ukrainy 24 sierpnia 1991 roku, przy czym urząd głowy państwa niejako sztucznie transplantowano do funkcjonujących jeszcze struktur polityczno-prawnych typowych dla republiki radzieckiej. Nieokreśloność kompetencji ułatwiła usunięcie z urzędu pierwszego ze sprawujących go – Leonida Krawczuka. W wyniku przedterminowych wyborów w 1994 roku władzę w Kijowie przejął drugi prezydent Ukrainy Leonid Kuczma. Spory kompetencyjne doprowadziły już za jego kadencji do przyjęcia tzw. kompromisu konstytucyjnego, który miał obowiązywać przez kolejny rok. 28 czerwca 1996 roku doszło do uchwalenia nowej konstytucji Ukrainy, która zakładała funkcjonowanie ustroju prezydencko-parlamentarnego, w którym – pomimo pozornej równowagi sił – rola głowy państwa nabierała, zgodnie zresztą z praktyką polityczną na obszarze poradzieckim, zdecydowanie większej wagi od Rady Najwyższej. Ta ostatnia była izbą skrajnie rozdrobnioną i targaną nieustannymi konfliktami wewnątrzfrakcyjnymi, które przeradzały się w stymulowane powszechnymi praktykami korupcyjnymi wolty i przypadki nieoczekiwanej utraty większości. Zdolność wykreowania trwałej i efektywnej większości parlamentarnej w takich warunkach spadała niemalże do zera. Sytuację tą sprawnie wykorzystywał L. Kuczma, który zdołał wykreować urząd prezydenta stanowiącego główny ośrodek władzy w państwie, podporządkowujący sobie i całkowicie kontrolujący słabą radę ministrów oraz prowadzący skuteczne rozgrywki w skonfliktowanej wewnętrznie Radzie Najwyższej.

W wyniku wydarzeń tzw. pomarańczowej rewolucji w 2004 roku doszło do nowelizacji konstytucji zakładającej zmniejszenie roili głowy państwa: w praktyce, wśród jej realnych prerogatyw, pozostawiono decyzje kadrowe w wojsku, prokuraturze oraz Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy, choć już resort spraw wewnętrznych znajdował się poza prezydencką kontrolą. Wzmocnieniu tym samym uległa rola wspieranego przez większość parlamentarną ośrodka rządowego, co doprowadziło do przypadków trudnej kohabitacji kolejnego prezydenta Wiktora Juszczenki z kolejnymi premierami, m.in. Wiktorem Janukowyczem i Julią Tymoszenko. Jesienią 2010 roku, rozumiejące problemy wynikające z powyższych ograniczeń otoczenie Janukowycza doprowadziło do uznania przez Trybunał Konstytucyjny nowelizacji ustawy zasadniczej z 2004 roku za niezgodną z prawem i tym samym dokonano powrotu do poprzedniej formuły z silnym ośrodkiem prezydenckim. Dysponujący rozległym instrumentarium władzy wykonawczej W. Janukowycz tylko przez nieco ponad trzy lata cieszył się tak mocną pozycją. Porozumienie podpisane pomiędzy nim a przedstawicielami opozycji w obecności szefów MSZ Niemiec, Francji i Polski odgrywających rolę mediatorów, z 21 lutego br. zakładało powrót do wersji konstytucji z 2004 roku, czyli ponowne ograniczenie prerogatyw prezydenckich. Planowana głęboka i daleko idąca reforma konstytucyjna prowadzona jest w bardzo wolnym tempie, co sprawiło, że wybory z 25 maja odbywały się w sytuacji, w której mało kto wiedział, jakie będą przyszłe kompetencje nowo wybranego prezydenta. Sprawiało to, iż de facto żadne deklaracje i programy wyborcze nie mogły być traktowane z odpowiednią powagą. Podobne problemy i dylematy natury ustrojowej pojawiają się przy okazji debat na temat podziału kompetencji pomiędzy centralnymi a regionalnymi organami władzy.

Dezintegracja ostateczna czyli efekty wojny domowej

Po przeprowadzonych 11 maja referendach w obwodzie donieckim i ługańskim pojawiła się możliwość rozpoczęcia dialogu z regionami południowo-wschodnimi. Argumentem dla Kijowa mogła stać się wysoka frekwencja w głosowaniu, świadcząca o istnieniu autentycznego poparcia dla regionalizmu. Postulowana przez szereg organizacji międzynarodowych deeskalacja konfliktu była możliwa właśnie w tym momencie. Kijów wybrał jednak drogę konfrontacji zbrojnej oznaczającej rozpoczęcie wojny domowej na pełną skalę, noszącej przy tym prawdopodobnie znamiona wojny zastępczej (ang. proxy war), w której ścierają się siły wspierane przez podmioty zewnętrzne (dowodem na to są z jednej strony obecność ochotników rosyjskich po stronie Małorosji, z drugiej zaś – najemników amerykańskich, a być może również polskich, po stronie resortów siłowych podporządkowanych Kijowowi). Fikcją wydaje się być przy tym podporządkowanie walczących po stronie władz kijowskich oddziałów nowo wybranemu prezydentowi Petro Poroszence. Ten ostatni być może dysponuje jakąś niewielką częścią zasobów władzy w Kijowie, jednak trzon oddziałów operujących na południowym wschodzie składa się z a) najemników cudzoziemskich; b) Gwardii Narodowej podporządkowanej MSW Arsena Awakowa; c) oddziałów Prawego Sektora; d) oddziałów wojska ukraińskiego podporządkowanych MON. Siły prowadzące bezpośrednio tzw. operację antyterrorystyczną, przynamniej w kontekście przywróconej redakcji konstytucji z 2004 roku, nie mają żadnego tytułu, by podporządkowywać się prezydentowi – elektowi, nawet po jego zaplanowanym na 8 czerwca zaprzysiężeniu.

Przywykliśmy już niejako do niewielkiego znaczenia deklaracji i gwarancji dyplomatów USA i Unii Europejskiej; odzwierciedleniem ich wartości było złamane zaraz po jego podpisaniu porozumienie zawarte jeszcze z Wiktorem Janukowyczem 21 lutego. Podobnie nikłą, jak się okazuje, wartość mają tzw. porozumienia genewskie, które miały powstrzymać działania bojowe wszystkich stron konfliktu i zatrzymać eskalację wojny domowej. Zwykło się tym mianem określać wspólny komunikat szefów dyplomacji Unii Europejskiej, USA, Federacji Rosyjskiej i Ukrainy z 17 kwietnia. Głosił on m.in., iż „wszystkie strony konfliktu muszą powstrzymać się od przemocy, podżegania do niej i działań prowokacyjnych”. 2 maja, a zatem dwa tygodnie po akceptacji tego porozumienia, w Odessie doszło do spalenia żywcem przez bojówkarzy majdanu zwolenników współpracy z Rosją zabarykadowanych w tamtejszej siedzibie związków zawodowych. Tuż po wyborach prezydenckich w intensywną fazę wkroczyła tzw. operacja antyterrorystyczna w Donbasie, przynosząc kolejne setki ofiar. Czytamy również w deklaracji genewskiej, iż „wszystkie nielegalne grupy zbrojne muszą zostać rozbrojone”. Tymczasem na terytorium Ukrainy zachodniej w dalszym ciągu (o czym świadczą raporty eksperckie ECAG) kontrolę nad wieloma regionami i miastami sprawują bojówkarze Prawego Sektora uzbrojeni w broń automatyczną. Kolejnym założeniem kwietniowej konferencji miało być doprowadzenie do szerokiego dialogu ogólno-ukraińskiego, który miał brać pod uwagę „przedstawicieli wszystkich regionów Ukrainy i środowisk politycznych”. Jak dziś już wiadomo, dialog ten zastąpiony został przez wspomnianą już operację bojową na południowym wschodzie, której ofiarami padają liczni nieuzbrojeni mieszkańcy tamtejszych miast, w tym kobiety i dzieci. Genewski komunikat stanowi też wyraźnie, iż podpisujące go strony skłonne są do udzielenia Kijowowi daleko idącej pomocy finansowej pozwalającej na rozpoczęcie wychodzenia z głębokiego kryzysu gospodarczego. Warunkiem tej pomocy ma być wszakże uprzednie spełnienie wszystkich wspomnianych powyżej oczekiwań.

Powyższe rozważania stanowią przyczynek do konstatacji, iż w istocie na Ukrainie nie zostały spełnione przesłanki prawne (konstytucyjne), jak i prawno-międzynarodowe (przestrzeganie porozumień podpisanych również przez szefa ukraińskiego MSZ Andrija Deszczycę), by mówić o jakiejkolwiek perspektywie stabilizacyjnej. Argumentacja legalistyczna, stosowana w debatach na temat kryzysu ukraińskiego przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników nie wytrzymuje prób podstawowej krytyki. Dokonana zaś 25 maja próba legalizacji przewrotu jest z punktu widzenia prawa konstytucyjnego, zobowiązań międzynarodowych, ale także teorii polityki operacją zakończoną niepowodzeniem. Najbliższe tygodnie będą zapewne okresem kolejnych aktów dekompozycji euromajdanowych elit Ukrainy, a być może nawet przejścia do fazy gorącego konfliktu, będącego rezultatem ich całkowitej dezintegracji.

Fot. www.michelizzi.com

Czytany 3015 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04