czwartek, 08 kwiecień 2010 08:05

Konstantin Kosaczew: Rosja a państwa Europy Centralnej i Wschodniej: wybór między przeszłością a przyszłością

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
  alt Konstantin Kosaczew*     Relacje Rosji z krajami Centralnej i Wschodniej Europy (CWE) są osobnym tematem politycznych działań. W kwestii tych krajów rosyjska polityka powinna mieć własną logikę, strategię i taktykę.  
Nie chodzi tutaj o jakieś szczególne rosyjskie dążenia do podzielenia Europy na „nową" i „starą", chociaż to właśnie kwestia rosyjska jest jednym z powodów rozdźwięku w polityce europejskiej. Stąd też pojawiają się u nas pomysły na zróżnicowanie naszego podejścia, których głównym celem powinno być nie dążenie do rozłamu, ale wręcz przeciwnie - zjednoczenie Europy w ramach projektu przyjaznego dla Rosji. Dopóki to nie nastąpi, nie może być również mowy o jednakowej polityce.
 
Nie jest żadną tajemnicą, że stosunki Rosji z krajami CWE są złe i wyróżniają się na tle innych kierunków naszej polityki zagranicznej. Relacje te nie powstają jednak w oparciu o bieżące realia i potrzeby, lecz wynikają ze stosunków niemalże prehistoryczne.
 
To nie „zwykłe" europejskie kraje, ale byłe kraje RWPG, „bloku wschodniego" nie dorosły do statusu „byłych". Upraszczając - cały problem naszych stosunków z nimi sprowadza się właśnie do tych kwestii.
 
Nie jest prawdą, że Rosja z nostalgią odnosi się do dawnego systemu. Tak twierdzący albo sami źle rozumieją nowoczesną Rosję, albo świadomie wprowadzają w błąd swoje narody. W Rosji dzisiaj nie znajdziemy ani jednego wpływowego polityka, który marzyłby na przykład o tym, by Rosja stała się znów odpowiedzialna za Polskę na arenie międzynarodowej. Nie chodzi tutaj absolutnie o to, by obrażać Polaków, wiedząc o ich specyficznej samodzielności w uprawianiu polityki. Rosjanie chcieliby raczej widzieć Polskę wśród swoich przyjaciół. W Rosji jeszcze wielu ludzi zachowało sporo sentymentów w stosunku do narodów krajów z byłego bloku wschodniego. Niestety propaganda i dezinformacja w tych krajach dały o sobie znać (ku zmartwieniu wielu Rosjan) wieloma ostrymi wypowiedziami polityków w kwestii już nawet nie minionego systemu, ale samego narodu rosyjskiego.
 
Kraje Bałtyckie są jakby osobnym tematem, jednakże nie z powodu, że chcielibyśmy je odzyskać. W tych krajach żyje wielu Rosjan. To dziedzictwo wspólnej przeszłości. Nie wszyscy chcą widzieć plusy tego dziedzictwa. Przecież w innej sytuacji wspólna przeszłość mogłaby być czynnikiem integrującym zarówno dla Rosji, z jej problemami demograficznymi, jak i dla samych Bałtów, gdzie rosyjska mniejszość jest całkiem pokaźna. Trzeba jednak z nią jakoś żyć, przy czym należy pamiętać o poszanowaniu demokratycznych zasad, które kraje bałtyckie przyjęły w ostatnim etapie swojej historii. Nasze niepokoje mają tu przede wszystkim charakter humanitarny, a nie geopolityczny. W identyczny sposób odnosimy się do innych krajów CWE. W pozostałych państwach sprawy wyglądają jednak o wiele prościej. Jeśli wspomniane państwa nie będą źródłem zagrożenia dla Rosji, to będzie nam po prostu obojętne, w jakich strukturach one funkcjonują i kto nimi rządzi. Jeśli te państwa będą zainteresowane przyjaznymi stosunkami z Rosją - to z naszej strony spotkają się wyłącznie z przychylnością. Relacje z tymi krajami nie są z naszej strony w żaden sposób obciążone narodowymi uprzedzeniami, które stanowiłyby przeszkodę na drodze do normalnego dialogu albo współpracy na wszystkich szczeblach.
 
Kiedy mówimy o stosunkach międzynarodowych, to w domyśle zawsze istnieje domniemanie potrzeby ich zachowania w stopniu co najmniej poprawnym. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Praktyka pokazuje, że w ostatnich latach liczba problemów wcale nie uległa zmniejszeniu. Wręcz przeciwnie. Jest takie powiedzenie - „wszystko za pokój". Co się jednak stanie, gdy przykładowo jakaś partia doszłaby do władzy na fali nacjonalizmu i pretensji do innych narodów? Czy będzie zainteresowana osłabieniem tej fali?
 
Sytuacja nie odnosi się tylko do krajów CWE. Podobna sytuacja istnieje i w naszym kraju. W obydwu przypadkach należy pracować nad tym, żeby zmniejszyć zakres i wpływy tych, którzy posiadają osobiste i żywotne interesy w podsycaniu wzajemnych konfliktów.
 
Wielu naszych partnerów w krajach CWE zakłada, że zbliżenie z Rosją powinien poprzedzać cały szereg jednostronnych kroków z naszej strony, tj. uznanie naszej winy i odpowiedzialności za działania ZSRR w XX w. (kwestia traktowania krajów Europy Środowo-Wschodniej), odrzucenie posiadania naturalnych interesów w sąsiednich krajach, przyjęcie całkowicie niekorzystnych reguł działania w kwestiach bezpieczeństwa, gospodarki, humanitaryzmu i szeregu innych.
 
W rzeczywistości prawdziwy scenariusz powinien wyglądać zupełnie odwrotnie. Polityczne zbliżenie powinno być realizowane tylko po odejściu od retoryki wzajemnych pretensji. Będzie to naturalny sposób pomocy w rozwiązywaniu problemów historycznych. Wspomniane problemy niestety nie mają teoretycznego charakteru, ale wbudowane są w całości w aktualny polityczny kontekst. Na tym buduje się ideologię, wychowuje młodzież, dochodzi do władzy. Zapewnia się przy tym, że po „publicznej skrusze" Rosji wszyscy automatycznie się uspokoją i tym samym będzie można zacząć przygotowywać spis roszczeń.
 
Szczerze mówiąc, trudno uwierzyć w to, że do Rosji, jako państwa „jednakowo odpowiedzialnego", razem z hitleryzmem, za rozpoczęcie drugiej wojny światowej, do „okupanta", a nie do państwa wyzwalającego, do państwa „odpowiedzialnego" za cały szereg „zbrodni", będzie się miało w przyszłości lepszy stosunek, niż to ma miejsce obecnie.
 
Oczywistym jest, że prawdziwe problemy leżą nie w przeszłości, ale w teraźniejszości. Naprawiać więc należy teraźniejszość, a nie historię. Czasem zderzamy się jednak z narodową (czy nawet nacjonalistyczną) eksploatacją tematów historycznych, mówiąc o przestępstwach nie systemu, a narodu przeciwko drugiemu narodowi. Właśnie dlatego zbrodnie wojenne i czystki ideologiczne są przedstawiane, jako ludobójstwo lub zbrodnie o zabarwieniu etnicznym.
 
Dlatego dziś żąda się przeprosin od Rosji za przestępstwa liderów nieistniejącego państwa. Przecież sama skrucha oznaczać będzie akt uznania odpowiedzialności współczesnej Rosji za przestępstwa ZSSR, a tym samym odziedziczenie nie części terytorium, czy suwerenności, ale właśnie bagażu minionego systemu. To stanowiłoby z pewnością powód do nowych oskarżeń oraz rewizji miejsca Rosji we współczesnym świecie, (podpisy Rosji widnieją pod podstawowymi powojennymi dokumentami, jest ona stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ itp.).
 

 
Dostrzec możemy taką oto zależność: problemy wewnętrzne oraz kłopoty z własną historią (kolaboracja) objaśnić można zewnętrznymi czynnikami i wymuszonymi okolicznościami. Jedną kwestią jest uznanie, że socjalistyczne reżimy w CWE istniały dzięki wewnętrznemu poparciu społecznemu. Zupełnie inną kwestią jest przedstawienie ich wszystkich, jako reżimów okupacyjnych, bezwzględnie odrzucanych przez miejscową ludność, istniejących tylko dzięki wojskowej obecności obcych sił.
 
Niestety, dzisiaj bardzo często politycy CWE, którzy patetycznie nazywają swoje kraje mostem między Wschodem i Zachodem, tak naprawdę tworzą nową wersję muru berlińskiego. Będąc nie przewodnikami dialogu, a jego cenzorami.
 
Pokonać tego rodzaju podejście i praktyki można tylko przechodząc na grunt stosunków pragmatycznych, oddzielając kwestie humanitarne, militarne, i ekonomiczne od ideologii, patetycznych haseł o „ochronie wolności", rozważań o imperializmie i strefach wpływu.
 
Przede wszystkim jednak powinien zniknąć wewnętrzny i zewnętrzny popyt na konflikt. Obiektywnie rzecz biorąc, wszyscy jesteśmy zainteresowani istnieniem stabilnych i trwałych stosunków międzynarodowych, zainteresowani stworzeniem jednej ekonomicznej, energetycznej przestrzeni, działającej w ramach faktycznej integracji. Przeciwnicy tego procesu demonstrują w swojej istocie antyeuropejskie zachowanie. Nowe "Kasandry" przepowiadają całkowitą katastrofę Europie i jej wartościom w przypadku, gdyby Rosja dołączyła do niej, niczym intruz próbujący w zabłoconych butach wejść na salony.
 
Oczywiście, można po części zrozumieć tego rodzaju obawy. Rosja również musi wykonać wiele pracy, odrobić własne „zadanie domowe", aby pozbawić obaw zarówno wschodnich Europejczyków, jak i argumentów przeciwników zbliżenia. Nigdy jednak całkowicie nie zniknie krąg przeciwników integracji europejskiej z Rosją jakakolwiek by ona nie była. Jednym dobrze jest być w „klubie wybranych", w którym nie ma miejsca dla Rosji, jako niedawnej liderki obozu socjalistycznego. Inni boją się stracić swój szczególny status „obrażanych i zagrożonych". W końcu, wejście Rosji do struktur euroatlantyckich mogłoby zmniejszyć znaczenie małych państw europejskich, które stanowią większość krajów CWE.
 
Nie wolno jednak w nieskończoność oglądać się tylko na wiecznych oponentów. To, jaki klimat panuje w stosunkach z CWE, jak również i z całą Zachodnią Europą, nie zależy tylko od nich. „Odnowienie" stosunków z USA, wyjście z kryzysu z Unią Europejską po wydarzeniach z sierpnia 2008 roku, wszystko to sprzyja stanowi, w którym popyt na tych, którzy karmią się energią konfliktów zmniejsza się. Zakres współpracy na rzecz wspólnego rozwiązywania barier historycznych (tak jak działa np. polsko-rosyjska grupa ds. trudnych) powinien zatem zwiększać się.
 
Nie należy przy tym myśleć, że tylko i wyłącznie rosyjską stronę czeka dokonanie historycznego otwarcia - myślę, że kompleksowa i bezstronna nauka historycznych faktów, rozczaruje najszybciej „napalonych" amatorów i poszukiwaczy wyrównywania rachunków z przeszłości.
 
Potrzeba jednak przede wszystkim usunięcia stereotypów z podręczników szkolnych, by móc budować narodową samoświadomość, wolną od tego typu uprzedzeń. Europejskie myślenie powinno być wolne od wąskich narodowych fobii. Kraje Zachodniej Europy zrozumiały to już w połowie minionego wieku i z takiego podejścia narodził się europejski sojusz. Również wtedy nie brakowało twardych oponentów zbliżenia między dawnymi przeciwnikami z okresu drugiej wojny światowej, po której rany jeszcze krwawiły.
 
Zwyciężyli jednak ci, którzy patrzyli w przyszłość, ci którzy postawili na ponadnarodowe porozumienie - Robert Schuman, Charles de Gaulle, Konrad Adenauer. Dziś, gdy zakończyła się „zimna wojna", Europa stoi w istocie, przed tym samym wyborem. Przekonany jestem, że i tym razem przyszłość należeć będzie do zwolenników integracji.
tłum. Kornel Sawiński
 

* Autor jest przewodniczącym Komitetu ds. Spraw Zagranicznych Dumy Państwowej Federacji Rosyjskiej.
Czytany 7457 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 10 marzec 2016 20:20