niedziela, 17 luty 2013 11:56

Konrad Rękas: Przedterminowe wybory na Ukrainie?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

blokadaRNgeopolityka  Konrad Rękas

Parlamentarny kryzys w Radzie Najwyższej trwa w najlepsze. Sami uczestnicy skłaniają się do przypuszczenia, że jedynym jego rozwiązaniem pozostaje wariant siłowy – czy to prawny, czy fizyczny.

Obwodowy Sąd Administracyjny w Kijowie 26 lutego rozpatrzy skargę lidera UDARU, Witalija Kliczki na nielegalne – jego zdaniem – działania przewodniczącego Rady Najwyższej Wołodymyra Rybaka. Formalnie chodzi o tryb odwołania prezesa Narodowego Banku Ukrainy Siergieja Arbuzowa (którego 11 stycznia zastąpił Igor Sorkin). Przede wszystkim jednak jest to kolejny etap wojny między opozycją, a koalicją Partii Regionów i KPU, która po obsadzeniu prezydium parlamentu kieruje jego pracami.

Protestując przeciw przewodniczącemu, opozycja regularnie stara się blokować prace Rady – także fizycznie od blisko dwóch tygodni nie dopuszczając deputowanych koalicyjnych do prezydium i mównicy, prowadząc całodobową okupację. Deputowani Partii Regionów już zapowiedzieli, że jeśli do 19 lutego przedstawiciele „Swobody”, „Batkiwszczyny” i UDAR-u nie podejmą pracy w parlamencie, to może dojść do „fizycznego odblokowania” sali obrad. – Mamy takie moralne prawo i wierzę, że opinia publiczna i media staną po naszej stronie – zapewnił deputowany PR Wołodymyr Olijnyk.

Groźba kolejnego „mordobicia” jakoś jednak opozycji nie przeraża, w przeciwieństwie do możliwości prawnych, jakimi dysponuje prezydent Wiktor Janukowycz. – Spodziewamy się nawet rozwiązania Rady w ciągu najbliższych 30 dni – przyznał wiceprzewodniczący frakcji UDAR-u Witalij Kowalczuk. Z kolei wiceprzewodniczący klubu „Swobody” Aleksiej Kajda dodał, że trzy partie opozycyjne w przypadku przyspieszonych wyborów tym razem uzgodnią wspólnych kandydatów już we wszystkich 225 okręgach jednomandatowych.

Sam prezydent jednak milczy. Ostateczny upadek autorytetu parlamentu i eskalacja konfliktu przez opozycję wydaje się mu być wręcz... na rękę. W obecnej sytuacji wydaje się bowiem jedynym elementem stabilnym i obliczalnym w ukraińskiej polityce. Z drugiej jednak strony linia geopolityczna W. Janukowycza wymaga osiągnięcia wewnętrznej równowagi jeszcze w tej połowie roku, inaczej bowiem kraj będzie mógł zapomnieć o układzie stowarzyszeniowym z UE. No chyba, że taki unik „doniecki Machiavelli” właśnie sobie wymyślił, byle tylko nie musieć opowiadać się w sprawach międzynarodowych. – Prezydent bacznie obserwuje sytuację, jest nią głęboko zaniepokojony i zaproponował swój udział w jej rozwiązaniu – oświadczył lider PR w Radzie, Aleksander Jefremow. Dodał jednak, że w rozmowie z prezydentem zaznaczył, iż jego zdaniem nie zostały jeszcze wykorzystane wszystkie możliwości sfinalizowania negocjacji w obrębie samej Rady. Jefremow przyznał, że zarówno sytuacja gospodarcza, jak i stosunki z Unią Europejską wymagają szybkiej normalizacji pracy parlamentu.

Pat w parlamencie jasno pokazuje, że w żaden sposób Rada Najwyższa nie stanowi znaczącego ośrodka politycznego na Ukrainie. Jednocześnie jednak pozostaje jedynym polem aktywności opozycji, działającej wg schematu znanego też w Polsce – nie ważne co mówimy, ważne na ile konfrontacyjnie. Przedłużający się kryzys wzmacnia też wprawdzie prezydenta i nawet w przypadku wyborów przedterminowych i ewentualnego zjednoczenia (?) opozycji nie musi prowadzić do osłabienia obozu rządzącego. Mówiąc bowiem brutalnie – dokładnie nikt, żadna z dużych sił politycznych Ukrainy nie ma teraz pomysłu na to co dalej z tym państwem. Nowe wybory, czy mordobicie – skutecznie by ten fakt ukryły.

Czytany 3994 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04