sobota, 02 lipiec 2011 07:37

Janusz Bugajski: Wpływ amerykańsko-rosyjskiej détente na szeroko rozumianą Europę

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

medobam  Janusz Bugajski
(CSIS, Waszyngton)

Potrzebujemy przewartościowania konwencjonalnej mądrości mówiącej, że lepsze relacje USA-Rosja są w sposób automatyczny korzystne dla wszystkich państw europejskich i post-sowieckich. Bliższe więzi między Waszyngtonem a Moskwą mogą zachęcić niektóre europejskie i eurazjatyckie stolice do szukania mniej konfrontacyjnych relacji z Rosją i rozwijania ich bilateralnych relacji, ale powodzenie tych działań zależy w dużej mierze od tego, jak podejdzie do tego Moskwa.

Faktycznie, obecne odprężenie między USA a Rosją może skutkować dwoma potencjalnymi niebezpieczeństwami. Po pierwsze, może wytworzyć głębokie obawy, że Waszyngton porzucił wschodnioeuropejskie, południowokaukaskie i środkowoazjatyckie interesy narodowe, aby uzyskać kooperację Moskwy w zwalczaniu zagrożeń dla bezpieczeństwa na tzw. Większym Bliskim Wschodzie. Może to: albo doprowadzić do pogorszenia relacji z Rosją w miarę jak będą wzrastać obawy przed jej dominacją, albo może to zachęcić do większej oficjalnej spolegliwości wobec Moskwy z powodu braku dostatecznej ochrony i wsparcia ze strony Zachodu. Ten drugi scenariusz może także doprowadzić do polaryzacji i radykalizacji polityki wewnętrznej.

Po drugie, sama Moskwa poczuje się ośmielona przez uznanie, że Waszyngton może być skłonny lekceważyć interesy bezpieczeństwa państw wschodnioeuropejskich i środkowoazjatyckich, aby zapewnić sobie współpracę ze strony Rosji. Faktycznie, Kreml testuje właśnie zakres reakcji Waszyngtonu na zestaw asertywnych ruchów wobec sąsiadów, takich jak nacisk na Białoruś nagłymi podwyżkami cen ropy i gazu i intensywne ataki propagandowe na prezydenta Łukaszenkę; wydłużenie okresu stacjonowania floty czarnomorskiej na terytorium Ukrainy i dążenie do przejęcia ukraińskiego przemysłu gazowego przez rosyjskiego monopolistę; grożenie Gruzji dalszymi konfliktami i rozbiorami oraz rosnący nacisk na Azerbejdżan, by zasilał rosyjskie sieci energetyczne.

Skutki nowego odprężenia między Wschodem a Zachodem

Ogólnie rzecz biorąc, gdy relacje rosyjsko-amerykańskie się poprawiają, wewnątrz Europy maleje ciśnienie spowodowane podziałami w UE co do polityki wobec Rosji, szczególnie jeśli Moskwa nie jest zaangażowana w jakąś agresję militarną w swoim sąsiedztwie. Wydawało się, że moment ten nadszedł, gdy prezydent Barack Obama objął swój urząd w styczniu 2009 r, a Waszyngton kładł nacisk na współpracę z Moskwą w realizacji wspólnych interesów w dziedzinie bezpieczeństwa w Afganistanie i Iranie oraz kontroli broni nuklearnej. Uważano, że nowe podejście USA do Rosji wzmacnia jej stabilność w czasie, gdy UE wydawała się również mniej skupiona na promowaniu reform demokratycznych. Dla Berlina i Paryża i innych stolic europejskich stabilność w Rosji była bardziej istotna, niż jej systemowa transformacja.

Mimo, że niektórzy przedstawiciele UE nadal martwili się o to, czy bliższe relacje Rosji z USA nie dokonają się kosztem pogorszenia stosunków Moskwy z UE, to kraje, które podtrzymały pozytywne nastawienie wobec Rosji w czasie prezydentury George’a W. Busha odczuły wyraźną ulgę, a nawet dzięki polityce Obamy poniekąd utwierdziły się w słuszności swojego stanowiska. Polityczni przywódcy w Niemczech i we Francji wierzyli, że poprzednia administracja amerykańska była główną winowajczynią zagmatwania relacji z Moskwą przez swoje działania na Bliskim Wschodzie i sprowokowała wojnę w Gruzji poprzez zaoferowanie Tbilisi perspektywy członkostwa w NATO, co zachęcić miało rząd Saakaszwilego do bezkarnego działania na szkodę rzekomych rosyjskich interesów. Uznali oni za stosowne nie dostrzegać moskiewskich planów odtworzenia regionalnego kondominium pod nadzorem Rosji, lub uznali, że jest to hegemonia łagodna [benign], która zdejmie z UE ciężar obowiązku wspierania oraz integrowania z Europą byłych republik sowieckich.

Po dokonaniu „resetu” w relacjach z Kremlem, kilka rządów europejskich, które najwymowniej krytykowały politykę Rosji, złagodziło swoje stanowisko i rozpoczęło poszukiwania nowych ścieżek współpracy. Dla przykładu, od początku roku 2009 Londyn zaczął skupiać się na rozwiązywalnych kwestiach w relacjach z Moskwą, poszukując stopniowej poprawy stosunków bilateralnych. Kilka rządów środkowoeuropejskich postanowiło dać amerykańskiemu prezydentowi okazję do pomniejszania problemu rosyjskiej agresywności i do potraktowania Rosji jako bardziej konstruktywnego gracza na arenie międzynarodowej. Było to szczególnie widoczne w stanowisku polskiego premiera Donalda Tuska, który dążył do poprawy relacji polsko-rosyjskich jeszcze przed wyborem Obamy.

Rosyjskie władze przekalkulowały sobie, że w czasie prezydentury Obamy dużo trudniej będzie wbijać klin między UE a USA, ponieważ wyraźnie mniejsza będzie między nimi liczba oczywistych punktów niezgody, które Moskwa mogłaby wykorzystać – takich jak kwestia Iraku, walka z terroryzmem, prawa człowieka, czy tarcza antyrakietowa. Z drugiej strony, mniejsza uwaga poświęcana przez USA relacjom transatlantyckim mogłaby służyć długoterminowemu celowi Rosji, czyli rozdzieleniu tego aliansu. Moskwa zdecydowała się także zakończyć niektóre długotrwałe spory z wybranymi krajami europejskimi, aby uzyskać możliwość skutecznego nacisku wewnątrz Unii, lub konkretnych państw spoza UE, dla realizacji swoich strategicznych i ekonomicznych ambicji.

Rząd Donalda Tuska dążył do poprawy relacji z Moskwą od momentu przejęcia władzy w 2007 r. Kilka stolic środkowoeuropejskich uważa, że zasługą administracji Obamy jest poprawa ich relacji z Moskwą, podczas gdy przypadek polski pokazuje, że takie bilateralne ożywienie rozpoczęło się jeszcze przed amerykańskim „resetem”. To zbliżenie jest spowodowane głównie strategiczną oceną przez Moskwę rosnącej pozycji Polski w UE, czego dowodem może być reaktywacja Trójkąta Weimarskiego, czyli francusko-niemiecko-polskiej inicjatywy koordynującej ich polityki europejskie. Rosja oferuje zatem bliższe więzi energetyczne i biznesowe z Polską, aby zwiększyć swoje wpływy wewnątrz Unii.

Jednak każde dwustronne ocieplenie w strefie post-sowieckiej nie jest nieodwracalne, ponieważ bardzo dużo zależy od rozwoju sytuacji wewnątrz Rosji i jej zewnętrznego zachowania. Obecnie, Moskwa angażuje się kampanię wyciągania ręki do zgody prowadzoną przez prezydenta Miedwiediewa w celu uzyskania zagranicznego kapitału i inwestycji modernizujących rosyjską gospodarkę. Ale ocieplenie szybko może przejść w oziębienie, jeśli Rosja potknie się na jakimś konflikcie sąsiedzkim lub kryzys wewnętrzny będzie się przeciągał. 

Sceptycyzm wobec polityki Obamy

Jedną z zasadniczych słabości polityki zagranicznej prezydenta Obamy jest jego niezdolność lub niechęć do tego. by jasno sprecyzować amerykańskie cele strategiczne i interesy w zakresie bezpieczeństwa w regionach europejskim, kaukaskim i ?rodkowoazjatyckim, nawet je?eli nie s? one obecnie priorytetami nadrz?dnymi. Owe interesy mog?yby si? ogniskowa? na przynajmniej czterech celach: po pierwsześrodkowoazjatyckim, nawet jeżeli nie są one obecnie priorytetami nadrzędnymi. Owe interesy mogłyby się ogniskować na przynajmniej czterech celach: po pierwsze – na konsolidacji dwustronnego partnerstwa i regionalnych sojuszy, by zapobiec powstawaniu słabych, rozwarstwionych lub skonfliktowanych państw, które podkopują regionalne bezpieczeństwo; po drugie – na uniemożliwieniu ekspansji jakiejkolwiek regionalnej potęgi lub sojuszu, który podważałby amerykańskie interesy a nawet amerykańską obecności; po trzecie – na angażowaniu zróżnicowanego spektrum państw do pomocy Waszyngtonowi i NATO w zwalczaniu wspólnych zagrożeń pochodzących z „Większego” Bliskiego Wschodu i południowej Azji; po czwarte wreszcie – na zabezpieczeniu rozwoju zasobów energetycznych i ich bezpiecznego przesyłu z obszaru Morza Kaspijskiego do Europy przez Kaukaz i region Morza Czarnego, by podtrzymać stabilność europejskich sprzymierzeńców Ameryki.

Ogólnie rzecz biorąc, „młode demokracje” europejskie, nie były tak entuzjastycznie nastawione do prezydentury Obamy jak wielu ich zachodnioeuropejskich sąsiadów. Prezydentura Busha była oceniana stosunkowo korzystnie, bo to podczas niej „młode demokracje” stały się integralną częścią Sojuszu oraz były kokietowane i chwalone za pomoc wojskową w misjach w Iraku i Afganistanie. Pewne rozczarowanie polityką Busha miało miejsce podczas drugiej kadencji, kiedy kraje środkowo-wschodniej Europy nie otrzymały wojskowych ani ekonomicznych korzyści, jak również nie zostały włączone do programu zniesienia obowiązku wizowego, na co kilka rządów liczyło w zamian za popieranie amerykańskich wysiłków wojennych.

Następujący bo Bushu Obama był niewiadomą, zwłaszcza, że wydawał się postrzegać Rosję jako priorytet numer jeden dla Ameryki w Eurazji. Słusznie bądź nie, polityka „pierwszeństwo dla Rosji” jest postrzegana w kilku stolicach europejskich jako polityka „wyłączność dla Rosji”, i uważa się, że nowa administracja utrzymuje serdeczne stosunki z Moskwą pomimo neoimperialnych planów tej ostatniej w stosunku do jej sąsiadów.

Spotkanie prezydenta Obamy z jedenastoma liderami rządów z krajów Europy środkowo-wschodniej podczas jego podróży do Pragi 8 kwietnia 2010 roku miało w intencji „strategiczne upewnienie” i przekonanie ich, że podniesienie rangi stosunków z Rosją nie wiąże się z degradacją stosunków z młodymi demokracjami ani z zamknięciem wschodnich drzwi do NATO. Ze swej strony obywatele Środkowej Europy oczekiwali zaangażowania Waszyngtonu w pięć strategicznych „nie”: „nie” dla osłabiania gwarancji bezpieczeństwa w NATO, „nie” dla wycofywania się wojsk USA z Europy, „nie” dla ponownego podziału kontynentu na strefy wpływów; „nie” dla zakończenia rozszerzania NATO, „nie” dla targowania się z Moskwą ponad głowami dawnych sowieckich satelitów.

Sam fakt potrzeby cyklicznego upewniania przez prezydent Obamę nowych NATO-wskich sojuszników, że nie zostali pozostawieni sami sobie, wskazuje na to, że kilka stolic pozostaje zaniepokojonych nie tylko ambicjami Rosji, ale także polityką Stanów Zjednoczonych i NATO. Z tego powodu, będą się oni bacznie przyglądać kilku istotnym kwestiom i wydarzeniom. Po pierwsze, treści nowej strategicznej koncepcji NATO, jaka jest potrzebna do zdefiniowania roli Sojuszu w nadchodzącej dekadzie i jego zobowiązań do wspólnej obrony. W szczególności dokładnie śledzone będzie to, jak przedstawiona w dokumencie zostanie Rosja: czy jako partner, czy może jako potencjalny przeciwnik, a może w obydwu tych rolach? Po drugie, ważny będzie szczyt NATO w Lizbonie w listopadzie 2010 – ze względu na możliwe ponowione zobowiązania w sprawie wzajemnej obrony i powiększenia Sojuszu. Po trzecie, trzeba będzie wypełnić kontury nowego systemu obrony przeciwrakietowej, a także określić sposób, w jaki Rosja będzie włączona do planowanego systemu.

Państwa centralnej i wschodniej Europy są nadal zaniepokojone ambicjami Rosji wobec krajów takich jak Ukraina, Białoruś, Mołdawia i Gruzja oraz presją, jaką może to wywierać na ich własne bezpieczeństwo, w czasach gdy Waszyngton nie postrzega szerszego projektu europejskiego jako swojego strategicznego priorytetu. Rzeczywiście, latem 2010 rosło poczucie, że Biały Dom stopniowo wycofuje się z regionu post-sowieckiego i w zakresie zapobiegania konfliktom i zarządzania kryzysowego kładzie większy nacisk na takie instrumenty jak Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Mimo tego, że OBWE nie miała dotychczas żadnych osiągnięć w rozwiązywaniu konfliktów, ponieważ nie posiada środków zapobiegawczych opartych na twardej sile (hard power) lub instrumentów wojskowych oraz pozostaje zależna od wielonarodowego konsensusu. Waszyngton najwyraźniej kalkulował, że takie podejście może zapobiec nowej konfrontacji z Moskwą. Może to też wskazywać na to, że Stany Zjednoczone i NATO nie były przygotowane do oddania regionu post-sowieckiego pod rosyjską hegemonię pod auspicjami Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, nawet jeśli Sojusz nie grał wobec tego regionu szczególnie aktywnej roli.

W dłuższej perspektywie, polityka odprężenia na linii Waszyngton-Moskwa może okazać się być szansą dla Rosji i duet Miedwiediew-Putin będzie usiłował wyciągnąć jak najwięcej możliwych korzyści z obamowskiej polityki „resetu”. Jeżeli Rosja nie będzie potrafiła spełnić amerykańskich próśb o znaczące wsparcie wobec Iranu, Korei Północnej i Afganistanu, albo wejdzie w nowe konflikty o swoje granice, okaże negatywną wartość strategiczną dla Waszyngtonu. Ponadto, pod koniec 2012 prezydentura Obamy może być zastąpiona przez administrację mniej skupioną na Rosji a Putin może wrócić na Kreml z bardziej ekspansjonistycznym programem.

Wątpliwości co do Europy

Pomimo ponawianych zapewnień, że nie będzie wspierać wyznaczania stref interesów, w praktyce administracja Obamy uznała, że nie będzie także energicznie rzucać wyzwań Moskwie w jej bezpośrednim sąsiedztwie oraz że może dzielić z nią wpływy w pewnych regionach. Zakładano, że nawet jeśli Ukraina i inne państwa dostaną się pod rosyjski parasol bezpieczeństwa i gospodarczy, nie zaszkodzi to amerykańskim interesom, które koncentrują się [dziś] na dużo bardziej żywotnych troskach o Afganistan, Iran i rozprzestrzenianie broni atomowej. Bliższy nadzór rosyjski nad republikami post-sowieckimi był uważany przez niektórych zachodnich oficjeli za korzystny, ponieważ taki układ mógłby kreować mniej konfliktów z Moskwą. W efekcie, wyznaczenie stref interesów stało się przedmiotem nieformalnego uzgodnienia z Rosją. Jednak skuteczność takiego porozumienia będzie testowana szczególnie tam, gdzie opór wobec nacisków i zakusów Moskwy będzie skutkował gwałtownymi konfliktami lub będzie miał bardziej bezpośredni wpływ na członków NATO.

W opinii wspierających Kreml rosyjskich komentatorów, powodzenie odprężenia między USA a Rosją zależy od tego, jak Waszyngton zachowuje się w „sferze post-sowieckiej” i czy nie zagraża interesom strategicznym, takim jak je Rosja definiuje. We wrześniu 2008 r., przed zwycięskimi dla Obamy wyborami, rosyjskie wojska odbyły wielkie ćwiczenia strategiczne (Stabilność 2008), które były ostrzeżeniem dla Waszyngtonu. Zakładały one konflikt lokalny na obszarze Wspólnoty Niepodległych Państw eskalujący w pełnowymiarową wojnę powietrzną, morską i lądową pomiędzy Rosją i Zachodem. Ona z kolei przekształcała się w globalny konflikt nuklearny, ponieważ rosyjscy planiści wojskowi dopuszczają ograniczone pierwszeństwo użycia nuklearnych pocisków typu Cruise przeciw celom w Europie i USA. W celu podtrzymania owego poczucia nadchodzącego zagrożenia przedstawiciele Rosji twierdzą, że Gruzja od czasu sierpniowej wojny w 2008 r. ponownie się zbroi i przygotowuje do odebrania oderwanych od niej terytoriów. Wiceminister spraw zagranicznych Grigorij Kasin oskarżył USA o zbrojenie Gruzji, traktując konfrontację Moskwy z Tbilisi jako zastępczy konflikt z USA i NATO.

Aby odpowiedzieć na naciski moskiewskie, podczas swojej wizyty w Moskwie w lipcu 2009 r., prezydent Obama zasygnalizował, że każdy nowy atak na Gruzję sprowokuje amerykańskie zaangażowanie o niesprecyzowanych „poważnych konsekwencjach”. Amerykańskie wsparcie dla Gruzji ograniczone jest do szkoleń i dostarczania wyposażenia głównie na potrzeby raczej operacji antyterrorystycznych, niż obrony kraju przed konwencjonalną inwazją. Wkrótce po sierpniowej wojnie 2008 roku, powstała Komisja Gruzja-NATO, bowiem stało się jasne, że Tbilisi nie otrzyma Member Action Plan w najbliższej przyszłości. Komisja ustanowiła Plan Działań dla Indywidualnego Partnerstwa (IPAP) z NATO, aby wesprzeć reformę instytucjonalną. Mimo to, inicjatywa taka była powszechnie postrzegana jako substytut członkostwa, co wskazywało na to, że Moskwie udało się osiągnąć jeden z jej celów, czyli zatrzymanie dalszego rozszerzania się NATO.

Niektórzy analitycy proponowali bardziej widoczną dla Zachodu rolę ograniczającego przyszły konflikt przez rozmieszczenie militarnej misji w Gruzji, jako przeciwwagi dla rosyjskich baz w Abchazji i Południowej Osetii. Inwazja rosyjskie unaoczniła wiele luk w obronie gruzińskiej, ponieważ Tbilisi skupiała się na operacjach antypowstańczych na odległych teatrach wojennych, a zlekceważyła sprawności potrzebne do odparcia konwencjonalnych zagrożeń militarnych. W czasie ostatnich dwóch lat Moskwa wzmacniała swoje siły, tworzyła bazy wojskowe i podpisała pakty obronne ze swoimi politycznymi marionetkami rządzącymi dwoma terytoriami okupowanymi.

Administracja Obamy potwierdziła swoje zobowiązanie do budowania długoterminowego bezpieczeństwa Gruzji przez pomoc w reformie jej sektora obronnego, szkolenia, edukacji i rozwoju struktur siłowych, które umożliwiłyby Tbilisi zbudowanie nowoczesnych, zorientowanych na Zachód, przygotowanych do współpracy z NATO sił zbrojnych zdolnych do obrony terytorium i udziału w koalicjach. Aby być skuteczną, pomoc wojskowa USA musi obejmować obronę powietrzną, systemy przeciwpancerne, dowodzenie, kontrolę, środki komunikacji, wyposażenie, systemy wywiadowcze, szkolenie operacyjne dla obrony terytorialnej, szkolenie oficerów i rezerwistów oraz zdolności mobilizacyjne. Dałoby to Gruzji zdolność podniesienia kosztów kolejnego ataku ze strony Rosji, bez konieczności użycia amerykańskiej armii.

Przekonanie o braku zaangażowania prezydenta Obamy w sprawy południowego Kaukazu narastało w ciągu całego roku 2010, do czego asumpt dał cały szereg błędnych posunięć: brak nominacji na amerykańskiego ambasadora w Azerbejdżanie przez niemal rok, publiczna obojętność lub brak spójnej strategii wobec zakupu przez Moskwę francuskich okrętów desantowych Mistral, które pomogą Rosji występować z pozycji siły w basenie Morza Czarnego, fiksacja na otwarciu granicy turecko-azerskiej bez uprzedniego rozwiązania bardziej istotnych i związanych z tym sporów pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem, czy wreszcie narastające przekonanie, że USA w konflikcie o Nagorny Karabach wspierają Armenię, z powodu nacisków na Biały Dom ze strony ormiańskiego lobby w Ameryce.

Po wojnie w Gruzji Waszyngton nie skorzystał z okazji do zintensyfikowania swojej współpracy w zakresie bezpieczeństwa z Azerbejdżanem, czy Armenią lub włożenia większego wysiłku w mediowanie w sporze o Nagorny Karabach. W szczególności Baku słusznie mogło czuć się sfrustrowane tym, że jego pomoc jest uznana za oczywistą, pomimo naprawdę znaczących dokonań w zakresie udostępniania kanałów transportu dla sił koalicyjnych w Azji Centralnej i Afganistanie, wystawienia kontyngentu w operacjach pod przywództwem amerykańskim, czy wspierania kaspijskiego rozwoju energetycznego. Amerykańska sekretarz stanu, Hilary Clinton gościła w Baku, Erewaniu i Tbilisi w pierwszym tygodniu lipca 2010 z zamiarem rozwiania obaw o amerykańskie desinteresment, ale praktyczne rezultaty tej wizyty pozostają niejasne.
Co więcej, we wspólnym oświadczeniu wydanym 27 czerwca przez prezydentów Miedwiediewa, Obamę i Sarkozy’ego, trzech współprzewodniczących mińskiej grupy OBWE, przekonywali oni swoich ormiańskich i azerskich partnerów do oparcia procesu pokojowego na zasadach helsińskich układów (KBWE). Jednak zasady te zawierają dwie diametralnie rozbieżne pryncypia: terytorialną integralność państw, co wskazywałoby na to, że Karabach powinien wrócić do Azerbejdżanu oraz prawo samookreślania się narodów, które pozwoliłoby temu regionowi na niepodległość lub inkorporację do Armenii.

W przypadku Ukrainy, w trakcie wizyty wiceprezydenta Bidena w Kijowie w lipcu 2009 r. została odnowiona Karta Strategicznego Partnerstwa, podpisana przez prezydentów Juszczenkę i Busha w grudniu 2008 r., a także ogłoszono powstanie komisji bilateralnej mającej zajmować się sprawami gospodarki, handlu, energii, bezpieczeństwa oraz rządów prawa. Niejasnym pozostało, jak to partnerstwo będzie funkcjonować w trakcie prezydentury Janukowycza, szczególnie skoro nowy prezydent priorytetami polityki zagranicznej uczynił relacje z UE i Rosją, USA i NATO odkładając na lamusa.
W pierwszej połowie 2010 r. reakcje amerykańskie na bliższą integrację Rosji i Ukrainy – plany przejęć przez Moskwę kluczowych sektorów ukraińskiej gospodarki i wydłużenia pobytu floty czarnomorskiej – były ledwo słyszalne. Podczas gdy prezydent Janukowycz postanowił zbliżyć Kijów do Moskwy, wychodząc z założenia, że bardziej stabilne relacje wzmocnią ukraińską gospodarkę, zarówno Waszyngton jak i Bruksela najwyraźniej uznały, że tego rodzaju ruch nie zagraża zachodnim interesom, a może istotnie przynieść stabilność Ukrainie. Wycofanie się Zachodu rozzuchwaliło władze rosyjskie oraz osłabiło potencjał Kijowa w negocjacjach z Moskwą. Tego rodzaju krótkowzroczne podejście USA i UE wynikało z ignorowania potencjału radykalizacji ukraińskiej polityki wyzwolonego przez działania Janukowycza oraz prawdopodobieństwa poważnych konfliktów wewnętrznych w kolejnych latach.

Konsekwencje ponownego zbliżenia z Rosją

Administracja George’a Busha nie uznawała Rosji za kluczowego gracza międzynarodowego, ale raczej za relatywnie słabe państwo postimperialne, które może być ignorowane przy podejmowaniu wielu decyzji. Mimo, że Rosja odzyskała pewną część swojej siły podczas ostatniej dekady, wciąż niewiele wnosiła do międzynarodowego mechanizmu rozwiązywania problemów, przeszacowywała swój potencjał i opierała się konstruktywnemu zaangażowaniu. Rosja faktycznie może być uważana za zmierzchającą potęgę, korzystającą z krótkiego okresu powrotu siły, wynikającego z wysokich cech energii, z przywódcami, próbującymi zahamować rozwój bardziej bezpiecznej Europy związanej z NATO i USA.

W czasie pierwszej połowy kadencji Obamy Rosja była publicznie przedstawiana jak kluczowy partner USA. Jednak, jeśli przyjrzymy się nieco bliżej podejściu obecnej administracji, Rosja jest kokietowana w wąskim zakresie tematów związanych z bezpieczeństwem i nie jest postrzegana jako kraj, którego znaczenie gospodarcze lub strategiczne będzie rosło. Celem Waszyngtonu w podkreślaniu partnerstwa z Rosją jest zaspokojenie aspiracji rosyjskich elit do globalnego znaczenia, przy jednoczesnym wciągnięciu Rosji do współpracy i uniemożliwieniu jej przywódcom sabotowania amerykańskich interesów. Brak szerokich relacji gospodarczych – wszak handel z Rosja to jedynie 1% całej wymiany USA – wskazuje, że w sytuacji odnowionego konfliktu politycznego, wspólne interesy materialne raczej nie przyczynią się do redukcji napięcia.

Często mówi się, że lepsze relacje USA-Rosja wzmacniają bezpieczeństwo w całej Europie i Eurazji. Jest to z pewnością prawda, jeśli pomaga to hamować agresywne ruchy Rosji zmierzające do podkopania suwerenności jej sąsiadów i skutkuje mniej konfrontacyjnymi relacjami z NATO. Jednak praktyczny długotrwały wpływ ocieplenia relacji USA-Rosja musi być oceniony bardziej całościowo a kontrargumenty również mogą okazać się trafne.

Dla przykładu, Moskwa może kalkulować, że bilateralna współpraca w Afganistanie i Iranie ma taką wagę dla interesów USA, że Waszyngton będzie skłonny wycofać się z innych aren, aby zwiększyć prawdopodobieństwo powodzenia na obszarze, który jest dla niego najważniejszy. Przycisk „reset” naciskany przez Obamę sam w sobie podniósł globalny status Rosji. W Moskwie początkowo podchodzono do niego dość podejrzliwie i z nieufnością, choć kilku prokremlowskich analityków twierdziło, że Waszyngton wreszcie uznał, że Rosja podniosła się ze swojego pozimnowojennego upadku i znów będzie traktowana jako wielka potęga. Liczni analitycy uważali, że „reset” ujawnia ostatecznie amerykańską słabość związaną z dwoma wojnami (Irak, Afganistan) i recesją gospodarczą.

Niektórzy analitycy twierdzili nawet, że polityka Obamy jest sygnałem do „wielkiego targu” z Moskwą, w którym USA oferują permanentne zatrzymanie rozszerzenia NATO i uznają rosyjską sferę zasadniczego wpływu na terenie byłego bloku sowieckiego w zamian za rosyjską pomoc dyplomatyczną w Iranie, Afganistanie, Korei Północnej i innych kwestiach związanych z bezpieczeństwem. Aby zademonstrować bardziej intensywne konsultacje na wysokich szczeblach, ustanowiono po wizycie prezydenta Obamy w Moskwie, w czerwcu 2009, Prezydencką Bilateralną Komisję Amerykańsko-Rosyjską z trzynastoma zespołami roboczymi. Kiedy Waszyngton ogłosił w maju 2010 r., że rosyjska okupacja Gruzji nie stanowi przeszkody dla współpracy nuklearnej z Rosją i innych wspólnych przedsięwzięć, Moskwa zrozumiała, że nowe ocieplenie działa wyraźnie na jej korzyść.

Ocieplenie na linii USA-Rosja rodzi jednak podejrzenia w części Europy Centralnej, zwłaszcza w państwach bałtyckich i Polsce, co do potencjalnych koncesji Waszyngtonu wobec Moskwy. W rezultacie przedstawiciele amerykańscy usilnie podkreślali, że nie wspierają bezpośrednich koncesji w zakresie bezpieczeństwa wobec Rosji, ani też konsolidacji sfery rosyjskiej i amerykańskiej kosztem innych państw. Wizyta wiceprezydenta Joe Bidena w Kijowie i Tbilisi w lipcu 2009 miała w intencji wzmocnienie tych argumentów. Jego uwagi, że Rosja jest krajem w gospodarczym kryzysie i że dużo bardziej potrzebuje ona ograniczenia zbrojeń niż USA, zostały zinterpretowana w Moskwie jako „plan B” wobec „przycisku reset”. Analitycy rosyjscy uważali, że jeśli Moskwa nie pójdzie na wymagane kompromisy, a USA nie otrzyma ze strony Kremla żadnych korzyści w Afganistanie i Iranie, wówczas Waszyngton zacznie spychać Rosję na peryferie światowej polityki.

Jednak wyrażone przez Bidena założenie, że kłopoty gospodarcze Rosji sprawiają, że jej rząd będzie bardziej elastyczny, jest dyskusyjne. W krótkim okresie Moskwa może wręcz posunąć się do bardziej prowokacyjnych ruchów, by ukryć i uciec od swoich problemów wewnętrznych, jeśli nie będzie traktowana jako ważny gracz międzynarodowy. Co więcej, Biały Dom pozostawił niedookreślonym to, co uznaje on za „czerwone linie” rosyjskich prób ponownego ustanowienia wyraźnie zarysowanych sfer wpływu. Owe „czerwone linie” zatarły się i rozmyły tam, gdzie wpływy rosyjskie przesączają się za pomocą takich niekonwencjonalnych instrumentów jak szantaż energetyczny, korupcyjne powiązania biznesowe, manipulacja konfliktami oraz rozmieszczanie „sił pokojowych”, które faktycznie służą programowi reimperializacji.

Ogłoszenie przez Obamę nowego odprężenia w relacjach z Rosją na początku 2009 roku miało niewielki bezpośredni wpływ na konkretne decyzje w Moskwie. Kreml ostatecznie zaaprobował tranzyt przez Rosję zaopatrzenia dla sił NATO w Afganistanie i poparł w ONZ nowy zestaw sankcji przeciw Iranowi w czerwcu 2009 r. Jednak Moskwa pozostawiła sobie prawo do zamknięcia swojego terytorium dla ruchu NATO i kontynuowała rozwijanie relacji gospodarczych z Teheranem. Co więcej, przywódcy rosyjscy okresowo testowali reakcje amerykańskie poprzez zwiększania napięć w relacjach z wybranymi prozachodnimi sąsiadami, np. poprzez przygotowanie legislacji ułatwiającej wysłanie wojska zagranicę, by rzekomo bronić rosyjskich obywateli.

Michael McFaul, dyrektor ds. Rosji i Eurazji w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego a także główny architekt polityki rosyjskiej Obamy, stwierdził, że Waszyngton nie ma żadnych iluzji co do oglądu świata przez rosyjskich decydentów, którzy postrzegają USA jako najważniejszego przeciwnika. Zważywszy na tę oficjalną ocenę, polityka USA miała w intencji albo pacyfikację Moskwy poprzez strategiczne zaangażowanie, lub jej wymanewrowanie poprzez dyplomatyczne manipulacje. Przywódcy w Moskwie mogą nie do końca pojmować, że Rosja już nie zajmuje centralnej pozycji w amerykańskim myśleniu strategicznym, ani w jej polityce zagranicznej czy polityce bezpieczeństwa. Jednak uznanie zredukowanego statusu Moskwy w ocenie sytuacji dokonywanej w USA może sprowokować Rosję do zaczepek obliczonych na testowanie amerykańskich reakcji. A to dla ekipy Obamy może być użytecznym argumentem na rzecz celowego podnoszenia rosyjskiej dumy poprzez bilateralne układy o kontroli zbrojeń oraz inne formy kooperacji – i tą drogą „spuszczanie powietrza” z antyamerykańskich, promujących konflikt planów rosyjskich.

Wojna w Gruzji w sierpniu 2008 r. pokazała nie tyle podniesienie Rosji do rangi globalnej potęgi, ale raczej rosyjskie zaangażowanie w relatywnie nieistotne spory terytorialne i wykazała ograniczone zdolności militarne Moskwy. Dodatkowo, w rzeczywistości post-zimnowojennej administracja Obamy była dużo bardziej skoncentrowana na uzyskaniu wsparcia w palących sporach międzynarodowych i osiągnięcia porozumień co do strategicznych arsenałów niż na podważaniu rosyjskiego wpływu na sąsiadów. Na przykład, w maju 2010 r. Waszyngton reaktywował porozumienie z Moskwą, zgodnie z którym oba kraje mogą współpracować przy rozwoju cywilnej technologii nuklearnej – inicjatywa ta została zamrożona po wojnie w sierpniu 2008 r.

Skuteczna polityka USA wobec Rosji musi łączyć współpracę na polu wspólnych interesów z temperowaniem asymilacjonistycznego podejścia Moskwy wobec jej sąsiadów. Nieumiejętność przeciwstawienia się agresywnym poczynaniom regionalnym Rosji może ożywić kilka uśpionych konfliktów. Waszyngton nie powinien przeszacowywać możliwości Rosji w redukcji regionalnych zagrożeń i globalnych kryzysów. Na przykład, wątpliwym było, czy dyplomatyczna energia włożona w pozyskanie wsparcia Moskwy dla umiarkowanych sankcji przeciw Iranowi w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w czerwcu 2010 roku, faktycznie miała jakieś większe znaczenie dla irańskich zamiarów rozwinięcia programu broni nuklearnej. W pewnym momencie Biały Dom musi całościowo ocenić, co owo nowe odprężenie w stosunkach z Kremlem dało w zakresie bezpieczeństwa międzynarodowego i strategicznych interesów USA oraz NATO.

Idea strategicznego partnerstwa pomiędzy USA i Rosją jest najwyraźniej przedwczesna. Zakłada ona, że Moskwa i Waszyngton podzielają strategiczne zadania w dziedzinie ich globalnej roli. Partnerzy strategiczni nie tylko współpracują w konkretnych przedsięwzięciach, ale także powiązani są wspólnymi interesami, wartościami i celami. Choć Rosja może być dla Sojuszu taktycznym partnerem w radzeniu sobie z określonymi zagrożeniami, takimi jak rozprzestrzenianie broni atomowej, lub w negocjowaniu układów o kontroli arsenałów, to rząd w Moskwie nie podziela długoterminowych celów strategicznych ani NATO, ani UE. Sojusznicy w NATO szanują wolę suwerennych państw do wchodzenia w instytucje międzynarodowe zgodnie z ich wyborem. Preferują i wspierają oni także rozwój systemów demokratycznych i legitymizowanych rządów, które łączą w sobie narodową stabilność z szacunkiem do praw człowieka i obywatela. Takie same zasady nie przyświecają jednak władzom rosyjskim.

tłumaczył z angielskiego Jan Filip Staniłko

fot. kremllin.ru

Artykuł ukazał się w numerze 96 (6/2010) dwumiesięcznika Arcana alt

Czytany 25995 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04