piątek, 13 marzec 2015 07:34

Jan Herman: Kontur Europy Środkowej

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Jan Herman

Najważniejszym rytem kulturowym Europy Środkowej jest samorządność wiecowa. Zaznaczmy, że nieznana właściwie nigdzie na świecie poza tym regionem, a różniąca się od europejskiej samorządności obywatelsko-demokratycznej większym „wsadem sejmikowym”. Zachodnia demokracja, wykoncypowana w Helladzie (konglomeraty wielo-polis), wypaczona w Imperium Romanum (które wybrało ustrój garnizonii), odsunięta „na zaś” w Średniowieczu, odzyskana poprzez zastąpienie monarchii parlamentaryzmem i „państwem prawa” – jest w Europie Środkowej zaledwie markowana fasadowo.

W Wikipedii znajdujemy mapę Europy, na której wyróżnia się kolorami kilka przestrzeni: Europę Północną (granatowo), Europę Wschodnią (brązowo), Europę Południową (zielono), Europę Zachodnią (czerwono), Azję Mniejszą i Kaukaz (różowo) [1]. Pośrodku tych przestrzeni ulokowano Europę Środkową w rozumieniu zbliżonym do pojęcia Mitteleuropy księcia Felixa zu Schwarzenberga [2].

kontur01

Wadą takich modeli jest ich uwiązanie do aktualnych bądź minionych granic państwowych. Powoduje to, że Riwiera Francuska jest „wykreślona” z Europy Południowej, a Kraj Basków, hiszpańska Galicja czy Asturia – przypisane są do Europy Południowej, choć bliżej i poręczniej im ku Brytanii. W tym konkretnym przypadku przypisanie Rumunii i Mołdawii do Europy Wschodniej (a nie do Środkowej czy Bałkanów) – też wydaje się nadużyciem. Dużo lepszym narzędziem konstruowania obrysów regionalnych jest uwzględnienie zasięgów krain „uzbrojonych” w tradycję kultury, mowy, etnosu: przykładem mogą być Kaszuby, Łużyce, Morawa, Żmudź, Bukowina, Kosowo, Podhale, Panonia, Styria. Właśnie tej techniki używam konstruując taką „mapę” Europy Środkowej, na razie jednak, zwróciwszy uwagę na ryzyko nieścisłości „polityczno-granicznej” – podaję swoją wersję podziału mapy (jako „podkładu” używam wspomniane mapy):

kontur02

Symbolicznie, „z grubsza”, Europę Środkową opieram na koncepcie przestrzeni zawartej między środkami mórz: Czarnego, Bałtyckiego, Adriatyckiego, albo między Tallinem, Triestem, Tiraną i Odessą. W tym ostatnim obrysie można byłoby wyeliminować Tiranę i pozostawić trójkąt Tallin-Triest-Odessa, ale wtedy Bałkany wyrzucamy poza przestrzeń środkowoeuropejską, tym samym umniejszając zarówno rzeczywisty wpływ Orientu na Europę Środkową (począwszy od napływu Hunów i inwazji tatarsko-mongolskiej, poprzez ekspedycję Kara Mustafy, aż po całkiem jeszcze świeżą pamięć Imperium Osmańskiego), jednocześnie zresztą pomijając znacząco bałkańskie doświadczenie powojenne (obszar krajów „demokracji ludowej”), wspólne z wszystkimi innymi krajami tego obozu, położonymi bardziej na północ.

Ostatecznie zakładam, że dobrze jest myśleć o Europie Środkowej jako miejscu doświadczonym trzema historiami imperialnymi: Rzeczpospolitej Obojga Narodów, Austro-Węgier i Imperium Otomańskiego/Osmańskiego (domena tzw. Wysokiej Porty, Bab-ı Ali, w 1900 roku obejmującej Bałkany bez Grecji). Takie myślenie „odcina” od Europy Środkowej dużą połać „Dzikich Pól” (np. dzisiejszy Donbas), odcina też zachodnią, alpejską część Austrii oraz „dopisuje” obszar Łużyc (Budziszyn, Chociebuż). Oznajmiając to biorę na siebie ryzyko wejścia w sam środek emocji związanych z dzisiejszymi perypetiami Ukrainy i może podejrzenia o słowiańskie resentymenty serbo-łużyckie. Tym bardziej zakładam, że wyrażony tu pogląd na kształt konturu-obrysu Europy Środkowej służyć ma jedynie uruchomieniu dysputy o środkowo-europejskim fenomenie, a nie prezentowaniu opcji politycznych. Podkreślam też, że niewiele powyższe ma wspólnego z tzw. koncepcją jagiellońską.

* * *

Najważniejszym rytem kulturowym Europy Środkowej jest samorządność wiecowa. Zaznaczmy, że nieznana właściwie nigdzie na świecie poza tym regionem, a różniąca się od europejskiej samorządności obywatelsko-demokratycznej większym „wsadem sejmikowym”. Zachodnia demokracja, wykoncypowana w Helladzie (konglomeraty wielo-polis), wypaczona w Imperium Romanum (które wybrało ustrój garnizonii), odsunięta „na zaś” w Średniowieczu, odzyskana poprzez zastąpienie monarchii parlamentaryzmem i „państwem prawa” – jest w Europie Środkowej zaledwie markowana fasadowo. Środkowo-europejską samorządność wiecową dobrze jest przymierzyć do trzech fenomenów: Kozaczyzny (Pyłyp Orłyk), Skupštiny (Milovan Dżilas) i Solidarności (Karol Modzelewski).

Kozaczyzna

Kozacy, dawniej też Kazacy (ros. каза́ки, kazaki, ukr. коза́ки, kozaki z tur. quazzāq – "awanturnik") – nazwa odnosząca się do grupy ludności o charakterze wieloetnicznym z dominującym substratem ruskim, zamieszkującej stepy położone na południe od księstw ruskich, określająca później także rodzaj osadnictwa wojskowego na zasiedlanych ziemiach pogranicznych Rzeczypospolitej i Rosji. Kozacy naddnieprzańscy i naddniestrzańscy, rekrutujący się głównie z Kijowa, Niemirowa, Winnicy, Baru, zwani byli także przez współczesnych Niżowcami (tzw. Kozacy chrześcijańscy). W miarę upływu czasu stworzyli oni społeczność stosującą system demokracji wojennej. Głównie zaliczali się do nich uciekinierzy z Litwy (tzw. Wielkiej Litwy), Rusi Moskiewskiej, Mołdawii, Wołoszczyzny oraz Korony, którzy w XV w. zasiedlili słabo zamieszkane do tej pory ziemie zwane Dzikimi Polami.

Fenomen Kozaczyzny, uruchomiony w XV w. ucieczkami chłopstwa przed uciemiężeniem ze strony feudałów (a zasilili tę emigrację rozmaici awanturnicy, nierzadko będący na bakier z prawem), dojrzał poprzez tzw. „rejestr”. W wyrazie tym zawiera się nie tylko „spis-lista”, ale też cały pakiet wzajemnych uprawnień, zobowiązań i regulacji, definiujących współpracę władcy (dworu) i żywiołu kozackiego, co z Rejestru czyniło swoistą instytucję, a z Kozaków – „dyżurnych zaciężnych”.

Rejestr został wprowadzony przez Zygmunta II Augusta po Unii Lubelskiej (porozumienie pomiędzy stanami Korony Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego zawarte 1 lipca 1569 na sejmie walnym w Lublinie). Kozacy wpisani do rejestru mieli zagwarantowaną wolność osobistą i otrzymywali żołd ze skarbu państwa, innym natomiast groziło wprzęgnięcie w system feudalno-pańszczyźnianych zależności. Kozacy nie objęci rejestrem domagali się przez wiele lat jego poszerzenia, występowali przeciwko magnaterii kresowej (pochodzenia polskiego lub ruskiego). Rejestr objął pierwotnie 500 Kozaków. Z czasem liczba Kozaków rejestrowych się zwiększała, lecz i tak nie wszyscy chętni mogli być do niego wpisani. Rejestr kozacki został zniesiony przez sejm po pokoju karłowickim (1699), kończącym wojny polsko-tureckie. W konsekwencji zniesienia rejestru wybuchło w 1702 oparte o likwidowane kozackie pułki rejestrowe powstanie Paleja, ostatnie powstanie kozackie przeciw Rzeczypospolitej [3].

Kozacy rejestrowi – samo ich powołanie – ukonstytuowali Kozaczyznę jako podmiot „politycznego obrotu”, w tym międzynarodowego. Spontaniczny bezład, charakteryzujący pierwszych uciekinierów (chłopstwa i awanturników) w okolicach dnieprzańskich porohów zaczął być regulowany przez samych Kozaków, pojawiały się niepisane reguły, mające charakter bardziej „państwowy” (prerogatywy) niż zwyczajowy. Sicz kozacka przestała już oznaczać wyłącznie warowny garnizon na wyspie dnieprzańskiej, miejsce zbiórki przed wyprawami łupieskimi, ale też stała się swoistą stolicą, miejscem „sejmowania-wiecowania”.
Esencją kozackiej egzystencji społecznej, zwanej uczenie dziś biopolityką (zdolność do samodzielnego, autorskiego kształtowania przez osoby i wspólnoty swojej podmiotowości politycznej [4]), był indywidualizm i samostanowienie (patrz: ukraińskie słowa „niezależnost” albo „samostijnost”, co żywioł kozacki czyniło nosicielem takich pojęć jak multitude [5], różnia [6], pluralizm, egalitaryzm, prawa człowieka, nieskrępowana wolna wola, wola zbiorowa, samoorganizacja, dobrowolność uczestnictwa w nad-systemach, itd., itp.

Paradoksalnie, na zakończenie ery „bujnej” kozaczyzny, po jej faktycznym upadku, powstała w 1710 roku bodajże pierwsza w świecie nowoczesna konstytucja, oparta na paradygmacie demokratycznym: Pakty i konstytucje praw i wolności Wojska Zaporoskiego [7].

Skupština

Po odejściu od komunizmu w stylu radzieckim przyjęto program samozarządzania, którego najbardziej radykalni przedstawiciele proponowali nawet likwidację partii komunistycznej. W 1950 Zgromadzenie Narodowe poparło projekt sporządzony przez Milovana Đilasa i Josipa Broz-Titę o „samozarządzaniu”. Jugosławia wprowadziła też politykę umożliwiającą swobodne podróżowanie cudzoziemców po kraju oraz umożliwiającą podróże obywateli Jugosławii na całym świecie.

Encyklopedie skupiają się na tym znaczeniu słowa „skupština”, które odnosi się do parlamentu ew. zgromadzenia narodowego Jugosławii i późniejszych republik, a także – rzadziej – do organów samorządowych. Tymczasem w językach tam używanych wyraz „skupština” oznacza „radę równych, wiec”.

Program reform, w myśl zasady głoszonej przez hasło: „fabryki robotnikom, ziemia chłopom”, ogłoszono w 1950 roku. Na skutek reform utrzymanych w stylu socjalistycznym, w przedsiębiorstwach utworzono samorządy wybierane przez pracowników. Już na sesji z 27 czerwca uchwalono ustawę o kierowaniu przedsiębiorstwami państwowymi przez kolektywy, składające się z robotników. Przyjęcie programu samorządności zakończyło dwuletni okres szukania alternatywy, trwający od zerwania z komunizmem w stylu radzieckim, dominującym wcześniej w kraju. Jugosłowianie tworząc nowy model socjalizmu nie korzystali z innych wzorców, a ich jedynym nawiązaniem do przeszłości była demonstracja robotników z 15 lutego 1876 r. w Kragujevcu, gdy strajkujący pracownicy wywiesili czerwony sztandar z napisem „Samouprava”, czyli „samorząd”.

Program reform zakładał też zwiększenie samorządności w innych, niegospodarczych dziedzinach życia. Okres najbardziej radykalnych reform lat 1950’, znany jest jako „Wielki Przełom”. Przed reformami w stylu samorządności, w styczniu poprzedniego roku J. Broz-Tito przeprowadził kolektywizację wsi, co spotkało się z protestami części chłopstwa, które przerodziły się w demonstracje przeciwko rządom partii. Protesty w niektórych miejscach Wojwodiny i Bośni przerodziły się w starcia między chłopami uzbrojonymi w powojenną broń a policją. Na plenum najbliższego Komitetu Centralnego doszło do kłótni między Aleksandrem Rankoviciem, nadzorującym służbę bezpieczeństwa, a Borisem Kidrićem. B. Kidrić skrytykował samowolę służb natomiast A. Ranković twierdził, że metody służb są niezbędne do ochrony Jugosławii przed jej wrogami. J. Broz-Tito przyznał się do błędu i wziął na siebie winę za sytuację.

W latach 1950’ samorządność objęła coraz szersze dziedziny życia. Program miał stać się fundamentem budowy socjalizmu i jedynym na świecie projektem prawdziwie socjalistycznej demokracji. Koncepcja opracowana przez J. Broz-Titę i Edvarda Kardelja zakładała, że samorządność będzie się cały czas udoskonalać. Miała być to historyczna, jakościowa przemiana systemowa, od której, według jej teoretyków, nie było odwrotu. Jednocześnie rząd wstrzymał realizację innych eksperymentów i reform, z których część przynosiła więcej strat niż korzyści. W 1961 roku Zgromadzenie Narodowe wydało ustawę, która określała zasady dzielenia dochodów firm. Powołane zostały komisje, które miały zapobiegać dowolności w określaniu pensji. W rynkowych zmianach część działaczy partii widziała zagrożenie dla gospodarki kraju. Uważali oni, że zmiany te doprowadzą do nielojalnej konkurencji i spekulacji. Krytycy systemu uważali, że załogi pracowników rozgrabią dochód. Zwolennicy samorządności uważali natomiast, że w dalszym ciągu w gospodarce dominują zjawiska etatystyczne, które należy ukrócić, a organizacje samorządowe należy usamodzielnić.

Solidarność

Fenomen Solidarności wyrósł na tradycji robotniczej niezgody na woluntaryzm i zarazem kosmopolityzm aparatu władzy, zdominowanego przez „jedynopartię”. Także na odruchu kolektywów pracowniczych, który pojawił się w Polsce tuż po II wojnie światowej i szybko został stłumiony: to był odruch spontanicznego przejmowania pozostawionych bez zarządu przedsiębiorstw i w drodze „zabierzmy się za to razem” odrestaurowywania tzw. mocy produkcyjnych-przerobowych. Nigdy potem w Polsce nie mieliśmy do czynienia z tak daleko posuniętą, nastawiona na efektywność, dobrze zorganizowaną samorządnością pracowniczą, choć – oczywiście – PRL z uporem godnym podziwu redagował wciąż nowe programy na tym polu, nie tylko z nazwą „samorządność pracownicza” w tytule, ale też w formie choćby znanej jako WOG.

W grudniu 1971 r. odbył się VI Zjazd PZPR, na którym sformułowano tzw. nową strategię społeczno-gospodarczego rozwoju kraju. Rozpoczęła działalność Komisja Partyjno-Rządowa do spraw Unowocześniania Gospodarki i Państwa. W wyniku jej prac oraz wniosków środowiska ekonomistów, w 1973 r. wprowadzono nowe ekonomiczno-finansowe zasady funkcjonowania organizacji gospodarczych. Objęły one część wybranych zjednoczeń i przedsiębiorstw, tzw. jednostek inicjujących. Nowy system ekonomiczny zyskał potem nazwę Systemu Wielkich Organizacji Gospodarczych (WOG). W żadnym innym okresie wydarzenia społeczno-gospodarcze tak bezpośrednio i tak silnie nie angażowały środowiska ekonomistów i ich organizację. Trudno oddzielić działania zawodowe od działań Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w zakresie wdrażania systemu WOG. Konferencje naukowe, dyskusje, odczyty, szkolenia, wydawnictwa itp. służyły nowemu systemowi planowania i zarządzania gospodarką. Wiązano z tym tak duże nadzieje na unowocześnienie gospodarki i wszechstronny postęp, że zahamowanie przez władze w 1976 r. realizacji tej koncepcji systemowej wywołało gwałtowne zniechęcenie. Odbiło się ono również na stanie liczebnym Towarzystwa.
Ostatecznie, w roku 1980 doszło do kolejnych niepokojów społecznych (w zakładach pracy) na wielką skalę, ale po raz pierwszy uniknięto „krwawych wydarzeń” ulicznych, a rozwiązania związkowo-zawodowe i samorządowe autorstwa partii i rządu zyskały konkurencję w postaci konceptów Wolnych Związków Zawodowych i innych formacji, działających bardziej lub mniej w podziemiu, a które w większości zajęły się doradzaniem społecznemu ruchowi, w który przekształciły się komitety strajkowe.

„Samorządna Rzeczpospolita” – to nazwa programu uchwalonego 7 października 1981 r. na zakończenie I Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność”. Twórcą tej koncepcji był – jak podają encyklopedie – Bronisław Geremek, choć każdemu, kto zna to środowisko (tzw. opozycji demokratycznej PRL) trudno przypuszczać, że działał on w pojedynkę czy w wąskim gronie [8].

Wiec

Angielskie odpowiedniki rutynowego tłumaczenia wyrazu „wiec”: mass-meeting albo rally – już na pierwszy rzut oka świadczą o tym, że jest to fenomen obcy światu anglosaskiemu.

Według Wikipedii „wiec” – to w społeczeństwach pierwotnych, zgromadzenie ludności, w celu ustalenia jakichś kwestii mających wpływ na dobro ogółu. To starosłowiańska nazwa, oznaczająca zgromadzenia plemienne w okresie przedpaństwowym, zebrania feudałów, zwoływanych przez księcia, w celu podjęcia decyzji politycznej o charakterze ogólnopaństwowym, a także zjazdy międzynarodowe. Na wiecu (np. u plemion słowiańskich) ważną funkcję zajmowała tzw. starszyzna plemienna, tj. najstarsi członkowie plemienia/rodu, których głos był decydujący, np. w sprawach wojny, pokoju, wyborze władcy. W Polsce okresu średniowiecza terminem tym, wywodzącym się od prasłowiańskiego czasownika *wietati (mówić), określano radę możnych. Podejmowali oni decyzje w sprawach dzielnicy, szczególnie w czasie rozdrobnienia feudalnego. Decydujący głos należał do władcy, który decydował o nadawaniu przywilejów immunitetowych, emisji monet, cłach, lokowaniu miast lub innych świadczeniach. Od XIV w. wiece przekształcały się w sejmiki. Po przekształceniu zjazdów dzielnicowych w sejmiki (XIV w.) określenia „wiec” zaczęto używać w znaczeniu „roków sądowych”.

W kulturach słowiańskich wiec pełni kilka istotnych ról:

a)  informacyjną (starszyzna oznajmia rzeszy to, co uważa za stosowne);

b)  planistyczną (dyskutuje się listę zadań i potrzeb oraz sposoby i kolejność ich realizacji-zaspokajania);

c)  społecznej kontrasygnaty (starszyzna zgłasza potrzebę legitymizacji swoich decyzji lub sytuacji albo faktów, zgłasza się też po „absolutorium”);

d)  integracyjną-tożsamościową (ludność swoją obecnością na wiecu podkreśla swoją przynależność do wspólnoty.

Współcześnie wiec – to masowe zgromadzenie publiczne, mające na celu zamanifestowanie stosunku zgromadzonych do pewnych wydarzeń, osób itp. Coraz częściej rolę wiecu pełnią portale społecznościowe w Internecie, szczególnie grupy dyskusyjne.

Podczas wiecu przejawia się szczególny, charakterystyczny dla całej Europy Środkowej ryt obywatelski: zebrani niemal nigdy NIE SĄ W PEŁNI ZORIENTOWANI w sprawach publicznych na tyle, by kompetentnie decydować, ale też nie wyrażają BEZINTERESOWNOŚCI w swojej gotowości do czynienia tych spraw lepszymi.

Sejm

Nazwa Sejm oznacza w języku staropolskim zjazd ludności. Najwcześniejszy znany opis zawarty został w XII wieku w Cronicae et gesta ducum sive principum Polonorum, a dotyczył czasów legendarnych. Bartosz Paprocki za Bernardem Wapowskim, Maciejem Miechowitą i Marcinem Kromerem w 1548 r. pisał o sejmie z roku 700, na którym od wszystkich obrano Gracusa tego, co pamiętny kopiec ma w Krakowie.

Sejmiki ziemskie (łac. comitia minora) w dawnej Polsce (od końca XIV wieku), były to zjazdy całej szlachty z terenu danej ziemi bądź województwa. Wywodziły się ze zjazdu urzędników ziemi, na który zaczęła przybywać szlachta.

Obradom sejmiku przewodniczył początkowo starosta (w Wielkopolsce), wojewoda (w Małopolsce) lub najwyższy godnością urzędnik ziemski. Stopniowo od pierwszej wolnej elekcji ukształtowała się funkcja marszałka sejmikowego (w Koronie obieralnego na każdym sejmiku, w Wielkim Księstwie Litewskim stałego). Sejmik uchwalał lokalne podatki i tworzył sąd sejmikowy.

Sejmiki ziemskie były równoprawne z sejmami prowincjonalnymi i sejmem walnym i król mógł zwołać którykolwiek z nich dla zatwierdzenia swych propozycji.

Na początku XVI wieku przedstawiciele sejmików ziemskich utworzyli izbę poselską, zaś rada królewska przeistoczyła się w senat. W tym czasie nastąpiła również inna zmiana o dużym znaczeniu – król stał się trzecim, obok izby poselskiej i senatu, stanem sejmującym, co wyraźnie świadczyło o zmniejszającej się roli monarchy w państwie. Na początku XVI wieku ostatecznie określił się skład senatu i izby poselskiej. Większe zmiany nastąpiły po zawarciu unii lubelskiej. I tak w skład izby poselskiej wchodzili: posłowie od sejmików ziemskich w liczbie ok. 170, w tym 48 z Wielkiego Księstwa, oraz przedstawiciele miast, posiadających prawa szlacheckie (Kraków i Wilno, później także Lublin, Lwów, Toruń, Gdańsk i Kamieniec Podolski), którzy nie mieli jednak prawa głosu.

Rzeczpospolita a Republika

Oba słowa są przez różne kompendia tłumaczone na siebie wzajemnie. Tymczasem oznaczają zupełnie co innego:

A.  słowo „republika” oznacza „sprawę wspólną, otwartą, pozostającą na ogólnym forum, nieprywatną”;

B.  słowo „rzeczpospolita” oznacza sprawę powszednią, codzienną, zwykłą, nieelitarną, „gminną” (dla gminu).

Konsekwencją tego rozróżnienia jest przede wszystkim służebność (od łac. minister – sługa, pomocnik) organów, urzędów, służb wobec obywatelskich zrzeszeń i wspólnot w ustroju republikańskim (np. w Europie), a z drugiej strony oznacza konieczność podporządkowania się „ludu” lepiej przygotowanemu do zarządzania sprawami establishmentowi (w Europie Środkowej).

Inaczej: na „zachodzie” lud jest rozumiejący i obywatelski oraz podmiotowy, na „wschodzie” lud jest niekompetentny i wymaga opieki oraz twardej ręki. To brzmi, jak żart połączony z szyderstwem, ale oznacza diametralnie różną optykę kulturową, jeśli nie cywilizacyjną, w sprawach społecznych i politycznych, co przekłada się na codzienność gospodarczą.

Podążając tym śladem łatwo jest odnaleźć wyraźną różnicę między starogreckim wyrazem „demokracja” (δημοκρατία) a wyrazem polskim – „ludowładztwo”, oznaczającym „obecność pospólstwa w procesie władzy”. Co innego bowiem znaczy kierowca, trzymający (zbiorowo?) kierownicę i manipulujący skrzynią biegów i manetkami, a co innego jego przysłowiowa „teściowa”, która z boku „zarządza” tym kierowcą. Otóż lud w Europie Środkowej jest co najwyżej „teściową”, jeśli już zdoła wejść do wehikułu władzy.

Centralizm demokratyczny (pas transmisyjny)

Centralizm demokratyczny (WIEM) wskazuje na bezwzględną moc obowiązującą decyzji władz organów wyższych dla organów niższego szczebla, obieralność wszystkich organów władzy oraz zasadę podporządkowania się woli większości. Jedna z fundamentalnych zasad funkcjonowania partii komunistycznych i podporządkowanych im organizacji zakłada ścisłą dyscyplinę partyjną i zobowiązuje wszystkich swoich członków, wszystkie niższe instancje do ścisłego podporządkowania się uchwałom wyższych władz. Teoretycznie zakładał swobodę dyskusji i krytyki, w praktyce wszystkie decyzje niższych szczebli musiały być zgodne z ogólną linią partii (czyli z decyzjami kierownictwa); w schyłkowym okresie istnienia komunizmu zasada centralizmu demokratycznego została w niektórych krajach zakwestionowana, m.in. 1980 w Polsce: przez tworzenie w PZPR tzw. struktur poziomych przez organizacje partyjne niższych szczebli.

Niekiedy jest to ujmowane jeszcze zgrabniej:

• decyzje władz wyższych są bezwzględnie obowiązujące dla wszystkich władz niższych i dla członków;

• wszystkie uchwały zapadają wprawdzie kolektywnie w gremiach wybieralnych, jednakże pomiędzy zebraniami owych gremiów małe grupy przywódcze (wybrane ścisłe władze) rządzą absolutnie.

Oznacza to, że raz wybrane władze partyjne mogą w praktyce mieć całkowitą kontrolę nad wyborami – bo przygotowania do nich trwają właśnie w czasie, w którym nie odbywają się żadne obrady plenarne. W partii obowiązuje absolutny zakaz frakcyjności; oznacza to, że wykluczone jest powstanie jakiejkolwiek grupy (frakcji), reprezentującej zdanie odrębne od zdania kierownictwa. Centralizm demokratyczny to całkowity prymat władzy wykonawczej, w szczególności zaś stojących na jej czele jednostek.

Znana jest – wyłożona przez Włodzimierza Lenina – zasada pasa transmisyjnego: oddolne racje i projekty kierowane są ku „górze”, tam agregowane, weryfikowane i przetwarzane – i w formie zaleceń, instrukcji, praw i regulacji podążają z powrotem w „dół”.

Aż nadto w takim pasie miejsca na odwrócenie kierunku: z góry płyną sobiepańskie nakazy i przydziały, a doły mogą co najwyżej prowadzić grę o to, by ulżyć sobie w obowiązkach a pomnożyć gratyfikacje.

Podstawową zasadą organizacyjną w PZPR był ów centralizm demokratyczny. Prowadzić to miało do zapewnienia z jednej strony demokracji wewnątrzpartyjnej, polegającej przede wszystkim na równości praw i obowiązków członków partii, jawności życia wewnątrzpartyjnego (oczywiście dla członków), możliwości wpływania wszystkich członków partii na wypracowanie jej linii politycznej, z drugiej zaś strony – na jedności działania partii, obowiązku podporządkowania się mniejszości decyzjom podjętym przez większość czy nadrzędne instancje, na przestrzeganiu dyscypliny partyjnej. Z uwagi na rolę ustrojową, jaką pełniła partia robotnicza w społeczeństwie socjalistycznym, sprawa demokracji wewnątrzpartyjnej, jak też jedności działania partii na zewnątrz, miała podstawowe znaczenie. Powyższe – to cytat z jednej z wielu publikacji edukacyjno-szkoleniowych, nastawionych na indoktrynację: uwierz, że to wszystko dla twojego dobra – i podporządkuj się.

Współcześnie „działa” to w Europie Środkowej, ponoć tak bardzo różniącej się od czasów „komuny”. Przykładem jest rola wysuniętych placówek Państwa, czyli administracji lokalnej, dla niepoznaki zwanej organami samorządu terytorialnego: przybywa tu zadań, a ich finansowanie coraz słabiej jest powiązane z ich rzeczywistą treścią. Podobnie – już poza przestrzenia samorządów – z ochroną zdrowia, emeryturami, prawem pracy, samorządem pracowniczym, związkami zawodowymi...

Trwałość osławionego centralizmu demokratycznego obrazuje kuriozalny związek trzech dość kluczowych dla ustroju dokumentów: art. 104 Konstytucji RP (posłowie są przedstawicielami Narodu /ale/ nie wiążą ich instrukcje wyborców), regulamin Sejmu (odpowiedzialność posłów przed kierownictwem klubu poselskiego) i ordynacji wyborczej (na mocy, której ugrupowanie partyjne decyduje o liście kandydatów w wyborach). Jasno widać z tej konstelacji rozwiązań prawnych, że Parlamentem zarządza co najwyżej kilkunastu bonzów partyjnych, a wyborcy mogą się co najwyżej dopominać o swoje, i to niezbyt nachalnie (bo i na to jest paragraf).

Między obywatelstwem rzeczywistym a rejestrowym

Obywatel rzeczywisty, to taki, który ma pełne, a na pewno wystarczające rozeznanie w sprawach publicznych i bezwarunkową gotowość-skłonność do czynienia tych spraw lepszymi. Wystarczy spojrzeć, jak liczne, jak stanowcze i jak świadome są manifestacje w Europie, nie mówiąc już o ich niezwykłej liczebności.

Obywatel rejestrowy, to taki, który realizuje postawione przed nim „zadania”: informuj o sobie i swojej kondycji (np. PIT, zameldowanie, małżeństwo, zatrudnienie, podjęcie działań zarobkowych), płać wedle tego, co nakazane (podatki, opłaty, akcyzy, cła, opłaty specjalne, abonamenty), głosuj, kiedy to zostanie zarządzone (np. w głosowaniach zwanych wyborami), z pokorą znoś rozwiązania systemowo-ustrojowe (a także te, które są do systemu-ustroju wprowadzane bocznymi drzwiami, uzurpatorsko). Tej rejestrowej „dyscypliny” pilnują bazy danych osobowych, będące w dyspozycji urzędów, organów, służb: PESEL, REGON, NIP, paszport, dowód osobisty, adres, konto bankowe, akta policyjne, akta kadrowo-pracownicze. Takie dane są zbierane w każdym współczesnym kraju, ale w krajach Europy Środkowej służą one podporządkowaniu człowieka tzw. „władzy”.

Demutualizacja, remutualizacja

Europa Środkowa jest – bardziej lub mniej zamierzonym – polem eksperymentu, swoistego „Projektu demutualizacji”, polegającego na dezintegracji, rozkładaniu na czynniki pierwsze wszystkiego, co składało się na struktury-systemy budowane do 1989 r. i wprowadzaniu w to miejsce „zapożyczonych” (w rzeczywistości wmuszonych) rozwiązań europejskich, w mniejszym stopniu amerykańskich. Można rozumieć (choć nieobowiązkowo), że dla ułatwienia Transformacji polikwidowano zjednoczenia gospodarcze (co okazało się kosztem nie do udźwignięcia), bowiem jako pajęczyna rozmaitych więzi stanowiły one zaporę przed prędkim, szokowym „uzdrawianiem” gospodarki i ustroju. Jednak powód, dla którego likwidowano całkiem sprawne sieci (Ruch) i w ich miejsce wprowadzano nowe albo NIC (PGR) – może być tylko jeden: pozbawienie ludności i przedsiębiorczości wypracowanych przez wiele lat odruchów ekonomicznych, aby w to puste pole „w-edukowywać” rozwiązania „zachodnie”, korzystając z premii kulturowo-oswojeniowej [9]. Ogrom strat, jakie Europa Środkowa w ten sposób poniosła – doczeka się kiedyś bilansu innego niż łże-statystyki, wskaźniki, parametry, fasady, gadżety.

Najważniejszym elementem kosztu demutualizacji jest dezorientacja kulturowa, tożsamościowa, wszechobecna w Europie Środkowej. Nie wdając się w szczegóły, zauważę jedynie, że niemal każdy mieszkaniec tego regionu, a zwłaszcza taki, który, nie bacząc na nic, brnie w jedną z dwóch „nieprzyjaznych sobie” ścieżek (albo rusofilia, albo pełny anschluss europejski) – potrzebuje doświadczenia socjatrycznego, odzyskania elementarnych umiejętności społecznych właściwych dla swojego „heimat’u” i połapania na nowo elementarnych nitek kulturowo-cywilizacyjnych jako budulca zbiorowej tożsamości.

Świat obserwuje od pokoleń dwa – różniące się – procesy glajchszaltowania tożsamości metodą wprowadzania nowej: amerykanizację (Amerykanin współczesny to nie uczestnik tygla etnicznego i kulturowego, tylko „wyznawca” idei „Holy America – and nothing else”) i sowietyzację (patrz: „człowiek radziecki”). Wbrew pozorom – w Ameryce tłamsi się wszelkie wątpliwości co do historycznej i globalnej nadwyższości USA. Wbrew pozorom – sowietyzacja nie umarła wraz z upadkiem ZSRR.

W Europie Środkowej dezintegracja tożsamości etniczno-kulturowej postępuje rujnująco, a – politycznie odrzuciwszy sowietyzację – brniemy w „europeizację” z domieszką amerykanizacji. Nie tak integrują się Europejczycy, nie porzucają swojej prymarnej tożsamości. Co jest dobrym powodem do naszego zaniepokojenia i pytania: „czym się różnimy i dlaczego?”

Ekonomia planu (nakazowo-rozdzielcza)

Spraw środkowo-europejskich jest bez liku. Krótko zatem o sprawach polityczno-gospodarczych, zanim przejdziemy do podsumowania.

Nie istnieją dobre, skuteczne, precyzyjne „odwzorowania” rozwiązań gospodarczych po ich przeniesieniu na odmienne obszary kulturowe, a tym bardziej cywilizacyjne. Tymczasem podręczniki ekonomiczne na całym świecie są do siebie zbliżone zarówno treścią, jak i paradygmatami.

Hindusi, Rosjanie, Latynosi, Arabowie, Japończycy – mający własną, przebogatą tradycję gospodarowania – wpisują ją na siłę i z wielką dla siebie szkodą w ramy myślenia o gospodarce wyrosłego w Galii, Brytanii, Iberii, Italii, Germanii (z tradycją bliskowschodnią, np. fenicką).

Dość łatwo jest odróżnić „gospodarkę typu rosyjskiego” od „gospodarki typu anglosaskiego”. Dużo trudniej jest przyzwyczaić się do myśli, że ta „wschodnioeuropejska” nie jest barbarzyńska, a po prostu inna. Oczywiście, mamy do czynienia z niedoskonałościami, a nawet patologiami – ale są one równie częste i równie kłopotliwe w każdej cywilizacji, w każdym ustroju. Aktualny za to jest postulat, by doświadczenia i „ryty kulturowe” w gospodarki innej niż europejska (też wewnętrznie zróżnicowana, a nawet niespójna) – wnosić do światowego dorobku nie jako ciekawostkę (mikrobankowość) i uzupełnienie – ale jako aspekt równorzędnego, odrębnego sposobu myślenia.

Ekonomia planu – zanim wielkie korporacje (monopole) Zachodu przyjęły ją jako oczywistość – znakomicie rozkwitała w Japonii (keiretsu) czy Korei (czebole) – początkowo nie pod tymi nazwami, wnikając w świadomość i codzienność drobnymi przyczółkami. W tym kontekście warto mimo wszystko wspomnieć o wyszydzanych „pięciolatkach” i nakazowo-rozdzielczych technikach zarządzania „rynkami”.

Jeśli pamiętamy takie nazwiska środkowo-europejskich ekonomistów, jak Janos Kornai, Oscar Lange czy Michał Kalecki – to rozumiemy, że nie tylko myśl ekonomiczna, ale i rozwiązania gospodarcze w Europie Środkowej mogą – choć takie „nieanglosaskie” – być podłożem ekonomii oryginalnej, wpisanej w regionalny tygiel kulturowy.

W poszukiwaniu środkowo-europejskiego „suahili”

W kilku regionach świata występują lub występowały języki mające cechę klamry cywilizacyjnej. Hindi, koine, łacina, angielski, hiszpański, francuski, rosyjski, apatistocki, milangia, arabski, chiński, suahili, hausa, bislama, portugalski, do tego języki informatyczne i techniczne – to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

„Człowiek-orkiestra” – Hildegarda z Bingen [10], opracowała już w XII w. zupełnie nowy język – lingua ignota (mowa nieznana). Z biegiem czasu, jej naśladowcy zaprezentowali setki najróżniejszych propozycji międzynarodowego języka, na przykład: volapuk, ido, novial, occidental, ling, esperanto czy interlingua. Część z tych mów znalazła pewien procent zwolenników, lecz z reguły, już po krótkim czasie, zainteresowanie nimi (językami) wygasło. Żaden z nich nie był tak łatwy do nauczenia się, a także nie rozpowszechnił się szeroko oraz nie posiadał w sobie „siły życia” – tak jak esperanto (autorstwa Ludwika „Unuel” Zamenhofa, żyjącego w Białymstoku).

Polska od tysiąca lat jest oswajana językowo z dwóch kierunków: z Zachodu (czeski, niemiecki, łacina, francuski, angielski) i ze wschodu (rosyjski). Jedynie niemiecki i czeski stanowiły element techniczno-operacyjny w naszej edukacji. Pozostałe były/są wyrazem wyboru politycznego. Angielski dopiero ostatnio pełni w naszej mowie codziennej obie role (jest językiem kontraktów, ale też językiem sojuszniczym).

Język służy do przedstawiania rzeczywistości dotyczącej przedmiotów, czynności czy abstrakcyjnych pojęć za pomocą znaków mówionych, pisanych, rysowanych-malowanych, gestykulowanych. Języka używa się w domu, na bazarze, w szkole, w grupie towarzyskiej, w urzędzie, w liturgii, w branży specjalistycznej, w środowisku-subkulturze, w poezji. W każdym z tych obszarów język pełni różne funkcje i stąd jest modyfikowany „pod zadanie”, do jakiego zostaje użyty.

Polska nie ma wspólnego języka (lingua franca [11]) z krajami regionu Europy Środkowej [12]. W Europie Środkowej nie ma języka kontaktowego [13]. To nie jest błahostka. Obszar między trzema morzami (Czarnym, Bałtyckim i Adriatyckim), od Albanii i Macedonii po Estonię, od Triestu po Witebsk, od Dniepru po Odrę – jest w gorszej sytuacji niż 16 plemion kenijskich, które posługują się swoimi mowami plemiennymi, wspólną mową interioru (suahili) i angielskim jako łącznikiem ze światem. W Europie Środkowej nie ma owego „suahili” [14], a wobec tego nie ma wehikułu środkowo-europejskiej świadomości i tożsamości, nawet jeśli coraz wyraźniejsze są środkowo-europejskie interesy i odrębność interkulturowa.

Rzecz nie w tym, aby budować jakiś nowy język (mowę): rzecz w tym, by Środkowoeuropejczycy spróbowali użyć swojego – przecież odrębnego – sposobu postrzegania świata i rozumowania, po czym zaczęli „znakować” swoje obserwacje i wnioski własnym słownictwem, unikając tym samym importowania do środkowo-europejskiej świadomości przesłań obcych, podążających „stamtąd ku nam” za językiem techniki, ekonomii, polityki, dyplomacji, kultury.

Skutkiem bowiem rezygnacji z własnego nazywania rzeczy, jakimi są – jest zawsze i wszędzie przyjmowanie cudzych racji są swoje, nawet jeśli są one w naszym domu obce.

kontur03

Osobiście nie odpowiada mi sytuacja, którą odziedziczyliśmy po pradziadach i ojcach, w której dla każdej środkowo-europejskiej sprawy politycznej i gospodarczej szukamy patrona lub arbitra, i do tego mecenasa, w Moskwie czy w Londynie-Paryżu-Brukseli, w której coraz więcej nowo-pojawiających się elementów codzienności nazywanych jest po angielsku, niemiecku, nigdy nie doczekawszy się polskiego, węgierskiego, czy rumuńskiego odpowiednika. Trochę to też świadczy o (nie)zaawansowaniu cywilizacyjnym, o wtórności naszej rzeczywistości, o prowincjonalności regionu. Nieprawdaż?

A może po prostu nie jesteśmy regionem, tylko odwieczną prowincją? Co na to duchy Celtów, Daków, Rusów?

* * *

Spory i różnice – zwłaszcza na tle etnicznym, religijnym, sąsiedzkim, społecznym – rodzą się wszędzie. Skoro jednak w Rosji są one gaszone przez najszerzej rozumianą Władzę, w Europie przez dysputę kończoną uzgodnieniami, a w Europie Środkowej poddawane są konsultacji w stylu: „ustalmy, że nie masz racji, a dopiero wtedy pogadajmy”, to oznacza nie tylko przywarę (psychomentalną), ale jest elementem tożsamości. Zbyt dużo jest „tego, czego nie ma”, aby mówić o tożsamości środkowo-europejskiej. Ale też jest tu zbyt wiele tego, co wyróżnia ten region spośród innych – aby nie zadać pytania o samo istnienie Europy Środkowej.

Odpowiedzmy sobie na nie, pozostawiając za sobą uprzedzenia i prawdy objawione...


_____________________________________
1. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:European_political_map_(chopped).png
2. por: http://pl.wikipedia.org/wiki/Mitteleuropa#mediaviewer/File:Grossgliederung_Europas.png
3. http://pl.wikipedia.org/wiki/Rejestr_kozacki
4. Jako pierwszy wyrazu „biopolityka” użył szwedzki politolog Rudolf Kjellen w swojej koncepcji organistycznej, przedstawiającej państwo jako żywy organizm. Lecz ojcem pojęcia w obecnym rozumieniu był francuski myśliciel Michel Foucault, który poprzez pojęcie biopolityki rozumiał formę sprawowania władzy nad grupami społecznymi i sposobem życia jednostki. Na jego koncepcji biopolityki, opierali się pozostali myśliciele m.in.: Georgio Agamben, Antonio Negri, Michael Hardt, Rosi Braidotti.
5. Inaczej: rzesza, zrzeszenie równych sobie wspólnot, patrz: N. Machiavelli, B. Spinoza, M. Hardt i A. Negri.
6. Różnia (fr. différance) – neologizm stworzony przez francuskiego filozofa Jacques'a Derridę na potrzeby opisania relacji między „tym co się opowiada i tym co jest rzeczywiście”. Polski termin „różnia" stworzony został przez tłumaczkę eseju Différance, Joannę Skoczylas (zob. Drogi współczesnej filozofii, Warszawa 1978).
7. Pyłyp Orłyk (Filip Orlik) był głównym pisarzem wojska zaporoskiego, przyjacielem i powiernikiem hetmana Iwana Mazepy. Po przegranej bitwie pod Połtawą 8 lipca 1709 roku, Kozacy popierający króla Szwecji Karola XII udali się na emigrację do Bender (obecnie Naddniestrze). Byli wśród nich m.in. I. Mazepa i P. Orlyk. Po śmierci I. Mazepy 2 października 1709 r. P. Orlyk został wybrany hetmanem na uchodźstwie. W 1711 roku sporządził „Konstytucję Benderską” uznawaną przez część historyków za pierwszą konstytucję Ukrainy. Nigdy nie weszła ona w życie. Tytuł oryginalny: „Pacta et Constitutiones legum libertatumque Exercitus Zaporoviensis (Договоры и Постановлεnѧ правъ и волностεй войсковыхъ”.
8. Pełny tekst koncepcji: http://ofop.eu/sites/ofop.eu/files/biblioteka-pliki/f1_83-124.pdf
9. Oswojenie ma w moim koncepcie dwa aspekty. Wymiar aksjologiczny oswojenia – to wprowadzanie do własnej siatki pojęciowej, do rodzimej hierarchii wartości, jednej lub więcej wartości obcych, i to od razu wysoko w hierarchii. Wymiar ekonomiczny oswojenia to gotowość do wyprzedaży – nawet za bezcen – tego, co „swoje”, aby za uzyskane środki móc pozyskać „stamtąd” dobra obce, gadżety, nawet przepłacając. W ten sposób – zanim się ludność połapała – wprowadzono w krajach Europy Środkowej mnóstwo rozwiązań „zachodnich”, w rzeczywistości uzależniających gospodarkę rodzimą od racji obcych.
10. Hildegarda z Bingen – frankońska anachoretka, wizjonerka, mistyczka, i uzdrowicielka, reformatorka religijna, benedyktynka (od 1136 przeorysza), uznawana przez Kościół katolicki za świętą, od 2012 doktor Kościoła, pierwsza kompozytorka, której biografia jest kompletna i dobrze udokumentowana.
11. Lingua franca (wł. język Franków) – w wąskim ujęciu: język mieszany typu pidżynowego, używany w basenie Morza Śródziemnego, o zredukowanej fleksji i gramatyce, powstały na bazie słownej głównie z języków: francuskiego, włoskiego, greckiego, hiszpańskiego i arabskiego. Używany w portach śródziemnomorskich jeszcze w XX wieku, głównie w kontaktach handlowych i dyplomatycznych, obecnie jest już językiem martwym.
12. Jest taki sztuczny język, który po niemiecku nazywa się Interslavische sprache (Medžuslovjanski, cyrylicą Меджусловјански), stworzony całkiem niedawno (datuje się na 2006) staraniem takich osób jak Ondrej Rečnik, Gabriel Svoboda,Jan van Steenbergen, Igor Polyakov, Vojtěch Merunka, Steeven Radzikowski, łączący w sobie różne „opcje i doświadczenia językowe” (uwaga: pierwszą propozycję na tym polu uruchomił Czech Ignac Hošek w 1908, a jeszcze wcześniej chorwacki duchowny Juraj Križanić, patrz też dorobek takich osób jak Josef Konečný, Edmund Kolkop czy Bohumil Holý).
13. Język wehikularny – język używany w czasie podróży i kontaktów handlowych w obszarach o dużej różnorodności językowej. W różnych rejonach świata funkcję taką pełnią np. suahili w Afryce Wschodniej, hausa w Afryce Zachodniej, hindi na dużych obszarach Indii, język malajski w Azji Południowo-Wschodniej, bislama na wyspach Pacyfiku, rosyjski w krajach byłego Związku Radzieckiego i rozmaite języki typu pidżin w innych miejscach świata, na przestrzeni wielu wieków. Język portugalski pełnił rolę języka wehikularnego w Afryce i Azji, zwłaszcza w XV i XVI wieku. Chiński mandaryński spełnia rolę wspólnego języka dla osób mówiących rozmaitymi dialektami języka chińskiego.
14. Suahili, swahili (nazwa w języku suahili: kiswahili) – język z rodziny bantu. Używany w Afryce Środkowej i Wschodniej (Kenia, Tanzania, Demokratyczna Republika Konga, Uganda), jest językiem kontaktowym. Zapisywany zarówno alfabetem łacińskim (obecnie) jak i arabskim (dawniej). Składa się z ok. 20 dialektów (kiamu, kimwita, kingwana i inne). Najczęściej używanym (tzw. standard swahili) jest dialekt unguja, wywodzący się z Zanzibaru. Językiem suahili jako ojczystym posługuje się około 800 tysięcy ludzi.

Czytany 6491 razy