sobota, 26 czerwiec 2010 09:07

Immanuel Wallerstein: Znów Iran i Korea Północna: ryzyko balansu na krawędzi

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 alt Immanuel Wallerstein

Od prawie dwóch dekad Stany Zjednoczone podnoszą wrzawę i zapewniają o swojej determinacji w działaniach mającym zapobiec nuklearnym ambicjom Iranu i Korei Północnej. Rząd amerykański regularnie, między innymi równie ważnymi problemami, potwierdza ważność tych celów. Odkąd, zarówno Korea Północna jak i Iran, zaczęły marginalizować amerykańskie żądania, USA konsekwentnie stosują groźby o możliwej, przyszłej akcji wojskowej.

Czy jednak po tak długim czasie, powinniśmy traktować te kwestie poważnie? To, co się dzieje, najlepiej podsumować określeniem „gry na krawędzi”, czasami określanej mianem „gry tchórzy”. Za każdym razem, gdy gra rozpoczynana jest od nowa, pojawia się pytanie o to, kto „pierwszy mrugnie” i będzie zmuszony odwołać zagrożenie konfliktem zbrojnym. Do tej pory jednak Stany Zjednoczone grały w tę grę z Iranem lub Koreą Północną osobno. Obecnie toczy z nimi tę rozgrywkę jednocześnie. Z jednej strony, owa „jednoczesność rozgrywki” zdecydowanie umniejsza wiarygodności amerykańskich intencji. Z drugiej jednak strony czyni tę grę dużo bardziej niebezpieczną.

Jak obecnie wygląda sytuacja? W przypadku Iranu, Stany Zjednoczone od kilku miesięcy zabiegają w Radzie Bezpieczeństwa ONZ o nową rezolucję, nakładającą nowe sankcje, za niestosowanie się przez Iran do poprzedniej rezolucji, zakazującej temu krajowi dalszego wzbogacania uranu. Aby ustanowić sankcje, USA negocjują poparcie dla tej inicjatywy zarówno z Chinami, jak i Rosją. Wymienione państwa co prawda wyrażają poparcie dla nowych sankcji, jednak nie jest ono tak silne, jak się tego spodziewała strona amerykańska. Moskwa i Pekin wyraźnie oczekują w tym względzie transakcji wiązanej.

Stany Zjednoczone zakładały do tej pory, że uzyskane wsparcie ze strony Rosji i Chin pozwoli na jednomyślne przeforsowanie rezolucji na forum Rady Bezpieczeństwa. Dość nieoczekiwanie jednak w całą sprawę bardzo mocno zaangażowały się Brazylia i Turcja. Ich przywódcy uzgodnili z Iranem kwestię zamiany połowy irańskich zasobów wzbogaconego uranu na paliwo jądrowe. Brazylia, Turcja, a także Iran stwierdziły później, że to porozumienie w dużym stopniu zaspokaja amerykańskie żądania. Waszyngton nie zgodził się jednak z tym twierdzeniem i podkreślił, że będzie kontynuował naciski na Radę Bezpieczeństwa ONZ.

Stany Zjednoczone nie bardzo wiedzą, jak poradzić sobie z włączeniem do gry Turcji i Brazylii. Tym bardziej, że oba państwa traktowane są przez Waszyngton, jako kraje zaprzyjaźnione. Do niedawna wyglądało na to, że USA skłonne były zaakceptować turecko-brazylijską inicjatywę, zakładając jednocześnie małe szanse jej powodzenia, co spowodowałoby wzmocnienie amerykańskich argumentów. Tak się jednak nie stało. Brazylia i Turcja odniosły sukces. Przynajmniej właśnie tak myślą. Ponadto wyraźnie nie zamierzają być traktowane, jako podrzędni gracze, którzy muszą ustępować silniejszym. Turcja i Brazylia twierdzą, że Stany Zjednoczone powinny okrzyknąć ich inicjatywę, jako sukces i zrezygnować z nacisków w sprawie rezolucji.

Tymczasem oczy wszystkich skierowane zostały w kierunku Korei. To tam, 26 marca zatonął, trafiony torpedą, południowokoreański okręt. Tuż po wydarzeniu władze Korei Południowej stwierdziły, że był to wypadek. Lecz później, dokładnie po dwóch miesiącach, co budzi pewne zastanowienie, południowi Koreańczycy stwierdzili jednak, że mają dowody na to, iż za storpedowaniem ich okrętu stoi Korea Północna. Co ciekawe, niektórzy analitycy twierdzą, że zatopiony okręt południowokoreański, który uczestniczył we wspólnych ćwiczeniach morskich z marynarką USA, mógł zostać omyłkowo trafiony przez jeden z okrętów amerykańskich. Oczywiście sugestie te zostały zmarginalizowane przez światowe media, które skupiły się bardziej na debacie o motywach kierujących Koreą Północną. Hilary Clinton powiedziała, że nie może zrozumieć „dlaczego oni zrobili coś takiego?”.

W każdym bądź razie, Korea Południowa zerwała resztki istniejących więzi z Koreą Północną, która zresztą odwzajemniła się tym samym. Stany Zjednoczone chcą rezolucji Rady Bezpieczeństwa. Korea Północna mówi z kolei, że jeśli ta zostanie przyjęta, to zerwie wszelką międzynarodową współpracę dotyczącą kontroli jej obiektów nuklearnych.

Tak więc, znaleźliśmy się na najwyższym szczeblu drabiny ryzyka. Widać to również w światowej gospodarce, która reaguje z dużą nerwowością. Co teraz będzie? Oczywiście każdy gra dla swojej własnej publiczności. Rząd amerykański chce pokazać Kongresowi, że robi „coś naprawdę ważnego”. Podobnie jak rządy w Korei Południowej, Korei Północnej, Iranu, a także w Brazylii i Turcji.

Kto „mrugnie” pierwszy? Nie wierzę, aby któryś z krajów z pierwszej linii frontu tej sprawy pragnął wojny. Mówiąc najprościej – jest zbyt wiele do stracenia. Prawdziwa decyzja nie leży jednak po stronie żadnego z tych państw, a po stronie rządu w Chinach. Jaki rodzaj rezolucji poprą Chiny w tym (lub w obu) przypadku? Pekin chce, aby wszyscy się uspokoili i utrzymali ten spokój. Problem leży w tym, że balansowanie na krawędzi może być niebezpieczną grą, kiedy świat – pod względem ekonomicznym i geopolitycznym – jest niestabilny i chaotyczny. Wypadki się zdarzają. Gdzieś, jakiś oficer, z ręką na spuście, może popełnić błąd – albo przypadkowo albo celowo.

Żyjemy w ciekawych czasach.

© Immanuel Wallerstein/Agence Global, tłum. Łukasz Reszczyński

Czytany 5885 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04