wtorek, 07 czerwiec 2011 08:53

Immanuel Wallerstein: Wojna - przemęczenie w Stanach Zjednoczonych?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

tired


  prof. Immanuel Wallerstein

Najnowsze badania w USA wskazują nie tylko sprzeciw wobec obecności amerykańskiej w Libii, ale również sprzeciw wobec działań wojennych w Afganistanie. Ankieterzy nazywają to „zmęczeniem wojną”, ponieważ trudno jest stwierdzić, czy oba konflikty mogą zakończyć się zwycięsko dla Stanów Zjednoczonych.

Stany Zjednoczone są obecnie zaangażowane w trzy wojny na Bliskim Wschodzie – w Afganistanie, Iraku oraz w Libii. Stany Zjednoczone posiadają swoje bazy wojskowe w ponad 150 państwach na świecie. USA mają również napięte stosunki z Koreą Północną i Iranem i nie wykluczają podjęcia przeciwko tym państwom działań wojennych. Wojna w Afganistanie, która rozpoczęła się w 2002 r., zyskała bardzo silne poparcie opinii publicznej, a także bardzo duże wsparcie w innych krajach. Wojna w Iraku, która rozpoczęła się w 2003 r., miała również duże poparcie [amerykańskiej] opinii publicznej, ale jednocześnie już o wiele mniejsze wsparcie społeczne wśród innych państw. Obecnie Stany Zjednoczone są połowicznie zaangażowane w Libii. Mniej niż połowa przedstawicieli opinii publicznej w USA popiera zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w Libii. Pojawiło się również wiele głosów krytycznych, wyrażanych przez pozostałe państwa.

Najnowsze badania w USA wskazują nie tylko na sprzeciw wobec obecności amerykańskiej w Libii, ale również na sprzeciw wobec działań wojennych w Afganistanie. Ankieterzy nazywają to „zmęczeniem wojną”, ponieważ trudno jest stwierdzić, czy obydwa konflikty mogą zakończyć się zwycięstwem Stanów Zjednoczonych. Konflikt libijski, jak na razie, zmierza w kierunku „głębokiego bagna”. W Afganistanie wszyscy pzastanawiają się na politycznymi rozwiązaniami, co musi się wiązać z przystąpieniem Talibów do rządu, a może nawet w krótkim czasie z przekazaniem im pełnej władzy. Stany Zjednoczone planują wycofanie własnych wojsk z Iraku do 31 grudnia. 20 tys. amerykańskich żołnierzy opuści Irak, pod warunkiem, że rząd iracki postawi taki wniosek, co nastąpi w miarę szybko. Premier Iraku Nuri al-Maliki może być skłonnym do przyjęcia takiego rozwiązania, jednak sadryści stwierdzili, że w takim wypadku wycofają swoje poparcie i rząd upadnie.

Najciekawsze jest jednak to, co może nastąpić w polityce wewnętrznej USA w przyszłym roku - powoli zbliżają się wybory prezydenckie. Od 1945 r. Partia Republikańska prowadzi kampanię, w której popiera wojsko, oskarżając jednocześnie Partię Demokratyczną o zbyt miękkie podejście. Demokraci od zawsze reagowali na te oskarżenia, starając się udowodnić, że nie są jednak aż tak miękcy, jak się ich oskarża, jednocześnie chcąc pokazać, że w praktyce nie ma zbyt dużej różnicy w rzeczywistej polityce, niezależnie od partii z jakiej pochodzi rządzący prezydent. Rzeczywiście, największe wojny – Korea i Wietnam – zostały rozpoczęte pod rządami prezydentów z linii demokratycznej. Partia Demokratyczna zawsze posiadała grupę, która stanowiła lewe skrzydło, które było zawsze było krytyczne wobec tych wojen. Ta grupa nadal istnieje i wyraża swój sprzeciw. Jednak wśród polityków wybieranych w wyborach, Demokraci byli zawsze mniejszością, która była w dużej mierze ignorowana.

Partia Republikańska była bardziej zjednoczona wokół programu stałego wsparcia dla wojska i wojny. Rzadko trafiali się politycy, republikańscy którzy mieli odmienne zdanie. Pochodzili oni z wolnościowego skrzydła partii, zaś obecnie najbardziej godną uwagi osobą, która wcielała ten pogląd w życie, był republikanin Ron Raul z Teksasu. Był on też jednym z niewielu polityków, którzy uważali, że nieograniczone wsparcie dla Izraela, to zły pomysł.

W tej chwili trwa wyścig o prezydenturę. Barack Obama będzie kandydatem Demokratów. Jest niekwestionowanym liderem w tej partii. Sytuacja Republikanów jest wręcz przeciwna. W partii istnieje od 10 do 12 kandydatów do nominacji, a żaden z nich nie jest pewnym kandydatem. Partyjny wyścig jest więc szeroko otwarty.

Co to oznacza dla polityki zagranicznej? Ron Paul stara się o nominację. W 2008 r. nie miał prawie w ogóle żadnego wsparcia. Teraz znalazł się w nieporównywalnie lepszej sytuacji w kampanii. Jest to częściowo spowodowane jego silnym stanowiskiem wobec polityki fiskalnej, jak również jego stosunkiem do wojny, który przyciąga uwagę. Ponadto na ring wszedł inny, nowy kandydat. Jest nim Gary Johnson, były gubernator stanu Nowy Meksyk. Jest on jeszcze większym libertarianinem w kwestii wojny niż Paul. Johnson wzywa do natychmiastowego i całkowitego wycofania się z Afganistanu, Iraku i Libii.

Biorąc pod uwagę szeroki wachlarz wsparcia dla różnych potencjalnych kandydatów, niewątpliwie  sytuacja zmierza do powstania licznych debat telewizyjnych, w których wszyscy republikańscy kandydaci będą rozmawiać i debatować. Jeżeli Johnson spowoduje, że problem wojny stanie się jego wielkim argumentem, to zagwarantuje tym samym, że wszyscy pozostali kandydaci republikańscy będą również musieli poświęcić się tej kwestii.

Gdy tak się stanie, odkryjemy, że tak zwana Partia Herbaciana Republikanów jest głęboko podzielona w sprawie zaangażowania w wojnę. Nagle całe Stany Zjednoczone będą debatować nad tą kwestią. Barack Obama dojdzie do wniosku, że pozycja centrowa, którą starał się utrzymać przesunęła się na lewą stronę. Tym samym, w celu jej zachowania, on także będzie musiał przesunąć się na lewo.

Będzie to główny punkt zwrotny w polityce USA. Pomysł, że armia powinna wrócić do domu, stanie się poważną kwestią. Niektórzy wybuchną gniewem, ponieważ Stany Zjednoczone wykażą w ten sposób swoją słabość. I w pewnym sensie będzie to prawda. Jest to po części element składowy upadku USA. Będzie to przypominać politykom amerykańskim, że prowadzenie wojen wymaga poważnego wsparcia opinii publicznej. I tu właśnie następuje połączenie presji geopolitycznych i gospodarczych, gdyż każdy odczuwa istotny czynnik, jakim jest zmęczenie wojną.

© Immanuel Wallerstein/Agence Global, tłum. Robert Kobryński

fot.sxc.hu


Czytany 5024 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04