wtorek, 16 sierpień 2011 08:47

Immanuel Wallerstein: Sojusz USA-Pakistan: coraz bardziej chwiejny

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

USflagglob

  prof. Immanuel Wallerstein

Stany Zjednoczone i Pakistan pozostają w bliskich relacjach geopolitycznych praktycznie od roku 1947 r., kiedy to oficjalnie powstało państwo pakistańskie. Kraje te potrzebowały siebie w przeszłości. Obecnie jednak ich polityczne priorytety są coraz bardziej odstają od siebie. Oba kraje są również przerażone myślą, że ich sojusz może się zakończyć. A faktycznie może...

Podstawy amerykańsko-pakistańskiego sojuszu są zrozumiałe i oczywiste. W momencie wycofania się Brytyjczyków z Indii, powstały dwa państwa. Zasadniczo to Pakistan oderwał się od Indii, co dało początek trwającemu od tego czasu konfliktowi między tymi krajami. Do tej pory miały miejsce trzy wojny między nimi: w latach 1947-48, w roku 1965 i w roku 1971. Dwie pierwsze toczyły się o Kaszmir, trzecia zaś o Bangladesz, który ogłosił secesję od Pakistanu – Indie stanęły w tym wypadku po stronie Bangladeszu.

 

Jedną z konsekwencji trwającego konfliktu była odmowa podpisania układu o nierozprzestrzeniani broni jądrowej przez obydwa państwa, oraz dalsze prace nad jej produkcją. Pierwsze zaczęły Indie w 1967 roku, następnie Pakistan, prawdopodobnie w 1972 roku. W 1998 roku oba kraje zakończyły prace, posiadając już zapasy nowej broni. Broń nuklearna w tym przypadku ma podobny, pozytywny wpływ, jak w przypadku zimnowojennej rywalizacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a ZSRR – powoduje wyjątkową ostrożność w działaniach militarnych, w obawie przed konsekwencjami.

Podczas zimnej wojny Indie prowadziły politykę niezaangażowania. Stany Zjednoczone określały ją jednak, jako mimo wszystko przychylną Związkowi Radzieckiemu. Aby ograniczyć tę przychylność, Waszyngton postanowił połączyć siły z Pakistanem. Podczas, gdy władze Pakistanu miały nadzieję, że poparcie Stanów Zjednoczonych pozwoli im na odzyskanie kontroli nad utraconą częścią Kaszmiru, Waszyngton oczekiwał pomocy przy zdobyciu kontroli nad Afganistanem, Iranem i pozostałą częścią arabskiego świata. Stany Zjednoczone doskonale zdawały sobie jednak sprawę, że warunkiem osiągnięcia tego celu jest wewnętrzna stabilność Pakistanu. Z tego też powodu wspierano kolejne reżimy wojskowe. Amerykanie nie byli zatem zadowoleni, kiedy w 1970 roku Zulifikar Ali Bhutto próbował realizować politykę zagraniczną, w sposób niezależny od Waszyngtonu.

Pakistan powstał w tym samym czasie co Chińska Republika Ludowa. Pekin również prowadził politykę przyjazną w stosunku do Pakistanu. Motywy kierujące Chińczykami niewiele różniły się od tych, które mieli na względzie Amerykanie. Chinom również przeszkadzały koneksje indyjsko-radzieckie, tym bardziej, że Pekin traktował (i nadal traktuje) Indie, jako politycznego i ekonomicznego rywala w Azji, z którym w 1962 roku był w stanie konfliktu granicznego. Do tego dochodziło jeszcze wsparcie udzielane przez indyjski rząd Dalajlamie.

Są trzy rzeczy, które w ostatnich dwudziestu latach znacznie osłabiły sojusz amerykańsko-pakistański. Pierwsza z nich to upadek ZSRR i związany z tym koniec zimnej wojny. Była to kombinacja polegająca na zastąpieniu programu Nehru, opierającego na wewnętrznym rozwoju sponsorowanym przez państwo, przez neoliberalizm inspirowany przez Waszyngton. Nagle relacje pomiędzy Waszyngtonem a Indiami znacznie się ociepliły, ku rozczarowaniu Pakistanu, a także Chin.

Druga, związana jest ze zmianą w polityce wewnętrznej sąsiedniego Afganistanu. W 1980 roku Pakistan i Stany Zjednoczone zaangażowały się wspólnie przeciwko radzieckiej interwencji w tym kraju, którą to wojnę zakończył ostatecznie Gorbaczow. Ale co potem? Nie jest tajemnicą, że pakistańskie służby specjalne (ISI) wydatnie pomogły talibom w przejęciu władzy w Afganistanie. Jednak talibowie zaoferowali swoje państwo Al-Kaidzie, które stało się dla niej idealną bazą wypadową, jeszcze przed słynnymi zamachami z 11 września.

Trzecia kwestia dotyczy obalenia rządów talibów w 2002 roku, w wyniku interwencji Stanów Zjednoczonych w Afganistanie. Zmusiło to ich do przeniesienia swoich baz do Pakistanu. Al-Kaida realizowała cele, jeśli nie bezpośrednio nastawione na przejęcie władzy w Pakistanie, to możliwie jak najmocniejsze osłabienie pakistańskich relacji z Waszyngtonem. Mimo, iż Pakistan posiada obecnie cywilnego premiera, to i tak główna siła nadal spoczywa w rękach armii. Z kolei w armii nadal dominującą rolę odgrywają służby specjalne.

Te trzy czynniki doprowadziły do sytuacji, w której około 2005 roku oba kraje zgadzają się już w niewielu, w dodatku w jedynie mało znaczących kwestiach. Mimo wzrastającego dystansu i wzajemnej podejrzliwości, oba te kraje wciąż są przekonane o potrzebie dalszego sojuszu.

Z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych, Pakistan był głównym źródłem wsparcia dla afgańskich Talibów, z którymi Amerykanie i koalicja NATO prowadzą nadal walkę. Część tego wsparcia pochodziło od tzw. pakistańskich talibów, którzy są praktycznie nie do odróżnienia od członków Al-Kaidy. Druga część, pochodziła prawdopodobnie ze strony ISI oraz pozostałych pakistańskich sfer wojskowych. Dla Waszyngtonu stało się jasne, że pakistańska armia nie jest w stanie powstrzymać pakistańskich talibów/Al-Kaidy. Co gorsze, cześć pakistańskich wojskowych może z nimi współpracować. Reakcja Stanów Zjednoczonych polegała na interwencji w Pakistanie na dwa sposoby. Pierwszy polegał na zmasowanych atakach samolotów bezzałogowych. Drugi na poszukiwaniu Osamy bin Ladena na własną rękę, bez informowania pakistańskich służb specjalnych, którym Waszyngton wyraźnie nie ufa.

Jeśli Stany Zjednoczone nadal nie będą miały zaufania do władz pakistańskich, wzajemne podejrzenia będą narastać i mogą pójść w jeszcze innym kierunku. Broń jądrowa stanowi obecnie największą gwarancję bezpieczeństwa Pakistanu. Dopóki kraj ten ją posiada, może czuć się bezpieczny wobec Indii oraz każdego innego kraju. Pakistańskie władze wierzą jednak, że Waszyngton dąży do uzyskania kontroli nad tamtejszym arsenałem jądrowym. Nie jest to irracjonalne – Stany Zjednoczone obawiają się, że w posiadanie tej broni może wejść Al Kaida, a pakistański rząd będzie zbyt słaby, aby ją przed tym powstrzymać. Oczywiście przejęcie kontroli nad pakistańskim arsenałem jądrowym jest obecnie mało prawdopodobne, jednak w Waszyngtonie na pewno nie brakuje ludzi, którzy myślą o tym realnie.

Tak więc obie strony grają swoimi kartami. Rząd amerykański grozi drastycznym ograniczeniem finansowej i wojskowej pomocy dla Pakistanu. Rząd jest zachęcany w tej kwestii przez Kongres. Pakistan z kolei grozi wycofaniem swoich wojsk z terenów przygranicznych z Afganistanem, co znacznie ułatwiłoby pakistańskim talibom pomoc dla swoich pobratymców z sąsiedniego kraju. Pakistan przypomina również Waszyngtonowi, że posiada innego potężnego sojusznika – Chiny. Pekin z kolei nadal zainteresowany jest wspieraniem Pakistanu.

Słabością pakistańskiego rządu jest pogarszająca się sytuacja wewnątrz kraju. Czy będzie potrafił on przejąć kontrolę nad wzbierającą anarchią? Z kolei słabością Stanów Zjednoczonych jest fakt, że nie mają one żadnych realnych opcji w Pakistanie. Twarda gra może zniweczyć plany wycofania się z Afganistanu (Libii i Iraku), przy zachowaniu minimalnych strat.

© Immanuel Wallerstein/Agence Global, tłumaczenie: Łukasz Reszczyński

Czytany 5571 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04