poniedziałek, 31 październik 2011 08:58

Immanuel Wallerstein: Jak Al-Kaida oceni swoje osiągnięcia?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

mujaheddin  prof. Immanuel Wallerstein

Sojusz między Stanami Zjednoczonymi i Pakistanem jest dzisiaj niezwykle kruchy. Al-Kaida z pewnością może sobie pogratulować. Czy Al-Kaida tak samo dobrze poradziła sobie z umniejszeniem siły reżimu w Arabii Saudyjskiej?

Wyobrażam sobie rozmowę przeprowadzoną 11 września 2011, w której liderzy Al-Kaidy oceniają swoje osiągnięcia po 10 latach od ataku na amerykańską ziemię. Myślę, że byliby w bardzo dobrym nastroju analizując to jak wiele udało im się osiągnąć.

 

Aby to zrozumieć należy się zastanowić, co zamierzali uzyskać przez ataki z 11 września. W tamtym czasie Osama bin Laden jasno określił, jaki był jego długoterminowy cel. Stwierdził, że chciałby wymazać osiemdziesiąt lat upokorzeń islamskiego świata. Osiemdziesiąt lat? Bin Laden odnosił się do likwidacji kalifatu w 1924 (nie całe 80 lat temu) przez Mustafę Kemal Ataturka. Jawnym celem Bin Ladena było przywrócenie kalifatu w całym muzułmańskim świecie, prawdopodobnie poprzez potomka Muhammada w pierwszej linii oraz poprzez wprowadzenie szariatu.

Co stało na drodze do osiągnięcia tego celu? Trzy główne przeszkody. Pierwszą z nich były Stany Zjednoczone, które wykorzystały swoją siłę, aby podporządkować sobie świat islamu. Drugą i trzecią przeszkodę stanowiły rządy Arabii Saudyjskiej oraz Pakistanu, które to Bin Laden uznawał za dwa filary wspierające Stany Zjednoczone w islamskim świecie i które Bin Laden potępiał, nazywając rządami ‘’nieislamskimi’’.

Jak ataki z 11 września miałyby przyspieszyć osiągnięcie tego celu? Prześledźmy ten tok rozumowania. Bezpośredni i spektakularny atak na Stany Zjednoczone, na ich własnej ziemi, miał na celu udowodnić, że Stany Zjednoczone są ‘’pozornym zagrożeniem’’ i żeby zaszczepić w Amerykanach poczucie fizycznego zagrożenia i strachu o zbiorową przyszłość. Niedawno Al-Kaida publicznie skrytykowała prezydenta Iranu Ahmadineżada za sugerowanie, że ataki z 11 września były przygotowane przez Amerykanów a nie Al-Kaidę.

Bin Laden miał nadzieję, że wciągnie Stany Zjednoczone w niekończącą się ‘’wojnę’’ – taką, której nie będą w stanie wygrać, nawet jeśli jej ‘’nie przegrali‘’ w sensie militarnym. Bin Laden oczekiwał, że ciągłe napięcie niekończącej się wojny wykończy Stany Zjednoczone zarówno w sferze materialnej, jak i geopolitycznej. Jeśli takie było zamierzenie Bin Ladena, trudno w roku 2011 się kłócić, że ostatnie dziesięć lat pokazały, że się nie mylił.

Po co więc obalać rządy Arabii Saudyjskiej i Pakistanu? I w jaki sposób? Z analizy Bin Ladena wynikało, że oba rządy, które uważał za skorumpowane i nieislamskie, były w stanie przetrwać, wręcz się rozwijać z racji swojego dwuznacznego dyskursu. Oba rządy chciały utrzymać wsparcie Zachodu, elit oraz popularnych sil islamskich mówiąc dwoma językami-jednym skierowanym do zachodniego świata a innym na arenie międzynarodowej.

Celem strategii Bin Ladena było wyeksponowanie ich dwulicowości zmuszając je jednocześnie do dokonania wyboru miedzy dwoma retorykami. Aby to osiągnąć, liczył na presję Amerykanów, która byłaby rezultatem wydarzeń z 11 września. Innymi słowy, Stany Zjednoczone miały stać się środkiem do zakończenia dwutorowego działania Arabii Saudyjskiej i Pakistanu.

Do roku 2011, można odnieść wrażenie, że właśnie tak się stało w Pakistanie. Jako że sytuacja wojskowa w Afganistanie staje się coraz trudniejsza dla Amerykanów, są oni coraz bardziej zniecierpliwieni faktem, iż reżim w Pakistanie - przynajmniej jego część, posiadająca silną władzę, czyli służby specjalne, ISI (służby specjalne Pakistanu - przyp. tłum.) - najwyraźniej wspiera różne grupy takie jak Talibowie, Hakkanowie, a nawet Al-Kaida, które aktywnie walczą przeciwko Stanom Zjednoczonym w Afganistanie.

Kongres Stanów Zjednoczonych niecierpliwi się i chętnie odciąłby pomoc dla Pakistanu. Nowy sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych, Leon E. Panetta naciska na bezpośrednią akcję wojskową na terenie Pakistanu. Nawet adm. Michael Mullen ustępujący przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabu, który jak dotąd nalegał na zachowanie rozwagi w stosunku do Pakistańczyków (odzwierciedlający powszechną niechęć amerykańskich sił wojskowych do zaangażowania się militarnie na kolejnym obszarze geograficznym) zdaje się tracić cierpliwość i otwarcie krytykuje rząd Pakistanu.

Jaka jest odpowiedź Pakistanu? Minister Spraw Wewnętrznych, Rehman Malik w odpowiedzi otwarcie skrytykował Stany Zjednoczone za podjęcie jednostronnych ataków na islamskich bojowników w Pakistanie. Zażądał od Stanów Zjednoczonych, aby "szanowały naszą suwerenność". Pakistańczycy poprosili o wsparcie innych bliskich sojuszników. Otrzymali wsparcie w celu obrony ich "suwerenności" od wicepremiera Chin. Ponadto, szef ISI poleciał do Arabii Saudyjskiej, aby umocnić wspólny opór przeciwko presji Stanów Zjednoczonych.

Al-Kaida może być dumna z faktu, że to zabicie ich lidera przez żołnierzy Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych przyspieszyło otwartą konfrontację między Amerykanami a Pakistanem, ponieważ to zdarzenie publicznie ukazało podział w pakistańskim rządzie na tych, którzy uczestniczyli w zmowie aby ukryć Bin Ladena (i dlatego nie byli informowani o nadchodzącym ataku) oraz na tych, którzy byli w zmowie z rządem amerykańskim wskazując miejsce pobytu Bin Ladena. W wyniku działań amerykańskich, pakistańska opinia publiczna jednogłośnie potępiła ataki przeprowadzone przez Stany Zjednoczone.

Sojusz między Stanami Zjednoczonymi i Pakistanem jest dzisiaj niezwykle kruchy. Al-Kaida z pewnością może sobie pogratulować. Czy Al-Kaida tak samo dobrze poradziła sobie z umniejszeniem siły reżimu w Arabii Saudyjskiej? Wygląda na to, że nie. Rząd saudyjski umiejętnie kontynuuje działania na dwa fronty do pewnego stopnia, ale tylko dzięki większemu dystansowaniu się od Stanów Zjednoczonych i ich wielu akcji przeprowadzanych w arabskim świecie. Przedstawiciele reżimu w Arabii Saudyjskiej martwią się oczywiście, że mógłby się powtórzyć kryzys w relacjach, jaki ma miejsce w Pakistanie. Arabia Saudyjska postanowiła poradzić sobie z zaistniałą sytuacją przez połączenie wielkiej nieugiętości na obszarze kraju, dodatkowych ustępstw wobec elitarnego elementu (np. oświadczenie dotyczące prawa kobiet do glosowania), bezpośrednich interwencji w celu utrzymania rządów w sąsiadujących krajach Zatoki (np. oddziały wojska wysłane do Bahrajnu, aby wesprzeć rząd) oraz wzmożonej pomocy ekonomicznej i dyplomatycznej dla Palestyńczyków. Ale czy wszystko to wystarczy? Największym pojedynczym problemem dla reżimu jest uciskana, kłótliwa mniejszość szyicka, która przypadkowo zajmuje tereny, na których znajdują się złoża ropy naftowej. W dodatku, Al-Kaida nie zamierza pomóc inteligentnie rozwiązać problemu z Szyitami.

Jak zatem powinniśmy podsumować całą tą sytuację? Prawdą jest, że liderzy Al-Kaidy byli niejednokrotnie zabijani przez wojska amerykańskie. Rzeczywiście stracili Bin Ladena. Wygląda jednak na to, że to wydarzenie nie zahamowało ich dalszych działań. Al-Kaida stała się islamską franszyzą i zdaje się, że powstają nowe grupy, które chętnie przejęłyby nazwę, nawet jeśli działają autonomicznie. Stany Zjednoczone są najwyraźniej słabsze geopolitycznie niż w 2001 roku. Reżim pakistański walczy o przetrwanie a Saudyjczycy są zaniepokojeni sytuacją.

Wciąż bez kalifatu, ale Al-Kaida jest „niecierpliwie cierpliwa”. Z operacyjnego punktu widzenia są niecierpliwi. Ze strategicznego punktu widzenia są cierpliwi.

© Immanuel Wallerstein/Agence Global, tłum. Anita Górska.

Czytany 6569 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04