wtorek, 04 marzec 2014 10:11

Elżbieta Sawa-Czajka: Jak długo jeszcze???

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

clock_old  dr Elżbieta Sawa-Czajka

Ukraina jest ważnym terytorium z tego powodu, że znaczna część rosyjskich rurociągów przebiega przez ten kraj. Rosja czerpie zasadnicze źródła dochodu z eksportu nie przetworzonego gazu i ropy i bardzo potrzebuje nowych technologii, modernizacji w wielu dziedzinach przemysłu. Czy Władimir Putin zwariował, rozpoczynając wojnę o Ukrainę?

W 2007 r. uczestniczyłam w polsko-rosyjskim seminarium poświęconym problemom stosunków w naszym regionie Europy. Napisałam wówczas (w 2006 r.) tekst, dotyczący bezpieczeństwa z perspektywy polskiej granicy wschodniej, wskazując na możliwość destabilizacji sytuacji w Ukrainie [1] i Białorusi, zwłaszcza w kontekście wówczas zbliżających się wyborów w tym kraju. Prognozowanie takiej sytuacji nie było szczególnie trudne dla przeciętnej osoby interesującej się sytuacją w regionie. Tym bardziej niezrozumiałe staje się zaskoczenie polityków europejskich rozwojem obecnej sytuacji w Ukrainie.

Trzy miesiące nieustannego protestu Majdanu dało znaczący sygnał, czego chcą Ukraińcy. Bezczynność Unii Europejskiej w tej sprawie jest niewybaczalna. Słowa rosyjskiego deputowanego, wygłoszone 1 marca, który powiedział, że „Europa trochę pokrzyczy i da sobie spokój” odzwierciedlają w pełni dotychczasowe działania struktur Unii Europejskiej. Sankcje wobec prominentnych przedstawicieli Ukrainy, wprowadzone długo po tym, jak na Majdanie zginęło ok. 90 osób – są daleko za późne i niewystarczające. Kolejnym błędem jest ponowne zwlekanie ze zdecydowanymi działaniami wobec bandyckiej polityki W. Putina, który na terytorium innego SUWERENNEGO kraju prowadzi działania wojskowe i polityczne. Przewidzenie, że W. Putin będzie dążył do podziału Ukrainy także nie było specjalnie trudne, jak również skąd mogą wejść rosyjskie wojska. NATO mogło już znacznie wcześniej wprowadzić na pobliskie wody swoje okręty – Turcja przecież jest członkiem NATO i miała takie możliwości. Inna sprawa, na ile korupcyjne problemy premiera rządu Turcji i jego syna, akurat w tym czasie, miały inspirację zewnętrzną – przy bardziej szczegółowych analizach mogłoby się okazać, że nie tylko USA podsłuchują cały świat, ale robi to także dająca schronienie Edwardowi Snowdenowi Rosja, co do czego chyba nikt nie ma wątpliwości. Jestem daleka od teorii spiskowych, ale w tym wypadku analogie nasuwają się same. Kłopoty Recepa Taiyypa Erdogana, osłabiające jego pozycję, odsunęły na dalszy plan nawet tak ważną dla Turcji sprawę jak jej pozycja w regionie (w XIX była już wojna krymska).

Obecnie, kiedy „demokrata” Putin, który oczywiście chce działać „zgodnie prawem”, otrzymał od swojego parlamentu zgodę na działania w Ukrainie, działania, które już zresztą trwają, należy spodziewać się kolejnych faktów dokonanych. Oczywistą oczywistością jest formalne wezwanie wkrótce Rosji na pomoc i do ochrony ludności rosyjskiej na Krymie, ale czy tylko tam? A może z Krymu wojska pójdą na całą Ukrainę i wszystko skończy się nowym podziałem tego kraju, jak w Ugodzie Perejasławskiej. Jak długo jeszcze będziemy przyglądać się rozbiorowi Ukrainy? Przecież Ukraińcy protestowali, żeby być w Europie. Jeśli ludność rosyjska Krymu i wschodniej Ukrainy tak bardzo potrzebuje Rosji, to może przecież przenieść się do kraju, który uważa za własny bardziej niż Ukrainę, w której żyją od lat.

Dodatkowo sytuację komplikuje delikatne wsparcie udzielone Rosji przez Chiny, m.in. wysuwane pod koniec lutego żądania zwrotu 3 mld dolarów za nie dostarczone zboże. Żądania te zostały wysunięte prawie natychmiast po ukonstytuowaniu się nowego rządu Ukrainy, delikatne poparcie dla Rosji potwierdzone zostało przez chińską prasę 2 marca 2014 r.

Konieczne jest działanie Unii Europejskiej i wszystkich innych instytucji bezpieczeństwa. Konsekwencje nie zatrzymania W. Putina mogą być tragiczne dla całego świata. Konieczne jest zdecydowane działanie, odebranie wiz Rosjanom, zablokowanie kont, odmowa uczestniczenia w G-8 i sankcje gospodarcze. Konieczne jest również podniesienie gotowości bojowej NATO. Liczenie na ONZ i Radę Bezpieczeństwa jest zupełnie bezsensowne, gdy stałym członkiem tej instytucji jest Rosja. Konieczne jest powszechne uznanie nowego rządu Ukrainy, co byłoby jasnym sygnałem dla Rosji, że powrót W. Janukowicza jest niemożliwy, jeśli tego dotąd tam nie zrozumiano. Jednocześnie konieczne są rozmowy, negocjacje międzynarodowe w sprawach Ukrainy z udziałem gwarantów jej niepodległości USA, Wielkiej Brytanii, Rosji oraz Turcji i przedstawicieli UE. Rozmowy takie mogłyby się skoczyć umiędzynarodowieniem terytorium Krymu – jeśli to zadowoli W. Putina – w co wątpię. Nie bardzo również widzę możliwość, a byłoby to jakąś gwarancją względnego spokoju – wysłania sił pokojowych pod protektoratem ONZ, na co jednak też są niewielkie szanse ze względu na pozycję Rosji w tej organizacji. Realne działania ograniczające agresję Rosji są trudne również ze względu na sieć powiązań interesów Europy i Rosji od energetycznych poczynając. Ukraina zresztą jest ważnym terytorium także z tego powodu, że znaczna część rosyjskich rurociągów przebiega przez ten kraj. Rosja czerpie zasadnicze źródła dochodu z eksportu nie przetworzonego gazu i ropy i bardzo potrzebuje nowych technologii, modernizacji w wielu dziedzinach przemysłu. Czy więc W. Putin zwariował, rozpoczynając wojnę o Ukrainę?

Wydaje się, że znaczącym czynnikiem jest także przemiana mentalnościowa, która dokonała się na Ukrainie – zakwestionowanie i pokonanie skorumpowanej władzy W. Janukowicza jest wielce znaczącą informacją także dla dyktatorów Białorusi i Rosji. Ciekawe jest zresztą to, że Białoruś nie wypowiedziała się znacząco w obecnej dynamicznie zmieniającej się sytuacji, choć chyba nikt z nas nie ma wątpliwości, jaka byłaby to wypowiedź. Musimy też pamiętać, że istnieje Związek Rosji i Biaorusi, i istnieje możliwość wejścia wojsk rosyjskich także z terytorium Białorusi, z której do Kijowa nie jest daleko. W Rosji także pojawiają się coraz częstsze protesty przeciwko W. Putinowi, a w ostatnich godzinach także przeciwko użyciu siły w Ukrainie. Protesty takie były, są i będą brutalnie tłumione, i nie są oczywiście tak gwałtowne jak w Kijowie.

Wydaje się jednak, że W. Putin i Aleksander Łukaszenko są jednymi z ostatnich dyktatorów, typowych dla XX w, rozwiązujących problemy z zastosowaniem brutalnej siły – oby tylko obecny konflikt nie był tym, którego nie da się już ograniczyć ani terytorialnie, ani militarnie z nieprzewidywalnymi dla ludzkości konsekwencjami.

Fot. almadinainstitute.org

__________________________________
1. E. Sawa-Czajka, Polska, a nowa rzeczywistość geopolityczna na granicy wschodniej, w: Polska-Rosja – sztuka rozumienia, Toruń 2007, s. 85-104.

Czytany 3896 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04