poniedziałek, 09 lipiec 2012 09:27

Elliott Abrams: Izrael i Iran: Argumenty za atakiem izraelskim

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

irondome  Elliott Abrams

Międzynarodowi koalicjanci USA, potwierdzają, że Iran musi wstrzymać swój program budowy broni jądrowej i nie może rozbudowywać żadnej z jej składowych – wystarczająco wzbogaconego uranu, głowic i systemu dostaw, które mogłyby doprowadzić do konstrukcji bomby nuklearnej przez Republikę Islamską Iranu.

Rada Nadzorcza Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, Rada Bezpieczeństwa ONZ oraz rządy niemal każdego wpływowego kraju, w tym Stanów Zjednoczonych, Rosji, Chin, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji, działając jako grupa P5 + 1 – nie tylko osiągnęli konsensus w sprawie żądań, ale podjęli też odpowiednie działania. Na Iran nałożono coraz twardsze sankcje, aby zmusić go do wstrzymania, co jest oczywiste, wojskowego programu, którego celem jest budowa użytecznej broni nuklearnej. Podjęte kroki dyplomatyczne i zaostrzone sankcje odzwierciedlają szeroki konsensus w kwestii niebezpieczeństw, które mogłaby przynieść irańska broń jądrowa.

Jednak te zagrożenia, począwszy od ryzyka dalszej proliferacji do prawdopodobnego scenariusza, w którym nuklearny Iran byłby jeszcze śmielszym zwolennikiem terroryzmu, nie działają jednakowo na wszystkie narody. W rzeczywistości to kwestia zasad, niestanowiąca dużego zagrożenia dla wielu krajów, ciesząca się jednak dużo większym zainteresowaniem bezpośrednich sąsiadów Iranu i Stanów Zjednoczonych, no i oczywiście Izraela. Zagrożenie, jakie ten kraj dostrzega w irańskiej broni jądrowej jest unikalne i, tu będę argumentować, stanowi niebezpieczeństwo, którego żaden naród nie powinien lekceważyć.

Jedynym przypadkiem, w którym dzisiaj kraj członkowski ONZ wzywa do zniszczenia innego członka, są powtarzające się groźby Teheranu, by wymazać z mapy świata Izrael. Nie ma powodu, by sądzić, że Irańczycy nie mają tego na myśli. Oficjalne irańskie komentarze na temat Izraela posiadają z natury charakter nieustannie ludobójcze. Dobrym przykładem jest artykuł w irańskiej prasie w lutym br., rozesłany przez Agencję Prasową Fars Gwardii Rewolucyjnej, ale pochodzący ze strony internetowej Alef, która ma powiązania z przywódcą, wzywającym do zagłady Żydów. Jego autor, Alireza Forghani, główny specjalista i strateg, jest znaczącą postacią w Iranie; co ważniejsze, główne strony internetowe reżimu promują jego poglądy. Raport zamieszczony na stronie internetowej www.wnd.com podsumowuje główny punkt analizy Forghani'ego odnośnie konieczności zniszczenia lzraela i jego mieszkańców w następujący sposób – w ramach doktryny obronnej, kilka punktów strefy Zero w Izraelu musi zostać zniszczonych, a jego ludzie unicestwieni. Forghani cytuje ostatni spis powszechny, przeprowadzony przez Centralne Biuro Statystyki Izraela, który pokazuje, że Izrael liczy 7,5 mln mieszkańców, z których większość – 5,7 mln to Żydzi. Następnie analizuje dzielnice o najwyższej koncentracji ludności żydowskiej, wskazując, że w trzech miastach – Tel Avivie, Jerozolimie i Hajfie – żyje ponad 60% ludności żydowskiej oraz, że Iran mógłby skierować na nie pociski balistyczne Shahab3, zabijając wszystkich ich mieszkańców.

To wezwanie do ludobójstwa, stanowi dopuszczalny dyskurs w Republice Islamskiej Iranu. Opiera się on na różnych wypowiedziach prezydenta Iranu, wzywającego do wymazania Izraela z mapy świata oraz na wypowiedzi “najwyższego przywódcy” Iranu, Ajatollaha Chamenei, z 3 lutego, kiedy to ponownie nazwał on Izrael “guzem nowotworowym, który należy wyciąć i który będzie wycięty”.

Niekoniecznie trzeba wierzyć, że Iran miałby zapoczątkować atak nuklearny na Izrael dzień po uzyskaniu broni jądrowej, aby zrozumieć, że Izrael nie może tolerować broni nuklearnej w rękach irańskiego systemu. Poza groźbą działań państwowych, Iran może również wyposażyć Hamas, Hezbollah lub inną grupę terrorystyczną, z którą ma powiązania, aby zamaskować własną rolę w ataku. Może także skorzystać z nowych możliwości obrony przed rosnącymi działaniami terrorystycznymi, zarówno w odniesieniu do samego Izraela, jak i przeciw izraelskiej i żydowskiej ludności i ich obecności na całym świecie. Ostatnie ataki na oficerów izraelskich ambasad w Indiach i w Gruzji oraz zbombardowanie ambasady Izraela i siedziby żydowskiej społeczności w Buenos Aires w latach 90. były przeprowadzone, gdy Iran nie miał dodatkowej ochrony w postaci broni jądrowej. Podobnie, ataki rakietowe Hezbollahu i Hamasu oraz ataki terrorystyczne i porwania miały miejsce, gdy ich sponsorzy w Teheranie nie dysponowali jeszcze bombą nuklearną. O ileż bardziej agresywni byliby mułłowie, gdyby groźba odwetu przeciw atakom została zniwelowana przez głowice nuklearne? Izrael zapłacił wysoką cenę w krwi i majątku, by przetrwać przez dziesięciolecia, kiedy to posiadał monopol nuklearny w regionie. Zmierzenie się z taką samą wrogością, terrorem i agresją, kiedy nie bedzie posiadał monopolu, może osłabić jego zdolność do przetrwania.

Oczywiście żaden naród nie może obronić się z wyprzedzeniem przed niespodziewanym atakiem z zaskoczenia. Jeśli jednak Iran zdobędzie broń nuklearną (a już wyraził chęć jej użycia), nie będzie to zaskoczeniem dla Izraela lub dla jego głównego sojusznika – Stanów Zjednoczonych. Zamiast tego, nabycie takiej broni przez Teheran byłoby kłamstwem wobec determinacji obu narodów, aby zapobiec takiemu tokowi wydarzeń. Wszystkie opinie na temat tego, co USA mogą zaakceptować, a czego nie, mogłyby pokazać, że to czcze gadanie. Z kolei determinacja mogłaby wykazać, że był to tylko pokaz, a każdy obserwator mógłby stwierdzić, że USA pozwoliły się zastraszyć przez Iran, co spowodowało bezczynność, która będzie mieć konsekwencje na długie lata, nawet jeśli jakimś cudem, Teheran nie spełni szybko swoich ludobójczych gróźb. Moglibyśmy obserwować, jak ich program rozwija się z roku na rok i nic nie robić, albo zrobić coś co nie działa. Wówczas, obraz Izraela jako niezniszczalnego, stanowczego, twardego i gotowego do akcji, w czasie gdy działał przeciwko programom jądrowym w Iraku w 1981 roku i Syrii w 2007 roku – mógłby się zmienić, podobnie jak obraz Stanów Zjednoczonych, jako dominującej siły na Bliskim Wschodzie i oddanej idei istnienia Izraela.

Jaki będzie Bliski Wschód, kiedy Iran zdobędzie broń nuklearną, a jego najwyżsi urzędnicy w dalszym ciągu będą twierdzić, że Izrael musi zostać wyeliminowany? Łatwo byłoby Iranowi doprowadzić wyeliminować Izraelczyków wskutek odpalenia rakiety lub wysłania samolotu, którego misja mogłaby być, ale niekoniecznie, atakiem nuklearnym. Ryzyko błędu w obliczeniach, czy nieporozumienia mogłoby spowodować wojnę, a wówczas byłaby to ogromna katastrofa.

Wszystko to pomaga wyjaśnić, dlaczego tzw. “społeczność międzynarodowa”, niekoniecznie Izraelowi przyjazna, niemal jednogłośnie wypowiedziała się, że nie można dopuścić, by Iran posiadał broń nuklearną. Powstaje zatem pytanie, czy mamy na myśli to, co mówimy. Istnieje wielka różnica między mówieniem, że irańska broń jądrowa jest tak potworna, że będziemy wypowiadać się przeciwko niej i nakładać sankcje na gospodarkę Iranu, a mówieniem, że będziemy działać, aby jej zapobiec. Podczas, gdy część amerykańskich przywódców, głównie republikańskich kandydatów do rządu, wypowiedziała się, że USA powinny użyć sił zbrojnych, by powstrzymać Iran, to podejście nie jest oficjalnym stanowiskiem Stanów Zjednoczonych. W 1980 roku doktryna Cartera głosiła, że “próba użycia jakiejkolwiek zewnętrznej siły, aby zdobyć kontrolę nad regionem Zatoki Perskiej będzie traktowana jako atak na najważniejsze interesy Stanów Zjednoczonych Ameryki, a taki atak będzie odpierany wszelkimi niezbędnymi środkami, w tym siłami zbrojnymi.”. Żaden prezydent nie powiedział czegoś takiego o irańskiej broni nuklearnej. Bardziej łagodna formuła “wszystkie karty na stół” nie odstraszyła ajatollahów i nigdy ich nie odstraszy.

Nie spiesząc się, Izrael mógłby wówczas, podjąć bardzo wysokie ryzyko, że Stany Zjednoczone uratują go od irańskiej broni nuklearnej. USA mogłyby to zrobić, za obecnego lub kolejnego prezydenta, albo i nie. Irańska broń jądrowa, mimo wszystko, stanowi egzystencjalne zagrożenie dla Izraela, a nie dla USA. To nie Ameryce Teheran regularnie grozi ludobójstwem, niezależnie czy jej rządzący wierzą w Wielkiego Szatana.

Czy zatem Izrael ma wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć działać? Istnieją przeciwko temu trzy główne argumenty. Po pierwsze, to niemożliwe: Izrael nie dałby rady, a tylko opóźniłby o kilka miesięcy irański atak, który przyniósłby znaczące reperkusje. Jeśli to prawda, że “okno” zostało już zamknięte i Izrael nie może przełamać irańskiego wysiłku, to ten argument nie obowiązuje. Jeśli Izrael może poczynić znaczne szkody, to nie ma sensu spierać się, czy opóźnienie Iranu o trzy, pięć czy siedem lat, jest wystarczające by uzasadnić atak. Nie ma tutaj magicznej liczby; bardziej niż ona ważne jest ile lat ten znienawidzony reżim będzie jeszcze rządził w Iranie zanim jego lud powstanie przeciwko reżimowi. Wniosek z tego, że izraelski atak mógłby tchnąć w reżim nowe życie wskutek oprzytomnienia wszystkich Irańczyków, w tym, przypuszczalnie, wzrost liczby dysydentów. Ale kto wie, czy to prawda, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że atak mógłby się skończyć zanim Irańczycy uświadomiliby sobie co się stało, że obiekty cywilne zostały oszczędzone, i że reżim mułłów jest mocno lekceważony? Można również twierdzić, że atak mógłby mieć takie same skutki, jak w późnym okresie sowieckim, gdy porażki militarne (w Afganistanie, Ameryce Środkowej) przyspieszyły upadek reżimu, ukazując swoje słabości i intensyfikując wewnętrzne napięcia. To samo mogłoby się wydarzyć w Iranie, gdyby wykazano, że ten osławiony, niezmiernie kosztowny program nuklearny już teraz poszedł z dymem, a lata wyrzeczeń i izolacji w ramach nałożonych sankcji poszły na marne. W każdym razie celem ataku nie byłoby obalenie reżimu, ale tylko zniszczenie lub spowolnienie programu nuklearnego.

Drugim argumentem przeciwko akcji izraelskiej jest to, że wywołałaby ona olbrzymią wojnę na Bliskim Wschodzie, rozprzestrzenienie pożaru o niezmierzonej wielkości i skutkach. To również nie przekonuje. Kto walczyłby po stronie Iranu, zwłaszcza, że jego jedyny klient i sojusznik w regionie – Syria – jest obecnie uwikłana w wojnę wewnętrzną przeciwko własnemu narodowi? Nie będzie tam dużej wojny, ponieważ rządy arabskie nie chcą, by Iran posiadał broń nuklearną i nie zareagowałyby zbytnio na izraelski atak. Demonstracje przeciwko Izraelowi, które można przewidzieć, miną po kilku dniach. Irańskie groźby zamknięcia Cieśniny Ormuz, czy ataku na bazy amerykańskie i sojuszników w Zatoce, nie są naprawdę wiarygodne i stanowią pewnego rodzaju wojnę psychologiczną z Waszyngtonem. Takie działania mogłyby wciągnąć Stany Zjednoczone do konfliktu z Iranem, gdyby USA starały się ponownie otworzyć Cieśninę, co mogłyby zrobić przy międzynarodowym wsparciu; działania te mogłyby przynieść znacznie więcej szkód wojskom irańskim (szczególnie marynarce wojennej), aniżeli atak izraelski. Dlaczego Iran miałby ściągnąć potęgę USA i postawić ją przeciwko swojemu islamskiemu państwu rewolucyjnemu? Dlaczego miałby zaatakować amerykańskie bazy wojskowe i tym samym zabić setki Amerykanów, wiedząc, że przyniesie to katastrofalny w skutkach odwet ze strony USA? Podobnie, czy Iran naprawdę zaatakowałby państwa arabskie w całej Zatoce, z których niektóre mają dość silne własne siły powietrzne (Zjednoczone Emiraty Arabskie i Arabia Saudyjska) i mogą spodziewać się pomocy ze strony Stanów? Gdyby przywódcy irańscy zaangażowali się w takie samobójcze działania, to potwierdziłoby się stanowisko Izraela, które głosi, że nie można dopuścić, by tak irracjonalna grupa posiadała broń jądrową.

Izrael musi być przygotowanym na irańskie ataki terrorystyczne i pociski skierowane na izraelskie instalacje nuklearne w Dimonie. Realnym niebezpieczeństwem i jedynym, które może wywołać wojnę – jest atak Hezbollahu. Jeśli wykorzysta on cały swój arsenał przeciwko Izraelowi, może tym wywołać kolejny konflikt, być może większy niż wojna w 2006. Ale czy mamy pewność, że Hezbollah poświęci swoją przyszłość na rzecz Iranu w takiej chwili? Przypomnijmy, że jego przywódca, szejk Hassan Nasrallah, powiedział po wojnie z 2006 r.: “Gdybym wiedział 11 lipca, że operacja doprowadzi do takiej wojny, czy bym to zrobił? Nie, absolutnie nie.”. Te słowa padły, gdy Iran i reżim al-Asada w Syrii snuli dalekosiężne ambicje uzbrojenia zdolnych i chętnych grup do walki po tym konflikcie, co rzeczywiście zrobiły. Czy z al-Asadem, desperacko skoncentrowanym na jego własnym przetrwaniu, wobec prestiżu Iranu, mocarstwie zachwianym izraelskim atakiem, Nasrallah nakłaniałby Liban do wojny, której jego ludzie nie chcieli i która poczyniłaby ogromne i prawdopodobnie nieodwracalne szkody polityczne i wojskowe Hezbollahu? Izrael musi przewidywać i przygotować się na najgorsze, ale to nie znaczy, że tak się stanie.

Trzeci argument przeciwko izraelskiemu atakowi jest taki, że Iran uzbrojony w broń jądrową nadal może być "powstrzymywany". Nigdy nie zostało wyjaśnione, w jaki sposób mogłoby to zostać osiągnięte. Powstrzymywanie nie jest strategią dyplomatyczną, jednak w gruncie rzeczy jest doktryną wymuszoną przez siły militarne: czerwone linie zagrożenia są wyznaczone i nie można ich przekraczać bez konsekwencji. Jeśli Iran ma broń nuklearną, oznacza to, że wszystkie takie czerwone linie skrzyżowały się a ostrzeżenia USA okazały się pustosłowne. Po tym, jak Iran zyskał status państwa jądrowego, jak Waszyngton może grozić powstrzymaniem wojny, kiedy nie chce działać, kiedy nie ma broni jądrowej? Nie można przyjmować takiego założenia na poważnie, że Iran dwa razy zastanowi się jaką drogę obrać.

Prezydent Obama, podobnie jak wielu światowych przywódców, nazwał irańską broń jądrową arsenałem “nie do przyjęcia.” Ma rację; i takie powinno być stanowisko USA – nie tylko, że mogłaby ona doprowadzić do nieprzyjemnych rezultatów, nie tylko, że Amerykanie byliby nią oburzeni, ale że nie chcą jej zaakceptować i tak jak prezydent kiedyś powiedział, będą jej zapobiegać. Jeśli Amerykanie nie chcą działać lub działać wystarczająco szybko, stanowisko USA powinno być takie, że izraelska akcja jest uzasadniona.

Elliott Abrams był zastępcą doradcy bezpieczeństwa narodowego USA od 2005 do 2009 r.
i jest obecnie starszym specjalistą ds. badań Bliskiego Wschodu w Radzie ds. Stosunków Zagranicznych USA.

This article was first published in World Affairs, a bi-monthly international affairs journal,
founded in 1837.  World Affairs is based in Washington DC.

Tłumaczenie: Justyna Gąska


Inne wybrane artykuły na temat Iranu:

Bartosz Mroczkowski: Iran na krawędzi

Tomasz Skowronek: Atak na Iran A.D. 2012

Aleksandr Kuzniecow: Izolacja Iranu, czy izolacja Zachodu

Marcin Domagała: Nuklearna polisa

Czytany 4910 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04