czwartek, 01 październik 2015 07:08

Dmitrij Sedow: Pochwała europejskiej głupoty

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

Dmitrij Sedow

Pochwała głupoty to najlepsze określenie, obserwując postępowanie władz Unii Europejskiej w sytuacji kryzysu migracji. Decyzja o przyjęciu 160 tys. imigrantów na terytorium UE wydaje się być absurdalna (samobójcza?). O fakcie, że setki tysięcy innych imigrantów nie przestaną przedostawać się do Europy na wszystkie możliwe sposoby, UE nie chce myśleć. Unia Europejska zamierza się odgrodzić, wzmocnić ochronę wspólnej granicy, zamknąć do siebie dostęp, wypisać czek na 2 mld euro – i niech będzie, co ma być. UE przynajmniej pomyślała ile dolarów przypadnie na każdego z kilku milionów potencjalnych azylantów w Europie.

Rzeczywistość zmusza uczestników tej wielkie imigranckiej debaty do przymknięcia oczu i stopniowego odejścia od euronacjonalizmu. Kanclerz Niemiec Angela Merkel mówiła o udziale prezydenta Syrii Baszara al-Asada w negocjacjach w sprawie uregulowania kryzysu syryjskiego, a potem temat zrobił się nagle dość gorący. Francuski przywódca Francois Hollande powiedział, że Stany Zjednoczone i Kanada powinny dzielić się obciążeniem Europejczyków, związanym z problemami spowodowanymi przez „wielką wędrówkę ludów". Jednak zrozumienie tej sytuacji, szczerze mówiąc, nie jest już takie oczywiste.

Co mówią Europejczycy o korzeniach problemu?

Nic, co tłumaczyłoby przyczyny migracji. Być może imigranci sami tego chcieli: nie byli w stanie odeprzeć syryjskiego dyktatora, dyktatora w Libii odparli w zły sposób, w Iraku nie mogli żyć ze sobą w zgodzie, a teraz pchają się do Europy. A Europa nie ma nic wspólnego z tym, oprócz tego, że nie jest z gumy. Większość uchodźców zostanie zmuszona do powrotu.

Coś tu nie gra. Przywódcy europejscy to przecież nie dzieci, by nie uświadamiać sobie, że imigranci z Bliskiego Wschodu tak łatwo się nie zatrzymają. Kiedy tylko pierwsze statki z uchodźcami przybyły do Murmańska, przybysze udali się oni bezpośrednio w kierunki norweskiej granicy. Szczęśliwie ta znajduje się w pobliżu. Takich niespodzianek wzdłuż granic państw zachodnich będzie wiele. Należy też zwrócić uwagę, że wiele z tych granic, w tym unijnych, nie są szczelne.

Poza tym, Turcja, kraj, który przez wiele lat starała się o członkostwo w UE, nie bierze udziału w tej europejskiej grze. Odmówiła ona zamknięcia swoich granic z Syrią, deklarując, że jest to wspólna sprawa, a propozycja i pomoc finansowa ze strony Europy na stworzenie obozów dla uchodźców nie satysfakcjonują Turków. Europa nie chce angażować się w działania w strefie działań wojennych i postanowiła zorganizować punkty odbiorczo-dystrybucyjne nie w Turcji, gdzie biedni imigranci w większości trafiają na samym początku, ale w Grecji, Włoszech i prawdopodobnie w Bułgarii.

Co to oznacza?

Turcja, w której znajduje się prawie 2 mln uchodźców, skieruje imigrantów na południe Europy. Dopiero tam będzie podejmowana decyzja, kto z nich zostanie przepuszczony przez granicę, a kto nie. Najciekawsze jest to, że jest mało prawdopodobne, że władze tureckie przyjmą z powrotem tych uchodźców, których Europejczycy nie zaakceptowali. W co wówczas przekształci się ten „obóz koncentracyjny” na granicach Unii Europejskiej? Należy odnieść się do historycznej analogii.

W lipcu 1938 roku we francuskim mieście Evian, odbyła się konferencja poświęcona ratowaniu Żydów z rąk reżimu nazistowskiego. Rozważano podczas niej możliwości wywiezienia ludności żydowskiej z III Rzeszy. W rezultacie ustaleń, przedstawiciele 32 krajów, uczestniczących w tym zjeździe, zadeklarowali, że nie mogą przyjąć uchodźców. Nie zostali oni także przyjęci przez Stany Zjednoczone, czego nie zaakceptowały potężne żydowskie kręgi finansowe. Wielka Ameryka nie znalazła u siebie miejsca dla masowej migracji Żydów z powodu „antysemityzmu ludności." A co najciekawsze: przeciwko wywozowi Żydów na Dominikanę i na Madagaskar, które to państwa otworzyły dla nich swoje drzwi, wystąpili przedstawiciele... Światowej Organizacji Syjonistycznej. Powód takiej decyzji podał jej lider Chaim Weizmann „Jeśli konferencja w mieście Evian zakończyłaby się sukcesem (pomogłaby żydowskim uchodźcom uciec z nazistowskich Niemiec do innych krajów), spowodowałoby to nieodwracalne szkody dla sprawy syjonizmu – zgromadzenia Żydów wokół Syjonu w Palestynie, na ziemiach przyszłego ‘Wielkiego Izraela’”. Icchak Grinbaum mówił o „strasznym niebezpieczeństwie konferencji w Evian", a Dawid Ben Gurion wezwał świat do jej przerwania. Chcieli oni zmusić świat do zaakceptowania idei powrotu Żydów do Palestyny, i tylko do Palestyny. Niestety przyjęcie takiego punktu widzenia doprowadziło do śmierci wielu milionów Żydów. Pewnie syjonizm potrzebował tych ofiar...

Latem 2015 roku nastąpił niewyjaśniony przypływ uchodźców, którzy będą teraz osiedlać się w dużych obozach, bez żadnych perspektyw na znalezienie swojego miejsca w Europie oraz bez perspektyw powrotu do ojczyzny.

W co zamienią się takie obozy – w przededniu „nowego holokaustu”? W każdym razie ta sytuacja będzie gorącym i wzburzonym wulkanem, zagrażającym Europie, którego wybuch naruszy jej cały ustalony porządek. Nikt nie zamierza gasić tego pożaru, a to może zagrozić tym, których ten problem dotyczy. Gra idzie zatem o dużą stawkę.

Przypomnijmy, że w 1938 roku Amerykanie nie chcieli, aby Żydzi osiedlili się w Kolorado, Nebrasce, a Brytyjczycy chcieli posłać ich Palestyny. Przygotowali tym samym „ucztę” dla Europejczyków. Ci, którzy dziś mówią o „nieprzeniknionych granicach" Unii Europejskiej, muszą cieszyć się z zaistniałej sytuacji. Przecież Europejczycy zachowują się jak dzieci! Nie mogą zrozumieć, że w celu obniżenia temperatury tego konfliktu i problemu, trzeba zniszczyć osławione „państwo islamskie" oraz położyć kres redystrybucji terytorialnej na Bliskim Wschodzie.

Przekład: Agata Spustek
Fot. spanishnewstoday.com

Czytany 3758 razy