wtorek, 26 marzec 2013 09:20

Dawid Jakubowski: Media przeciw Kubie wg starego scenariusza - polemika

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Cuba_Libre  Dawid Jakubowski

Główna platforma informacyjno-dyskusyjna na Kubie – Cubadebate, będąca przekaźnikiem analiz i ścierania się poglądów w dyskusjach pod tekstami, nosi podtytuł: przeciw terroryzmowi medialnemu. Jest to nazwa aż nadto uzasadniona. Można się o tym przekonać nie pierwszy raz, porównując opinie zawarte w nowym tekście Tomasza Skowronka ze zmieniającymi się jak w kalejdoskopie wersjami, które powtarzają, jak katarynki usłużne wobec preparowanych newsów zachodnie i polskie media.

Obecnie wszystko, co napisał Autor tekstu o Miguelu Diazie-Canelu jako przyszłym reformatorze na miarę Michaiła Gorbaczowa, zostało zakwestionowane u samych praźródeł tych informacji, czy raczej kolejnych dezinformacji.

Zdecydowałem się napisać ten tekst wbrew wcześniejszemu przekonaniu, że nie ma to sensu, dlatego, że jest to dobra okazja, by pokazać, że media te działają ściśle według wytycznych z Waszyngtonu podobnie, jak tzw. opozycja, w rzeczywistości utrzymywana przez Stany Zjednoczone.

Prześledźmy więc w skrócie, co stało się w mediach w chwili wyboru Miguela Diaza-Canela na zastępcę Raula Castro 24 lutego 2013 r. i w dniach następnych. 24 i 25 lutego portale takie jak Miami Herald czy Martinoticias, najbardziej kształtujące zachodnią opinię i sponsorowane przez Zachód ośrodki firmowane przez antycastrowską emigrację, głosiły, że wybór ten to zły znak. Podkreślano wówczas, że M. Diaz-Canel należy do „ideologów”, który będzie dbał o pracowników w przedsiębiorstwach państwowych, chcąc usprawnić ich pracę, co gorsza wpatrzony w braci Castro. Słowem, według żargonu tego rodzaju mediów i grup wpływu – beton! Bardzo niechętnie do wyborów na Kubie odniósł się Biały Dom, domagając się tzw. pełnej demokracji jako jakiegokolwiek warunku rozmów. 25 lutego gazeta Terra, reprezentująca niechętne Kubie stanowisko i posiadająca sekcje w kilku krajach Ameryki Łacińskiej, przytoczyła opinię członka Komunistycznej Partii Kuby, że nowy zastępca Raula Castro jest postrzegany w szeregach partii jako „szczery, nieprzekupny, zagorzały komunista, nacjonalista wierny rewolucyjnej wizji Castro" [1]. Sam kubański przywódca podkreślał jego bezinteresowność i skromność.

W następnych dniach pojawiły się bardzo szybko zróżnicowane opinie, czy rzeczywiście dba on o ludzi, przy czym, na podstawie cytowanych opinii, przypisywano mu nawet tendencje do szerzenia ascetycznych komunistycznych obyczajów i podkreślano antykonsumpcjonistyczne poglądy, co akurat w moich oczach minusem nie jest, gdyż w socjalizmie nie chodzi o to, by maksymalizować konsumpcyjne potrzeby. Jednak kilka zaledwie dni później opinie o spodziewanym następcy Raula Castro, który zapowiedział, że jest to jego ostatnia kadencja, zmieniły się o 180 stopni. Nie minął tydzień, gdy media mogły tryumfalnie ogłosić, wbrew wcześniejszym opiniom cytowanych antysocjalistycznych emigrantów oraz znanej zwolenniczki imperializmu – blogerki Yoani Sanchez, wykpiwającej awans M. Diaz-Canela, że jest to zapowiedź fundamentalnej zmiany, jeśli chodzi o styl polityki, podejście do gospodarki itd. Słowem reformator w pożądanym przez Zachód kierunku. News został puszczony w odpowiednich miejscach, okraszony opiniami emigracyjnych profesorów wywodzących się z szeregu zagorzałych, suto opłacanych przeciwników socjalizmu i w takiej formie przekopiowany i powielony bez zmian lub z kosmetycznymi cięciami przez niemal wszystkie „opiniotwórcze” serwisy światowe.

Dla nieśledzącego tych wszystkich metamorfoz „obowiązującej wersji” przez kilkanaście co najmniej godzin na dobę, kwestia ta wygląda dość wiarygodnie. Zwłaszcza, że wygląda dość prawdopodobnie wobec  schematu, do którego wielu przywykło. Ot, taka kolej rzeczy, że po ideowcach przejmują władze pragmatycy i zmieniają ich kurs… A jednak i ta wersja nie wystarczyła… Obecnie równie „obiektywna”, co wyżej wymienione tytuły, gazeta hiszpańska ABC, która zafundowała nam już „dzień świra” w postaci mocnych wrażeń ogłaszając, że H. Chavez zmarł na Kubie i został w zmumifikowanej postaci przewieziony do Wenezueli, by ogłosić jego zgon po 18 dniach, przekazała za pośrednictwem kolejnego profesora z Miami, że Miguel Diaz-Canel nowym Gorbaczowem nie będzie! Przede wszystkim on się nie liczy… Jest on bowiem jedynie parawanem, marionetką, za którego plecami kryje się rzeczywista utajona władza wojska. Jeszcze w pierwszych dniach korporacyjnie lojalna prasa zaznaczała swoje zaskoczenie awansem cywila, choć spodziewano się władzy wojskowego… Obecnie wszystko „jest jasne”...

Dlatego nie mam prawa polemizować z tym, co napisał Tomasz Skowronek. Mój tekst to jedynie skromne, przyczynkarskie uwagi publicysty. Takie są realia wojny medialnej. W tych warunkach można to zrozumieć. Czasem niejeden z nas coś z targu prawd neoliberalizmu i imperializmu kupi.

W rzeczywistości, mamy tutaj do czynienia ze stałym odgrzewaniem tego samego kotleta. Widać wyraźnie, że spodziewany w roli reformatora przez lata Raul Castro zawiódł oczekiwania antykomunistycznej diaspory. Widać to czytając analizy np. jednego z najlepiej wyszkolonych w USA siewców twardego liberalizmu, szefa liberalnej międzynarodówki Carlosa Alberto Montanera i wielu innych. Momentami w tej roli pojawiał się Carlos Lage. W tym celu specjalnie roztaczano wokół niego taką propagandę, czemu uległ i Tomasz Skowronek. Jednak zapraszam ciepło i serdecznie Autora do poznania w Internecie opinii Kubańczyków mieszkających na wyspie, wyrażających swoje opinie  za pomocą portali społecznościowych, kilku tysięcy blogów, a w końcu portali informacyjnych…

Przekona się wówczas sam, że wyznający poglądy lewicowe ogół obywateli kubańskich, niezależnie czy uważa siebie za Martianos (zwolenników poglądów socjalistycznych
José Marti), czy komunistów, za wychowawcę, nauczyciela i wzór do naśladowania stawia Fidela Castro, a nie Carlosa Lage. Na taki autorytet w masach trzeba sobie zapracować. Porównywalny miał m.in. zmarły w 2009 r. komendant rewolucji Juan Almeida Bosque – jedna z czołowych postaci kubańskiego życia politycznego, czy również owiana nimbem rewolucyjnej bohaterki, pierwsza dama Kuby, zmarła w 2007 r. żona Raula Castro – Vilma Espin Guillois. Natomiast C. Lage w towarzystwie i z udziałem b. ministra spraw zagranicznych Felipe Perez Roque wykazał się słabą głową na forum dyplomatycznym, na terenie obcej ambasady, co jest u politycznego działacza niewybaczalne.

Muszę jednak przyznać, że trochę mnie zaskoczyło, że Autor życzy Kubie, by eksploatowały ją amerykańskie koncerny i to jeszcze w kryzysie. Oczywiście zdjęcie kosztującej ją co roku ogromne straty blokady by się przydało, ale to USA po wszystkich krzywdach, jakie Kuba doznała od nich, powinny zwolnić tzw. Piątkę, a także wypłacić reparacje. Nie jest to przesadne żądanie zważywszy, że jest to kwestia relacji z imperium – krajem, który nie tylko ma na koncie ciężkie zbrodnie wobec Kuby zarówno w kwestii utraty życia przez ponad 4 tys. obywateli w zamachach ekonomicznych, inwazję pośrednią w Zatoce Świń, jak i szereg drastycznych posunięć ekonomicznych, ale wciąż sponsoruje najemników i propagandę przeciw niej. Niestety Barack Obama okazał się kontynuatorem polityki Georga W. Busha, który zintensyfikował aktywność owej propagandy.

Autor napisał o międzynarodowych transakcjach Kuby, pomijając zresztą opracowany już na ECAG udział Rosji w tej wymianie. Jednak pominął fakt, że oprócz produkcji niektórych leków, Kuba dąży do w miarę jej możliwości, do zrównoważonego rozwoju ekonomicznego. Według nawet nieprzychylnych opracowań, Kuba eksportuje się głównie cukier, minerały, tekstylia, żywność, obuwie, cement, stal, radioodbiorniki , wyroby tytoniowe, nawozy sztuczne, chemikalia m.in. do Holandii, Rosji, Hiszpanii, Niemiec i Chin.

Modernizacja, unowocześnianie to co innego, zaś socjalizm to nieustanna ewolucja i kolektywne wypracowywanie najlepszych rozwiązań. Musi on umieć się doskonalić, dostosowywać do potrzeb i wymagań. Kubańczycy są świetnie wyszkoleni w rozumieniu tych kwestii przez imperializm, ale i rozumieniu tego, jak wiele by stracili rezygnując z socjalizmu, albo gdyby zatrzymał się on w połowie drogi. A o utraty pomocy Wenezueli i niepokojach społecznych, czyli realizacji swoich pobożnych życzeń, cytowani w artykule Tomasza Skowronka usłużni wobec systemu analitycy mogą zapomnieć. Zdecydowana większość Wenezuelczyków, widzących w osobie Nicolasa Maduro kontynuatora dzieła poprzednika, udziela mu znaczącego poparcia. Zwłaszcza, że N. Maduro zdążył już ściągnąć na siebie nienawiść opozycji politycznej w swoim kraju przez ogłoszenie kontynuacji braterstwa z Kubą.

Na koniec pozwolę sobie powtórzyć nowe hasło, które dzisiaj staje się popularne w Wenezueli: „Con Chavez, Maduro Pueblo sera securo!”. Pozdrawiam Autora i nie dajmy się zwariować starym syrenim śpiewom i nadziejom wrogów rewolucji, nieznacznie tylko unowocześnianym.

Przeczytaj tekst Tomasza Skowronka: Zmiana pokoleniowa na Kubie?

Fot. marxist.com

_____________________________________
1. http://news.terra.com/analysis-castro-successor-lacks-charisma-but-is-experienced-manager,2bd7ba8cb360d310VgnCLD2000000ec6eb0aRCRD.html

 

Czytany 4332 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04