Wydrukuj tę stronę
sobota, 25 maj 2013 10:50

Bartosz Mroczkowski: Ameryka opuszcza Europę - nieobecni nie mają racji

Oceń ten artykuł
(1 głos)

flag2  Bartosz Mroczkowski

Wraz ze zmianą równowagi na światowej scenie geopolitycznej, Ameryka zapomina o Europie. Generalnie kontynent europejski jest postrzegany jako ten, który odzwierciedla amerykańskie wartości i przeważnie wspiera Stany Zjednoczone w sprawach międzynarodowych. Faktem jednak jest, że amerykańska administracja popełniła szereg błędów, które przyczyniły się do spadku popularności USA na starym kontynencie. 

Istnieje wiele tego powodów, jednak wszystkie posiadają jedne źródło. Amerykanie podchodzą indywidualnie do regionów i mocarstw. Nie jest to zawsze dobra strategia – w szczególności, jeśli chodzi o Europę Wschodnią. Aby zrozumieć tę problematykę, musimy poznać cele i założenia amerykańskiej polityki zagranicznej.

Polityka zagraniczna USA podlega ciągłym zmianom. Od zakończenia Zimnej Wojny bazowała na czterech filarach, które prof. Richard Nolan z Wydziału Nauk Politycznych z Uniwersytetu Floryda, określił następująco:

Power (siła) – polityczny realizm, który pozwala danemu aktorowi kształtować system międzynarodowy w określonym środowisku, a tym samym realizować własne interesy.

Peace (pokój) – liberalny internacjonalizm – postrzega pokój jako stan osiągalny, ale nieautomatyczny. Ważną rolę odgrywają międzynarodowe instytucje jako podstawa do nieprzerwanej współpracy.

Prosperity (dobrobyt) – międzynarodowa polityka gospodarcza. Dążenie do dobrobytu uważane za jest za nadrzędny kierunek względem pozostałych celów polityki międzynarodowej. Odnośnie amerykańskiej polityki zagranicznej i jej interesów, możemy określić dwa sposoby jej funkcjonowania: pierwszy oferuje łagodne podejście, drugi jest krytyczne. Łagodne podejście podkreśla, że prowadzenie polityki zagranicznej ma przynieść ogólne korzyści dla całego narodu; korzystny bilans handlowy, mocny wzrost gospodarczy, zdrowe i rozsądne podejście do makroekonomii. Krytyczna ocena natomiast charakteryzuje się wizją amerykańskiej polityki jako takiej, która jest zdominowana przez założenia imperialistyczne, służące interesom kapitalistycznej klasy i ich elit (jak np. międzynarodowe banki i korporacje).

Principles (zasady) – czwartym filar to idealizm demokratyczny oraz przekonania z nim związane. W szerokim ujęciu w Stanach Zjednoczonych uważa się, że Amerykanie mają do odegrania specjalną rolę w świecie. Dzięki pryncypiom demokratycznym łatwiej jest wdrażać założenia filarów Power i Peace. Najważniejszym czynnikiem jest promocja demokracji, ponieważ systemy demokratyczne nie wywołują wojen z innymi demokracjami.

W rzeczywistości, wszystkie spośród wyżej wymienionych założeń amerykańskiej polityki zagranicznej, są odmiennie rozumiane przez narody i rządy na kontynencie europejskim. Błędów amerykańskiej administracji w dążeniu do realizacji własnych celów w stosunkach z europejskimi partnerami jest bardzo wiele i nie ograniczają się one tylko do kontynentu europejskiego.

Pierwszy z nich – Power – mówi o tym, że Stany Zjednoczone chcą mieć wpływ na globalną politykę. Realizacja tego podejścia w Europie powoduje wiele napięć dyplomatycznych z Rosją, Niemcami i Francją. Amerykańskie założenia polityki wewnętrznej i ich cele, w przestrzeni międzynarodowej są krytykowane zwłaszcza przez rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa, który wyartykułował je po kryzysie finansowym w 2008 roku. Szef rosyjskiego MSZ podkreślił, że „państwo jest kluczowym instrumentem ochrony i harmonizacji interesów jednostki i społeczeństwa oraz głównym uczestnikiem procesu współdziałania międzynarodowego (...). W zmianach na arenie międzynarodowej zauważono nowe rozwijające się państwa, czego efektem jest powołanie do życia grupy G20, a dalsza transformacja systemu światowego będzie opierać się na zasadzie policentrycznej (...) Korzystnym rozwiązaniem dla Rosji jest zwiększenie roli ONZ, w którym rola Rosji jest równoznaczna roli Stanów Zjednoczonych. Rosja musi także inwestować w nowe technologie, a inwestycje te opierać się mają o bliską współpracę z Unią Europejską. Potrzebą są inwestycje w infrastrukturę i powszechna industrializacja z wykorzystaniem najnowszych zachodnich technologii. W tym celu świat potrzebuje przemian, które „ułatwią przenikanie się gospodarek, kultur i pozyskiwania innowacyjnych sposobów modernizacji” [1].

Innymi słowy – Rosja próbuje odzyskać dawną pozycję, jednak jest zbyt słaba, aby wymusić, czy też stworzyć, geopolityczny system bipolarny. Rosyjski establishment optuje więc za światem multipolarnym, a taki system musi opierać się na instytucjach międzynarodowych. Dlatego też Rosja i Chiny wzmocniły swoją rolę (poprzez większą asertywność) w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Jest to widoczne w szczególności odnośnie spraw Syrii, Korei Północnej i Iranu.
Generalnie działania te ukazują następny filar amerykańskiej polityki zagranicznej – Peace. Od upadku Związku Radzieckiego, USA prowadziły niezwykle efektywną dyplomację, która w ciągu dwóch ostatnich dekad, wywindowała Stany Zjednoczone na pozycję najsilniejszego gracza na arenie międzynarodowej. Amerykanie osiągnęli ponadprzeciętny status mocarstwa w Radzie Bezpieczeństwa względem pozostałych czterech stałych członków. Jednak dzisiaj, szereg prób wprowadzenia sankcji na Syrię i Iran oraz porażka tych starań, pokazują, że amerykańska administracja nie chce zwiększenia roli ONZ, a już z pewnością nie chce zwiększenia liczby stałych członków RB. Stan ten potencjalnie negatywnie wpływa na proces podejmowania korzystnych decyzji względem USA. Amerykanie chcą zreformować ONZ i NATO w stosunku do wyzwań XXI w. Reformy te rozumie się jako:

– wspieranie multilateralnych działań w organizacjach międzynarodowych w celu zapobiegania proliferacji broni masowej destrukcji, terroryzmu, zorganizowanych zbrodni oraz innych zagrożeń.

– współpraca na rzecz promocji demokracji, wolnego rynku i praw człowieka.

To jednoznacznie pokazuje, że sposób, w jaki USA chcą zreformować wyżej wymienione instytucje, jest silnie połączony z filarami amerykańskiej polityki zagranicznej.

Europa była lojalna w stosunku do amerykańskich celów polityki zagranicznej – w szczególności Europa Wschodnia z Polską i jej sąsiadami na czele. Lojalność ta jednak została naruszona w momencie wybuchu wojny z Irakiem, która przez wielu jest uważana za międzynarodową zbrodnię, złamanie prawa międzynarodowego, jak również przykład braku elementarnego rozumienia systemu międzynarodowego. Innymi słowy, od 2003 r., reputacja amerykańska w Europie dramatycznie spadła.

Polityka zagraniczna administracji Georga W. Busha przyczyniła się do ostrej krytyki, nie tylko w Rosji, ale także w Niemczech i we Francji. Polska, wskutek poparcia amerykańskiego zaangażowania w wojnie irackiej, mocno pogorszyła swoje stosunki ze swoimi sąsiadami. Rezultatem był niemiecko-rosyjski projekt gazociągu północnego Nord Stream, przy którego realizacji pominięto Polskę jako państwo tranzytowe. Tym samym Warszawa wystawiła się na większą zależność od Moskwy. Azja Centrala i Iran stały się priorytetem w rosyjskiej polityce zagranicznej. Przypomnijmy, również że Iran – drugie państwo pod względem wielkości posiadanych rezerw naturalnych gazu ziemnego, a także główny eksporter ropy naftowej, po Rosji, stał się bliskim sojusznikiem Kremla. Te czynniki oznaczają, że Rosja była i jest zainteresowana obecnością w irańskim sektorze nośników energii, jak i w posiadaniu wpływu na irańską politykę eksportową. Rosja zaangażowała się również w modernizację irańskiego uzbrojenia. W listopadzie 2005 r. wystrzeliła pierwszego irańskiego satelitę. Ponadto swoimi działaniami, demonstracyjnie pokazuje, że Iran jest instrumentem presji na Stany Zjednoczone. Rosyjskie zachowanie jest pewnego rodzaju odpowiedzią na amerykańską wojnę w Iraku.

Ponadto Moskwa obawiała się przede wszystkim tego, że po upadku Saddama Husajna, Irak przestanie uznawać długi, które miał wobec Rosji. W konsekwencji napiętej sytuacji, w Rosji odrodziły się antyamerykańskie sentymenty, które miały bezpośredni wpływ na współpracę tego państwa z NATO. Moskwa przedefiniowała swoją pozycję w regionie i za wszelką cenę nie chciała dopuścić, by Ukraina i Gruzja weszły do Paktu Północnoatlantyckiego. W stosunku do Ukrainy, Rosja zastosowała szantaż gazowy, który zakończył się kryzysami energetycznymi w 2006 i 2009 r. Odnośnie Gruzji, wykorzystała spory terytorialne między Tbilisi a Osetią Płd. i Abchazją, co w rezultacie doprowadziło do pięciodniowej wojny w sierpniu 2008 roku. Konsekwencją były geograficzne zmiany na mapie Gruzji oraz rosyjskie uznanie zbuntowanych republik za niezależne państwa.

Prosperity to trzeci filar, który jest nieco bardziej złożony, ponieważ krytycy twierdzą, że jakiekolwiek działania oparte na walorach gospodarczych, mogą przynieść korzyści, ale tylko Stanom Zjednoczonym. Jest to jednak naginanie rzeczywistości. Największe kontrowersje w Europie wzbudzają amerykańskie agencje ratingowe, które zmonopolizowały prawa do oceny państw i przedsiębiorstw. Było to w szczególności widoczne na przykładzie Włoch, Grecji, Hiszpanii i Francji. Agencje zniżyły raitingi Grecji, co było powodem wycofania się inwestorów. Cały proceder rozpoczął się w momencie startu prac nad pakietem pomocowym dla Grecji. W ogólnej jednak charakterystyce, europejskie podejście do gospodarki zbytnio nie różni się od wizji amerykańskiej, z wyjątkiem poważnych chęci zwiększenia kontroli nad bankami, w celu zapobiegnięcia przyszłym kryzysom.

Amerykańską politykę zagraniczną najbardziej postrzega się jednak przez pryzmat filara Principles. Na Bliskim Wschodzie Stany Zjednoczone często stosowały podwójne standardy odnośnie Izraela, Arabii Saudyjskiej i Iranu. Pomimo faktu, że moralna władza w Iranie sprawowana jest przez islamskich ajatollahów, państwo to nie jest zamknięte, jak Korea Północna. Iran prowadzi własną politykę zagraniczną, niezależną od pomocy finansowej z innych państw. Wspiera gospodarczo Autonomię Palestyńską i Syrię. Mimo faktu, że irańskie prawo cywilne oparte jest na szariacie, państwo to regularnie przeprowadza demokratyczne wybory parlamentarne, a obywatele irańscy regularnie uczestniczą w wyborach powszechnych. Iran wydaje się być innym państwem niż Korea Północna, ale USA i UE stosują wobec Phenianiu i Teheranu identyczne standardy. Wyrażają się one w polityce sankcji, które ostatnio nałożono na irańską gałąź energetyczną, a które są wyjątkowo nieefektywne. Teheran kontynuuje prace nad rozwojem programu atomowego, a nacisk państw zachodnich przyczynił się tylko do przyspieszenia prac nad niezależnością od światowego systemu gospodarczego. Ponadto w tym samym czasie Iran rozwija i polepsza własne relacje z sąsiadami.

USA efektywnie wywierają wpływ na państwa członkowskie Unii Europejskiej, tak aby te prowadziły politykę zgodną z amerykańskim interesem (zahamowanie irańskiego programu atomowego). Eksport amerykańskich wartości demokratycznych na Bliski Wschód został w przeszłości podważony usunięciem przez CIA premiera Mohammada Mosadeka w Iranie w 1953 r. oraz prezydenta Jacoba Guzmana w Gwatemali w 1954 r. Amerykańska agencja wywiadowcza była również oskarżana o szereg ingerencji w wewnętrzne sprawy państw takich jak Filipiny, Nikaragua, Irak, Chile, Kuba oraz Afganistan. Warto jednak podkreślić, że kroki te były podejmowane w okresie gorączki Zimnej Wojny. W ówczesnej rzeczywistości świat opierał się na systemie bipolarnym z dwoma wzajemnie zwalczającymi się mocarstwami.

Następny przykładem jest Arabia Saudyjska. Państwo, posiadające najbardziej radykalny system prawny, oparty na prawie szariatu, jest jednocześnie jednym z największych sojuszników amerykańskich na Bliskim Wschodzie. Podobnie pod względem ogólnego schematu podwójnych standardów wygląda sytuacja z Tajwanem, którego Amerykanie oficjalnie nie uznają, jednak sprzedają mu uzbrojenie. Tajwan jest więc kartą przetargową w stosunkach z Chinami.

Jednostronne interwencje w sprawy niezależnych państw nie przysparzają popularności Waszyngtonowi, a wręcz pogarszają wizerunek USA na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Południowej. Podobinie wrażliwą kwestią dla Europejczyków jest bezkrytyczne zachowanie w stosunku do Izraela. W prawdzie Waszyngton krytykuje Izrael za budowanie nowych osiedli na terenach okupowanych Autonomii Palestyńskiej, jednak za słowami nie idą czyny. Tymczasem państwa europejskie, takie jak Wielka Brytania, Niemcy i Rosja regularnie przestrzegają Izrael przed poważnymi konsekwencjami. Dla wielu europejskich rządów, USA wspiera Izrael zawsze i w każdej sytuacji, nie analizując niezależnie poszczególnych wydarzeń. Podczas, gdy w Europie mówiło się o Flotylli Wolności, która płynęła z pomocą do Strefy Gazy oraz śmierci dziewięciu Turków z rąk izraelskich komandosów, w Stanach Zjednoczonych wyniesiono to wydarzenie to aktu terroryzmu. Niezależnie od tego, jak faktycznie było, podejście polityków i mediów pozostaje zupełnie odmienne od tego w Europie. To również dotyczy sprawy Guantanamo i tortur więźniów metodami waterboardingu, które szczególnie w Niemczech wzbudziły ogromne kontrowersje.

Pomimo faktu, że Europa stworzyła międzynarodową organizację, którą jest Unia Europejska, a jej stosunki międzypaństwowe oparte są na zasadach praworządności i poszanowania praw człowieka, kontynent nie jest całkowicie pozbawiony własnych problemów. Ponadto istnieje różnica w podejściu do uzasadnienia procesów politycznych w Rosji i pojmowania pozycji Kremla na arenie międzynarodowej. Kraje w regionie mają wciąż realne obawy względem uzależnienia się od dostaw rosyjskiego gazu i ropy naftowej. Rosja w USA, jest traktowana jako partner solidny i przewidywalny, podczas, gdy w Europie Wschodniej jako imperialne państwo dążące do odzyskania utraconej ziemi po upadku Związku Radzieckiego. Amerykańska administracja uznaje Europę jako politycznie zjednoczony i spójny zbiór państw. Tymczasem rzeczywistość dla krajów europejskich jest zupełnie inna.

Kolejnym wyzwanie jest także problem Kosowa, które ogłosiło niepodległość przed decyzją ONZ, co było sprzeczne z prawem międzynarodowym. Kolejnym wyzwaniem jest Macedonia, otoczona przez Serbię i Bułgarię. Obydwa państwa mają roszczenia terytorialne, traktując jednocześnie Macedonię jako twór sztuczny. Kolejnym problemem dla Europy jest możliwość rozpadu Belgii na Walonię i Flandrię. Rząd w Madrycie dręczy problem baskijskich separatystów, którzy coraz częściej mówią o oddzieleniu się od Hiszpanii. Cypryjski konflikt jest jednym z głównych problemów polityki międzynarodowej, ponieważ oba kraje – Grecja i Turcja, należąc do NATO, zbyt często stają na krawędzi wojny; problem radykalizmu islamskiego we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Istnieją także konflikty związane z upadkiem Związku Radzieckiego: problemy mniejszości rosyjskiej w krajach bałtyckich; podział Mołdowy i konflikt o Naddniestrze; niestabilna sytuacja na Północnym Kaukazie i podział Gruzji jest powodem do określania polityki wschodniej przez UE.

W Europie istnieje wiele podobnych konfliktów. O wszystkich tych zależnościach amerykańska administracja nie może zapomnieć. Odstąpienie od kontynentu europejskiego i przerzucenie wektorów polityki zagranicznej na Azję i Pacyfik, pozostawi pole manewru dla Rosji. W ten sposób USA będzie pozbawiona możliwości nacisku. Jak powszechnie wiadomo – „nieobecni nie mają racji" i o tym Waszyngton musi pamiętać.

Tekst ukazał się wcześniej na Startfor.com
Fot. airforceassociation.blogspot.com

________________________________________________
1. Adam Daniel Rotfeld, Myśli o Rosji... i nie tylko, Warszawa 2012, s. 116, 117, 118.

Czytany 6212 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04