poniedziałek, 30 sierpień 2010 10:51

Antoni Koniuszewski: Geopolityka a globalizacja

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

alt Antoni Koniuszewski

Z geopolitycznej perspektywy globalizacja świata rozumiana, jako zobiektywizowany proces wiodący ku politycznej jedności ludów i narodów ziemi trwa od zarania dziejów; zaś jej pierwsze przełomowe przyspieszenie nastąpiło w dobie nowożytnych odkryć geograficznych w końcu piętnastego i w szesnastym wieku.

 

Wtedy odbywała się pod sztandarami katolickiego uniwersalizmu, później na skutek reformacji pod hasłami poszukiwania Nowego Świata czyli rajskiego miejsca dla religijnych reformatorów, prężnych wyrzutków i protestanckich radykałów. Już w dziewiętnastym wieku, epoce węgla i stali oraz mechanicznych silników, Anglia pierwsza uzyskuje status światowego mocarstwa, które może interweniować militarnie w każdym dowolnym punkcie globu. Inni wielcy podążali za nią, ale Londyn przez te dziesięciolecia jest wciąż pierwszy pośród równych. Z wolna kształtuje się świat anglo-amerykański z dominującym znaczeniem północnych fragmentów Atlantyku, będącego strategiczną podstawą światowego kolonializmu.

Obie międzykontynentalne wojny, które możemy nazwać niemieckimi były ostatecznie nieudaną próbą przełamania owego stanu spraw na rzecz Berlina. Ich końcowym rezultatem stało się zastąpienie Wielkiej Brytanii przez Stany Zjednoczone, a niemieckiej Rzeszy przez władający sercem lądu Związek Radziecki. W istocie na skutek tych militarnych rozstrzygnięć zwycięskich ideologii liberalizmu i socjalizmu, wielkich postępów nauki i jej praktycznych zastosowań w transporcie ludzi oraz towarów-świat postąpił jeszcze bardziej na szlaku dochodzenia do pojęć wspólnej przestrzeni geopolitycznej, obejmującej całą ziemię. Jednak za tą teorią kryje się także geostrategiczna realność i nad nią zatrzymajmy się choćby przez chwilę.

Znaczenie wielkich mórz

Życie ludzkie zawsze ogniskowało się w pobliżu różnych wód. Starożytne cywilizacje powstały wokół Nilu, Eufratu, Indusu i Żółtej Rzeki w Chinach. Morze Czarne, a przede wszystkim Śródziemne stały się wewnętrznymi akwenami potężnych imperiów. Z biegiem epok status centralnego oceanu uzyskał jednak Atlantyk. Taki stan trwał od odkrycia Ameryki aż po drugą światową wojnę. Kto zatem panował nad obydwoma brzegami Atlantyku ten był niekwestionowanym panem mórz i kandydatem do wiodącej roli pośród światowych mocarstw.

Ocean Indyjski oraz Arktyczny są ważne jako swoiste miękkie podbrzusze ważnych potęg, jednak geopolityka pokazuje, że są wciąż drugorzędne względem tych dwóch pierwszych. Idąc tym tropem dalej musimy zauważyć, że dominację nad światem ostatecznie osiągnie to państwo, które będzie w stanie patrolować jednocześnie Pacyfik i Atlantyk. Kontrola ta ma polegać na dominacji militarnej oraz wymianie towarowej. Tak się złożyło, że ostatnia wielka wojna zakończona w 1945r. była totalnym zbrojnym starciem wszystkich ówczesnych imperiów o panowanie nad sercem lądu i nad wielkimi wodami. O ile Rosja utwierdziła wtedy status mocarstwa kontrolującego centrum Eurazji, to jedynie Stany Zjednoczone, prowadząc bój z Niemcami o Atlantyk, zaś z Tokio o Ocean Spokojny uzyskały pozycję państwa zdolnego efektywnie wpływać na sytuację na krańcach tych mórz. Waszyngton tę pozycję później stale wzmacniał. Po zwycięstwie nad państwami tak zwanej Osi, przyszedł czas na upadek zamorskich posiadłości Francji, a ostatecznie i Wielkiej Brytanii. Amerykanie zapanowali jednocześnie nad obydwoma oceanami, uzyskując zdolność do jednoczesnego prowadzenia wojen na dwóch przeciwległych brzegach; a więc w Europie Zachodniej oraz Azji Wschodniej. Z biegiem lat ta możliwość została znacznie usprawniona. Amerykanie zamienili Japonię w swój stały lotniskowiec, złapali silny przyczółek w Korei i podporządkowali sobie Tajwan oraz Filipiny. Chiny zostały zatem zablokowane na kierunku naturalnej dla nich pacyficznej ekspansji. Z kolei w Europie Waszyngton poszerzył swoją operacyjną bazę o Morze Śródziemne, przez co skutecznie zgłosił aspiracje do wpływania na znaczący z punktu widzenia ogólnej geopolityki Bliski Wschód, poza tym Stany Zjednoczone umiejętnie wypełniały lukę po upadku dwóch kolonialnych imperiów: Paryża i Londynu.

Z kolei pod koniec dwudziestego wieku Rosja jako spadkobierczyni Związku Radzieckiego znacznie ograniczyła własną militarną aktywność na dalekich morzach, co jeszcze bardziej uwypukliło amerykańską supremację. Jej skutkiem był nowy imperializm polegający na tym, że USA uznała za stosowne angażować się bezpośrednio w kilku odległych miejscach: Kosowo, Irak, Afganistan. W globalnym świecie wojny miały zmienić swój charakter, stając się swoistymi interwencjami sił porządkowych, działających w celach usprawiedliwionych ideologicznie: walka o ustanowienie demokratycznych reżimów. Jak się jednak wydaje Amerykanie natrafili na pewne przeszkody w realizowaniu tak pomyślanego schematu własnej ekspansji. Dlatego obecna polityka Waszyngtonu za prezydentury Obamy, nie wyrzekając się dalekosiężnych celów, próbuje dla ich uzasadnienia odświeżonego politycznego języka, przede wszystkim zaś nowa amerykańska administracja powraca w koleiny starej polityki z pierwszych dekad ubiegłego stulecia, podziału stref wpływu, parytetów, zmiennych sojuszy; zobaczymy czy ta tendencja w polityce USA jest trwała i co z niej wkrótce wyniknie.

Przewidywania dla Polski

Jeśli obecna zmiana akcentów w amerykańskiej strategii wobec świata utrzyma się, należy zdać sobie sprawę z tego, że rola Warszawy w waszyngtońskich kalkulacjach ulegnie pewnemu uszczupleniu. Z ich perspektywy nasze realne znaczenie niewiele odbiega od pozycji na przykład Czech. Wiedząc to i my musimy zmienić niektóre nasze akcenty, a nawet lekko przeorientować się. Położenie Polski między Niemcami a Rosją staje się bowiem-w tych okolicznościach-coraz istotniejszą sprawą naszego międzynarodowego położenia. Dlatego też w polskim politycznym języku winniśmy w większym stopniu akcentować polskie europejskie zobowiązania, starając się jednocześnie poprawiać kontakty z Moskwą, naturalnie w ramach NATO, które wciąż pozostaje amerykańską domeną. Dobrze pojęty polski narodowy interes wymaga, by własne możliwości zobaczyć takimi jakimi one rzeczywiście są, gdyż nadmiar chorobliwej megalomanii może okazać się aż nawet zabójczy.

Artykuł ukazał się w nr 35-36 (29.08-5.09.2010) tygodnika alt

Czytany 5809 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04