Wydrukuj tę stronę
sobota, 25 październik 2014 11:14

Alexander Salitzki: Hongkong: Ojcowie i ich dzieci

Oceń ten artykuł
(1 głos)

hong-kong-protests  Alexander Salitzki

Zamieszki w Hongkongu w dniach 28–29 września br. przeniosły się na centralne ulice miasta, aby natychmiast zaistnieć w zachodnich mediach. Ruch nazwano „parasolową rewolucją” w patetycznym politycznym stylu. Nic dziwnego: policja użyła gazu łzawiącego (w sprayu), aby usunąć protestujących z blokowanych przez nich budynków rządowych. Parasole protestujących, wzięte do ochrony przed złą pogodą, posłużyły jako ochrona przed gazem pieprzowym i gazem łzawiącym. Starcia, urazy...

Na początku większość tłumu stanowili uczniowie starszych roczników i studenci. Protestujący natychmiast zyskali sympatię mediów. Obraz bojowników o demokrację przeciwko totalitarnemu reżimowi w Pekinie (protest został porównany do protestów na placu Tiananmen w 1989 r.) charakteryzował się teatralną skutecznością.

Po mieście zaczęły krążyć pogłoski o brutalności policji a do demonstrantów wkrótce dołączyli sympatycy protestów. Razem utworzyli ogromny tłum wymachujący w powietrzu telefonami komórkowymi. Wspólnota protestujących była podekscytowana i wzburzona a wysuwane postulaty coraz bardziej radykalne. Niektóre z nich dotyczyły rezygnacji z urzędu Leung Chun-ying, szefa administracji Specjalnego Regionu Administracyjnego Hongkongu, którego wybrano na to stanowisko w wyborach demokratycznych Hongkongu w 2012 r.

Jakiś czas później okazało się, że wiele osób podpuszczono, aby przyłączyli się do protestów, sztucznie rozpowiadając plotki i rozpowszechniając jawne kłamstwa na portalach społecznościowych. W ten sposób pojawił się i rozprzestrzenił prowokacyjny obraz pokazujący chiński czołg wojskowy w tunelu łączącym nowe terytoria z Chinami kontynentalnymi. Wiadomości o policji wykorzystującej gumowe kule dolały tylko oliwy do ognia. Gdy protestujący starli się z przeciwnikami manifestacji, ktoś zamieścił zdjęcie z jednym z nich, przypominającym policjanta w cywilu. Stał się on znany po tym, jak osoby z dwóch różnych zdjęć, były podobne do siebie.

Stopniowo protest zaczął słabnąć. 3 października władze Hongkongu, Specjalnego Regionu Administracyjnego (SAR) zgodziły się na rozmowy z hongkońską Federacją Studentów (HKFS), ale jakoś jej przywódcy zaostrzyli wymagania i postanowili kontynuować blokadę budynków rządowych po przystąpieniu do negocjacji. 6 października większość mieszkańców Hongkongu jasno się wyraziła i wezwała do zakończenia protestów, ale ten fakt miał niewielki wpływ na zachowanie protestujących.

Przyczyny wzbudzające masowe protesty w Hongkongu, 7-milionowym mieście, mogą być różne; to nie jest takie rzadkie zdarzenie. W 2003 r. pół miliona ludzi zorganizowało demonstrację, zaś w 2005 r. protestowało ćwierć miliona osób. Regularnie odbywają się mniej liczne protesty. Stąd też aktor Jackie Chan, mistrz komedii, nazywa Hongkong „miastem protestów”. Jednak tym razem manifestacja trwała znacznie dłużej. Dlaczego?

Pojawia się też inna kwestia: dlaczego na „masowe” protesty wybrano koniec września?

Stały Komitet Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (NPCSC) Chińskiej Republiki Ludowej podjął decyzję o wyborach na szefa Hongkongu w 2017 r. 31 sierpnia br., tj. miesiąc wcześniej.

Moim zdaniem wyjaśnienie jest oczywiste: po pierwsze, „rewolucyjne” przedstawienie ma być dobrze przygotowane. Po drugie, ważne jest, aby wybrać właściwą datę rozpoczęcia działań. Dla Pekinu, Święto Narodowe jest bardzo ważne – 1 października symbolizuje 65. rocznicę powstania nowoczesnego państwa chińskiego i początek tygodniowego wypoczynku zwanego „Złotym tygodniem“ (z ang. "Golden Week"). W tym samym dniu minister spraw zagranicznych Chin odwiedził Stany Zjednoczone – zatem wybór dnia był oczywiście czynnikiem sprzyjającym.

Ktoś, kto kontroluje sytuację zza kurtyny ma prawdziwe doświadczenie, jak reżyser przedstawienia. Jednk fakt, że scenariusz jest sprawdzony i prawdziwy razi w oczy. Nieznany scenarzysta z młodzieży hongkońskiej robi męczenników walczących o demokrację. Obecnie nie ma powodu do podejmowania dyplomatycznych kroków. Pisarz nie jest zainteresowany tym, że znaczny rozwój demokratycznego postępu w społeczeństwie jest ciągłym kompromisem pomiędzy różnymi środowiskami.

W rezultacie kultura polityczna Hongkongu podlega radykalizacji. Wybuchowi młodzi ludzie przyłączają się do anarchicznego ruchu Occupy Central, założonego w 2013 r. przez Benny'ego Taia, profesora prawa na Uniwersytecie w Hongkongu, wspieranego przez miejscowych demokratów. Wspólnie anarchiści i demokraci mogą zaszkodzić obrazowi byłej kolonii, przedstawiającemu uznawane i spokojne miejsce, w którym mieszkają osoby tolerancyjne.

Protesty przybierają nacjonalistyczną formę: wypowiadane są groźby przeciwko kontynentalnym Chińczykom, którzy są proszeni o „opuszczanie domów”. Problem wyjątkowości kultury Hongkongu, który poruszyła niedawno Anson Chan, „żelazna dama” demokratów hongkońskich, staje się coraz bardziej związany z izolacjonizmem i jawnymi antychińskimi nastrojami. To wszystko dzieje się w Hongkongu, którego dobrobyt związany jest z międzynarodowym handlem, pośrednictwem finansowym i nieodwracalną rolą „okna” na Chiny! Istnieje jeszcze inny czynnik negatywnie wpływający na sytuację – ruchy jawnie nacjonalistyczne, takie jak Civic Passion czy Polityczny Instytut Proletariacki, które znajdują schronienie pod osłoną demokratycznego ruchu. Ich działacze porównują kontynentalnych turystów z szarańczą (turyści kontynentalni to 75% wszystkich zwiedzających odwiedzających SAR) i otwarcie atakują Pekin, używając ostrego języka...

Louisa Greve, wiceprezes ds. Azji, Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej i Globalnych Programów w Służbie Demokracji Fundacji National z amerykańskiego Endowment for Democracy, przeanalizowała oskarżenia i wypowiedziała się w obronie protestujących. Przeciwko niej w łagodny sposób odniósł się Hua Yiwen w komentarzu opublikowanym na pierwszej stronie dziennika Partii Komunistycznej „Daily China's Jemin Jibao’s” w wydaniu zagranicznym [1] z 11 października br. Pekin jasno określił, że nie będzie ingerował w sprawy wewnętrzne, w tym wsparcie nastrojów antynacjonalistycznych i organizatorów protestów. W okresie, od końca września do początku października Hongkong stał się poligonem doświadczalnym dla niecnego mieszania pojęć: przymiotnik „proamerykański” przedstawiany jest jako „demokratyczny”, natomiast „demokratyczny” – jako „antychiński”. Lokalni demokraci przewidywali, że Hongkong będzie przykładem dla reszty Chin. Obecnie miasto zaczyna wyglądać, jak źle wychowane dziecko, natarczywie domagające się przykuwającej oko zabawki. W praktyce „parasolowa rewolucja” okazała się długotrwałą fanaberią niedojrzałego dziecka uprawiającego samowolkę.

Przekład: Justyna Gąska
Tekst pochodzi z Strategic Culture Foundation on-line journal www.strategic-culture.org.

_____________________________________________________________
1. Why is the US so keen on ‘Color Revolutions’?, http://english.peopledaily.com.cn/n/2014/1011/c98649-8793283.html

Czytany 5085 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04