| Utopia waluty światowej |
|
|
|
| sobota, 11 lutego 2012 09:44 | |||
|
W dyskusji na temat sposobów wyjścia obecnego kryzysu i możliwości zapobiegania kolejnym, powrócił pomysł stworzenia jednej, światowej waluty. Nic dziwnego, w ciężkich czasach posłuch zyskiwały już różne szalone koncepcje.
Istnieje przynajmniej pięć podstawowych powodów, które dobitnie ukazują podstawowe słabości tego rozwiązania. Po pierwsze narzucenie światu jednego pieniądza byłoby czymś zupełnie sztucznym. Waluty obecnie dominujące, osiągnęły swoją pozycję w sposób, który w pewnym przybliżeniu można określić jako naturalny. Po prostu są one najbezpieczniejsze, najbardziej płynne, a ich kraje macierzyste posiadają największe i najprężniejsze gospodarki. To w nich cały świat gromadzi swoje rezerwy i dokonuje rozliczeń. Zmiany na tym polu owszem przebiegają, ale powoli i stopniowo. Kiedyś wszystko odnosiliśmy do złota, potem do dolara. Dziś, gdy właściwie nikt nie kwestionuje zasady, że wartość pieniądza danego kraju wynika z siły jego gospodarki, używamy przede wszystkim kilku najważniejszych walut. Jednak nie cały czas tych samych i nie w jednakowym stopniu. Jeśli bowiem dziś strefa euro popada w kłopoty, to państwa na całym świecie zmniejszają jej udział w swoich rezerwach na rzecz juana czy franka. Po drugie – znamy co prawda przypadki pojawienia się tzw. drugich walut, które funkcjonują lub okresowo funkcjonowały w niektórych krajach, równolegle z oficjalnymi, ale za to bardzo niepewnymi. Stało się tak w niektórych państwach byłego ZSRR po jego rozpadzie. Rolę taką wówczas pełnił dolar amerykański. Następnym ciekawym przykładem jest jednostronne przyjęcie waluty przez dany kraj, jak to miało miejsce np. w Kosowie, w którym zaczęło obowiązywać euro. Są to jednak sytuacje pojawiające się tylko w krajach o bardzo niewielkich gospodarkach, najczęściej nowopowstałych lub należących do kręgu tzw. trzeciego świata. Po trzecie – większość państw na świecie, a z tych liczących się, to właściwie wszystkie, jest niezmiernie przywiązana do swojej suwerenności. Własna polityka pieniężna to jeden z jej podstawowych atrybutów. Poza nielicznymi wyjątkami (jak zjednoczenie Niemiec), żaden kraj, dbający o swoje interesy, nie powinien się jej dobrowolnie pozbywać. Po czwarte – w teorii ekonomii wyróżnia się następujące kryteria optymalnego obszaru walutowego (obszaru, na którym efektywność gospodarowania byłaby zmaksymalizowana, gdyby wprowadzić na nim wspólną walutę): * mała asymetria szoków, doznawanych przez poszczególne regiony danej strefy; * znaczna elastyczność rynków pracy i mobilność siły roboczej; * wysoki stopień integracji finansowej; * wzajemna otwartość krajów; * znaczna dywersyfikacja struktury produkcji i eksportu krajów; * kraje tworzące wspólny obszar walutowy powinny charakteryzować się podobnym tempem wzrostu cen oraz podobnymi preferencjami co do poziomu inflacji; * niewielka zmienność realnego kursu walutowego. Natomiast integracja gospodarcza w warunkach rynkowych składa się z pięciu etapów: * strefa wolnego handlu (zniesienie wszelkich ograniczeń w handlu pomiędzy państwami członkowskimi strefy); * unia celna (wspólna polityka celna państw względem krajów trzecich); * wspólny rynek (umożliwienie pełnej swobody przepływu siły roboczej, kapitału, towarów i usług pomiędzy krajami członkowskimi); * unia walutowa i gospodarcza (spełnienie założeń trzech poprzednich etapów plus koordynacja wszystkich pozostałych dziedzin polityki ekonomicznej – polityki pieniężnej, energetycznej, fiskalnej, rolnej itd.); * unia polityczna. Już rzut oka na wymienione kryteria i etapy pozwala stwierdzić, że nie ma i w przewidywalnej przyszłości nie będzie mowy o tym, by pomysł wprowadzenia waluty światowej znalazł jakiekolwiek uzasadnienie natury ekonomicznej. Skoro strefa euro okazała się zbyt zróżnicowana wewnętrznie, to cóż dopiero cały świat? Poszczególne kraje mają przecież inne tempo rozwoju swoich gospodarek, inną ich strukturę, inne problemy, priorytety, a nierzadko nawet inne systemy ekonomiczne. Ktokolwiek i na jakiejkolwiek podstawie decydowałby po wprowadzeniu wspólnej waluty np. o wysokości stóp procentowych, byłoby to źródłem permanentnych konfliktów. Po piąte – na koniec warto z całą mocą podkreślić, że waluty światowej chcieliby ludzie, którzy marzą o skupieniu jak największej władzy w skali globalnej w jednych rękach. Na szczęście jest to niemożliwe. Mamy obecnie na świecie ok. 200 państw i nigdy nie dojdzie do sytuacji, w której wszystkie one zgodziłyby się na posiadanie jednego pieniądza. Tekst jest głosem w debacie na temat waluty światowej.
|














dr Marian Szołucha