| Sikorski omamiony ideą Siergieja Karaganowa |
|
|
|
| niedziela, 13 listopada 2011 11:14 | |||
|
Idea "Europy od Lizbony po Władywostok" lansowana m.in. przez Siergieja Karaganowa (a w Polsce Leszka Sykulskiego) staje się coraz modniejszą koncepcją geopolityczną. Stanowi ona pozornie logiczne rozwinięcie projektu Unii Europejskiej tzn. konstrukcji politycznej mającej uchronić stary kontynent przed nacjonalizmami i konfliktami, oferując w zamian rozwój gospodarczy i dobrobyt. Mimo teoretyczno-naukowych podstaw jest to jednak idea fałszywa i szkodliwa dla polskiej racji stanu.
Nowy kręgosłup kontynentu wedle idei "Europy od Lizbony po Władywostok" to oś Paryż-Berlin-Moskwa i aż do tego momentu koncepcja akademicka pokrywa się z rzeczywistością. Aktywność tandemu niemiecko-francuskiego podczas kryzysu strefy euro potwierdza ten trend. Ich współpraca gospodarczo-militarna z Federacją Rosyjską także. Przykłady? Uzyskiwanie przez RFN statusu najważniejszego kraju tranzytowego kosztem krajów Europy Wschodniej (Nord Stream, BTS-2), zbrojenie pozostającej poza strukturami NATO Moskwy w nowoczesne centra szkoleniowe oraz broń (symbolem czego stały się Mistrale) i to mimo gwałcenia przez nią integralności terytorialnej europejskiego kraju, jakim jest Gruzja. Na uwagę zasługuje także proponowanie Rosji roli kraju współodpowiedzialnego za nową przestrzeń bezpieczeństwa w Europie (projekt z Deauville), choć FR pozostaje głównym powodem istnienia parapaństw pokroju Naddniestrza, Abchazji, Osetii Północnej. Gwoli ścisłości należy dodać, że nowa przestrzeń bezpieczeństwa ma opierać się na strukturach rodzimych, przy czym pojęcie to jest bardzo specyficzne, zastępuje się w nim wspólnotę „zachodu” (z członem amerykańskim) - „europejskością”, w ramach której znalazło się miejsce dla Rosji. Oczywiście wspomniana oś geopolityczna jest tematem na osobną analizę, powyższy zarys ma jedynie unaocznić fakt jej powstawania oraz grupę interesów, które są przez nią realizowane ze szkodą dla Rzeczpospolitej. Lokalną odmianą idei "Europy od Lizbony po Władywostok" jest tzw. „Trójkąt Kaliningradzki”. To przesunięcie akcentów w stronę osi Berlin-Warszawa-Rosja, swoiste uzupełnienie Trójkąta Weimarskiego. Wizja ta swoją drogą bardzo optymistyczna, zarysowująca przez nami dekady owocnej współpracy, zysków i pokoju różni się jednak od osi uwzględniającej w ramach trójkąta Paryż zamiast Warszawy, jednym istotnym szczegółem. Otóż „Trójkąt Kaliningradzki” nie znajduje potwierdzenia polityczno-gospodarczego w rzeczywistych inicjatywach kreowanych na starym kontynencie. Niestety minister Radosław Sikorski dał się ponieść idei „Trójkąta Kaliningradzkiego”. „UE pomoże Moskwie modernizować kraj, ale Rosja musi się demokratyzować oraz stać się przewidywalnym partnerem w polityce międzynarodowej i energetycznej - piszą w liście do unijnych kolegów szefowie dyplomacji Polski i Niemiec. To pierwszy polsko-niemiecki dokument w sprawie europejskiej polityki wobec Rosji i podstawa do wypracowania przez całą UE wspólnego stanowiska wobec Moskwy.” - podała Gazeta Wyborcza. Warto by minister Sikorski wzbogacił swój tweet o „Hołdzie Ruskim” powyższymi konkluzjami… Artykuł został opublikowany w ramach dyskusji portalu Geopolityka.org: Euroatlantyzm, czy euroazjatyzm...?
|














