poniedziałek, 28 marzec 2011 06:34

Mateusz Piskorski: Którędy do celu?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Ku_Nowej_Europie


  dr Mateusz Piskorski

Recenzja: Leszek Sykulski, Ku Nowej Europie: perspektywa związku Unii Europejskiej i Rosji. Spojrzenie geopolityczne z Polski, Instytut Geopolityki i Alfa24, Częstochowa 2011 ss. 122.

Każda nowa propozycja w sferze polskiej polityki zagranicznej, każde nowe ujęcie geopolitycznej roli Polski stanowi wartość samą w sobie. W zatęchłym, wysychającym z roku na rok stawie polskiej myśli politycznej, nawet najmniejszy strumyk dopływu świeżej idei jest wydarzeniem istotnym. Przez lata polska klasa polityczna nie była zainteresowana korzystaniem z dorobku eksperckiego, przez co i większość ekspertów przestała wierzyć w sens intelektualnego wysiłku. Wystarczyło odgrzać nieświeże kotlety w postaci koncepcji UBL Juliusza Mieroszewskiego, podlać je wulgaryzującym i prymitywizującym sosem, by móc ogłosić wszem i wobec, że polska polityka zewnętrzna ma programowe podstawy, że posiada intelektualną legitymizację. Podobnie zresztą niejednokrotnie czynili i oponenci wiodącej linii, odgrzewając z kolei myśli np. Romana Dmowskiego, bez poddania ich koniecznej weryfikacji związanej z nowymi realiami świata po 1991 roku.

 

Dlatego głos w tlącej się zaledwie debacie, który zabrał Leszek Sykulski, uznać można za cenny. Nawet, jeśli nie zgodzimy się z jego propozycją budowy nowego ładu międzynarodowego. Autor broszury, będącej swoistym manifestem poglądów na współczesną geopolitykę, kreśli pewną wizję rozwoju sytuacji geopolitycznej globu. Wyraża przy tym przekonanie, że jedynie głęboko zintegrowana przestrzeń obecnej Unii Europejskiej i Federacji Rosyjskiej może stanowić realną alternatywę dla bieguna anglosaskiego, którego rdzeń tworzą Waszyngton, Londyn i Tel Awiw. Kreśli przy tym interesujący wstęp historyczny, w którym dowodzi i uzasadnia potrzebę utworzenia Bloku Kontynentalnego. Wstęp ten (zawarty w rozdziale 1 omawianej publikacji) pozostaje bez zarzutów warsztatowych, choć zwraca uwagę fakt pominięcia przez autora ogromnego dorobku geopolityki rosyjskiej, która przecież również dopracowała się terminologicznych i teoretycznych osiągnięć.

Emocje stanowią niezwykle istotny element oddziaływania w obszarze polityki międzynarodowej. Trudno wyobrazić sobie bowiem, niezależnie od przyjętej formy ustrojowej w danym regionie, by fundamentalne rozstrzygnięcia w zakresie orientacji geopolitycznej zapadały i były realizowane wbrew przekonaniom, emocjom i stereotypom wyznawanym przez większość zamieszkującej dane terytorium ludności. Komponent emocjonalny, realizowany przede wszystkim za pośrednictwem odpowiedniej polityki historycznej i edukacyjnej, ale także za pomocą narzędzi przynależnych szeroko rozumianej soft power, powinien stanowić fundament przygotowania artyleryjskiego przed rozpoczęciem realizacji każdego projektu. Nie jestem wszakże przekonany, że praca Leszka Sykulskiego ma w założeniu spełniać taką właśnie rolę. „Geopolityka odrzuca tani sentymentalizm i fałszywy ultramoralizm” – zauważa Sykulski. Pełna zgoda, tylko dlaczego w takim razie niemal cały rozdział swej pracy autor poświęca na emocjonalne i pełne moralnego oburzenia ataki skierowane przeciwko polityce Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników?

Etyczne oceny działań USA na arenie międzynarodowej nawet na dość ubogim polskim rynku wydawniczym były już formułowane przez setki autorów; aby się moralnie poruszyć można zawsze sięgnąć po prace niezrównanego w tej dziedzinie Noama Chomskyego.

Utworzenie postulowanego przez Leszka Sykulskiego bloku wymaga co najmniej dwóch dodatkowych warunków, o metodach których spełnienia autor pisze dość zdawkowo. Dwaj kluczowi partnerzy takiej konstrukcji musieliby uporać się zatem ze swoimi wewnętrznymi problemami, by móc usiąść do stołu rokowań nad geopolitycznym traktatem wszechczasów. Współczesna Rosja ma swoje rozliczne problemy, w tym wzmacniane naturalnie przez biegun anglosaski tendencje odśrodkowe. Przykład czeczeński pokazuje jednak, że możliwe jest znalezienie efektywnego i trwałego sposobu przeciwdziałania tego rodzaju zagrożeniom. Pamiętam, gdy w jednej z moich rozmów z przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Konstantinem Kosaczowem ów znaczący w Rosji polityk, pokazując na wiszącą w jego gabinecie mapę Federacji Rosyjskiej, przekonywał, że jednym z nadrzędnych zadań każdej władzy na Kremlu jest utrzymanie integralności terytorialnej państwa. Do dziś na Kaukazie, o czym przekonuje chociażby prof. Igor Dobajew, władze centralne borykają się z problemami przy implementacji prawa federalnego, od którego niejednokrotnie istotniejsze jest miejscowe prawo zwyczajowe umacniane przez struktury rodowo-plemienne. Te kłopoty to jednak nic w porównaniu z kwestiami, które pozostają do rozwiązania w Unii Europejskiej. Sceptycy twierdzą wręcz, że UE nie jest i jeszcze prawdopodobnie długo nie stanie się samodzielnym podmiotem geopolitycznym. Prof. Zbigniew Brzeziński słusznie zauważa, że na obecnym etapie w Europie nie ma po prostu z kim rozmawiać i trzeba z konieczności ograniczać się do stosunków bilateralnych z najistotniejszymi państwami członkowskimi. Catherine Ashton nie jest tu partnerem, podobnie jak Herman van Rompuy. Inna sprawa, że sytuacja taka jest na rękę Waszyngtonowi, bo wyłącznie dzięki niej możliwe stało się sformowanie kohorty własnych państw satelickich w UE. O braku rozmówców ze strony Brukseli wiedzą też sternicy rosyjskiej polityki zagranicznej i wyciągają z tego odpowiednie wnioski. Rozmawiają z Berlinem i Paryżem, ewentualnie zwrócą czasem uwagę na Rzym czy Madryt. Nie biorą pod uwagę Brukseli. Zatem brak europejskiego partnera do realizacji projektu Bloku Kontynentalnego, proponowanego przez Sykulskiego, stanowi problem, bez rozwiązania którego cały projekt jawić się może co najwyżej utopią, wprawdzie pociągającą swym rozmachem, ale jednak niewykonalną.

Autor zbyt zdawkowo potraktował przy tym pokaźny dorobek intelektualny tych, którzy od lat walczą o geopolityczną podmiotowość Europy. W Polsce największy wkład w tym zakresie wniósł bez wątpienia Tomasz Gabiś. Leszek Sykulski przywołuje go zresztą recytując zestaw nazwisk zwolenników idei autentycznie zjednoczonego kontynentu, ale już pobieżny przegląd przytaczanych autorów składnia do jednej fundamentalnej refleksji: żaden z nich, mimo ogromnego intelektualnego potencjału, nie zdołał w znaczący sposób wpłynąć na politykę zagraniczną któregokolwiek z europejskich rządów. Wniosek: Europa jest na podmiotowość i emancypację geopolityczną niegotowa. Leszek Sykulski nie zastanawia się natomiast, jak ten problem rozwiązać. Bo prostej recepty istotnie tu nie ma.

Wielkie rozczarowanie przynosi ostatni rozdział pracy poświęcony roli Polski w wielkim geopolitycznym projekcie przyszłości. Znajdziemy tu ostrą krytykę dotychczasowych paradygmatów polskiej polityki zagranicznej, przede wszystkim euroatlantyzmu determinującego kierunki polityki zewnętrznej Polski po 1989 roku. Jeśli traktować omawianą książkę jako swoisty manifest programowy, to rzuca się w oczy brak wskazania drogi do postulowanego celu. Woluntarystyczne sformułowania typu „Polska może”, „Polska powinna” nie zastąpią bowiem namysłu nad zasadniczym pytaniem: jak doprowadzić do zmiany wektorów polskiej polityki zagranicznej?

Powyższe kilka zdań nie ma w zamyśle autora deprecjonować wysiłku Leszka Sykulskiego. Są to raczej sugestie przed planowaną kolejną edycją „Ku Nowej Europie…”. Rady przyjaciela i stronnika podobnych koncepcji. Po łyżce dziegciu kolej na beczkę miodu: prezes Instytutu Geopolityki wydał pracę niezwykle interesującą i odważną. Jej format pozwoli nawet osobom niezainteresowanym do tej pory współczesną geopolityką na dojście do niezwykle ważnego wniosku: nie ma sytuacji bez alternatyw, nie ma alternatyw bez refleksji i dyskusji. Autorowi, choćby z tego tytułu, należą się gratulacje.

Przeczytaj inne recenzje tej pozycji:

Marcin Domagała: Na drodze budowy Bloku Kontynentalnego

dr Radosław Domke: W stronę osi Paryż-Berlin-Moskwa

Witold Szirin Michałowski: Geopolityka elit Europy

Piotr A. Maciążek: „Ku Nowej Europie...” czyli geopolityczna wykładnia marksizmu

Łukasz Reszczyński: Trudna debata

dr Robert Potocki: Wielka Europa jako koncepcja geopolityczna?

Ronald Lasecki: Świt Wielkiej Europy

Czytany 10500 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04