| Wydmuszka Partnerstwa Wschodniego |
|
|
|
| piątek, 30 września 2011 10:23 | |
|
Dziś szczyt Partnerstwa Wschodniego znów na krótki czas przypomni części polskiego społeczeństwa o istnieniu tzw. „wschodniego wymiaru polityki europejskiej”. Innym rodakom, bardziej eurosceptycznym uświadomi potrzebę uprawiania polityki wschodniej przez państwo polskie. Czy skupienie masowej wyobraźni na dawnych kresach i dalej - na Rosji, przyniesie Rzeczpospolitej konstruktywną debatę nad koniecznością zmian strategii politycznej, wcielanej w życie na obszarach dawnego ZSRR? Nie sądzę. Znów usłyszymy o niebywałych sukcesach Partnerstwa Wschodniego. Nikt nie wspomni o tym, że duże europejskie stolice nie są już zainteresowane tym projektem. Berlin wsparł polsko-szwedzką ideę, bo musiał zniwelować projekt francuski - Unii na rzecz Regionu Morza Śródziemnego. Dziś Angela Merkel woli w myśl dawnej zasady „Russia first” dogadywać się z Moskwą ponad głowami „Nowej Europy Wschodniej” niż wspierać Sztokholm i Warszawę. Znów będą nam mówić o wielkim sukcesie Ukrainy, z którą zakończono negocjacje w sprawie układu stowarzyszeniowego. Nikt nie wspomni o tym, że Rosja przygotowała konkurencyjną ofertę Unii Celnej stworzonej z Białorusią i Kazachstanem, że chce wprowadzić cła zaporowe na ukraińskie produkty. A głównym partnerem handlowym Kijowa jest Rosja nie Unia Europejska… Nikt nie wspomni Polakom o tym, że zakończenie negocjacji przez Ukrainę nie oznacza ratyfikacji umowy stowarzyszeniowej, że wprowadzanie unijnego prawa i norm wiąże się z rosyjskim sabotażem tych poczynań, wielkimi nakładami finansowymi, niepopularnymi politycznie posunięciami, że nie gwarantuje członkostwa w Unii Europejskiej. Nikt nie wspomni w Polsce o tym, że wciągnięcie Ukrainy w orbitę umowy stowarzyszeniowej w UE wypracowała prezydencja niemiecka (pakiet EPS+), Polska rozciągnęła jedynie rozwiązania Berlina na pozostałe republiki radzieckie. Nasz strategiczny projekt przypisywany jest na europejskich salonach Angeli Merkel… Partnerstwo Wschodnie to wielki polski sukces! Też wierzyłem w ten slogan, ale czas płynął a ilość owoców była skąpa - jajko okazywało się wydmuszką. Zamiast przyciągać ostatnią dyktaturę Europy do Brukseli postawiono na sprawdzone metody sankcji i obstrukcji, pozostawiono kryzysową Białoruś na rosyjski żer. Kryzys strefy Shengen nie wróży dobrze ruchowi bezwizowemu - filarowi Partnerstwa Wschodniego. Dziś łatwiej przepchnąć w Brukseli mały ruch graniczny z Kaliningradem. I tak można by jeszcze wiele, że Unia karci dyktaturę Łukaszenki a głaszcze po głowie azerskiego prezydenta Alijewa - bo ma surowce, bo Nabucco... Bo Wspólnota chce wciągnąć Gruzję w swoją orbitę, ale nie potrafi wyegzekwować od Kremla umowy Sarkozy’ego, kończącej wojnę gruzińsko-rosyjską, umowę którą sama firmowała. I tak można by jeszcze wiele, ale po co? Zainteresowanie tematem mainstream podtrzyma jeszcze dziś, relacjonując szczyt Partnerstwa Wschodniego. Następny za dwa lata, a my przestaniemy myśleć o „głupotach”… Fot. Logo Partnerstwa Wschodniego. Źródło: eastbook.eu Materiał ukazał się rónież na portalu PolitykaWschodnia.pl Tekst opublikowany w ramach dyskusji o Partnerstwie Wschodnim. Przeczytaj inne materiały w tym zakresie: Katarzyna Zwierzyńska: Między Unią Europejską a Rosją – przyszłość wschodniego sąsiedztwa Polski Piotr Wołejko: Krytyka Partnerstwa Wschodniego jest w modzie
|














Piotr A. Maciążek