wtorek, 11 sierpień 2009 08:20

Witold Szirin Michałowski: Dialog kultur Azjopy (część 2)

Oceń ten artykuł
(1 głos)

altWitold Szirin Michałowski

Starożytni Hetyci, słowem avari, określali wieże lub straż graniczną. Doskonale znane nie tylko w gwarze łowieckiej polskie „warować" oznacza pilnować wytrwale, nie ruszać się z miejsca, a znane nam i dość często spotykane słowo „awaria" ma pochodzić od arabskiego avar czyli „wada", „szkoda". Po łacinie aversio to wstręt, odraza, obrzydzenie. W litewskim varu „siła, pod przymusem", a vartai to brama, wrota stąd już blisko do staroruskich dwieri i do węgierskiego vár - zamek. No i oczywiście angielskiego war - wojna. W języku szwedzkim avvarja oznacza odparować cios, odeprzeć wroga, ochronić, zapobiec. Tureckie avariz, to przeszkoda, zawada.

Czytaj część pierwszą

W warszawskiej ambasadzie Chińskiej Republiki Ludowej chętnie udostępnia się wielotomowy atlas historyczny. Można się z niego dowiedzieć, że za dynastii Tang (618-907 n.e.) władza cesarzy chińskich sięgała Morza Kaspijskiego i obejmowała terytorium dzisiejszego Kazachstanu, Tuwy i Dalekiego Wschodu. Informacji o tym, że przez parę wieków na południe od Wielkiego Muru językiem urzędowym był turecki, doszukać się niełatwo. Warto zatrzymać się nieco nad treścią referatu pani Anny Parzymies, wygłoszonego w październiku 1998 r., podczas jubileuszowej sesji z okazji 25-lecia Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie. Tytuł referatu: „Ałtaizmy w języku polskim" niewtajemniczonym niewiele mówi. Ważna jest konkluzja. Termin „Polanie" ma, jak się okazuje, chiński rodowód. W językach ałtajskich, do których dziś zaliczamy mongolski, mandżurski i turecki, po przyjęciu określonej transkrypcji fonetycznej chińskich hieroglifów, oznaczał ludzi zależnych, nie hodujących drzew morwowych. Przy innej zaś transkrypcji ten sam hieroglificzny znak można odczytać, jako barbarzyńców nie lubiących płacić podatków

Hafty z wyobrażeniami mitycznych niebiańskich orłów i równoramiennych krzyży znalezione w wykopaliskach cmentarzy Badaszary i Tujaha, pochodzą co najmniej sprzed 25 stuleci. Orzeł - chotoj, syn miał przenosić do nieba ludzkie dusze. Bezdzietne kobiety zwracały się do niego z prośbą o obdarzenie ich macierzyństwem. W ten sposób wyproszone potomstwo jeszcze zupełnie niedawno nazywało się chotoj torutteech - pochodzące od orła.

Nie tylko Herodot wspomina o Besach - trackim ludzie zamieszkującym góry Hajmos aż do Ilirii. Mieli być gorącymi wyznawcami Dionizosa, dobrymi żołnierzami najemnymi w rzymskiej armii i poszukiwaczami złota. Oni też mieli nadać Dunajowi nazwę Ister. Góry Hajmos zajmują znaczną część dzisiejszej Bułgarii, Bośni i Macedonii, a Iliria to już wybrzeża Adriatyku, nad którymi ongiś władał znany z przysłowiowego „zwycięstwa" król Pyrrus. Polscy historycy Adam Naruszewicz i Joachim Lelewel odnotowali istnienie Besów Grecki, kochający się w winie bóg Bachus, miał też być rzekomo Besem.

Na mapie Ptolemeusza plemię to ulokowano w miejscu, gdzie można domniemywać, znajdowały się pasma Wschodnich Karpat. Na południe od Dunaju najbliższymi sąsiadami Besów byli Krobizowie, Tryballowie, Dardanowie, Albanowie oraz Odryzowie. Na Bałkany przywędrowali z głębi Azji. Na trasie wędrówki mieli Bakterię, zajmującą tereny dzisiejszego północnego Afganistanu, Iran i stepowe obszary pomiędzy Morzem Kaspijskim i Czarnym, które z biegiem wieków otrzymały miano Stepu Nogajskiego.

Zimą 330 roku p.n.e. Aleksander Wielki podbił ostatecznie imperium perskich Achamenidów. Po wygraniu bitwy pod Gaugamelą, ścigał Bessosa, satrapę Baktri, którego ujął dopiero w dolinie rzeki Oksus (Amu-darii). Jako Artakserksesa IV, satrapa miał nadzieję przejść do historii. Tragiczny jego los przyczynił się do utrwalenia pamięci ludu, z którego pochodził. Dzieje Rzymu odnotowały też bunt trackiego plemienia Besów, które przyłączyło się do walki, jaką toczył z legionami późniejszego cesarza Tyberiusza wódz germańskich Markomanów, założyciel silnego państwa na terenie dzisiejszych Czech. Besowie ponieśli klęskę. Wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni stracono lub poobcinano im prawe ręce. Plemię przesiedlono do Mezji (północ Bułgarii) lub osiedlono w granicach wiernych Rzymowi greckich miast. Niedobitki uciekły za Dunaj na północ. Na północ od naddunajskich nizin rozciąga się łańcuch Karpat. O Besach ostatni raz wspomną historycy cesarstwa rzymskiego opisujący panowanie Marka Aureliusza (161-180 r. n.e.) w okresie zmagań z wrogimi plemionami.

W dziejach Polski Piastów odnotowano Bezpryma (986-1031), pierworodnego syna króla Bolesława Chrobrego i jego węgierskiej żony, za którego krótkiego okresu panowania miało dojść do nawrotu pogańskich obyczajów, Saxo Grammaticus imię jego pisał Besfrim. Może wskazywał w ten sposób na etniczne pochodzenie matki władcy. Można też domniemywać, że grecki duchowny arcybiskup Nicei Bessarion (1403-1472) dlatego przyjął takie właśnie imię, że był z pochodzenia Besem

W Etiopii chrześcijańscy wędrowni mnisi posługują się po dzień dzisiejszy havariami. drewnianymi równoramiennymi krzyżami wpisanymi w koło. Do złudzenia przypominają znak Tengri oraz krzyżyki znajdują się w huculskich naszyjnikach. Godnym odnotowania jest, że nazwę Havaria nosi nadmorska miejscowość w Tunezji, a w położonej już na terenie Libii niezbyt odległej Sabracie ocalało mauzoleum Besa.

Zdaniem Aleksandra Csoma de Koros (1784-1842), filologa, podróżnika i twórcy europejskiej tybetologii, języki ugrofińskie, wywodzą się z płaskowyżu Amdo położonym na północ od Tybetu. Od Ladakhu dzieli go tylko parę dni konnej jazdy. Uczony pieszo przywędrował z Węgier w Himalaje i tam spędził resztę życia, studiując w lamajskich klasztorach i świątyniach prastarej religii bon dzieła traktujące o świętej krainie Szam-bha-li. Pochowany został w Dardżylingu.


Pierwotny język Besów należał do grupy ugrofińskiej. Czy u naszych południowych sąsiadów termin bosorować - czarować, pochodzi od ich języka, czy też jest filologiczną skamienieliną, można się spierać. Po litewsku bajsa, bejsu to odrażający, ohydny, a w staroruskim bes, besseda to siedzieć na zewnątrz. Dla doradców faraona, za którego panowania nad Nilem pojawili się Besowie, podjęcie właściwej decyzji nie było trudne. Można z góry założyć, że przybysze z Wielkiego Stepu nie znali się na uprawie roli, żegludze i budowie piramid. Sprzymierzeni z wrogami zewnętrznymi, mogli stanowić zagrożenie. Ponieważ musieli przybyć w raczej niedużej grupie, nie obcięto im głów, ale powierzono ochronę dworu władcy Dobrze się zapisali w pamięci mieszkańców Egiptu. Jako synowie stepów byli pełni radości życia. Kochali śmiech i taniec.

Wizerunki Besów, noszone jako amulety na szyjach fenickich żeglarzy, popłynęły daleko na zachód. Do Kartaginy, na Sycylię, na kraj ówczesnego świata. W dziejach powszechnych wielokrotnie odnotowano przypadki, że straż przyboczną potężnych władców, stanowiły oddziały cudzoziemskich najemników pochodzących z bardzo odległych krajów. Bezpieczeństwa cesarzy rzymskich strzegli Germanie, cesarzy Bizancjum - Normanie, cesarzy Chin za panowania dynastii Tang ochraniały oddziały tureckie, a za dynastii Juan tumeny mongolskiej jazdy, Księcia Witolda chronili przed rodzonymi braćmi Tatarzy, straż przy Napoleonie pełnili polscy ułani, władców Imperium Otomańskiego ochraniali janczarzy rekrutujący się głównie z bałkańskich górali, a kupieni na Kaukazie jako najlepsi "ochroniarze" owych czasów czerkiescy niewolnicy dali początek mameluckim władcom nowożytnego Egiptu.

Starożytny geograf, matematyk i astronom, Ptolemeusz Klaudiusz (ok.100 - ok.168) spokrewniony z królową Kleopatrą i panująca ongiś grecką dynastią w Egipcie, pozostawił po sobie wiekopomne dzieło imponujące zestawienie blisko dziesięciu tysięcy nazw geograficznych. Plemię Besów ulokował nad Karpatami, u źródeł Wisły. Łańcuch gór rozciągających się od Żelaznych Wrót na Dunaju aż po Bramę Morawską, liczy około 1,5 tys. km długości i od 100 do 350 km szerokości. Ptolemeusz najpewniej nigdy do niego nie dotarł, a informację o źródłach największej z wypływających z północnych stoków rzek miał z drugiej czy trzeciej ręki. Pewną wskazówką, gdzie schronili się Besowie, może być nazwa jednej z karpackich przełęczy i położonego na przechodzącą przez nią prastarym handlowym szlaku miasteczka Dukla. Identycznie nazywał się przed wiekami górski obszar położony dziś w północnej Albanii - Ilirii, czyli tam, gdzie jeszcze na przełomie naszej ery paśli swoje stada. Mieszkańcy byłej Jugosławii słowem dukla określali górski obszar zajmowany przez jedną z "zadróg", rodowo- plemiennych wspólnot bałkańskich Słowian.

Albańscy Sziptarzy zamieszkujący góry Prokletije w rejonie Ohridzkiego jeziora połoniny określają mianem... bjeszka, a pastuch to dla nich czaban. Tak jak w Mongolii.

Większość autorów naukowych opracowań jest zgodna co do tego, że pochodzenie i znaczenie nazwy „Bieszczady" nie zostało dotychczas wyjaśnione. Najstarszym terminem geograficznym, od którego ma się wywodzić, jest słowo beshed, dotyczące fragmentu głównego grzbietu Karpat w rejonie dzisiejszych Jaślisk, niedaleko od Dukli. Pochodzi z 1269 roku i znajduje się na pergaminowym dokumencie sporządzonym na Węgrzech. Toponomastyka dostarcza wielu dowodów na pochodzenie nazw geograficznych od nazw plemion czy ludów zamieszkujących określone obszary lub imion własnych. Południowi sąsiedzi zalesiony, porżnięty głębokimi jarami górski grzbiet, położony w sąsiedztwie, nazwali nazwą obcego ludu, który znalazł tam schronienie. Węgierskie beshed uległo transformacji.

W historii miasteczka Brzeska, leżącego przy prastarym szlaku handlowym z Krakowa na Węgry i Ruś, odnotowano, że już od połowy V tysiąclecia p.n.e. przybywały na te tereny zza Karpat gromady pierwotnych rolników i hodowców, zwabione żyznością aluwialnych gleb. W pobliskim Bessowie, położonym na żyznej nizinie u ujścia rzeki Raby do Wisły, niedaleko Bochni odkopano osadę garncarzy sprzed XVI wieków i znacznie od niej wcześniejsze stanowiska wytopu rudy żelaza Archeologowie nie mają wątpliwości, że starożytni hutnicy i ceramicy nad Rabę przyszli z południowo-wschodniej Słowacji, z obszarów królestwa węgierskiego. Nazwa niezbyt odległego Beska i chyba również Biecza, niezależnie od legendy o zbóju Bieczu - utrwala pobyt na tych ziemiach tajemniczego ludu Besów.

Antropolog i etnograf Jan Czekanowski (1882-1965) prowadził przed I wojną światową badania terenowe wśród Łemków. Określił ich, jako antropologiczny relikt twierdząc, że należą do zrutynizowanego szczepu arorumuńskiego, czy też bałkańskiego pochodzenia. Potomkowie garstki Besów, ocalałych w karpackiej głuszy, z krwawej łaźni, jaką im urządziły rzymskie legiony, nie zachowali świadomości swego pochodzenia. Kształt i proporcje czaszki boga Besa i przedwojennych mieszkańców Beskidu Niskiego, tak jak i Andy'ego Warhola oraz wybitnego malarza prymitywisty Nikifora Krynickiego, wykazują zastanawiające podobieństwa. Godnym jest odnotowanie, że po czeczeńsku ŁEM-K to góral a znana wszystkim karpackim łazikom nazwa kyczera to urwisko.

Prawdopodobieństwa, że Etruskowie mogli być spokrewnieni z Besami istnieje. Lekarz wenerolog, gdy pokazano mu zdjęcie Besa, znajdującego się w Muzeum Watykańskim, orzekł bez wahania, że wklęsły, siodłowaty nos tego boga to klasyczny objaw dziedzicznej choroby Treponema Pallidium, roznoszonej przez krętki blade. Nie można więc wykluczyć, że starożytne plemię Besów zniknięcie z kart dziejów powszechnych zawdzięcza nie tyle morderczej sprawności oręża rzymskich legionów Tyberiusza, co dziedzicznej kile, przed którą nie chronił ich nawet zawieszony na piersiach, przedstawiający głowę kozła satanistyczny, według niektórych amulet z pentagramem, na czole. Warto też pokusić się o bardziej precyzyjne ustalenie, kiedy i kto wyrzeźbił ten posąg. Mógł być Grekiem i na dodatek chrześcijaninem, na co wskazywałaby przychylność watykańskiego decydenta, który zgodził się na wyeksponowanie na wystawie „pogańskiego bałwana". Popularny wśród pospólstwa tańczący bóg był poważnym konkurentem dla surowych i cnotliwych aż do znudzenia, propagujących umartwienie i ascezę chrześcijańskich świętych. Należało konkurenta raz na zawsze unieszkodliwić, zawieszając mu na piersi symbol Szatana i to w dodatku z pięcioramienną gwiazdą na czole.

Potężne siły od wieków manipulują wyobraźnią historyczną mieszkańców naszej planety. Chyba już czas, aby do obywateli Unii Europejskiej dotarło, że znaczący udział w tworzeniu cywilizacji, w której żyją, brały również ludy, których nie obciąża hańba wojen religijnych, wypraw krzyżowych, kolonializmu i ludobójstwa.

Można mieć nadzieję, ze terytorium Azjopy, którym zamierzają władać rosyjscy władcy obecnej doby, sięgające, zdaniem moskiewskich geopolityków, doliny rzeki Ren, na zawsze pozostaną we władaniu narodów na nim zamieszkujących. Warto się też chyba zastanowić, czy nie zainicjować w szkołach krajów UE nauki języka tureckiego, którym posługuje się dziś więcej mieszkańców syberyjskiej kolonii Rosji, niż językiem Puszkina. Kolonii bezlitośnie po barbarzyńsku eksploatowanej z bogactw naturalnych; gazu i ropy naftowej w pierwszej kolejności z bezwzględnie wynaradawianą, rodzimą ludnością. Dwa lata temu na Światowym Zjeździe Azerów w Baku wspominał o tym Ilcham Alijew, prezydent Azerbejdżanu. Jakby go nie nazwać, to dialog kultur trwa na naszym kontynencie od dziesiątków wieków. Jest rzeczą wspaniała i taką powinien pozostać...

LITERATURA

Adger-Adajew Issa. Kamienie mówią, Warszawa 2005

Casson S., Thracian tribes in Scytia Minor, The Journal of Roman Studies,  1927

Malaise Michel, Bes et la familia isiaque, Brussel 2004

Meeks Dimitri, Le nom du dieu Bes et ses implications mythologies, Budapeszt 1992

Michałowski Witold, Szlakami Besów, Połoniny - Informator krajoznawczy 2002

Michałowski Witold Z Egiptu w Bieszczady, SZI KUN, Warszawa 1997

Michałowski Witold Szlakami Besów - Szkic prowokacyjno-historyczny, RACJONALISTA

Naruszewicz Adam, Historya narodu polskiego, Warszawa 1824

Romano James F., The Origin of the Bes-Image, Bulletinof the Egyptological Seminar 1980

Siliotti Alberto, Starożytny Egipt, W dolinie Nilu, Warszawa 2005

Takacs Gabor, The origin of the name Bes, Budapest 2002

Venedikov Ivan, Thrace, National Archeological Institute Bulgarian Academy of Science

Volokhine, Youri, Une representation dun Bes arme, Geneva 2003

Praca zbiorowa Języki indoeuropejskie (PWN 1986), oraz materiały uzyskane w Bible Lands Museum Jeruzalem(Israel) oraz zbiory British Museum i muzeów watykańskich, berlińskich, warszawskich, amerykańskich i Photography gallery of Sabratha roman ruins, Libya.


Czytany 13283 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04