sobota, 12 listopad 2011 09:35

George Friedman: Europa - system międzynarodowy i zmiana pokoleniowa

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

europe_map02


  George Friedman

Zmiany wprowadzane do systemu międzynarodowego bywają niewielkie, jak i znaczące, ale ogólny wzór pozostaje niezmienny. Na przestrzeni lat 1500-1991 to hegemonia Europy w świecie przyczyniała się do ustanawiania globalnych zasad działania.

Jednak w naturze globalnej struktury leży stałe przedefiniowywanie potęg – niektórzy gracze stają się silniejsi, a inni tracą wpływy. Czasami wpływają na ten stan wojny, innym razem decyzje polityczne i gospodarcze. Choć sama struktura międzynarodowych zależności jest niezmienna, to zmianie ulega sposób jej działania.

Przez 500 lat Europa narzucała reszcie świata swoje panowanie. Koniec epoki europejskiej hegemonii nastąpił w roku 1991, kiedy to upadł Związek Radziecki – ostatnie europejskie imperium. Chiny od pokoleń definiowane są przez wydarzenia na Placu Niebiańskiego Spokoju. Proces rozwoju gospodarczego postępuje twardo do przodu, ale dominującą siłą polityczną nadal jest Komunistyczna Partia Chin. Japonia doświadczyła kryzysu gospodarczego, który zakończył gwałtowny wzrost i uczynił, niegdyś drugą gospodarkę świata, znacznie słabszą i mniej dynamiczną. W roku 1993 na mocy traktatu z Maastricht powstała Unia Europejska, polityczny twór dający możliwość stworzenia w przyszłości Stanów Zjednoczonych Europy, które byłyby przeciwwagą Stanów Zjednoczonych Ameryki po tej stronie oceanu.

Epoka Post-Europejska

Wszystkie wyżej przedstawione zmiany weszły w życie w niespokojnych czasach po epoce europejskiej i przed nastaniem… cóż, czegoś innego. Czego dokładnie? Nie jesteśmy pewni. Przez ostatnie 20 lat świat zmieniał swój kształt. Od roku 1991 wszystkie kraje świata usiłują wpasować się w nowy porządek. Zmienia się porządek międzynarodowy, stare zasady zastępuje się zupełnie nowymi.

Jednak, zanim wkroczymy w prawdziwą nową erę, muszą się wydarzyć cztery rzeczy:

Po pierwsze, Ameryka musi zrozumieć różnicę między wielka potęgą (którą posiada) a wszechmocą (której posiadać nie może). Interwencje Ameryki w konflikty z światem islamu doskonale to ukazują. 

Po drugie, Rosja musi porzucić swoje post-sowieckie zwyczaje i w inny sposób wyrażać swą potęgę. Wojna z Gruzją w 2008 roku potwierdziła, że Moskwa aspiruje do bycia stolicą nie tylko Rosji, ale całego regionu. 

Po trzecie, Chiny – mocarstwo, które wiąże własną przyszłość gospodarczą, militarną i polityczną z systemem globalnym, którego nie może kontrolować – musi poddać się pewnym przemianom. Wszystko to musi nastąpić, a będzie prawdopodobnie zainicjowane czwartym ważnym wydarzeniem: instytucje europejskie – zaprojektowane do funkcjonowania w poprzedniej epoce - muszą zostać zreformowane i dopasowane do świata, w którym Amerykanie nie chcą już tłumić suwerenności starego kontynentu.

Patrząc z perspektywy czasu, wiemy, że kryzys finansowy z 2008 roku zainicjował dwa ostatnie wydarzenia z listy. Pierwszym rezultatem kryzysu była wnikliwa kontrola swobodnych dotąd rynków przez władze państw. Poprzez finansowanie, zwłaszcza w USA, wytworzyła się specyficzna sytuacja, w której decyzje przywódców politycznych i banków centralnych miały dalece większy wpływ na gospodarkę, niż działania rynkowe. Nie jest to sytuacja bezprecedensowa. Wielki kryzys z lat 70., zadłużenie krajów Trzeciego Świata, czy kryzysy pożyczkowe i oszczędnościowe mają podobne konsekwencje. Kryzys finansowy przerodził się w kryzys gospodarczy, zaszkodził USA, ale Stany pozostały niewzruszone, mimo niepokoju wśród elit.

Największy wpływ kryzys wywarł na Europę, gdzie zainicjował wiekopomne zmiany. Od roku 1991 idea zjednoczonej Europy napędzała globalną gospodarkę. Jak wcześniej wspomniano, europejskie mocarstwo miało stanowić przeciwwagę dla potęgi Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Łączna potęga gospodarcza Europy przerasta siłę USA. Gdyby zintegrować europejskie rynki, to byłyby one równym partnerem dla Ameryki. Europejczycy chwalą sobie swoje odmienne od Amerykanów podejście do spraw międzynarodowych. Jest ono oparte na koncepcji zwanej „miękką siłą” – zależną od politycznych i ekonomicznych narzędzi, nie zaś od potęgi militarnej. Europa była głównym konsumentem dóbr, zwłaszcza tych importowanych z Chin (import większy niż w USA). Podsumowując – potęga i sukcesy Europy powinny dać jej siłę niezbędną do zreformowania systemu międzynarodowego.

Sytuacja Europy w dobie kryzysu jest niepewna – czy euro przetrwa? Czy Bruksela zdoła przewidzieć zachowanie i problemy Włoch? Najważniejsze pytanie brzmi: czy plany kierunku rozwoju Unii Europejskiej pozostaną nietknięte? Oczywistym jest, że obecna UE nie jest tą samą, która istniała w roku 2007 – przed zaistnieniem kryzysu. Oficjalnie struktura organizacji nie zmieniła się, ale zmieniły się zasady funkcjonowania. UE stawia teraz czoła radykalnie odmiennym problemom. Zmieniła się też dynamika relacji między państwami członkowskimi. Nie pytamy już jak zmieni się Unia, ale czy w ogóle przetrwa. Niektórzy uważają, że obecnie widzimy jedynie tymczasowe odchylenie od ustalonego nurtu polityki Unii. My widzimy że to permanentna zmiana mająca następstwa na skalę globalną.

Unię tworzono z myślą o stworzeniu niezależnego systemu wykluczającego jakąkolwiek wojnę w Europie. Z punktu widzenia historii, to bardzo ambitny projekt – wszak wojna towarzyszy Staremu Kontynentowi od stuleci. Wiedziano jednak, że zbliżenie do siebie Francji i Niemiec pozwoli stworzyć skuteczny system zarządzania. Założono, że głównym problemem Europy jest silny nacjonalizm poszczególnych państw. Dopóki to się nie zmieni, wybuchałyby wojny. Przykładem mogą być konflikty w Jugosławii po rozpadzie bloku komunistycznego. Jednakże nie ma prostej metody zniesienia tego stanu rzeczy.

Tożsamość narodowa jest głęboko zakorzeniona w Europejczykach i wiąże się z pewnymi uprzedzeniami – dotyczy to zwłaszcza Niemiec. Idealnym wyjściem byłoby stworzenie narodu europejskiego, ale jest to niewykonalne. UE starała się istnieć, podtrzymując jednocześnie ideę tożsamości narodowej. Jednocześnie dzięki systemowi zarządzeń i odpowiedniej polityce, utrzymuje się w obywatelach świadomość uczestnictwa w szerszym projekcie, gdzie spotykają się wszystkie europejskie gospodarki. Dość słusznie założono, że jeśli Unia Europejska zdoła zapewnić rynkom na kontynencie dobrobyt gospodarczy, to może funkcjonować w zgodzie z istnieniem tożsamości narodowych. Być może po jakimś czasie nastąpiłby naturalny proces zanikania tożsamości narodowych na rzecz budowania tożsamości europejskiej. Innymi słowy – zapewnienie dobrobytu mogłoby załagodzić napięcia związane z obniżaniem suwerenności państw. Gdyby powyższe założenie były prawdziwe, plan by zadziałał. Jednakże w ujęciu politycznym, Europa to nie tylko dynamiczny handel i gospodarka.

Niemcy i peryferia

Gospodarkę Niemiec zaprojektowano w oparciu o eksport. Zdolności wytwarzania dóbr przewyższają konsumpcję w kraju, dlatego by prosperować, Niemcy muszą prowadzić eksport. Będąc drugą na świecie potęgą eksportową, Niemcy zbudowały wokół siebie strefę wolnego handlu, tym samym utrudniając rozwój innym państwom, usiłującym wzmocnić eksport. W ten sposób kraje peryferyjne UE, niezdolne do emitowania eksportu, a przyjmujące import, nie mogą się rozwijać.

W latach 1991-2008 nie było to wyraźnie widoczne z powodu ogólnego dobrobytu Europy. Jednak pierwsze znamiona kryzysu ujawniły słabe punkty systemu. Nie jest to jednak kryzys związany ze strefą euro, ani nawet kryzys gospodarczy. Jest to kryzys związany z nacjonalizmem.
Elity Europy poświęciły się idei zjednoczonej Europy – Unii Europejskiej. Związały się z obowiązującym systemem finansowym. Kiedy nadszedł kryzys, uznano że to kwestia techniczna i można ją przezwyciężyć dzięki skoordynowanemu działaniu elit. Oszacowano zjawisko, zawiązano umowy, podjęto działania A jednak kryzys nie opuścił kontynentu.

Problemy w relacjach na linii Niemcy-Grecja nie były wcale głównym problemem kryzysu w Europie, a jedynie wierzchołkiem góry lodowej.

Dla Niemców, Grecy są nieodpowiedzialnymi rozrzutnikami. Dla Greków, Niemcy z kolei używają strefy wolnego handlu i systemu finansowego Europy dla własnych korzyści i w dobie kryzysu robią wszystko, by samemu wyjść z niego zwycięsko. Według Niemców, Grecy zaciągnęli wielkie długi. Grecy bronią się, tłumacząc że dług powodowany jest polityką finansową, faworyzującą Niemcy i ich handel. Niemcom nie podobało się, że muszą wyciągać Grecję z długów. Grecy są rozeźleni swoim trudnym położeniem. Z punktu widzenia Niemców, Grecy oszukali ich, gdy pożyczali pieniądze. Za to Grecy twierdzą, że działali za cichym przyzwoleniem bankierów, którzy i tak czerpią zyski z pożyczek, spłaconych, czy nie.

Niekończąca się lista wzajemnych wyrzutów nie jest rozwiązaniem. Problemem jest to, że mamy tu do czynienia z dwoma skrajnie różnymi krajami o zupełnie innych interesach. Decydenci obu krajów starają się znaleźć rozwiązanie problemu, ale żadna ze stron nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności. Niemcy nie są zadowoleni ze spłacania greckich długów. Grekom nie opłaca się brać na siebie ciężaru kryzysu tylko po to, by zadowolić niemieckich wyborców. Na jednym poziomie zawiązano współpracę, by zażegnać problem. Na drugim – istnieje nieufność wobec elit.

Jednak problem jest poważniejszy niż niesnaski grecko-niemieckie. Obecny system został stworzony w czasach, gdy europejska polityka była niejako zawieszona w miejscu. Niemcy znajdowały się pod okupacją. Amerykanie zapewniali bezpieczeństwo, a walki między państwami europejskimi zakazano. Obecnie Amerykanie odeszli, Niemcy znowu są wolne, a kwestie polityczne domagają się atencji.

Mówiąc krótko, projekt jednej Europy wali się z tej samej przyczyny, dla której przezwyciężenia go stworzono - nacjonalizmu. Zdolność przywódców politycznych do zawiązywania umów zależy od autorytetu, który przecieka im przez palce. Nie mówi się jeszcze głośno o alternatywach dla UE, ale jesteśmy coraz bliżej tego punktu. Sytuacja jest podobna do tej w USA, z jedną istotną różnicą: w Stanach napięcia między ludem a elitami nie zagrażają integralności republiki. W Europie – wręcz przeciwnie.

Całe następne pokolenie Europejczyków będzie musiało się z tym uporać. Czy jest to możliwe – zobaczymy, choć osobiście wątpię w sukces. Zdajemy sobie sprawę, że napięcia między narodami, elitami i ludem prowadzą do poważnych zmian w funkcjonowaniu Europy. Nawet jeśli sytuacja się nie pogorszy, to i tak jest za późno, by powstrzymać zmiany. Najważniejsze obecnie pytanie brzmi: jak bardzo będzie podzielona Europa po wyjściu z kryzysu?

This report is republished with permission of STRATFOR

Tłumaczenie: Marcin Jedynak

Fot. Dreamstime.com

Czytany 6430 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04