czwartek, 03 listopad 2011 09:02

Eryk Germuszka: Globalizacja a Unia Europejska

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

globaleu  Eryk Germuszka

Z punktu widzenia geopolityki, Europa przeżywa dziś globalny kryzys ekonomiczny, który sprowadza się nie tylko do kryzysu w sferze gospodarki, ale również w sferze integracji. Ów czynnik integracyjny związany jest nie tylko z przyjęciem nowych członków, ale także z integracją obecnych państw członkowskich UE z krajami „starej” Europy.

W niniejszym artykule uwaga zostanie skupiona na przyszłości Unii Europejskiej w związku z geopolitycznymi wydarzeniami w przestrzeni europejskiej od momentu zakończenia „zimnej wojny”, czyli po wybuchu „aksamitnej rewolucji” w byłej Czechosłowacji, która w istocie okazała się pierwszym krokiem ku europeizacji Słowacji.

 

Z punktu widzenia geopolityki, Europa przeżywa dziś globalny kryzys ekonomiczny, który sprowadza się nie tylko do kryzysu w sferze gospodarki, ale również w sferze integracji. Ów czynnik integracyjny związany jest nie tylko z przyjęciem nowych członków, ale także z integracją obecnych państw członkowskich UE z krajami „starej” Europy. Ogromnie ważna jest także integracja obcych kulturowo emigrantów wewnątrz najbardziej rozwiniętych krajów UE, które w gruncie rzeczy są krajami nieprzejawiającymi skłonności do ich adaptacji.

Przede wszystkim chciałbym przedstawić drogę Słowacji do Unii Europejskiej. Niepodległa Republika Słowacka powstała 1 stycznia 1993 roku. W tym czasie wszystkie rządy postradzieckich krajów Wyszehradzkiej Czwórki (V4) kierowały się wspólnym celem – wstąpieniem do Unii Europejskiej. Pierwszym premierem rządu Słowacji został Vladimír Mečiar, który był jednym z inicjatorów utworzenia Republiki Słowackiej. Jego kadencja przypadają na lata od 1992 do 1998 roku. Był to czas, charakteryzujący się przejściem od gospodarki centralnie zarządzanej do gospodarki rynkowej. Wskazany okres określany jest jako okres „dzikiej” prywatyzacji. Dążenia Vladimíra Mečiara były zorientowane na utworzenie wewnętrznej elity gospodarczej, która będzie w stanie w pełni konkurować z zagranicznym kapitałem. Oznaczało to, że w procesie prywatyzacji oddano pierwszeństwo rodzimym przedsiębiorcom. Polityka wewnętrzna była nastawiona nie tylko na gospodarczą współpracę z UE, ale także w pewnym stopniu na współpracę z Rosją. Wysiłki, jakie podjął twórca drugiej niepodległej Republiki Słowackiej okazały się niezbyt pomyślne. Za sprawą uprawiania takiej polityki Vladimír Mečiar postrzegany był za granicą, jako lider autokratyczny, a Słowacja, jako niedemokratyczne państwo. W tym czasie amerykańska sekretarz stanu Madeleine Albright nazwała Słowację „czarną dziurą” Europy. W takim samym sensie odnosiła się do nas także Unia Europejska. Przed wyborami parlamentarnymi w 1998 roku na Słowacji rozpoczął się proces, który Siergiej Chelemendik – rosyjski pisarz, dziennikarz, były członek Rady Narodowej Republiki Słowackiej, nazwał „kolorową rewolucją”. Po zakończeniu wyborów w 1998 roku, ze wsparciem ze strony Zachodu, do władzy doszedł Mikuláš Dzurinda, który kolokwialnie mówiąc, sprzedał wszystkie strategiczne gałęzie gospodarki kraju zachodnim korporacjom, w tym przemysł gazowy i naftowy, system elektroenergetyczny, a także tradycyjnie silny przemysł metalurgiczny. Po tych wydarzeniach w oczach Zachodu staliśmy się najbardziej demokratycznym krajem europejskim.

Wydarzenia, które miały miejsce w Słowacji były i nadal są konsekwencją w szerszym kontekście rozumianego nowego porządku na świecie. W związku z tym, oczywistym jest, że po zakończeniu „zimnej wojny” Eurazja stała się nową areną współzawodnictwa. Pojawia się pytanie, czy „zimna wojna” zakończyła się, a może trwa nadal, tylko w innym wymiarze? Rosja, słaby gospodarczo spadkobierca ZSRR, na przestrzeni lat ’90 XX wieku stopniowo tracił swoją władzę i był zmuszony opuścić swoje dawne terytoria w centralnej i wschodniej Europie. Rezygnacja z jednego centrum wpływów pociągała za sobą bunt innego. Stany Zjednoczone rozpoczęły proces sukcesywnej integracji nowych niepodległych państw w ramach transatlantyckich struktur, nie zważając na zapewnienia amerykańskiego prezydenta Georg’a Busha starszego, że NATO nie będzie wykraczać poza granice ówczesnych Niemiec Zachodnich. Fakt ten podkreślił były prezydent Rosji Władimir Putin w 2007 roku, na konferencji dotyczącej bezpieczeństwa światowego w Monachium, kiedy wprost zapytał zachodnich liderów: „Gdzie podziały się te zapewnienia?”.

W kolejnej części artykułu chciałbym wskazać na ułomności i ograniczenia, które na skutek globalizacji hamują funkcjonowanie Unii Europejskiej. A jest to brak własnego systemu bezpieczeństwa europejskiego, wielokulturowe i wieloetniczne zjawiska, które osłabiają UE, a także są przyczyną jej zachwiań już u samych podstaw. UE jest głównym partnerem USA w sferze ekonomicznej, a także partnerem strategicznym w sferze bezpieczeństwa. Zależność ta umacnia pozycję USA w Europie najpierw, jako obrońcy swoich, a następnie europejskich interesów. Moim zdaniem, główną ułomnością Unii Europejskiej jest to, że UE nie posiada własnego niezależnego systemu bezpieczeństwa, który mógłby objąć zarówno nowe państwa członkowskie, jak i wszystkie pozostałe kraje Europy, przez które przelała się fala niezadowolenia, szczególnie po tym jak NATO zbombardowało Jugosławię. Na przykład w Słowacji nie odbyło się referendum w sprawie wstąpienia do NATO, ponieważ najprawdopodobniej byłoby ono odrzucone, w następstwie czego nie byłoby już szans na nasze członkowstwo w UE. Organizacja NATO jest organizacją skrajnie niepopularną w krajach byłego bloku wschodniego i relacje z nią podtrzymywane są „odgórnie”. Utworzenie własnego systemu bezpieczeństwa przy współpracy z Rosją jest jedynie deklaracją słowną lub prędzej grą w oczach widza, ponieważ sama UE nie wykazała szczególnego zainteresowania jeśli chodzi o jego powołanie.

Drugą, o wiele groźniejszą przeszkodą dla funkcjonowania i przyszłości Unii Europejskiej są migracje, a także związane z nimi multikulturowość i wieloetniczność, co tworzy strategiczny punkt zagrożenia bezpieczeństwa wewnętrznego, bijący po UE u samych jej podstaw. Odmienne kulturowo masy mogą wymykać się spod kontroli, jak mogliśmy to widzieć na przykładzie Francji w 2005 roku. W związku z tym, myślę, że bardzo ciekawą może być ocena sytuacji z zewnątrz.

W książce „Trzecie Imperium - Rosja” były deputowany do Dumy Państwowej Michaił Jurijew przedstawia swoją wizję dotyczącą funkcjonowania i prawdopodobnej przyszłości Unii Europejskiej. Pisze on, że w przyszłości pozostaną tylko cztery państwa na świecie (cywilizacje) – cywilizacja rosyjska, Ameryka, Chiny i Kalifat. Kolejne jego sporne przekonanie opiera się na tym, iż Rosja, mówiąc w przenośni, podbije Europę do 2020 roku. Jeśli nawet jej się to nie uda, to orientacyjnie za 30 lat wszystkie kobiety będą musiały chodzić po ulicach w hidżabie, co de facto będzie równoznaczne ze zniewoleniem. Jurijew mówi o Europie, jak o wymierającej cywilizacji, którego tonus życiowy bliski jest zeru. Przyczyną jest odżegnywanie się Europejczyków od jakiejkolwiek samoidentyfikacji (religijnej, narodowej). I jest to znak zbliżającej się śmierci, dlatego też Europa będzie podbita. Według mnie, polityka migracyjna UE działa, jak wabik dla emigrantów i uchodźców, którzy mogą rozkoszować się pełnią swobód i praw, w czasie kiedy ich rdzenna ludność jest uciemiężona. Przyczynia się to do wzrostu nastrojów nacjonalistycznych w Europie, która dopuszczając do owych masowych przemieszczeń grup etnicznych, w istocie cały czas pracuje na swoją zgubę. Sztuczność istnienia Unii Europejskiej wzmacniana jest także przez to, że nie posiada ona wspólnej europejskiej idei, która scalałaby Europę. Wykorzystywanie środków z funduszy UE w gruncie rzeczy jest bardzo słabym argumentem, który w dobie światowego kryzysu ekonomicznego jest tylko czasowym „klejem” Europy. Jurijew przytacza również kolejny fakt, iż człowiek, czy państwo, posiada charakter święty, ideowy, i dlatego, by przetrwać, jest skłonne walczyć i składać ofiary. Z drugiej strony, za demokrację i pieniądze nikt z radością umierać nie będzie. Michaił Jurijew w tym sensie krytycznie mówi także o Rosji.

Takie fale imigracyjne i wyżej wspomniane zjawiska, wpływają także na Rosję, jako na jeden z centrów wpływów na świecie. Bardzo ciekawą koncepcję rozwoju „rosyjskiego świata” przedstawił w książce „Chrzest ogniem. Zawieja na pustyni” Maksim Kałasznikow. Rozważania autora skupiają się na obecnej roli Rosji, jaką pełni ona na tle światowej polityki, a w szczególności na stosunkach Rosji z byłymi republikami radzieckimi. Obecnie w Rosji istnieją podobne problemy, jak w Europie, to znaczy, problemy migracyjne siły roboczej i niski poziom przyrostu naturalnego. Kałasznikow nie ukrywa, że jest zwolennikiem dalszego funkcjonowania ZSRR, lecz jednocześnie krytykuje politykę wewnętrzną Moskwy w stosunku do krajów Azji Centralnej, w których, dzięki sprzyjającym warunkom, liczba ludności w dobie ZSRR masowo wzrosła. W ZSRR na przestrzeni kilku dziesięcioleci narody słowiańskie mogłyby okazać się w mniejszości. Kałasznikow zapewnia nawet, że rozpad ZSRR pozbawił Rosję wielkiego problemu skupiającego się wokół Azji Środkowej, lecz jak podkreśla należało go wcześniej rozwiązać, a nie po prostu odcinać się od niego. Kałasznikow rozwiązania szuka we współistnieniu dwóch światów w granicach jednego imperium. Pierwszy, to świat słowiański - futurystyczny i technokratyczny. Drugi, to świat tradycyjny - świat wschodni.

W tym królestwie człowiek mógłby wybrać, jak i gdzie chce żyć. Te dwie jakości mogłyby funkcjonować i żyć w symbiozie, każda na własnych zasadach i bez dążenia do ingerencji w życie drugiej ze stron.

W tych teoriach odzwierciedlone zostały analogiczne procesy przemieszczeń grup etnicznych na terytoriach światowych centrów wpływów, nie wyłączając USA, gdzie skład etniczny ludności bardzo szybko się zmienia, co według Brzezińskiego może doprowadzić do „bałkanizacji” Stanów Zjednoczonych. Chciałbym zauważyć, że UE stopniowo podąża w tym samym kierunku.

Na temat kwestii integracji gospodarczej związanej z polityką wewnętrzną Unii Europejskiej niezwykle kwieciście wyraził się Michaił Deliagin, nazywając ów proces „kolonialnym” modelem integracji europejskiej. W tym modelu polityki ekonomicznej niezbędna jest obecność skorumpowanej elity, która z chęcią odmówi współpracy w ramach obrony interesów narodowych w zamian za odpowiednią łapówkę. Wyjątkiem w tej kwestii nie jest i Słowacja, która nie posiada już kontroli nad strategicznymi sektorami w sferze gospodarczej i bankowej (taka sama sytuacja przedstawia się także w pozostałych postradzieckich krajach UE). Według Deliagina rozszerzenie integracji europejskiej jest niezbędne do podtrzymania wzrostu ekonomicznego. Gospodarka UE oparta jest na wymianie handlowej w ramach Unii, a nie na eksporcie poza granice UE. Tak więc, utworzony został model kolonialny między centrum a peryferiami, który zależy od sukcesu ekonomicznego tego pierwszego. Natomiast kraje peryferyjne nie mają możliwości działania wspólnego z zagranicznymi partnerami, takimi jak np. Rosja. W tym miejscu powróćmy znów do przykładu Słowacji z 1998 roku, do pierwszej tzw. kolorowej rewolucji. Wtedy to przedstawiano Rosję jako zło, z którym nie powinno się nawiązywać żadnych kontaktów. Po 1998 roku pogląd ten silnie się ugruntował i nasze kontakty biznesowe zacieśniły się jedynie do importu zasobów energetycznych. A ponieważ z reguły przemysł wysokiej technologii krajów nowoprzyjętych do Unii Europejskiej na wewnętrznych jej rynkach nie mógł stanowić konkurencji, ich proeuropejska orientacja w rezultacie okazała się sprzyjać deindustrializacji. „Hiperkonkurencja” ze strony europejskich kompanii doprowadziła do masowego bezrobocia, dyskwalifikacji siły roboczej, a także do jej przemieszania się w sektory o wysokim stopniu eksploatacji (małe sklepiki, mały biznes, rolnictwo), jak również do emigracji w kierunku rozwiniętych krajów UE. Oprócz tego, zbyt duża „fragmentacja” biznesu obiektywnie obniżyła międzynarodową konkurencyjność. W tym kontekście pojawia się pytanie, czy posiadamy dziś większe prawa i wyższy poziom demokrację, niż kiedyś?

Na koniec chciałbym wymienić te problemy, na skutek których, z przyczyn obiektywnych czy subiektywnych, na przestrzeni dziejów ludzkość „podupadła”. Andriej Fursow (historyk, socjolog, publicysta) mówi o kryzysie kryzysów, który czeka nas w przyszłości. Scharakteryzował on łącznie 4 kryzysy ludzkości:

1. Kryzys górnego paleolitu – przejście od myślistwa do rolnictwa. Kryzys charakteryzuje się brakiem zapasów niezbędnych do przetrwania, a także kryzysem demograficznym (redukcja liczby ludności osiągnęła poziom 75%).

2. Upadek Cesarstwa Rzymskiego charakteryzuje się upadkiem produktywności ówczesnej gospodarki, spadkiem wskaźnika demograficznego, zdeprecjonowaniem elit rządzących, które nie zdołały utworzyć nowego porządku i dlatego przestały istnieć. Imperium Rzymskie zostało podbite przez ludy barbarzyńskie, które urosły w siłę dzięki samemu Rzymowi w ich własnych granicach.

3. Upadek Konstantynopola (1453 r.) – koniec wojny trzydziestoletniej (1648 r.). Kryzys końca feudalizmu. 90% rodów, które dzierżyły władzę w swoich rękach, zachowały ją w nowej formie, a mianowicie dla siebie zachowali szeroko rozumianą progresywność, natomiast regres dla szerokich mas. W czasie epidemii w Europie zginęło około 20 mln osób.

4. Kryzys kryzysów – efekt domino. Ten kryzys będzie charakteryzował się cechami poprzednich kryzysów, czyli przeludnieniem planety, problemami ekologicznymi, deficytem zasobów naturalnych, w szczególności wody. Fursow mówi, że nowa cywilizacja będzie różnić się od obecnej tak bardzo, jak obecna odróżnia się od cywilizacji paleolitu.

Myślę, że największym zagrożeniem dla UE jest jej analogiczność do Imperium Rzymskiego, którego upadek był spowodowany czynnikiem zewnętrznym. Dziś jedynym kryterium rozkwitu naszego społeczeństwa jest rozwój gospodarczy, za wszelką cenę. Taki kapitalizm, w jego okrutnej formie, to nie tylko zagrożenie dla Europy, ale także dla całego świata, ponieważ dla wciąż wzrastających potrzeb niezbędne są coraz większe ilości surowców, energii, o które walczą centra wpływów na całym świecie (świadczy o tym m.in. sytuacja w Afganistanie, Iraku, kolorowe rewolucje).

Racjonalizacja systemu kapitalistycznego, który oparty jest na konieczności ciągłego wzrostu konsumpcji, a co za tym idzie zwiększaniu dochodów, będzie bardzo trudnym i złożonym procesem. Jednak jest jeszcze szansa na zmiany na lepsze. Nie warto mówić o kulturowym przemieszaniu się ludności Europy, gdzie narody rdzenne często są dyskryminowane, co powoduje wzrost tendencji nacjonalistycznych, które za klika lat mogą być już nie do opanowania. Globalizacja nie prowadzi do zmniejszenia narodowej świadomości, na odwrót do jej pogłębiania. To poważna przyczyna przyszłych potencjalnych konfliktów. Unia Europejska dąży do centralizacji swojej władzy i dlatego państwom członkowskim pozostaje coraz mniej i mniej przestrzeni, aby realizować swoją własną politykę. To przeczy temu, czego chcą ich społeczeństwa. Tak więc, czyje interesy reprezentuje Unia Europejska? Prezydent Republiki Czeskiej Václav Klaus porównał UE z byłym ZSRR. Śmiem twierdzić, że UE zatarła już ślad po Związku Radzieckim. To porównanie oczywiście nie jest idealnie trafne, jako że ZSRR stworzył możliwość wszystkim jego członkom zatrzymania ich narodowego bogactwa w swoich „rękach”. W związku z globalnym kryzysem, w pełni logicznym jest, że „pętla na szyi” Unii Europejskiej będzie się coraz bardziej zacieśniać, o czym świadczą niedawne wydarzenia w Grecji, a także podejmowane wysiłki, aby utworzyć centralną władzę wszystkich krajów członkowskich UE, a także wspólną politykę fiskalną. Stopień odizolowania władzy od społeczeństwa do tej pory w historii nie był tak ogromny, jak dziś obserwuje się w Unii Europejskiej. Tak więc, całość rozważań można zawrzeć w jednym pytaniu: Jaka jest przyszłość Unii Europejskiej, jeśli popatrzymy na nią przez pryzmat jej własnych ułomności?

Tłumaczenie: Justyna Matyjek

Materiał pochodzi z serwisu win.ru win_ru_100

Czytany 7337 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04