sobota, 04 maj 2013 11:29

Tomasz Skowronek: Boliwijska walka o dostęp do oceanu

Oceń ten artykuł
(1 głos)

bolivian_navygeopolityka  Tomasz Skowronek

Boliwia to jeden z nielicznych krajów na świecie, który choć posiada własną marynarkę wojenną, nie ma jednocześnie dostępu do morza. Ok. 130 lat temu kraj ten stracił dostęp do Oceanu Spokojnego, w czasie przegranego konfliktu z Chile, znanego jako Wojna o Pacyfik (1879–1883).

Mimo, że od tamtego momentu upłynęło sporo czasu, to dążenie do uzyskania stałego dostępu elementu do oceanu pozostaje wciąż stałym elementem boliwijskiej polityki – bez względu na opcję polityczną. Boliwia to dość specyficzny kraj, umiejscowiony prawie w centrum kontynentu, posiadający bogate surowce. Nazwa państwa pochodzi od wyzwoliciela Ameryki Południowej – Simona Bolivara. To właśnie w tym państwie, udała się pierwsza i jak dotąd jedyna, udana rewolucja w regionie południowoamerykańskim. To właśnie w Boliwii zginął Che Guevara – symbol rewolucji i walk partyzanckich w Ameryce Łacińskiej.

Sytuacja wewnętrzna w państwie praktycznie od początku istnienia była niestabilna. Zamachy stanu są stałym elementem krajobrazu politycznego kraju. Szacuje się że od 1870 r. doszło aż do 190 puczów, czyli władza zmieniała się średnio dwa razy w roku. Warto także odnotować, że to andyjskie państwo stoczyło cztery wojny – wszystkie zakończone klęską. Skutki jednej z nich kraj odczuwa do dziś – mowa tu o wcześniej wspomnianej Wojnę o Pacyfik.

Co roku, 23 marca, wielu Boliwijczyków wychodzi na ulicę La Paz, świętować Dzień Morza. Tysiące ludzi maszeruje z modelami statków, czy zdjęciami oceanu, a boliwijska marynarka dumnie paraduje po ulicach stolicy.  Dla turystów jest to dość nietypowy widok w państwie, które nie ma dostępu do morza, zwłaszcza, że od tamtego czasu upłynęło sporo czasu. W dodatku marynarka wojenna utrzymywana jest do dziś, i liczy ok. 5 tys. marynarzy. Okręty wojenne stacjonują głównie na jeziorze Titicaca, które jest najwyżej położonym jeziorem żeglownym, a zarazem największym akwenem wysokogórskim na Ziemi. Flota utrzymywana jest także na rzekach (o łącznej długości ok. 5 tys. mil), które stanowią dopływy Amazonki. Okręty mają za zadanie zwalczanie przemytu i handlu narkotykami. Dostarczają także zaopatrzenie do odległych obszarów wiejskich, jak również ratują ludzi i zwierzęta w trakcie powodzi. Ponadto, według władz, boliwijska marynarka jest świetnie przygotowana do wpłynięcia na każde morze, czego dowodem miał być udział czterech patrolowych łodzi w misji pokojowej ONZ na Haiti. Odkąd prezydentem kraju został Evo Morales, boliwijska marynarka jeszcze bardziej zacieśniła współpracę z siłami morskimi Wenezueli, które m.in. organizują szkolenia oficerskie.

Ogólnie boliwijska marynarka posiada 173 okręty, w tym okręt statek morski „Libertador Simon Bolivar”, który w latach 50-tych XX w. został podarowany Boliwii przez przywódcę Wenezueli Andrésa Péreza Jiméneza. Obecnie stacjonuje on w argentyńskim porcie Rosario. Boliwia posiada także ok. dwóch tysięcy żołnierzy piechoty morskiej oraz kilka lekkich samolotów patrolowych.

Warto odnotować, że Boliwia to nie jedyny kraj na świecie który posiada marynarkę wojenną nie posiadając jednocześnie dostępu do morza. W analogicznej sytuacji znajduje się również Serbia, Laos, Paragwaj, Kazachstan, Uganda oraz Rwanda. Oficjalnie głównym celem posiadanie wodnych sił zbrojnych jest m.in. zapewnienie suwerenności i obrony interesów na rzekach i jeziorach. Jednak, tak naprawdę, boliwijska marynarka zostaje zachowana, ponieważ zarówno rząd, wojsko, jak i cały naród mają wciąż nadzieję, że dzięki kultywowaniu tradycji morskiej, kiedyś ich kraj odzyska dostęp do utraconego oceanu.

Boliwijczycy twierdzą że zdobycie z powrotem dojścia do morza pozostaje ich obowiązkiem. Przez wiele dekad próbowano różnych metod – od bezpośrednich negocjacji z Chile, po uzyskanie wsparcia opinii międzynarodowej. Pojawiły się nawet plany wybudowania tunelu o długości 150 km, który przebiegałby przez północne terytoria chilijskie, pod granicą z Peru, prowadząc do sztucznej wyspy na Pacyfiku. Ostatnio, były prezydent Boliwii Jorge Quiroga zaproponował obecnemu rządowi, by ten poprosił papieża Franciszka o mediację w sporze. Pojawiły się także różne polityczne próby zbliżenia między państwami. Zazwyczaj jednak kończyły się na niczym. Chile i Boliwia utrzymują ze sobą tylko stosunki konsularne. Według władz w La Paz, kraje bez dostępu do morza w ubogich częściach świata rozwijają się wolniej niż gospodarki krajów taki dostęp posiadających. Stały, swobodny, własny dostęp do oceanu oznaczałby większe możliwości swobodnego handlu z resztą świata, powstania bazy turystycznej, własnego portu a także bazy wojskowej. Boliwijski rząd otrzymał w tej sprawie poparcie m.in. od Wenezueli, jak i od Peru. Kwestię tę podkreślał w swoich wystąpieniach zwłaszcza poprzedni peruwiański prezydent Alan Garcia. Ponadto władze w Limie i w La Paz w 2010 r. porozumiały się w tej sprawie. Peruwiańczycy udostępnili Boliwijczykom port na 99 lat. Ta sytuacja nadal nie daje jednak Boliwii możliwości założenia własnego portu.

Ponadto prezydent Evo Morales postanowił złożyć pozew przeciwko Chile do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Chilijski minister spraw zagranicznych Alfredo Moreno powiedział, że czeka na wyrok z pełnym spokojem, ponieważ jego rząd posiada traktat o przyjaźni i pokoju z 1904 r., który został podpisany zgodnie z prawem międzynarodowym, a który rozwiewa wszelkie wątpliwości, co do istniejącego sporu. Strona boliwijska twierdzi, że co prawda traktat taki został podpisany, nie mniej jednak Boliwia została zmuszona przez Chilijczyków do jego akceptacji po ustaniu działań wojennych.

Rozwiązanie problemu dostępu Boliwii do oceanu nie będzie łatwe. Na pewno obydwa państwa powinny nadal szukać porozumienia. Niestety, negocjacje między nimi stanęły w martwym punkcie, zwłaszcza po tym, jak prezydentem Chile został Sebastian Pinera. Być może Boliwia będzie musiała poczekać do 2014 r., kiedy to odbędą się nowe wybory w Chile, w których władzę może przejąć lewica, która lepiej dogadywała się z La Paz.

Upór i dążenie boliwijskich polityków do znalezienia dostępu do morza, nie powinno raczej dziwić. Boliwia to, wraz z Paragwajem, najbiedniejsze państwo regionu. Uzyskanie dostępu swobodnego do Oceanu Spokojnego istotnie polepszyłoby obecny status geopolityczny oraz znacznie ułatwiłoby eksport towarów i produktów na nowe rynki. Należy jednak pamiętać, że Chile znajduje się na lepszej pozycji przetargowej. Państwo to posiada silniejszy potencjał ekonomiczny, militarny a także polityczny od Boliwijczyków. Większość analityków jest pewna że boliwijski naród jest skazany na porażkę, a status quo zostanie zachowane. Cóż – tęsknota Boliwii nad posiadaniem własnego morza wciąż jednak nie słabnie…

Fot. www.colorsmagazine.com

Czytany 9521 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04