sobota, 11 luty 2012 09:34

Sergiej Prawosudow: Gra na ostrzu noża: Dlaczego zamknięcie Cieśniny Ormuz przez Iran jest korzystne dla USA?

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Ormuzgeopolityka  Sergiej Prawosudow

Jeśli Iran zamknie Cieśninę Ormuz, to skorzystają na tym przede wszystkim amerykańskie spółki paliwowe i amerykański kompleks wojenno-przemysłowy. Powstanie kryzys, z pomocą którego Stany Zjednoczone mogą spróbować rozwiązać problem wzrostu gospodarczego, a nawet zmniejszyć swój gigantyczny dług zewnętrzny.

Stany Zjednoczone żądają od swoich sojuszników w Europie i Azji, aby ci zrezygnowali z kupna irańskiej ropy. Chcą tym samym zmusić Iran do zaprzestania realizacji swojego programu nuklearnego. Jeśli sankcje nałożone na Teheran zostaną przyjęte, to może dojść do zablokowania strategicznej cieśniny Ormuz, przez którą dokonuje się ok. 45% światowych dostaw ropy naftowej drogą morską. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że Iran produkuje broń nuklearną. Amerykanie już kilka lat bezpodstawnie oskarżają władze Iranu o dążenie do budowy bomby atomowej. Przypomnę tylko, że oskarżenia o produkcję broni masowego rażenia padały również pod adresem Saddama Husajna kiedy rządził Irakiem. Ostateczny wynik jest znany: Stany Zjednoczone okupowały Irak, a broni masowej zagłady i tak nie znaleziono.

Z Iranem graniczy inny kraj muzułmański – Pakistan, który należy do mocarstw atomowych. Kiedyś Islamabad był sojusznikiem Waszyngtonu, ale teraz stosunki sojusznicze należą do przeszłości - armia i pakistańskie służby specjalne wchodzą w otwarty konflikt z armią USA. Ale dlaczego USA nie wysuwają żadnych roszczeń do Pakistanu i gwałtownie zwiększają ilość swoich okrętów wojennych w bezpośrednim sąsiedztwie Iranu?

Odpowiedź na to pytanie może być paradoksalna i szokująca, niemniej jednak, ma pod sobą poważną gospodarczą podstawę. Jeśli Iran zamknie Cieśninę Ormuz, to skorzystają na tym przede wszystkim amerykańskie spółki paliwowe i amerykański kompleks wojenno-przemysłowy. Powstanie kryzys, z pomocą którego Stany Zjednoczone mogą spróbować rozwiązać problem wzrostu gospodarczego, a nawet zmniejszyć swój gigantyczny dług zewnętrzny.

W kwietniu 2011 r. na stronie internetowej WIN.ru autor tych słów pisał: „Głównym tematem dyskusji w ostatnim czasie były wysokie ceny ropy naftowej. Trwają spory wśród ekonomistów, jak długo potrwa ta tendencja i czy będzie ona przyczyną kolejnego światowego kryzysu. Amerykanie już prowadzą dwie wojny (w Afganistanie i Iraku) i wielu obserwatorów dziwiło się kiedy USA razem ze swoimi partnerami z NATO rozpoczęły operację wojskową w Libii. Przypomnimy, że Barack Obama zwyciężył w wyborach dzięki obietnicom o zaprzestaniu agresywnej polityki prowadzonej przez Georga Busha i wyprowadzeniu wojsk przynajmniej z Iraku. Sytuację potęguje zewnętrzny dług USA, który przekroczył 14 trylionów dolarów i wciąż rośnie. Nie ma w tym nic dziwnego, przecież każda wojna niesie ze sobą ogromne koszty."

W rzeczywistości można to wytłumaczyć w bardzo prosty sposób. Stany Zjednoczone po zakończeniu „zimnej wojny” nie zmniejszyły swojego wojennego budżetu, a wręcz odwrotnie – zwiększyły. Amerykanie wydają dziś na kompleks wojenno-przemysłowy więcej niż pozostałe kraje na świecie razem wzięte. Jeśli bomby i rakiety są produkowane, to powinny też wybuchać (w przeciwnym wypadku magazyny szybko się zapełnią). W tej sytuacji znaczna część zdolności produkcyjnych prywatnych przedsiębiorstw z USA była przeniesione do krajów azjatyckich z tanią siłą roboczą (w pierwszej kolejności do Chin).

To pozwoliło gwałtownie zwiększyć dochody akcjonariuszy i top managerów amerykańskich korporacji. W rezultacie, udział wojenno-przemysłowego kompleksu w sektorze przemysłowym Ameryki jest bardzo wysoki i próby zmniejszenia budżetu wojennego spotykają się z oporem lobbystów, którzy straszą władze redukcją miejsc pracy. Właściciele korporacji nie mogą przenieść tych produkcji do innych krajów (istnieje zagrożenie ujawnienia tajemnic wojskowych) i nie chcą, gdyż produkcja broni pozwala państwu osiągać wysokie dochody.

Ale dlaczego Stany Zjednoczone prowadzą działania wojenne w bogatych w ropę naftową rejonach Bliskiego Wschodu i Afryce Północnej, przecież powoduje to wzrost cen ropy naftowej? Istnieje kilka przyczyn takiej sytuacji. Po pierwsze, udział amerykańskiego sektora przemysłowego w PKB nieustannie się zmniejsza, co z kolei związane jest z przeniesieniem przedsiębiorstw przemysłowych poza granice kraju. Oczywiste jest, że do gry traderów na giełdzie potrzeba mniej energii, niż do produkcji towarów gospodarczych. Po drugie, wysokie ceny ropy naftowej są korzystne dla spółek, które wydobywają ją w USA i w sąsiedniej Kanadzie.

Ameryka Północna ma ogromne zapasy „ciężkiej ropy” i piasków roponośnych. Eksploatacja takich złóż jest rentowna tylko wtedy, gdy baryłka ropy kosztuje więcej niż 100 dolarów. Po trzecie, USA zdestabilizowały sytuację na Bliskim Wschodzie, dzięki czemu mogą wywierać silny wpływ na największych importerów ropy: Unię Europejską, Chiny i Japonię. Przecież teraz bezpieczeństwo energetyczne tych krajów będzie bezpośrednio zależało od sukcesów wojsk amerykańskich. Paradoksalne jest to, że właśnie tym krajom Stany Zjednoczone winne są tryliony dolarów”.

Przyczyna nr 1: Blokada Iranu i wydobycie gazu łupkowego i ropy naftowej w USA

Jeśli Iran zablokuje Cieśninę Ormuz to dostawy ropy i gazu z Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu, Iraku, Kataru, Kuwejtu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich zostaną wstrzymane, powstanie deficyt i ceny gwałtownie będą rosły. Być może nic takiego się nie wydarzy, ale nawet rozmowy na ten temat, częstsze konfrontacje i wzajemne groźby potęgują tendencje wzrostu cen. W tych warunkach wydobycie trudnodostępnych zasobów węglowodorów w Ameryce Północnej będzie coraz bardziej opłacalne.

Na terytorium Stanów Zjednoczonych i sąsiadującej z nimi Kanady znajdują się olbrzymie złoża węglowodorów. Należą do grupy trudnodostępnych, ale ich wydobycie jest opłacalne gdy baryłka ropy kosztuje więcej niż 100 dolarów. Przede wszystkim chodzi o ropę łupkową, gaz, a także roponośne piaski. W ostatnim czasie Amerykanie gwałtownie zwiększyli wydobycie na swoim terytorium gazu łupkowego. W rezultacie USA prawie całkowicie zrezygnowały z importu gazu ziemnego w postaci ciekłej (LNG).

Światowy lider w produkcji LNG – Katar, zmuszony był skierować swoje tankowce do Europy i Azji i często sprzedawać swoje zasoby po cenach niższych niż konkurenci, pracujący w oparciu o długoterminowe kontrakty. Ale z powodu nadmiernej podaży, ceny gazu na rynku amerykańskim spadły i na chwilę obecną za 1000 m3 trzeba zapłacić mniej niż 100 dolarów. W tym przypadku średni koszt wydobycia gazu łupkowego wynosi te same 150 dolarów za 1000 m3. Amerykańskim spółkom udawało się wyjść sytuacji dzięki kredytom, zewnętrznym inwestorom, a także zwiększeniu wydobycia ropy łupkowej, gdyż jej ceny w dalszym ciągu były wysokie.

Tymczasem, wydobycie ropy łupkowej i gazu jest jednym z kluczowych kierunków rozwoju sektora realnego amerykańskiej gospodarki. Rozwój wydobycia gazu łupkowego w USA pozwoli do 2015 r. stworzyć 870 tys. miejsc pracy i doda do PKB kraju 118 mld dolarów. Takie prognozy analityków IHS Global Insight przedstawia agencja Bloomberg. Zgodnie z badaniem, przeprowadzonym na zamówienie Natural Gas Alliance, do 2015 r. przedsiębiorstwa tej gałęzi przemysłu podatki na łączną sumę 933 mld dolarów.

Prognozy pokazują, że w okresie od 2010 do 2035 r. w tę gałąź przemysłu zostanie zainwestowane 1,9 trylionów dolarów, a do 2015 r. stworzy ona miejsca pracy dla ponad 1,6 mln mieszkańców kraju. Udział gazu łupkowego w ogólnej objętości wydobycia gazu w USA zwiększył się z 27% w 2010 r. do 34% w roku bieżącym. Zgodnie z prognozami IHS do 2015 r. jego udział zwiększy się do 43%, a do 2035 r. – do 60%. W 2010 r. rozwój wydobycia gazu łupkowego w USA wniósł do PKB kraju 76,9 mld dolarów, a do 2035 r. wskaźnik ten może się zwiększyć o 231,1 mld dolarów.

Wzrost wydobycia gazu łupkowego będzie powodować spadek cen na ten rodzaj paliwa, co pozwoli każdemu gospodarstwu domowemu w ciągu roku zaoszczędzić średnio po 926 dolarów w okresie od 2012 do 2015 r. Do 2035 r. suma ”wolnego” dochodu rozporządzalnego wzrośnie do 2 tys. dolarów. Jeśli do gazu łupkowego dodać ropę łupkową, wyjdzie na to, że ten sektor powinien być kluczowym w kontekście stworzenia nowych miejsc pracy. Istnieje oczywiście ryzyko ekologiczne. Technologia wydobycia gazu łupkowego wiąże się z zastosowaniem na szeroką skalę szczelinowania hydraulicznego, polegającego na wpompowywaniu 900-1000 ton wody w otwór wiertniczy , aby wydobyć z niego gaz.

Można byłoby się z tym zgodzić, jeśli byłaby wykorzystywana zwykła woda. Ale dodawane są do niej reagenty chemiczne, które mogą powodować zakażenie wód gruntowych i zatrucie źródeł wody słodkiej. Oprócz tego, wypierany ze skał gaz w niekontrolowany sposób rozprzestrzenia się pod powierzchnią i często miesza się z wodą. W Ameryce znane są przypadki, kiedy woda z kranu płynie razem z gazem, który można podpalić. Dlatego nawet w USA w okolicach Nowego Jorku wydobycie gazu łupkowego zostało zakazane.

Przyczyna nr 2: USA zmuszą kraje Azji i Pacyfiku do zapłaty za ochronę szlaków morskich

W ostatnim dziesięcioleciu Amerykanie stale zmniejszali import ropy naftowej z krajów Bliskiego Wschodu, gdyż woleli mieć do czynienia z dostawcami z Afryki i Ameryki Łacińskiej. A co w takiej sytuacji mają zrobić inni znaczący importerzy ropy naftowej: UE, Chiny, Japonia, których gospodarka ściśle związana jest z dostawami z Zatoki Perskiej? Oczywistym jest fakt, że Rosja nie będzie w stanie gwałtownie zwiększyć dostaw ropy na światowy rynek. Z gazem będzie o wiele łatwiej, ponieważ Rosja jest światowym liderem jeśli chodzi o zasoby gazu. Ale dla zwiększenia podaży potrzeba trochę czasu.

Ponieważ gazociągami rosyjskimi gaz dostarczany jest dziś tylko do Europy i Turcji, to można się spodziewać, że te kraje mogą zwiększyć zamówienia na ten surowiec. Taka sytuacja miała miejsce, gdy przestał pracować rurociąg łączący Libię z Włochami. A krajom Azji i Pacyfiku pozostaje liczyć na amerykańską flotę wojenną, która będzie w stanie zapewnić transport ropy naftowej i gazu przez Cieśninę Ormuz. Pojawia się jednak pytanie jakiej kwoty zażądają Amerykanie?

W zasadzie polityka USA jest całkowicie przewidywalna, jeśli przeanalizujemy ją z punktu widzenia korzyści dla elity amerykańskiej. W grudniu 2010 r. w „Niezawisimoj Gaziete” autor tych słów już wspomniał o tym, że głównym wierzycielem Ameryki są Chiny i Japonia. Z kolei USA dysponują najpotężniejszymi siłami zbrojnymi. Amerykański budżet wojenny przewyższa budżety wszystkich pozostałych państw wiodących państw razem wziętych. Główną siłą Ameryki jest jej flota, która panuje na wszystkich morzach i oceanach.

W ostatnim czasie w publikacjach strategów amerykańskich zaczęła pojawiać się myśl, że USA mogłyby zarabiać na zapewnieniu bezpieczeństwa na wodnych szlakach handlowych. Pojawia się pytanie: które z państw wiodących jest najbardziej uzależnione od dostaw morskich? Odpowiedź brzmi: Chiny i Japonia. Kraje te są silnie zależne od importu energii i surowca.

Na początku spróbujemy odpowiedzieć na pytanie: w jaki sposób USA mogą spłacić swój gigantyczny dług? Sposób nr 1 – gwałtowna podwyżka podatków i zmniejszenie wydatków. Ani przeciętni wyborcy, ani poważny biznes nigdy tego planu nie zaakceptują. Sposób nr 2 – uruchomienie drukarni i utorowanie drogi hiperinflacji. Rząd, który spróbuje to zrobić zostanie szybko obalony przez naród. Oprócz tego, zagraniczni wierzyciele mogą odmówić przyjęcia bezwartościowych dolarów jako spłaty długu i będą żądali cennych aktywów. W przekonaniu ich do wzięcia „zielonych” będzie pomocna groźba użycia siły wojskowej. Sposób nr 3 – ogłoszenie bankructwa USA. Ale w tym przypadku obcokrajowcy zaczną zajmować aktywa amerykańskie za granicą. Bronić ich będzie trzeba znów przy użyciu sił zbrojnych. Sposób nr 4. – zmuszenie innych krajów do płacenia za utrzymanie amerykańskiej armii i floty. Jak to możliwe?
Załóżmy, że na statki transportowe zaczną napadać nie somalijscy piraci, uzbrojeni w broń lekką, a terroryści z rakietami i torpedami. Terroryści nie będą żądali okupu. Będą po prostu zatapiać statki. I wtedy przede wszystkim rozpoczną się polowania na statki płynące do Chin i Japonii. Amerykanie będą gotowi pomóc tym krajom w walce z nowym zagrożeniem, ale oczywiście nie za darmo.

Taki scenariusz dla wielu może wydawać się czystą fikcją. Ale czy ktokolwiek wyobrażał sobie, że terroryści mogą zniszczyć centrum biznesowe w Nowym Jorku? A w odpowiedzi na to USA zajmą Afganistan i Irak? Historia zna podobny przykład. Wszyscy wiedzą, ze Stany Zjednoczone przystąpiły do II wojny światowej po tym jak Japończycy zaatakowali Pearl Harbor. Ale przyczyna ataku Japończyków nie dla wszystkich jest znana. Władze Japonii wiedziały, że Stany Zjednoczone są silniejsze, ale mimo to zdecydowały się zaatakować. W rzeczywistości Japonia nie miała innego wyjścia. We wrześniu 1941 r. Ameryka blokowała dostawy ropy naftowej do Japonii. Własnych złóż Japończycy nie posiadali, a zgromadzone zapasy wyczerpałby się na początku 1943 r. Aby zneutralizować flotę amerykańską, Japonia w grudniu zaatakowała Pearl Harbor i zaczęła zdobywać złoża ropy naftowej w Azji.

Tekst pochodzi z serwisu win.ru. Tłumaczenie: Karolina Nowakowska


Czytany 6854 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04