piątek, 17 luty 2012 08:47

Paweł Pienziew: Sojusz strategiczny Rosji i Chin?

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

aliansgeopolityka  Paweł Pienziew

Ostatnie wydarzenia rozwijają się w taki sposób, że nasuwa się myśl o możliwości zawarcia sojuszu wojskowo-politycznego z udziałem Rosji i Chin. Nowy blok byłby skierowany przeciw USA, a dokładniej przeciw nieposkromionemu ekspansjonizmowi państwa amerykańskiego.

Chcąc podjąć próbę oceny stopnia prawdopodobieństwa zawarcia takiego sojuszu, powinniśmy przyjrzeć się niektórym fundamentalnym czynnikom, które będą kształtować wydarzenia najbliższych dwóch dziesięcioleci, a być może okażą się znaczące także w jeszcze bardziej długoterminowej perspektywie.

 

Gospodarka ChRL jest obecnie największą produkcyjną gospodarką świata. W 2010 roku zużycie energii przez Chińczyków odpowiadało 2432 milionom ton ropy naftowej. Tym samym Chiny zajęły pierwsze miejsce wśród piątki państw-liderów zużycia energii, wyprzedzając Stany Zjednoczone (2286 mln ton), Rosję (691 mln ton), Indie (524 miliony ton) i Japonię (510 milionów ton). Podczas gdy w strukturze bilansu energetycznego ChRL dominuje węgiel (70%), a ropa naftowa i gaz stanowią odpowiednio 18% i 4%, to w przypadku USA dwie ostatnie substancje stanowią 37% i 27%. Zużycie ropy naftowej i gazu ziemnego przez Chiny rośnie i będzie rosnąć w szybkim tempie, co wynika z tendencji rozwoju jego gospodarki. Produkty naftowe to, jak wiadomo, surowce przetwarzane na paliwo, znajdujące najszersze zastosowanie w transporcie i siłach zbrojnych. Gaz ziemny jest natomiast czystym ekologicznie i najbardziej efektywnym paliwem, umożliwiającym zaspokojenie potrzeb mieszkańców miast. Zarówno transport, jak i gospodarka mieszkaniowa rozwijają się dziś w Chinach bardzo intensywnie.

Tabela. Struktura zużycia energii największych państw-producentów z uwagi na rodzaj pierwotnych surowców energetycznych w 2010 roku.

tabela_rosja_chiny

Główny problem ChRL polega na tym, że państwo to dysponuje wprawdzie ogromnymi zasobami ludzkimi, o niezłej jakości (zarówno w dziedzinie produktywności, jak i wykształcenia i kultury), to brakuje mu jednak zasobów przyrodniczych, które są niezbędne do stworzenia potężnego przemysłu, zdolnego zaspokoić potrzeby tak ludnego państwa. Wraz z rozwojem przemysłu, ChRL zaczyna być coraz bardziej zależna od importowanych surowców, przede wszystkich energetycznych – ropy naftowej i gazu.

Głównymi partnerami handlowymi Chin są Stany Zjednoczone i Unia Europejska, które stanowią główne rynki zbytu chińskiego przemysłu przetwórczego. W zamian Chiny otrzymują dolary, czyli – na pierwszy rzut oka – nic rzeczywistego. Tym niemniej Chiny dość chętnie zgadzają się na te warunki, ponieważ dolar USA jest dziś de facto walutą światową, chętnie przyjmowaną jako opłata przez państwa całego globu. Chiny przeznaczają pozyskiwane zasoby walutowe na zakup surowcowych i produkcyjnych aktywów na całym świecie. Przede wszystkim – aktywów naftowych. Także i w tym przypadku Pekin ma jednak pewne problemy.

Jeszcze w 2000 roku Hua Yishang z chińskiego instytutu badań międzynarodowych wskazywał: „Za sprawą długotrwałego wzrostu ekonomicznego nasze państwo w ostatnich latach zmuszone było importować znaczne ilości ropy naftowej... Podczas gdy planujemy dokonać inwestycji za granicą w celu uzyskania dostępu do ropy naftowej, międzynarodowy kapitał monopolistyczny, za sprawą kontrolowanych przez siebie rządów, przejął wszystkie znaczące rynki ropy naftowej i gazu ziemnego na świecie”.

Tym samym głównym zadaniem państwa chińskiego jest pozyskanie maksymalnej ilości naftowych, gazowych i generalnie surowcowych aktywów na całym świecie, co pozwoliłoby mu rozwijać gospodarkę bez obaw. To pierwsza kwestia. Druga kwestia polega na tym, że zbliża się dzień, w którym dolar, w wyniku nieodpowiedzialnej polityki gospodarczej USA, przestanie spełniać funkcję światowego środka płatniczego. Oznacza to, że wystąpi (już występuje!) pierwsza ogólnoświatowa inflacja (procesy inflacyjne dokonywały się dotąd w ramach krajowych). W pewnym momencie światowy system finansowy, opierający się na dolarze, rozpadnie się, a każde państwo będzie poszukiwać ratunku we własnej walucie, albo też walucie państw, które zachowały aktywa produkcyjne. Żadne lotniskowce i skrzydlate rakiety nie zdołają wtedy nikogo przekonać do uznawania dolara za walutę światową.

Tym samym główną cechą charakterystyczną struktury zużycia energii przez Chiny jest mały udział gazu i ropy naftowej. Podczas gdy w dziedzinie produkcji energii elektrycznej surowce te można zastąpić węglem, uranem i zasobami wodnymi, to dla transportu ich rola ma charakter kluczowy. Jeśli lotniskowiec może być zasilany przez agregat atomowy, to w dziedzinie lotnictwa nie znaleziono nadal zamiennika paliwu lotniczemu. To samo tyczy się naziemnej techniki wojskowej i środków transportu publicznego, poruszanych silnikami diesel i benzynowymi.

Jak wygląda struktura importu ropy naftowej przez ChRL? Głównymi dostawcami ropy naftowej do Chin są obecnie Arabia Saudyjska (20,5%), Angola (16,2%), Iran (11,3%), Rosja (7,5%), Oman (5,7%) i pozostałe państwa (32,8%). Do „pozostałych państw” należą między innymi Sudan, Irak i Kuwejt. Lwia część ropy naftowej do ChRL dostarczana jest drogą morską przez Ocean Indyjski, wzdłuż tzw. „perłowej nici”. Główne punkty problematyczne tej trasy to cieśniny Ormuz, Malakka i Tajwańska. Cieśniny te kontroluje flota USA, podobnie jak i cały Ocean Indyjski. Poza tym, i nie jest to tajemnicą, że flota USA kontroluje zresztą cały Wszechocean, górując nad siłami morskim Chin i Rosji razem wziętych.

Jak wykazano powyżej, ropa naftowa nie odgrywa obecnie decydującej roli w strukturze zużycia energii przez Chiny. Co się tyczy przyszłości, to może ona wyglądać następująco: po pierwsze, według niektórych prognoz do 2030 roku zużycie energii przez Chiny wzrośnie ponad dwukrotnie. Tym samym na Chiny przypadnie około jednej trzeciej światowego popytu na surowce energetyczne. Po drugie oczekuje się, że do 2045 roku Chiny będą importować niemal połowę potrzebnej ropy naftowej. Oznacza to, że ten, kto będzie kontrolować światowe wydobycie tego surowca, będzie kontrolować także chińską (i nie tylko chińską) gospodarkę. Z uwagi na fakt, że ta ostatnia jest największą gospodarką przemysłową świata, to w sposób oczywisty także i całą światową gospodarkę.

Rozpatrzmy teraz Japonię w charakterze przykładu ilustrującego możliwe perspektywy ChRL. Do niedawna państwo to posiadało drugą, co do wielkości, gospodarkę świata, przy czym w wielu dziedzinach do dziś nie utraciło swej szczególnej pozycji. Dlaczego USA po drugiej wojnie światowej tak przyjaźnie spoglądały na intensywny rozwój gospodarczy Kraju Wschodzącego Słońca czy wręcz sprzyjali mu, podczas gdy niewiele wcześniej walczyły z Japonią o kontrolę nad regionem Azji i Pacyfiku?

Chodzi o to, że po drugiej wojnie światowej oceaniczna flota Kraju Wschodzącego Słońca została unicestwiona. Jak wiadomo, japońska gospodarka na charakter „wyspowy” i w pełni zależy od importu surowców, a tym samym od życzliwości rządu USA, którego flota może ten import w każdej chwili uniemożliwić. Ten sam schemat powoli zyskuje aktualność w przypadku ChRL. Chiński system gospodarczy stopniowo zyskuje charakter „wyspowy”. Jako że jego handel zagraniczny ma charakter przede wszystkim morski, to w sytuacji kryzysu sytuacji politycznej może zostać wystawiony na uderzenie floty USA – najpotężniejszej floty morskiej świata.

Można wspomnieć przy okazji, że jedynym państwem świata, którego gospodarka może bez przeszkód funkcjonować w oparciu wyłącznie o własne surowce (a w ostateczności z wykorzystaniem surowców państw należących do jej sfery cywilizacyjnej) jest Rosja. To bardzo istotna kwestia. Rosja jest odporna na blokadę morską, posiada znakomite lotnictwo wojskowe, potężny przemysł wojskowo-kosmiczny, supernowoczesną obronę przeciwlotniczą i przodujące uzbrojenie rakietowe we wszystkich dziedzinach jego zastosowania. No tak, w Rosji nie rosną banany i nie dojrzewa kawa, ale problem ten nie ma charakteru fundamentalnego w sytuacjach krytycznych i nadkrytycznych.

Wróćmy jednak do naszych Chin. Flota ChRL w chwili obecnej nie jest zdolna przeciwstawić się flocie USA, ponieważ strefą jej efektywnego działania są tylko rejony przybrzeżne. Aby stworzyć potężną flotę oceaniczną, zdolną konkurować z amerykańską, oprócz ogromnej ilości zasobów Chiny potrzebować będą niemało czasu (około 25-30 lat). Ten okres może ulec skróceniu w przypadku wykorzystania zagranicznych doświadczeń. Owymi „zagranicznymi doświadczeniami” mogą być tylko doświadczenia rosyjskie.

Tak właśnie prezentują się niektóre chińskie problemy, których oczywiście jest więcej niż zostało tu opisane. Jeśli jednak mamy opowiedzieć krótko o podstawowym i głównym problemie ChRL, to są nim Stany Zjednoczone, które uznają eksploatację Chin za swoją najpilniejszą potrzebę.

Kiedyś, nie tak dawno zresztą, Stany Zjednoczone w ogóle nie były państwem pasożytniczym, usiłującym żyć kosztem innych narodów. Ściślej, państwo to i wcześniej wyzyskiwało inne narody, lecz tym niemniej w XX wieku, tak jak i Chiny w XXI wieku, były największą gospodarką produkcyjną. Ich towary znajdowały zbyt na całym świecie i słynęły ze znakomitej jakości. Dziś produkcja materialna stanowi jedynie 20% PKB, kwota długu publicznego przekroczyła 15 bilionów dolarów, a suma wydatków wojennych (662 miliardy dolarów) tworzy wrażenie, jak gdyby państwo przygotowywało się do odparcia agresji Imperium Galaktycznego z Darthem Vaderem na czele. Podobne gospodarki przyjęło się dziś określać mianem „postindustrialnych”, lecz jedno jest oczywiste: bez zakrojonej na szeroką skalę ekspansji wojskowej nie sposób związać końca z końcem w tego rodzaju bilansie księgowym.

Co mają robić USA, jeśli nie są gotowe na strukturalną przebudowę swojej gospodarki i życie „nie ponad stan”? Mogą pójść jedynie drogą hitlerowskiego Wehrmachtu, którego żołnierze wdzierali się do zajętych przez siebie rosyjskich wiosek i uganiali się za kurami, chcąc zdobyć trochę mięsa na obiad. Nazistowska administracja okupacyjna wywiozła z okupowanych terytoriów ZSRR na roboty przymusowe do Niemiec 5.269.513 osób oraz ogromne ilości środków materialnych. W przypadku nazistowskich Niemiec wojna przybierała klasyczną formę, znaną od czasów najdawniejszych – zmuszanie ludzi do pracy niewolniczej i grabież majątku.

Myślenie rządu Stanów Zjednoczonych, trzeba mu to oddać, charakteryzuje się wyższym poziomem podejścia do kwestii wyzysku. Departament Stanu USA nie widzi sensu w uganianiu się za każdym baranem w afgańskim aule. Departament Stanu wie, czym jest monopol kapitalistyczny i czym jest „zysk monopolistyczny”, czyli możliwość dyktowania ceny na rynku. Właśnie głęboka świadomość istoty zysku monopolistycznego zmusza USA do trzymania w Afganistanie dziewięćdziesięciotysięcznego kontyngentu wojsk, co umożliwia kontrolę nad światową produkcją opium. Dyktat cen na światowym rynku ropy naftowej jest czymś jeszcze wygodniejszym, niż monopolistyczna kontrola nad opium. Tu można trzymać za gardło nie setki tysięcy trzęsących się od głodu narkomanów, lecz rządy i całe narody. W końcu produkcja światowych pieniędzy, pod względem dochodowości, przekracza wszystkie wyobrażalne pułapy. Należy jednak zwrócić uwagę na pewien niewielki niuans. Pieniądze zabezpieczone jedynie pistoletem przyłożonym do głowy przyjmowane są w obieg, ale nie budzą szczególnego zaufania. Dlatego też niewielka wojna nie zakończona zwycięstwem może mieć ogromne konsekwencje finansowe przy tego rodzaju zabezpieczeniu.

Monopol w dziedzinie wydobycia ropy naftowej pozwoliłby rządowi Stanów Zjednoczonych zachować status dolara jako waluty światowych rezerw (przynajmniej na pewien okres) i uchronić państwo przed runięciem w przepaść gospodarczą.

Można w tym momencie zastanowić się nad szeregiem pytań retorycznych. Dlaczego w ciągu ostatniego dziesięciolecia cena ropy naftowej rosła w tempie wykładniczym, a początek tego procesu przypadł na początek prezydentury Busha juniora i początek zakrojonej na szeroką skalę amerykańskiej ekspansji wojskowej na Bliskim Wschodzie? Region ten jest bardzo bogaty w ropę naftową. Jak wszystko to wpłynęło na gospodarkę amerykańską? Czy po to żołnierze amerykańscy poświęcali swoje życie w Iraku, żeby rosła cena paliwa na stacjach benzynowych w USA, a amerykańskie przedsiębiorstwa naftowe i gazowe otrzymywały subsydia? Co łączy pana Osamę, produkcję opium w Afganistanie, krwawego dyktatora Husajna, wzrost cen ropy naftowej i, co najbardziej interesujące, feeryczny wzrost długu państwowego USA?

Dług państwowy USA rośnie z powodu kolosalnych wydatków wojskowych, wydatki wojskowe rosną z powodu ekspansji zbrojnej, celem ekspansji wojskowej jest kontrola nad zasobami naftowymi (i nie tylko), ekspansja wymaga finansowania, a kto finansuje rząd USA? Może system rezerw federalnych? Może właśnie ta instytucyjka otrzymuje znaczną część dochodów będących konsekwencją procesu, który dziś przybrał tak lawinowy charakter?

No właśnie. Główne pytanie dzisiejszego dnia brzmi: kto następny?

Następne, bezsprzecznie i bez najmniejszych wątpliwości, Chiny. I, możliwe, już zostały skazane na zagładę.

W średniowieczu, jak wiadomo, istniało parę typowych sposobów zdobywania twierdz. Pierwszym był szturm. Napastnicy przygotowywali do walki machiny oblężnicze, drabiny, broń, a następnie, inspirowani bożym błogosławieństwem, wdrapywali się na mury. Drugi sposób określano mianem oblężenia. Napastnicy przygotowywali obóz, okrążali twierdzę szczelnym pierścieniem, blokowali drogi dostawy żywności i wody pitnej, podrzucali zdechłe psy w celu rozprzestrzenienia chorób i cierpliwie czekali, aż ostatni garnizon wywiesi białą flagę. Trzeci sposób polegał na tym, żeby odnaleźć wśród obrońców twierdzy zdrajców, którzy w środku nocy otworzą wrota dla szturmowych oddziałów nieprzyjaciela.

Sposób drugi w praktyce wojennej dawnych czasów uznawano za podstawowy, ale i pierwszy i trzeci bynajmniej nie rzadko znajdowały swoje zastosowanie. Wielka Brytania względem Chin w XIX wieku posłużyła się pierwszym sposobem, by wspomnieć tu niesławne wojny opiumowe. Tym też sposobem posłużyła się Japonia w XX stuleciu. Z uwagi na posiadany przez Chiny arsenał jądrowy, pierwszy sposób jest dla USA nie tyle nieodpowiedni, co raczej wątpliwy. Właśnie dlatego do dyspozycji administracji waszyngtońskiej pozostają sposoby 2 i 3, to znaczy „oblężenie” i „przekupienie zdrajców” (innymi słowy, zorganizowanie „kolorowej rewolucji”).

Zorganizowanie „kolorowej rewolucji” w Chinach to temat na oddzielną rozmowę, którego nie będziemy tu poruszać. Warto tylko powiedzieć, że rząd USA i niektóre szczególne organizacje, od służb specjalnych poczynając, na wszelkiego rodzaju organizacjach pozarządowych kończąc, bardzo aktywnie pracują nad tego rodzaju zadaniami.

Jeśli chodzi o „oblężenie” ChRL, to zadanie to nie może zostać rozwiązane przez Stany Zjednoczone samodzielnie, a nawet z wykorzystaniem wasali z NATO z uwagi na „rozmach” celu i jego zdolnościami do bolesnych retorsji. Właśnie dlatego ostatnimi czasy USA z sukcesami włączają do antychińskiego frontu Japonię, Indie, Wietnam o niektóre inne państwa Azji Południowo-Wschodniej. Nie miałyby nic przeciwko wykorzystaniu Rosji w charakterze mięsa armatniego. Właśnie dlatego w rosyjskich środkach masowego przekazu tak często eksponowane są rzekome zagrożenia, płynące ze strony przeludnionych Chin, który rzekomo na jawie i we śnie knują, jakby tu zagarnąć Syberię i Daleki Wschód.

O tym wszystkim doskonale wiadomo na Kremlu. Premier Władimir Putin ostatnio wyraził się następująco: „Wszystkim tym, którzy usiłują straszyć nas zagrożeniem ze strony Chin (a byli to z reguły nasi zachodni partnerzy), wielokrotnie mówiłem: przecież w świecie współczesnym walka nie toczy się o zasoby mineralne Syberii Wschodniej i Dalekiego Wschodu, jak pociągające by one nie były. Walka toczy się przede wszystkim o światowe przywództwo, i w tej dziedzinie nie zamierzamy spierać się z Chinami. W tej dziedzinie Chiny mają innych konkurentów."

W tym przypadku opinię Władimira Putina można wyrazić jednym zdaniem: „Niech oni wyjaśniają to między sobą”. Rosja tym samym w najbliższym czasie zamierza zajmować postawę wyczekującą i neutralną. W każdym razie deklaruje tego rodzaju postawę.

Właśnie dlatego warto podjąć próbę rozpatrzenia problemów Rosji, a także pozytywnych i negatywnych stron jej polityki „nieingerencji”.

Tłumaczenie: dr Przemysław Sieradzan
Fot. sxc.hu

Czytany 9443 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04