sobota, 29 grudzień 2012 10:09

Marek Zambrzycki: Kozioł ofiarny za Bugiem

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

goat


  Marek Zambrzycki

Białoruś, podobnie jak inne kraje, podlega tym samym mechanizmom społecznym. Również tam, decydenci, chcąc nie dopuścić do wybuchu niekontrolowanego niezadowolenia społecznego, a także utrzymać się przy władzy, rozpoczynają poszukiwania kozła „winnego” zaistniałej sytuacji – kolejnych trudności, konfliktów dyplomatycznych, problemów ekonomicznych. Kto dla władzy na Białorusi jest wygodnym kozłem ofiarnym?

 

Przez Białoruś przebiega granica
pomiędzy światem normalnym
a jakąś koszmarną barbarią;
podział ten zresztą ma
charakter (…) transcendentny
[1].
Andrzej Stanisław Kowalczyk

Dzisiejsza, postradziecka Białoruś, to państwo podtrzymujące ustrój oparty na nieelastycznym i nieefektywnym systemie nakazowo-rozdzielczym, stanowiącym antynomię rynku. Ustrój, który prowokuje permanentnie powtarzalne kryzysy gospodarcze.

Podtrzymywanie przez Aleksandra Łukaszenko powyższego, nieefektywnego systemu, co możliwe jest od wielu lat wyłącznie dzięki rosyjskim subsydiom, co prawda od 2007 r. ograniczanym, jest na dłuższą metę niemożliwe. System wymaga reform – przede wszystkim wprowadzenia wolnego rynku, na którym ceny kształtowane będą przez swobodnie funkcjonujące jednostki.

Zaprzestanie podtrzymywania dotychczasowego systemu gospodarczego razem z pogłębionymi reformami, czy – mówiąc eufemistycznie – stopniem ich bolesności dla społeczeństwa, będzie oznaczać wybuch przejściowego kryzysu społecznego. Kryzysy mniej poważne Mińsk przeżywa już teraz. Każdy z nich, podobnie jak zdecydowana większość kryzysów na całym świecie, posiada wspólne cechy: nieracjonalne tłumaczenie przyczyn, oraz wygaszanie poprzez poszukiwanie kozła ofiarnego.

Białoruś, podobnie jak inne kraje, podlega tym samym mechanizmom społecznym. Również tam, decydenci, chcąc nie dopuścić do wybuchu niekontrolowanego niezadowolenia społecznego, a także utrzymać się przy władzy, rozpoczynają poszukiwania kozła „winnego” zaistniałej sytuacji – kolejnych trudności, konfliktów dyplomatycznych, problemów ekonomicznych. Kto dla władzy na Białorusi jest wygodnym kozłem ofiarnym?
Jak dochodzi do jego wyboru?

Czy wraz z odejściem Łukaszenki dotychczasowy „kozioł” przestanie być „kozłem”?

Aby odpowiedzieć na te pytania, posłużymy się teorią mimetyczną, której autorem jest René Girard. Sięgnięcie do teorii antropologicznej pozwoli nam odkurzyć najlepsze tradycje nowożytnych nauk o polityce, które onegdaj przed przystąpieniem do badań, nakazywały stawiać pytanie: „jaki jest człowiek?” Zabieg ten pozwoli nam spojrzeć na Białoruś z nieco innej perspektywy.

Ekspresem przez mimetyzm

Teoria mimetyczna jest teorią dualistyczną. Składa się z dwóch sfer. W obu kluczowym pojęciem jest mimesis (naśladownictwo). W pierwszej sferze mimesis występuje jako niszczyciel ładu w polis. W drugiej jako luminarz pokoju i stabilizacji.

Natura obdarzyła każdego człowieka, niezależnie od pochodzenia, narodowości i wszelkich innych różnic, w cechę, którą, za Arystotelesem, zwiemy mimesis. Objawia się ona w ludzkim pożądaniu. Nie da się zaprzeczyć, że pragniemy tego, czego pragną inni. Naśladownictwo cudzych pragnień prowadzi do rywalizacji, a w konsekwencji – do przemocy. Rywalizujące jednostki nie dostrzegają po pewnym czasie przedmiotu żądzy. Na pierwszy plan wysuwa się obopólna nienawiść. Nierzadko dochodzi do „idolatrii”. Naśladowany przez nas model staje się idolem, który posiadł pełnię [2].

„Porządek, pokój i urodzaj opierają się – jak mówi René Girard – na różnicach kulturowych. Jednak to nie różnice, lecz ich zanik powoduje szaloną rywalizację – walkę do końca między członkami tej samej rodziny lub tej samej społeczności” [3]. Nagromadzenie wielu mini-konfliktów na poziomie jednostka-jednostka, owocuje kryzysem w całej wspólnocie. W szczycie konfliktu sytuacja może osiągać stadium, znane z hobbesowskiego Lewiatana. Przemoc wymyka się z pod kontroli i zaczyna zagrażać życiu wszystkich jednostek.

Mimetyzm, który spowodował cały ten chaos, paradoksalnie, przyczynia się do przywrócenia ładu. Wszystko za sprawą działania mechanizmu kozła ofiarnego. W tym miejscu mimesis pokazuje swoje drugie oblicze, i kieruje przemoc w stronę wytypowanej ofiary: tzw. kozła ofiarnego [4]. Staje się on personifikacją kryzysu całej wspólnoty. Zostaje oskarżony o niezawinione zbrodnie – niczym bohater antycznego dramatu. Epidemia, głód czy zaraza zostają przypisane jego złowrogim działaniom. Poprzez naśladownictwo dochodzi do sformułowania tłumu, kolektywnego zjednoczenia ludzi, których spaja nienawiść wobec ofiary. Tłum wierzy w jego winę. Następnie morduje go lub wypędza z polis. Wówczas wspólnota doznaje katharsis, upragniony ład społeczny zostaje przywrócony [5].

Z mechanizmem, który jest założycielem kultury, wiąże się wiele pojęć. Jest on ojcem prymitywnych religii, mitów, rytów, i przeróżnych instytucji, jak chociażby teatru. Pierwotnie, jak udowadnia R. Girard, mechanizm aktywizowany jest spontanicznie. Z czasem, niektóre jednostki przejmują nad nim kontrolę i posiadłszy „ezoteryczną” wiedzę, potrafią wywoływać go sztucznie dla osiągnięcia swoich celów (czego przykładem jest instytucja pharmakosa w starożytnych Atenach). Kozłem zostać może każdy, kto odstaje od jakiejś uśrednionej normy. Będą nim więc członkowie mniejszości: etnicznych, religijnych czy kulturowych. Kozioł jest zawsze wybierany na podstawie cech odróżnoradniających, nigdy na podstawie przypisywanych mu zbrodni.

Przykład wyborów prezydenckich w 2010 roku

Kto odstaje od normy w białoruskiej rzeczywistości?

Jaka mniejszość?

Kto jest „winny” ciągłych kryzysów?

Spójrzmy na wybory prezydenckie na Białorusi w 2010 roku. Wybory w tym państwie – już tradycyjnie wzbudzają w Europie silne emocje. W szczególności dotyczy to wyborów prezydenckich. Kryzys z nimi związany, w związku z posiadaniem przez Białoruś w swym otoczeniu podmiotów o ustroju demokratyczno-liberalnym, cechuje cykliczność. W dużej mierze jest on wynikiem silnej międzynarodowej presji i oskarżeń o fałszowanie wyborów. Kryzys pogłębiają protesty opozycji, której pośrednim celem jest zmobilizowanie jak największego tłumu, a także silne emocje towarzyszące całemu zjawisku.

Wybory odbywały się 19 grudnia 2010 r. Już następnego dnia władza białoruska znalazła się w trudnej sytuacji. Misja OBWE, pod przewodnictwem Tony Lloyda, skrytykowała przebieg wyborów. Wkrótce też, szefowie dyplomacji Niemiec, Polski, Szwecji i Czech stwierdzili, że u podstaw UE leżą takie wartości, jak prawa człowieka, demokracja i rządy prawa. Stąd też Unia Europejska „nie będzie obojętna wobec rażącego pogwałcenia tych wartości w swojej części świata” [6]. W efekcie m.in. niektórzy urzędnicy białoruscy zostali objęci zakazem wjazdu do Wspólnoty.

W środku stycznia następnego roku pojawiły się pierwsze symptomy, wskazujące, że główną ofiarą kryzysu mogą stać się „białoruscy” Polacy. Sowietskaja Biełorussija oskarżyła Warszawę (ale także Berlin) o kierowanie spiskiem, mającym na celu obalenie władzy w Mińsku. W tym miejscu Polaków nie można jeszcze uznać za kozłów ofiarnych, gdyż niektóre z przytoczonych przez gazetę informacji były prawdziwe, jak np. finansowanie przez Zachód. Polska mniejszość weszła w tę rolę dopiero pod koniec miesiąca.

Wówczas A. Łukaszenko stwierdził, iż: „może nas zabiją, skręcą nam kark, ale się nie poddamy!” [7]. Tak gwałtowne słowa odnosiły się do rzekomych planów zajęcia przez Polskę ziem wchodzących w skład II RP. Brzeski dziennik „Zaria” donosił: „Do dziś przedmiotem zainteresowania Polski są ziemie leżące na wschód od jej granic. Polacy nazywają je Kresami Wschodnimi. (…) Na ich terytoriach powstały niepodległe państwa (…). Nie ma, co ukrywać, wielu polityków w Warszawie nie może pogodzić się z tym faktem (…). Chcą, by ludność graniczących z Polską obwodów uznała się za Polaków i (w perspektywie) zażądała zjednoczenia z historyczna ojczyzną”. Absurdalny obraz polskich polityków, dybiących na kresowe ziemie, pojawiał się już od 2000 roku. W terminologii R. Girarda oskarżenia te nazywamy stereotypem oskarżycielskim. Rozpoczynały one cały proces prześladowania polskiego kozła. W omawianym przypadku samo oskarżenie zostało wielokrotnie wzmocnione przez stygmatyzację – polska mniejszość została nazwana m.in. „V kolumną”. Dziennikarze oskarżyli Polaków o chęć ingerencji w wewnętrzne sprawy Białorusi pod pretekstem obrony praw człowieka (co jest prawdą, ale tylko w odniesieniu do nielicznych działaczy oraz władz w Warszawie). Mieli oni dążyć „rewizji granic” i „odebrania ziem, które nazywają Kresami” (co prawdą już nie jest). Jak określana była w tej sytuacji Polska?

Jako państwo, będące „centrum działalności antybiałoruskiej” [8]. Ataki były ponawiane ponadto w telewizji [9].

Prześladowcy przedstawiali ofiarę tak, jak ją postrzegali – jako winną kryzysu, rozpętanego, aby zagarnąć Kresy Wschodnie II RP. Nie zacierali przy tym nawet śladów prześladowania. Niektórym z nich naprawdę wydawało się, że o wskazaniu ofiary decydowała zbrodnia (plan rewizji granic).

W rzeczywistości zadecydowały jednak klasyczne znaki ofiarnicze. Rząd Donalda Tuska nie posłużyłby się przecież polską mniejszością, żeby wywołać powyborczy kryzys, w celu odzyskania Kresów. Polacy nie są winni. O jakiejś winie, czy demonstrowanej wrogości wobec władzy, można mówić jedynie w przypadku pojedynczych działaczy, a nie wspólnoty narodowej. Wina ta jednak nie ma nic wspólnego ze „zbrodnią”. Potwierdzeniem partycypacji w grupie, uznanej za destabilizującą, było posiadanie Karty Polaka.

Od momentu, gdy weszła ona w życie, aż do wyborów prezydenckich w 2010 r., żadne instytucje nie zgłaszały wobec niej formalnych zastrzeżeń. Wszak byłoby to dziwne, albowiem Karta jest zgodna z prawem europejskim. Co prawda zdarzały się wcześniej krytyczne wypowiedzi A. Łukaszenki pod jej adresem („Karta Polaka nie jest czymś, co powinno istnieć w cywilizowanych państwach”), jednakże jej propagandowe spożytkowanie nie było pełne i miało mieć swoje kolejne odsłony później [10]. Co ciekawe, cały „problem” z Kartą i cała szeroka kampania czarnego PR, z wykorzystaniem procedur formalno-prawnych, miały miejsce dopiero trzy lata po jej zaistnieniu, czyli wówczas, kiedy pojawiło się zapotrzebowanie na kozła ofiarnego [11].

W kwietniu Sąd Konstytucyjny Republiki Białorusi orzekł, iż pewne przepisy dotyczące Karty Polaka stoją w sprzeczności z normami prawa międzynarodowego oraz bilateralnymi umowami białorusko-polskimi. Tym samym zakwestionowana została prawna możliwość wydawania Kart. Decyzja sądu nie pociągnęła za sobą wstrzymania procesu wydawania kart przez polskie konsulaty. Miała wyłącznie walor propagandowy. W tym momencie władza nie potrzebowała jednak nic więcej, za wyjątkiem propagandy, konsolidującej społeczeństwo wokół nowo wybranego prezydenta [12]. Posiadaczy Karty media nazywały „polskimi volksdeutschami” [13]. Czy władze Białorusi świadomie nie podjęły wcześniej ataku instytucjonalnego na nią, aby zarezerwować ją sobie na wybory prezydenckie, a więc na okres wyjątkowy trudny dla rządzących? Tego nie wiemy.

W środku kwietnia antypolska kampania uległa zdecydowanemu nasileniu. Co ciekawe, ataku na Polaków nie przerwał nawet zamach terrorystyczny w Mińsku, a więc wydarzenie, mające moc niebywałej wprost konsolidacji społeczeństwa i odwrócenia uwagi od innych problemów politycznych i społeczno-ekonomicznych [14]. Zdecydowano podjąć się wówczas działania skierowane przeciwko najbardziej aktywnym działaczom polskiej mniejszości. Zlikwidowano Dom Polski ZPB w Baranowiczach oraz dokonano aresztowań niektórych działaczy [15].

Był kryzys (legitymizacyjny), zbrodnia (oderwanie Kresów przez polskich volksdeutschów), były też znaki ofiarnicze (polskość potwierdzona Kartą Polaka), ale czy była przemoc?

Tak, i możemy rozumieć ją dwojako. W pewnym sensie była już zawarta w samym procesie oskarżania, poniżania, tudzież nagonki ze strony mediów. Wymiarowi symbolicznemu przemocy towarzyszył także wymiar materialny. Najbardziej jaskrawym jego przejawem było zamknięcie polskiej placówki kulturalno-oświatowej. Poza tym do aktów przemocy należy zaliczyć prześladowania polskich działaczy (exemplum Teresa Sobol), przeszukania ich domów, rekwirowanie przedmiotów, a czasami nawet pobicia i aresztowania.

Represje wobec Polaków kierowane były wyłącznie ze strony władzy. Nie można w tym wypadku mówić o konflikcie etnicznym w ramach społeczeństwa. W związku z tym, skala przemocy nie osiągnęła zbyt znaczących rozmiarów. Nie doszło również do większego pobudzenia tłumu, do mniej lub bardziej spontanicznych ruchów przeciwko „kozłowi”. Przemoc ograniczyła się przede wszystkim do sfery retoryki, i w mniejszym stopniu – do działań administracyjnych.

Druga połowa kwietnia, to etap normowania sytuacji i stopniowego przygasania emocji. Władza dzięki kreacji „kozła”, stanowiącego „poduszkę”, amortyzującą przed atakami, osiągnęła swoje cele, i przeszła w miarę spokojnie przez kryzys.

Podkreślmy w tym miejscu, że Białoruś, na tle innych państw kresowych, Litwy i Ukrainy, jest państwem specyficznym, podmiotem, który nie przeszedł nacjonalistycznej „rewolucji”, wymierzonej w mniejszości narodowe. Oznacza to szansę Białorusi na rozwój i przebudowę jej skomunizowanego polis w zgodzie z duchem klasycznego modelu Christianitas, który stanowiłby fundament dla pokojowej koegzystencji wszystkich mniejszości etnicznych i religijnych, tworzących bogactwo białoruskiej mozaiki kulturowej. Mozaiki, będącej w znacznej mierze spadkiem po Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Prognoza położenia pod nową władzą administracyjną

Jak można złagodzić prześladowania naszych rodaków?

Biorąc pod uwagę polityczne zaangażowanie po stronie opozycji demokratycznej, bardzo skuteczne okazać by się mogło, zastosowanie tzw. wariantu litewskiego. Polegałby on na rozdzieleniu organizacji polonijnych na struktury: społeczną i polityczną. Związek Polaków, odcinając się od polityki, dbałby wyłącznie o kulturę i naukę języka polskiego, a nowe struktury polityczne mogłyby, niezależnie od działalności związku, uczestniczyć w demokratycznej walce o władzę. W ten sposób koegzystują nad Wilią Związek Polaków na Litwie jako organizacja społeczno-kulturalno-oświatowa, wespół ze stricte polityczną Akcją Wyborczą Polaków na Litwie (AWPL). Jednak najskuteczniejszą formą obrony w okresie panowania reżimu, byłoby całkowite porzucenie działalności politycznej. Nie uchroniłoby to prawdopodobnie Polaków przed wytypowaniem na „kozła”, ale z pewnością radykalnie zmniejszyłoby skale represji (zmiana natężenia stereotypu przemocy). To jednak pozostaje niemożliwe bez wycofania się niektórych liderów polskiej mniejszości, którzy stanowią ważny instrument w międzynarodowej rywalizacji o panowanie nad Białorusią.

Tak czy inaczej, prawdopodobne wydaje się, że pytanie o metody i środki łagodzenia prześladowań, prawdopodobnie będzie również aktualne po obaleniu A. Łukaszenki. Demokratyzacja nie będzie oznaczać – z założenia – polepszenia sytuacji Polaków. Tok myślenia, polegający na wyprowadzeniu wniosku, iż po zaszczepieniu rozwiązań demokratycznych, będziemy mieli do czynienia z końcem problemów Polaków na Białorusi, czy szerzej, z końcem problemów w całym społeczeństwie białoruskim i w konsekwencji także w jego polskim podzbiorze, pozostaje nie tylko dowodem naiwności, ale – co gorsza – stanowi utorowanie drogi do zwycięstwa narodowemu szowinizmowi, który, jak wiadomo, nie rozwiązuje problemów, lecz je pogłębia. Pytanie, które musimy sobie postawić, nie powinno brzmieć „Jak pomóc?” wykazującym pasywność Białorusinom w odgórnej demokratyzacji, lecz jak może zmienić się sytuacja Polaków po zdemokratyzowaniu Białorusi?

Ewentualnemu obaleniu prezydenta A. Łukaszenki towarzyszyć będzie przemiana morfe naszej mniejszości. Jej postać może ulec przemianie diametralnej. Wiele na to wskazuje, iż, paradoksalnie, będzie to jakościowa zmiana na gorsze. Wpływ na zmianę morfe będzie mogła mieć rewolucyjna metamorfoza optyki nowej władzy. Polacy nie będą już typowani na „kozła” za sprawą pragmatycznego technologa władzy, pragnącego utrzymania kontroli nad państwem, traktującego „kozła” w sposób czysto instrumentalny, lecz przez ludzi chcących konstruować „nowego człowieka”, „właściwego Białorusina”, bez oglądania się na potrzeby społeczeństwa, będącego mozaiką wielu nurtów etnicznych, religijnych, ideowych; w duchu ciasnych idei narodowego szowinizmu a’la litewska polityka odgórnej asymilacji, traktując polskiego „kozła” w sposób ideologiczny.

Pamiętajmy, że „strategicznym celem opozycji jest odrodzenie narodowe” [16]. Konflikt białorusko-polski, zgodnie ze starożytną zasadą divide et impera, może być przydatny wszystkim tym podmiotom, które zainteresowane będą zwiększeniem wpływów na Białorusi i przejęciem kluczowych sektorów gospodarki tegoż państwa. Szczególnie sektorów medialnego i bankowego (USA, Niemcy, Rosja). Warto pamiętać, że zarządzanie konfliktem jest niezwykle ważne dla każdego inżyniera społecznego, chcącego realizować swoje cele strategiczne. Wykorzystując lęk przed polskością, Rosjanie mogą starać się stymulować rozwój więzi rosyjsko-białoruskich na drodze inspirowania politycznych kręgów szowinistycznych. Można jednak wyobrazić sobie też inną sytuację. W rolę spiritus movens szowinizmu mogą wpisywać się państwa zachodu, kierując go – jak na Ukrainie – przeciwko Rosji. W tym przypadku wrogiem byłaby jednocześnie kultura rosyjska. Tak czy inaczej, Białoruś poddana będzie „przeciąganiu liny” między większymi podmiotami międzynarodowymi, a trudne warunki towarzyszące transformacji ekonomicznej, na które dodatkowo nakładać się będą wciąż nasilające się owoce kryzysu społecznego, związanego z przemianami kulturowymi (vide: transformacja obyczajowa w Europie Środkowej po 1989 r.), sprzyjać będą formowaniu mechanizmu „kozła ofiarnego”. Pytanie tylko, kto go wykorzysta i przeciw komu uda się go skierować?

Oczywiście, w walce o białorutenizację Polaków, nowa władza będzie miała na swojej drodze przeszkody. Karta Polaka jest ideą cieszącą się dużym prestiżem, dającą wiele „fruktów” (uprawnia do legalnej pracy na terytorium RP, do bezpłatnych wiz, prowadzenia działalności gospodarczej, korzystania z systemu oświaty RP oraz opieki zdrowotnej) i przyczynkiem do większego zainteresowania nauką języka polskiego. Poza tym „otwiera na Zachód” (w domyśle na dobrobyt). Potwierdza to wiceprezes Towarzystwa Białoruskiego Aleksy Shota [17]. Szczególnym zainteresowaniem Karta cieszy się wśród ludzi młodych. O jej sile świadczy rzecz kluczowa – otaczający ją prestiż.

Inną przeszkodą może być, postrzegana przez nacjonalistów białoruskich, jako czynnik mocno polonizujący, instytucja Kościoła katolickiego. Z uwagi na fakt, iż religia jest czynnikiem w największym stopniu konsolidującym wspólnotę, a najmniej zateizowaną częścią Białorusi są dawne ziemie II RP (Grodzieńszczyzna, Brześć), czyli tereny w większości zamieszkane przez Polaków, to próba podjęcia starań o zintensyfikowanie białorutenizacji Kościoła katolickiego wydaje się oczywista [18].

Społeczeństwo białoruskie cechuje niski stopień świadomości narodowej (za pieniądze polskiego podatnika przezwyciężyć tę sytuację stara się polska telewizja Biełsat) [19]. Białoruś jest krajem bardzo mocno zrusyfikowanym [20]. Na dodatek mamy do czynienia ze zjawiskiem odczuwanego dyskomfortu, wynikającego z kompleksu niepełnej wartości narodowej (na co dodatkowo nakłada się prestiż –okcydentalnej polskości). W tej sytuacji władza może próbować podejmować radykalne kroki asymilacyjne.

„Brak w przeszłości wyraźnie ukształtowanej świadomości narodowej Białorusinów ułatwił bardzo zaawansowaną dzisiaj sowietyzację, czy tez rusyfikację społeczeństwa” [21]. Chcąc skutecznie odwrócić skutki tego procesu i ujednolicić kraj pod względem kulturowym na modłę białoruską, nacjonaliści będą podejmowali kroki radykalne. Zapewne dojdzie do tworzenia sztucznej tożsamości, opartej na interpretacji i dekonstrukcji przeszłości z nowej perspektywy. Taki krok skierowany musi być przede wszystkim w Polskę.

„Białoruskość na ogół nie oznacza silnego emocjonalnego związku z przeszłością oraz – tak charakterystycznej dla każdego narodu – chęci kontynuowania wartości stworzonych przez przodków, zapatrzeniu się w przeszłość. Wspólnota białoruska ma w zasadzie jeden wymiar: jest nim teraźniejszość” [22]. Wymiar przeszły to rządy Lachów. I to oni właśnie mogą zostać pozbawieni własnego dziedzictwa. Alternatywą aksjologiczną jest ideologia komunizmu.

O ile pytanie o kierunek kulturowy przyszłego państwa demokratycznego jest w jakiejś mierze otwarty, o tyle kierunek przyszłej władzy w dziedzinie ekonomicznej jest jasny. Nowa władza będzie musiała zmierzyć się z niezbędnymi reformami gospodarczymi – pod względem społecznym niezwykle trudnymi do realizacji. Kryzys z tym związany jest kwestią czasu.

„Kto destabilizuje system?”

Potencjalna odpowiedź na to pytanie, które padnie przy okazji reform, może brzmieć tak: „szpiegują i dzielą, polonizują i chcą rewizji granic, dlatego wywołali kryzys”. Klasyczny stereotyp oskarżycielski. Powstaje jednak pytanie dlaczego Białorusini mieliby uznać właśnie Polaków za winnych kryzysu? Dlaczego wskazano by właśnie ich?

Stereotyp selekcji ofiarniczej mówi jasno, iż prześladowanie dotyczy grup mniejszościowych, i to tylko wówczas, gdy napastnikowi nie zagraża odwet z ich strony. Łatwiej zatem uderzyć w Polaków niż Rosjan. Z prostego powodu. Rosjanie posiadają silnego protektora w postaci Moskwy. Państwa typu captive state, a takim jest Polska, i takim będzie również Białoruś, nie są podmiotami liczącymi się w grze międzynarodowych grup interesu. Dlatego nawet gdyby Warszawa przejawiała wolę polityczną, a w polskim parlamencie nie ma podmiotów, którym specjalnie zależy na obronie praw polskiej mniejszości narodowej na Kresach, to jej głos i tak nie będzie zbyt silny.

W tej prognostycznej układance stereotypów mimetycznych brakuje nam jedynie jednego elementu: stereotypu przemocy. Działaniem represyjnym, oprócz pewnej dyskryminacji, okazywania wyrazów niechęci i ataków medialnych, będzie to asymilacja. Wyimaginowane winy byłyby doskonałym jej uzasadnieniem. Podobnie jak dzieje się to na Litwie. Winnymi ewentualnych prześladowań nie będzie społeczeństwo białoruskie. Winni będą wyłącznie ci, którzy wskazywać będą kozła – wyznawcy ideologii opartej o przemoc. Jak bowiem twierdził ukraiński profesor Wiktor Poliszczuk: „Nie ma zbrodniczych narodów, są zbrodnicze ideologie i organizacje” [23].

W demokratycznym społeczeństwie, polskość, kojarzona z prestiżem, podejmie naturalną próbę odrodzenia, a na to prozachodnio usposobieni nacjonaliści pozwolić sobie nie mogą. Wydaje się, iż Polacy zostaną wówczas uznani, analogicznie jak nad Wilią, za wynarodowionych Białorusinów, a przejawy polonofilstwa przyrównywane będą, jak to już się dzieje, do „smierdiakowszcziny”, będącej syntezą zwyrodnienia moralnego z fizycznym, zdziczenia i tchórzostwa [24]. Dla życzliwej kooperacji między narodami, polskim i białoruskim, lepiej by było, gdyby kreślony scenariusz wyglądał inaczej.

Jako motto artykułu użyłem fragmentu komentarza do powieści „Nadberezyńcy”. Andrzej Kowalczyk zauważa w nim, iż przez Białoruś biegnie pewna granica. Nie jest to granica, która oddziela Mińsk od reszty, od wspólnoty jakichś „normalnych” państw. Wręcz przeciwnie: jest to granica, która przebiega w poprzek wielu państw, oddzielając kulturę „nowych barbarzyńców” od kultury tradycyjnej, kosmopolityzm i szowinizm od kultury opartej o tradycyjne wartości, kulturę przemocy od kultury dialogu, ale w żadnym razie nie oddziela państw i narodów od siebie. Jest to sygnał dla Europy, aby nie traktowała Białorusi z góry, a dla samych Białorusinów, aby nie dali sobie wmówić, że są gorsi i muszą się dopasowywać do narzucanych z zewnątrz modeli integracji.

Fot.sxc.hu

__________________________________________________________________________
1. F. Czarnyszewicz, Nadberezyńcy. Powieść w trzech tomach osnuta na tle prawdziwych wydarzeń, Kraków 2010, s. 627.
2. Zob.: A. Romejko, Teoria Mimetyczno-Ofiarnicza – wprowadzenie do antropologii René Girarda, Studia gdańskie XV-XVI (2002-2003), Gdańskie Seminarium Duchowne Kuria Metropolitalna Gdańska, s. 58.
3. R. Girard, Sacrum i przemoc, Brama, Poznań 1993, s. 69.
4. Termin „kozioł ofiarny” nawiązuje do opisanego w Księdze Kapłańskiej rytuału przebłagania, który polegał na wypędzeniu kozła na pustynię, wraz z kozłem odejść miały spowodowane grzechami bolączki trapiące ludzkość, Zob.: Kpł 6, 21-22.
5. Zob.: R. Girard, Sacrum i przemoc, Poznań 1993, s. 110.
6. Zob.: Rp.pl [on-line]. [dostęp 1 maja 2011 r.]. http://www.rp.pl/artykul/583494.html.
7. A. Pisalnik, P. Kościński, Łukaszenko: Polska chce połowy Białorusi, Rzeczpospolita nr 22 (8838), 28 stycznia 2011, s. A11. Wypowiedź pochodzi ze stycznia 2011 roku.
8. Ibidem, s. A11.
9. Nowa skierowana przeciwko Polsce kampania propagandowa na Białorusi, Tydzień na wschodzie nr 8/168, Ośrodek Studiów Wschodnich, Warszawa 2.03.2011.
10. A. Pisalnik, Białoruś gra Kartą Polaka, Rzeczpospolita nr 45 (8861), 24 lutego 2011, s. A8. Wypowiedź A. Łukaszenko pochodzi z lutego 2009.
11. Aby uwiarygodnić postawione tezy próbowano powoływać się na przykład Litwy, która również podjęła starania dyskredytujące Kartę.
12. Zob.: Kresy.pl [on-line]. [dostęp 24 luty 2011 r.]. http://www.kresy.pl/wydarzenia,polityka?zobacz/bialoruscy-parlamentarzysci-przeciwko-karcie-polaka.
13. „W nazistowskich Niemczech był taki urząd Deutsche Volksliste, który wszystkim chętnym, jeśli udowodnili swą znajomość niemieckich tradycji, zwyczajów i języka, (...) wydawał, jakby teraz to nazwano, Kartę Niemca. Oznaczało to dla jej posiadacza przydział większej liczby kartek na jedzenie, możliwość pracy na rzecz Wielkich Niemiec oraz inne korzyści" -felieton zamieszczony w czołowym portalu internetowym „Biełoruskije Nowosti” stawia znak równości między Volkslistą i Kartą, stosując wobec obu retoryczny zwrot "dokumenty z orłem". Zob.: Wyborcza.pl [on-line]. [dostęp 11 kwietnia 2011 r.]. http://wyborcza.pl/1,86672,5270689,Kresowiacy_jako_volksdeutsche.html; A. Poczobut, Kresowiacy jako volksdeutsche, artykuł z czerwca 2008.
14. Zamach w Mińsku, Tydzień na wschodzie nr 14/174, Ośrodek Studiów Wschodnich, Warszawa 13.04.2011.
15. Władze białoruskie kontynuują działania przeciwko związkowi Polaków na Białorusi, Tydzień na wschodzie nr 14/174, Ośrodek Studiów Wschodnich, Warszawa 13.04.2011.
16. A. Sadowski, Białoruś- odrodzenie narodowe- przejawy nacjonalizmu, [w:] S. Helnarski (red.), Nacjonalizm. Konflikty narodowościowe w Europie Środkowej Wschodniej, Toruń 1994, s. 235.
17. Dziennikarz w rozmowie z portalem Arcana dostrzega wzrost zainteresowania polskością oraz przyrost osób chętnych do nauki języka polskiego, jako przykłady podaje wzrost liczby osób pobierających naukę w Liceum Społecznym w Grodnie lub w uczelniach przy nielegalnym Związku Polaków. Vide: Arcana.pl [on-line]. [dostęp 11 kwietnia 2011 r.]. http://www.portal.arcana.pl/Shota-dzieki-karcie-polaka-wzroslo-zainteresowanie-polskoscia,1134.html.
18. Być może podjęte zostaną także starania o powołanie, niezależnej od zrusyfikowanej cerkwi, która pozostaje pod kontrolą Patriarchy Wszechrusi, prawosławnej struktury autokefalicznej. Sukces wydaje się jednak mało prawdopodobny. A. Sadowski, Białoruś…, [w:] S. Helnarski (red.), Nacjonalizm… s. 233.
19. Ibidem, s. 226.
20. W 1980 roku książki wydawane po białorusku stanowiły zaledwie 12,3proc. ogółu; w roku 1985 zaledwie 23proc. szkół podstawowych prowadziło naukę we wspomnianym języku; w 1988 roku, wśród wszystkich uczniów jedynie 14proc. uczęszczało do szkół z językiem białoruskim jako wykładowym. E. Mironowicz, Białoruś, Warszawa 1999, s. 211; J. Darski, Białoruś. Historia, współczesność, konflikty narodowe, Warszawa 1993, s. 64.
21. Ibidem, s. 228.
22. R. Radzik, Kim są Białorusini?, Kamena. Kwartalnik Kresowy nr 1/1991. Cyt. za: A. Sadowski, Białoruś…, s. 231.
23. W. Poliszczuk, Gorzka prawda, Warszawa 2006, s. 3.
24. A. Sadowski, Białoruś…, [w]: Nacjonalizm , s. 233; W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, cz. III, Warszawa 2007, s. 204.

Czytany 7012 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04