środa, 11 sierpień 2010 08:29

Magdalena Cichuta: Piracka Somalia - kolejny konflikt nie do rozwiązania

Oceń ten artykuł
(2 głosów)
alt Magdalena Cichuta

Piractwo u wybrzeża Somalii z roku na rok rośnie w alarmującym tempie. Zagraża nie tylko regionalnej wymianie handlowej, ale przede wszystkim międzynarodowej współpracy gospodarczej.

Dziś jest to lukratywny biznes, który sponsoruje krwawą wojnę w Somalii i może stać się bronią międzynarodowego terroryzmu. To już nie jest społeczność biednych rybaków, ale grupa ludzi mających coraz więcej władzy i pieniędzy. Czy piractwo prowadzi do zmian politycznych w regionie, a może jest to tylko świetny sposób na życie?

Jak to możliwe, że najbardziej zaawansowane technologicznie floty morskie na świecie nie są w stanie skutecznie zwalczyć tego zjawiska?

Szesnaście tysięcy statków rocznie – tyle jednostek pływających kursuje przez Zatokę Adeńską wioząc ropę naftową z Bliskiego Wschodu, a także transportując inne towary z Azji do Europy i Ameryki Północnej. Zatoka Adeńska to jeden z najważniejszych szlaków handlowych na świecie. Przez dziesiątki lat akwen ten nękany był przez incydentalne ataki piratów. Jednak liczba uprowadzeń i rabunków w ostatnich trzech latach wzrosła kilkukrotnie. Według Międzynarodowego Biura Morskiego (The International Maritime Bureau) tylko w roku 2009 piraci uprowadzili ponad 200 statków, a zasięg swojego działania na morzu zwiększyli z 50 do 200 mil morskich. To jeden z wielu efektów braku międzynarodowej kontroli na tych wodach.

Kluczem do zrozumienia zaistniałej sytuacji jest przede wszystkim analiza profilu przeciętnego pirata. Somalijskie gangi pirackie wbrew pozorom nie składają się tylko ze zwykłych rybaków, którzy wykorzystują swoje łodzie do atakowania zagranicznych statków. Co do zasady, każdy gang składa się z trzech podgrup:

● byli rybacy, którzy są „mózgami” każdej operacji, ponieważ bardzo dobrze znają ocean;

● byli członkowie morskich straży ochotniczych, którzy potrafią walczyć przeciw różnym somalijskim klanom;

● eksperci techniczni, którzy zajmują się oprogramowaniem militarnym, obsługą łączności satelitarnej (telefonicznej) oraz GPS-em.

Niebagatelne sumy pieniędzy, pochodzące z okupów, przeznaczane są w dużej części na lepsze i szybsze łodzie, sprzęt satelitarny oraz broń. Piraci zazwyczaj używają lekkich łodzi z mocnym silnikiem, umocowanym na zewnątrz tak, aby bez problemu łodzie zostały wepchnięte na brzeg. Łódki te, choć szybkie i zwrotne, przeznaczone są tylko na krótki dystans. Piraci wykorzystują tak zwane „statki matki” (ang. „mother ships”), by zwiększyć zasięg rabunków

Większość piratów somalijskich swoje bazy ulokowała w pół-autonomicznym regionie Puntland. Jest to jeden z najbiedniejszych regionów Somalii. Nie dziwi więc, że względy finansowe czynią tam tę profesję bardzo atrakcyjnym zajęciem. W ciągu ostatnich piętnastu lat rybołówstwo u wybrzeży Somalii prawie całkowicie przestało istnieć. Doprowadziły do tego głównie ogromne połowy dokonywane przez europejskie, azjatyckie i afrykańskie statki. Niektórzy piraci twierdzą, iż są zaangażowani w ochronę bogactwa naturalnego swojego kraju, a wysokie okupy traktują jako w pełni uzasadnione opłaty (odszkodowania) za wyrządzone straty.

Ze względu na złożoność przyczyn rozwoju piractwa u wybrzeży tego wschodniego państwa afrykańskiego trudno jest znaleźć prawidłowe rozwiązanie zaistniałej sytuacji. Somalia to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc na świecie. To kraj wyniszczony przez wojny klanowe, od 1991 r. nie posiadający efektywnego rządu centralnego. Państwo pogrążone jest w chaosie, a z powodu rabunków pirackich pomoc humanitarna nie dociera do ofiar konfliktów. Somalijski rząd przejściowy nie potrafi efektywnie rządzić. Coraz bardziej nieudolne i podzielone władze nie są w stanie zapewnić swoim obywatelom bezpiecznego schronienia czy jakiejkolwiek pomocy wymiarze np. socjalnym, nie mówiąc już o bezpieczeństwie.

Piraci, generujący ogromne przychody z okupów, zasilają trwającą kilkanaście lat wojnę. Jednym ze zmartwień nie tylko Waszyngtonu, ale całej społeczności międzynarodowej, jest przypuszczenie, że Al-Kaida próbuje za wszelką cenę umiejscowić swoje bazy w Somalii. Niektóre dokumenty wskazują na powiązanie pirackiej działalności z fundamentalistycznym ugrupowaniem Al-Shabab, które zadeklarowało swą przynależność do Al-Kaidy. Al-Shabab to bojówki islamistyczne, które odgrywały znacząca rolę podczas sprawowania rządów przez Unię Trybunałów Islamskich (ang. Islamic Courts Union) w Somalii w 2006 r. Jednak na skutek etiopskiej ofensywy, fundamentaliści islamscy musieli wycofać się z zajmowanych terytoriów i przejść do walki partyzanckiej. Jedynym okresem, kiedy piractwo praktycznie zniknęło wokół Somalii to pół roku rządów Unii Trybunałów Islamskich. To spory dowód na to, że funkcjonowanie rządu w Somalii wpływa w dużej mierze na działalność gangów pirackich. Poza tym piraci są dla fundamentalistów jednym z istotnych źródeł przychodów. Liczne dowody wskazują na to, że w przeszłości członkowie al-Shabab otrzymywali część pieniędzy z pirackich okupów. Drugim ugrupowaniem fundamentalistów Islamskich, które rywalizuje z al-Shabab, to Hizbul Islam. Ostatnio ugrupowanie to przejęło kontrolę nad terytorium należącym do piratów – Haradhere. Prawdopodobnie będą oni również domagać się części pieniędzy z okupów.

Ponadto Somalia nie posiada żadnej efektywnej ochrony swoich wybrzeży, w tym także marynarki wojennej. Piraci w żaden sposób nie są kontrolowani, a nielegalne połowy to codzienność, która coraz bardziej pogłębia, i tak już wyniszczoną, faunę morską Somalii. Wielu piratów swoje działania tłumaczy brakiem możliwości zarobkowania i winą obarcza zagraniczne statki dokonujące połowy.

Kolejnym motywem działania piratów są pieniądze. Piractwo to zarówno świetny biznes, jak i sposób na przetrwanie. W kraju bez pracy, perspektyw na życie i pieniędzy na utrzymanie rodziny dużo łatwiej jest trudnić się czymś nielegalnym, ale przynoszącym zyski. A piractwo przynosi ogromne dochody. Za uprowadzenie statków w 2008 roku piraci otrzymywali od pół do dwóch milionów dolarów za każdą jednostkę. Jednak ostatnie raporty wskazują na to, iż okupy wzrosły nawet do kilku milionów dolarów. To wystarczy, aby zasięg oraz ilość rabunków pirackich rozprzestrzeniały się w zastraszającym tempie. Piraci to często ludzie młodzi, bogaci i niezwykle rozrzutni. Posiadają kilka luksusowych samochodów, żenią się z najpiękniejszymi kobietami i kupują duże posiadłości. Bycie piratem stało się modne i dzięki temu akceptowalne przez społeczeństwo. Swoje pieniądze z okupów wydają na lądzie, napędzając gospodarkę. I wydawać by się mogło, że to jedyna pożyteczna rzecz. Nic bardziej mylnego. Pieniądze często trafiają w ręce skorumpowanych urzędników czy biznesmenów. Poza tym pompowanie olbrzymich sum amerykańskich dolarów w lokalną gospodarkę powoduje dużą inflację i tym samym życie zwykłych mieszkańców, nieutrzymujących się z piractwa staje się coraz droższe.

Wszystko wskazuje na to, iż gangi pirackie nie wypracowały dotychczas spójnego planu działania. Brak spójnej wizji politycznej piratów jest elementem na tyle złożonym, że może on się okazać okolicznością ułatwiającą walkę z nimi. Z drugiej jednak strony brak organizacji powoduje, iż piraci są przedmiotem zainteresowania organizacji terrorystycznych i przez to mogą stać się jeszcze bardziej niebezpieczni. Bez politycznych motywów działania, ludzie ci stają się łatwym celem fundamentalistów islamskich. Zwłaszcza jeśli posiadają oni władzę w regionie oraz pieniądze, które są istotnym elementem ich działania.

Jak na razie piraci nie posiadają wspólnej wizji, nie wysuwają żadnych żądań politycznych i oprócz ogromnych okupów niczego innego się nie domagają. Jednak frywolne rabunki i uprowadzenia statków dla pieniędzy sprzyjają eskalacji problemu. Dlatego też społeczność międzynarodowa powinna wykorzystać aktualny etap rozwoju piractwa w celu rozwiązania tego problemu. Próbując wybiec w przyszłość można postawić tezę, iż dalszy postęp działalności pirackiej spowoduje, że coraz trudniej będzie zapewnić bezpieczeństwo międzynarodowej wymianie handlowej w tym regionie. Już dziś piraci zwiększyli swój zasięg działania niemal czterokrotnie, docierając do wybrzeży Indii i Seszeli. Z roku na rok pasjonatów nowego sposobu na życie przybywa. Z pewnością dobrym wyjściem z sytuacji byłoby zaoferowanie młodym Somalijczykom możliwość zarabiania w inny sposób. Jednak, żeby stworzyć miejsca pracy, sytuacja w kraju musiałaby się diametralnie zmienić. Niestety nic nie wskazuje na to, żeby tak się stało. Wojny klanowe trwające kilkanaście lat ciężko jest w jakikolwiek sposób zakończyć, a jeszcze trudniej podźwignąć kraj z ogromnego wyniszczenia. Brak wspólnej wizji działania ze strony piratów może również oznaczać nieprzewidywalny rozwój sytuacji. Skoro piraci uprowadzają statki dla pieniędzy, a nie po to, by realizować cele polityczne, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że w końcu dojdzie między nimi do rywalizacji, a być może do otwartego konfliktu. Wydaje się, że wówczas łatwiej będzie rozpracować gangi i zaprowadzić względny spokój na wodach Somalii. .

Piractwo przynosi ogromne szkody nie tylko Somalii, ale przede wszystkim handlowej wymianie międzynarodowej. W 2007 roku Światowy Program Żywieniowy (ang. Word Food Programme) zawiesił dostarczanie pożywienia statkami. W związku z tym Somalia pogrążona w wojnie została bez jakiejkolwiek pomocy humanitarnej z zewnątrz. Transport lądowy jest całkowicie niepraktyczny z powodu trwającego w kraju konfliktu oraz zbyt dużych ilości towarów do przetransportowania. Sytuacja naprawdę wydaje się być dramatyczna zwłaszcza, że część pieniędzy z okupów zasila trwający konflikt w Somalii. Poza tym międzynarodowy transport morski poważnie cierpi z powodu rabunków pirackich. Koszty wymiany handlowej wzrosły i do końca niewiadomo, na jakim poziomie cenowym się utrzymają. Bardzo drogie ubezpieczenie, które będą musiały wykupywać zagraniczne floty być może spowoduje to, że transportowce zmienią trasę przepływu i tym samym ceny towarów znacznie wzrosną. Poza tym istnieje duże prawdopodobieństwo katastrofy naturalnej ze względu na to, iż piraci atakują również tankowce przewożące ropę naftową i różnego rodzaju chemikalia.

Międzynarodowa społeczność podchodziła kilkakrotnie do rozwiązania problemu piractwa na wodach wokół Somalii. Rada Bezpieczeństwa ONZ 2 czerwca 2008 r. wydała rezolucję, która wzmacniała już istniejącą koalicję statków i zezwoliła na użycie wszelkich środków do walki z piratami. Unia Europejska również włączyła się w tą walkę i założyła specjalną komórkę (EU NAVCO) zwalczającą przemoc na morzu. Połączone wysiłki międzynarodowej floty morskiej wzrosły szczególnie w 2009 r. Do walki z piractwem zostały utworzone trzy wielonarodowe floty morskie: operacja unijnych sił morskich pod kryptonimem „Atalanta”, flota NATO oraz flota CTF-151, którą tworzą statki Ameryki Północnej. Poza tym władze regionu Puntland i Somaliland, a także Urząd do spraw politycznych ONZ w Somalii (UNPOS) włączyły się w akcję zwalczania piractwa. Niestety wysiłki flot międzynarodowych nie do końca przynoszą wymierzone efekty. Główną przeszkodą jest ogromny teren, na którym dochodzi do ataków. Chociażby teren morski podlegający kontroli dwóch fregat niemieckich obejmuje aż trzy i pół miliona kwadratowych oceanu. Przyjmuje się, że od zobaczenia statku z piratami do rabunku wystarczy piętnaście minut. Tak niewiele czasu potrzebnego do zaatakowania wyjaśnia, dlaczego nawet z międzynarodowym patrolom statki są wciąż uprowadzane. By zapobiec rabunkowi, okręt wojenny powinien być blisko atakowanego statku i posiadać helikopter gotowy do akcji. Jak na razie zapewnienie takiej eskorty każdemu z przepływających tam statków wydaje się być niemożliwe.

Wydaje się, że najbardziej skuteczną bronią przeciwko gangom pirackim będzie pokój i możliwość powrotu do normalnego życia. Taka sytuacja możliwa będzie tylko wtedy, gdy kontrolę nad krajem przejmą władze efektywnie zarządzające swoim krajem. Ustanowią one prawo, stworzą instytucje i zapewnią bezpieczeństwo wszystkim mieszkańcom Somalii. Wielu analityków twierdzi, że społeczność międzynarodowa powinna podjąć drastyczne kroki w celu poprawy sytuacji w tym afrykańskim kraju. Skoro pomoc udzielana tyle lat przez inne państwa nic nie zmieniła, to może najwyższy czas pozostawić Somalię samą sobie, przyglądać się z boku i do działania wkroczyć ewentualnie wtedy, kiedy będzie to konieczne. Może rząd przejściowy powinien upaść, władzę powinno przejąć ugrupowanie Al-Shabab, a wtedy policja klanowa i biznesmeni powinni obalić fundamentalistyczne ugrupowanie. Istniej duża szansa, że nowopowstały rząd byłby bardziej spójny, jednogłośny i zmobilizowany do działania a przede wszystkim byłby bardziej trwały niż ten podtrzymywany tylko i wyłącznie przez siły zewnętrzne.

Czytany 9443 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04