poniedziałek, 18 styczeń 2010 08:12

Łukasz Reszczyński: Regionalny mocarz czy światowy outsider? Rosja na przełomie 2009/2010

Oceń ten artykuł
(2 głosów)
alt Łukasz Reszczyński

Miniony rok to czas wielu skrajności w pozycji polityczno – ekonomicznej Rosji. Uciążliwe skutki globalnego kryzysu gospodarczego przeplatały się z sukcesami na płaszczyźnie polityki zagranicznej, co zdecydowanie umocniło pozycję Moskwy. Czy jednak jej mocarstwowe zapędy są w stanie przynieść oczekiwane efekty?
Rok 2009 to okres zdecydowanego wzmożenia aktywności Rosji w sferze swojej geopolityki. Borykająca się poważnymi problemami gospodarczymi Moskwa niezmiennie próbuje powrócić na „szczyty” światowej polityki, wykorzystując do tego narzędzia polityczne. Wobec braku środków gospodarczych, a tym bardziej militarnych, geopolityka pozostaje jedną z najważniejszych broni w rosyjskim orężu przeciwko Waszyngtonowi, choć zdecydowanie nie należy postrzegać tego jako powrotu do zimnowojennej rywalizacji.

Z Waszyngtonem na plus
Wrześniowa decyzja administracji Baracka Obamy o wycofaniu się z planów realizacji europejskiej tarczy antyrakietowej (której elementy miały być zainstalowane m.in. w Polsce i Czechach) wywołała sporą konsternację wśród światowych przywódców. Mimo amerykańskich zapewnień, że decyzja podyktowana była rewizją realnego zagrożenia ze strony Iranu , to jednak trudno nie odnieść wrażenia, że to właśnie troska o dobre relacje z Moskwą spowodowała wycofanie się Waszyngtonu.

Próba poprawy relacji z Moskwą to z pewnością nie efekt „polityki miłości” Baracka Obamy, a chęć pozyskania Kremla do coraz bardziej „tragicznej” kampanii afgańskiej. Grudniowa wizyta szefa NATO w Moskwie co prawda nie przyniosła efektów (Rasmussen próbował przekonać Rosję do zwiększenia swojego zaangażowania w rozwiązanie kwestii afgańskiej, poprzez sprzedaż śmigłowców oraz szkolenie afgańskich wojsk), jednak jak podkreślają rosyjscy eksperci, była dowodem na pewne zbliżenie i polepszenie relacji obu stron.

Skutki „miękkości” Waszyngtonu rzutowały na postawę Rosji również podczas negocjacji dotyczących podpisania nowego układu o redukcji arsenałów nuklearnych . Poprzednia umowa wygasła na początku grudnia 2009 (START I), natomiast jak podkreślają obie strony podpisanie nowej jest już tylko kwestią czasu. Obawy Rosjan związane z planami Waszyngtonu, dotyczącymi nowej „tarczy”, która ma zostać oparta na rakietach krótkiego i średniego zasięgu (jednym z elementów nowego projektu ma być bateria rakiet SM-3 umieszczona na terenie Polski), stały się bezpośrednim czynnikiem stymulującym negocjacje. Pod koniec grudnia Władimir Putin zażądał nawet, aby kwestię amerykańskiego projektu połączyć z nowym porozumieniem o zmniejszaniu potencjału nuklearnego. Według Putina nowe porozumienie w tej sprawie zawierać miałoby zapis, który zobowiązywałby Amerykanów do informowania Moskwy o postępach w budowie systemu antyrakietowego.

Źródeł twardego stanowiska Moskwy można z pewnością dopatrywać się we wcześniejszym „sukcesie”, związanym z rezygnacją Waszyngtonu z pierwotnych planów tarczy antyrakietowej. Biorąc jednak pod uwagę, że nowa amerykańska koncepcja jest projektem dużo bardziej realistycznym (a co najważniejsze czas jego realizacji jest znacznie krótszy), postawę Rosji odczytać można jako „tuszowanie realnych obaw”.

Dowodem tego twierdzenia jest chociażby reakcje Wladimira Putina, który pod koniec roku stwierdził, że jeżeli Waszyngton nie zapewni Moskwie pełnej informacji na temat planów nowej tarczy antyrakietowej, to Rosja „zmuszona” zostanie do rozwijania swojego ofensywnego systemu nuklearnego. Jak podkreślił rosyjski premier, sytuacja taka byłaby niezbędna dla utrzymania równowagi.

Podobnej, politycznej „wymowy” wobec Stanów Zjednoczonych, lecz także państw regionu, należy upatrywać w planach nowej doktryny obronne Rosji. Pod koniec grudnia Sztab Generalny Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej poinformował, że jednym z najważniejszych zapisów nowej strategii będzie ten o możliwości wyprzedzającego użycia broni nuklearnej jeżeli dojdzie do zagrożenia Rosji lub jej sojuszników. Choć eksperci podkreślają, że rosyjski arsenał nuklearny znajduje się obecnie w opłakanym stanie to jednak jest to wyraźny sygnał świadczący o powrocie Moskwy do mocarstwowej polityki – której jednym z oręża, ma być potencjał militarny kraju.

Łacińskie otwarcie
Miniony rok z pewnością przyniósł sporo sukcesów rosyjskim planom budowy świata multipolarnego. Rosjanie zdający sobie sprawę, że w pojedynkę nie są w stanie rywalizować z Zachodem, poszukują usilnie lojalnych sojuszników. Odnowienie partnerstwa z krajami Ameryki Łacińskiej (głównie z Wenezuelą i Brazylią) odczytać należy jako nowe otwarcie w polityce zagranicznej Moskwy. Zawarcie silnego sojuszu z Wenezuelą i Brazylią (z którymi Rosja tworzy tzw. grupę BRIC – Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), głównie w oparciu o surowce oraz przemysł zbrojeniowy, ma na razie wymiar raczej symboliczny, jednak jego rozwój z pewnością zaniepokoi Stany Zjednoczone.

Od satelity do mentora
Rosnąca potęga Chin nie pozostaje bez wpływu na postawę Rosji. Do niedawna Pekin traktować można było jako swoistą satelitę Moskwy, obecnie jednak relacje te uległy dużej reorganizacji. Postępujący wpływ, jaki w świecie stosunków międzynarodowych odgrywają Chiny, staje się z pewnością zasadniczym problemem dla mocarstwowych zapędów Rosji. Moskwa wykorzystywała do tej pory relacje z „państwem środka” jako swoisty awans w geopolitycznym układzie świata. Chiński postęp ekonomiczny zdecydowanie wyprzedził jednak możliwości rosyjskie, co przekłada się na coraz większą konkurencyjność pekińskich interesów w regionie azjatyckim. Pozostająca w trudnej sytuacji gospodarczej Rosja nie posiada obecnie argumentów, które mogłyby pozwolić jej na podjęcie tej rywalizacji. Przedkłada się to również na pozycję polityczną, która wyraźnie wskazuje dalsze miejsce Moskwy w światowej polityce, również w percepcji Stanów Zjednoczonych.

Europejska szansa na awans
Rosja, nie posiadająca obecnie zbyt wielu atutów (które mogłyby stać się magnesem dla potencjalnych sojuszników) wyraźnie skupia swoje ambicje na relacjach z państwami Unii Europejskiej. Należy przyznać, że na tym polu Moskwa odniosła w ostatnim czasie znaczące sukcesy. Polityka „wciągania” poszczególnych krajów członkowskich UE (a także kandydujących) do współpracy (głównie na płaszczyźnie energetycznej i zbrojeniowej), owocuje zwiększeniem wpływu Rosji na wewnętrzne sprawy unijne. Najlepszym tego przykładem jest chociażby porozumienie w sprawie gazociągu Nord Stream (projekt rosyjskiego Gazpromu, niemieckiego E. On Ruhrgas i Wintershall oraz holenderskiego Gasunie), którego budowa ma ruszyć już pierwszym kwartale 2010 roku.

Rok 2009 to również rosyjski sukces w sprawie planów innego gazociągu (będącego konkurencją dla zachodniego projektu Nabucco) - South Stream. Podpisane umowy z Serbią oraz Francją (w tym także rosyjsko – francuska umowa na płaszczyźnie przemysłu samochodowego i zbrojeniowego) świadczą o tym, że w sprawach energetycznych to Rosja pozostaje dla państw zachodnich podstawowym partnerem. Ma to niewątpliwie wpływ na kształtowanie unijnej polityki wobec Europy Wschodniej, która w rosyjskim odczuciu (lecz również coraz bardziej również w unijnym) nadal pozostaje strefą „uprzywilejowanych” wpływów Moskwy.

Źle, lecz bez tragedii
Pod względem gospodarczym, rok 2009 stanowić będzie z pewnością jedną z czarniejszych plam w historii rosyjskiej ekonomii. Światowy kryzys finansowy odcisnął głębokie piętno na rosyjskim rynku, czego jednym z efektów był deficyt, który szacuje się na około 7% PKB. Główną jego przyczyną były jedne z większych w ostatnich latach wydatki publiczne państwa, które oszacowano na poziomie 10 bilionów rubli (z czego ponad bilion rubli stanowiły pieniądze z rządowego pakietu przeciwdziałającemu kryzysowi). Według rosyjskiego ministra finansów Aleksieja Kudrina, tak szczodre zaangażowanie państwa w ratowanie gospodarki w 2009, zaowocuje brakiem funduszy na pokrycie deficytu w nowym roku.

Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych również w Rosji najbardziej dotknięty kryzysem został krajowy rynek samochodowy. Sytuacja doprowadziła do tego, że rząd musiał wspomóc takich potentatów jak chociażby AvtoVAZ.

Według niektórych ekspertów, mimo ciężkiego roku, Rosji nie grozi głęboka zapaść gospodarcza. Kraj ten z pewnością będzie wychodzić z kryzysu dłużej od pozostałych państw. Paradoksalnie kryzys rosyjskiej gospodarki stał się znakomitą okazją dla wzmocnienia pozycji Kremla, poprzez przejęcie większej kontroli nad rodzimym biznesem. Jednym z najważniejszych tego skutków będzie z pewnością osłabienie władzy rosyjskich oligarchów, co da Kremlowi silniejsze narzędzia do kontynuowania swojej polityki.

Regionalne podwórko
W ostatnim czasie, Moskwa skupiona głównie na tworzeniu świata multipolarnego, zaniedbała nieco geopolitykę regionalną. Jednym z mocniejszych akcentów ponownego zwrócenia uwagi na tę kwestię była wojna z Gruzją z sierpnia 2008 roku. Rok 2009 przeminął pod znakiem wzmacniania rosyjskich interesów w regionie, skupiających się na krajach, w których Rosja ma największe wpływy.

Szczególnie wyraźna wydała się polityczna gra wobec Ukrainy, która już 17 stycznia wybierze nowego prezydenta. Podporządkowanie Kijowa, za pośrednictwem prorosyjskiego prezydenta (według sondaży największe szanse mają kolejno: Wiktor Janukowycz oraz Julia Tymoszenko, oboje otwarcie deklarujący swoje prorosyjskie podejście) to najlepszy sposób na rozszerzenie rosyjskiej strefy wpływów. Wybór Janukowycza lub Tymoszenko z pewnością odsunie Ukrainę od euroatlantyckich aspiracji, przekierowując je w kierunku Moskwy, co powinno umocnić pozycję Kremla w stosunku do Brukseli.

Niezwykle ważna, w kontekście niedawnych wydarzeń, okazuje się reakcja Rosji w rejonie Kaukazu Południowego. Problemy z Gruzją pozornie się stabilizują, odsuwając ryzyko ponownej zbrojnej interwencji Moskwy. Wydaje się, że ważniejszą kwestią w regionie staje się jednak Azerbejdżan, który w kontekście energetycznym (Baku posiada potężne zasoby surowców w Morzu Kaspijskim) staje się przysłowiowym „języczkiem uwagi”.

Istotne dla tej kwestii wydaje się zatem podjęcie próby intensyfikacji wpływów w regionie przez Turcję. Podpisanie protokołów mówiących o możliwości nawiązania kontaktów dyplomatycznych pomiędzy Turcją i Armenią (zerwanych w 1993 roku) to nie tylko gest Ankary wobec UE, ale również włączenie się do „gry o Kaukaz”.

Rozdarta między UE a Wschodem Turcja została jednak szybko „spacyfikowana” przez Moskwę, która dzięki umowie gazowej i obietnicach pomocy przy budowie elektrowni atomowej, ponownie „utarła nos” unijnym politykom. Turcja, znajdująca się w swoistym stanie zawieszenia, próżno wypatrując konkretnych działań ze strony UE, potrzebowała obrania strategii swojej przyszłej polityki zagranicznej. Ustanowienie jednym z jej fundamentów, współpracy z Rosją, jest niewątpliwie wielkim sukcesem Kremla, który rozpatrywać można na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to efekt coraz bardziej realnego rozpoczęcia budowy gazociągu South Stream, zaś drugi – umocnienie swojej pozycji w regionie Kaukazu Południowego, poprzez uzależnienie jednego z poważniejszych rywali.

Umocnienie pozycji Rosji względem Turcji to zły sygnał dla UE. Rozważając scenariusz przyszłego włączenia Ankary do struktur unijnych, będzie ona kolejnym (wraz z Serbią) krajem, który łączyć będą z Rosją poważne interesy, co z pewnością nie wpłynie na konsolidację wewnętrznej sytuacji w UE.

Swoistym dopełnieniem intensywnej, geopolitycznej gry Kremla na „regionalnym podwórku”, zmierzającej do weryfikacji i umocnienia swojej nadrzędnej pozycji, jest ostatni spór energetyczny z Białorusią (chodzi o nieefektywne negocjacje, które doprowadziły do obłożenia cłem rosyjskiej ropy pompowanej na Białoruś oraz w efekcie – wstrzymania dostaw). Działania Moskwy wobec Mińska są dość zaskakujące, jednak biorąc pod uwagę ostatnie ocieplenie w relacjach Białorusi z Zachodem, sprawa wydaje się oczywista. Mińsk podkreśla również fikcyjność mającej zacząć obowiązywać w tym roku unii celnej pomiędzy obydwoma państwami.

Konkluzje
Miniony rok zarysował kierunki rosyjskiej polityki zagranicznej. Jej główny akcent Kreml kładzie na relacje (a w zasadzie rywalizację) z państwami Europy Zachodniej, przy jednoczesnym wzmacnianiu swojej pozycji i wpływów na obszarze poradzieckim. Biorąc pod uwagę zbliżające się wybory prezydenckie na Ukrainie (a także ich przewidywalny, w kontekście prorosyjskiego kierunku, wynik) należy również spodziewać zwiększenia wpływów Rosji w tym kraju, a co za tym idzie umocnienia rosyjskiej strefy wpływów w regionie. W aspekcie światowym, pozycja Moskwy sprowadzać się będzie do dalszego balansowania między Waszyngtonem a Pekinem. W najbliższym czasie należy spodziewać się wzmożonej aktywności rosyjskiej na płaszczyźnie krajów BRIC.
Czytany 15001 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04