piątek, 20 maj 2011 07:12

Łukasz Reszczyński: Geopolityczne ocieplenie na Bałkanach

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

cran  Łukasz Reszczyński

Układ geopolityczny na Półwyspie Bałkańskim przechodzi w ostatnim czasie cichą, aczkolwiek znaczącą przebudowę. Ewolucja zimnowojennego układu geopolitycznego na Bałkanach wymusza pewne korekty w postawie Brukseli.

Od czasu „buldożerowej rewolucji” w Serbii (październik 2000 roku), związanej z obaleniem prezydenta ówczesnej Jugosławii – Slobodana Miloševicia, państwa Bałkanów Zachodnich zostały objęte patronatem Unii Europejskiej oraz Sojuszu Północnoatlantyckiego, do których akcesja stała się podstawowym celem strategicznym państw Półwyspu. Tym samym, mimo „demokratycznych zmian”, zapoczątkowanych w regionie przy niebezinteresownym zaangażowaniu państw zachodnich, jeszcze silniej utrwalony został zimnowojenny układ geopolityczny na Bałkanach. Od tej pory wszelkie ruchy polityczne państw byłej Jugosławii zmierzające do euroatlantyckiej akcesji, określane były jako właściwe i „postępowe”. Tych, którzy szukali alternatyw, chociażby w postaci Rosji (Serbia), charakteryzowano jako zacofanych i hamujących ogólno regionalny postęp.

Taka kompilacja geopolitycznych interesów mocarstw nie sprzyjała zarówno im samym, jak i przede wszystkim państwom regionu. Na polityce aktywnego niezaangażowania cierpiała zwłaszcza Serbia, która wzorem marszałka Tito, dążyła do utrzymywania dobrych relacji zarówno z Brukselą jak i Moskwą. Strategia ta okazała się dość ograniczona, w pewnym momencie wymagając zaniechania balansu i przerzucenia ciężaru na jeden z kierunków. W przypadku pogrążonych w ekonomicznym kryzysie Serbów, wybór padł na Unię Europejską, do której przystąpienie jest podstawowym celem politycznym obecnej koalicji, która przedstawia je jako swoiste „panaceum” na wszelkie problemy kraju.

Przede wszystkim interesy

Z tego dość realistycznego wyboru Belgradu, doskonale zdała sobie sprawę Moskwa, która w ostatnim czasie wyraźnie zmodyfikowała charakter swojej obecności na Bałkanach. Kreml dąży w kierunku zmiany swojego politycznego image`u, który do tej pory na Bałkanach kojarzony był z mało efektywnym, głównie mentalnym patronatem nad Serbią. Moskwa, mając w regionie poważne interesy ekonomiczne (jedną z najistotniejszych jest realizacja projektu gazowego „Południowy Potok"), chce być postrzegana jako konkretny, pewny i korzystny partner gospodarczy. Jej działania nie ograniczają się jednak tylko do Serbii. Coraz istotniejszym partnerem Kremla spośród krajów byłej Jugosławii staje się Słowenia, która podobnie jak Belgrad jest istotnym partnerem Moskwy przy realizacji południowoeuropejskich projektów energetycznych.

Obserwowana ostatnio intensyfikacja i wizerunkowa zmiana rosyjskiej obecności na Bałkanach jest zjawiskiem, które z perspektywy państw regionu oceniać należy pozytywnie. Dotychczasowy schemat, stawiający państwa regionu przed jednoznacznym wyborem: UE czy Rosja, z pewnością nie służył regionalnej stabilizacji. Geopolityczny ład na Bałkanach, to jedna z najkruchszych tego typu regionalnych struktur na świecie. Dlatego też jego utrzymanie nie może spocząć na barkach jednego tylko podmiotu (UE), a kilku (UE, Rosja, Turcja, USA). Sprzyja to utrzymaniu proporcjonalnego poziomu wpływów poszczególnych mocarstw w tym regionie, która to harmonia, jak pokazała historia, jest najskuteczniejszym narzędziem utrzymania spokoju na Bałkanach.

Marcowa wizyta premiera Putina w Belgradzie, oraz kwietniowe tournee szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa (odwiedził Serbię, Słowenię, Czarnogórę i Macedonię) to wyraźny sygnał, że Kreml jest nadal zainteresowany umacnianiem swoich wpływów w tym regionie. Warto zwrócić uwagę na czas, w którym doszło do obydwu wizyt. Problemy ekonomiczne krajów regionu Bałkanów Zachodnich przekładają się na liczne kryzysy na wewnętrznych scenach politycznych (Serbia, Albania, Macedonia, Słowenia). Nie bez przyczyny zatem głównymi tematami rozmów stały się kwestie ekonomiczne. Największy rozmach miały one oczywiście w przypadku Serbii, gdzie wespół z prezydentem Tadiciem i szefem dyplomacji Jeremiciem, omawiano kwestie dalszych rat rosyjskiej pożyczki dla tego kraju, kontynuacji współpracy przy realizacji projektu „Południowy Potok”, oraz rosyjskich inwestycji.

„Zmiękczona” Bruksela

Ewolucja zimnowojennego układu geopolitycznego na Bałkanach wymusza również pewne korekty w postawie Brukseli. Unia Europejska zdaje się zyskiwać coraz większą świadomość anachroniczności swojej dotychczasowej strategii w regionie Bałkańskim, czego najdobitniejszymi przykładami jest stagnacja polityczna w Bośni i Hercegowinie, oraz mglista przyszłość Kosowa. Do tego dodać należy również konsekwencje zawirowań na światowych rynkach finansowych, które zasadniczo wpłynęły na umocnienie się postaw antyrozszerzeniowych, zauważalnych zwłaszcza w Niemczech i Francji. Mimo to zaobserwować można pewne uelastycznienie postawy Unii Europejskiej, zwłaszcza w stosunku do Serbii. Belgrad co prawda, ku uciesze Brukseli, dość mocno zaangażował się w rozmowy z kosowskimi Albańczykami, ale już np. coraz liczniejsze glosy jakoby schwytanie generała Mladicia miało nie uzależniać dalszych postępów w procesie akcesyjnym Serbii, stanowi pewne novum. Ustąpienie części „bałkańskiego pola” Moskwie (zwłaszcza Moskwie – inwestorowi), a także w mniejszym stopniu Turcji, jest działaniem świadczącym o pewnej niemocy Unii Europejskiej wobec tego regionu, lecz paradoksalnie korzystnym. Zarówno premier Putin jak i szef dyplomacji Siergiej Ławrow podczas swoich ostatnich wizyt stanowczo zapewniali, że unijne członkostwo krajów byłej Jugosławii nie stoi w sprzeczności z interesami Moskwy. Co więcej, obaj politycy w dopingującym tonie, wyrażali nadzieje, że unijne członkostwo tych państw wpłynie na polepszenie bilateralnej współpracy.

Współpraca z Moskwą na rzecz wprowadzania realnej, a nie jak do tej pory – pozornej, stabilizacji na Bałkanach jest również istotną kwestię z perspektywy unijnej strategii geopolitycznej. Umacnia ona Europę względem Stanów Zjednoczonych, których posunięcia w regionie coraz dobitniej świadczą o sporej rozbieżności interesów Waszyngtonu i Brukseli na Półwyspie.

Szansa dla pozostałych

Obserwowane „ocieplanie” geopolitycznego układu na Bałkanach, związane z wyrównywaniem potencjału wpływów poszczególnych mocarstw w regionie jest również dobrym sygnałem dla pozostałych graczy europejskiej szachownicy, dla których region ten może być elementem szerszej strategii polityki zagranicznej. Do takich państw należy niewątpliwie Polska, która w nadchodzącym półroczu obejmie przewodnictwo w pracach Unii Europejskiej. Jednym z celów prezydencji Warszawy ma być zintensyfikowanie procesu akcesyjnego państw regionu Bałkanów Zachodnich, w tym przyznanie Serbii statusu oficjalnego kandydata do UE. Region bałkański nigdy nie był dostatecznie doceniany przez kreatorów polskiej strategii zagranicznej, jednak jak pokazała niedawna wizyta premiera Tuska w Belgradzie, Zagrzebiu i Podgoricy, istnieje szansa aby to zmienić. Półroczna prezydencja daje Warszawie znakomitą szansę jakościowej zmiany relacji z Serbią (oczywiście w wypadku powodzenia planu rozpoczęcia rozmów akcesyjnych Belgradu jeszcze w tym roku), z poziomu akceptującego na co najmniej zobowiązujący. Przyczynienie się do realizacji, tak istotnego dla obecnej koalicji rządzącej celu, dawałoby Polsce kapitał „politycznej sympatii”, który zręcznie wykorzystany mógłby być z perspektywy politycznej i ekonomicznej bardzo owocny. Podobnie wygląda sprawa w przypadku Chorwacji, która nieco „zasiedziała się w unijnej poczekalni”. Warto tę szansę wykorzystać, tym bardziej, że w normalnych warunkach narzędzia polskiej polityki zagranicznej na Bałkanach są raczej ograniczone (bezmyślne popieranie wszelkich zachodnich inicjatyw, vide agresja na Serbię w 1999 roku, uznanie niepodległości Kosowa w 2008 roku, nie sprzyjają szerszym działaniom w regionie).

Bałkański poligon

W okresie wzmożonej debaty nad pryncypiami polskiej strategii zagranicznej na wschodzie, warto potraktować szansę umocnienia polskich interesów w Serbii jako przykład budowania swojej „politycznej atrakcyjności” przydatnej dla celów długofalowych. Dotychczasową polską politykę na kierunku wschodnim charakteryzowała powierzchowność, oraz nieproporcjonalność założonych celów do polskiego potencjału geopolitycznego. „Praca u podstaw”, która powinna być pierwszym i zasadniczym etapem budowania szerszej strategii politycznej, musi odbywać się na kierunkach z pozoru marginalnych. Polska musi wzmocnić swój wizerunkowi potencjał polityczny, aby skutecznie osiągać swoje cele na wschodzie. W tym kontekście Bałkany mogą stać się swoistym poligonem dla umacniania polskiego potencjału politycznego, który po wzmocnieniu, będzie miał znacznie większe szanse na sukces na wschodzie.

Czytany 7338 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04