czwartek, 13 październik 2011 08:35

Luiza Działowska, Leon Ciechanowski: Demokracja indyjska w obliczu separatyzmu telangańskiego

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

telangana

  Luiza Działowska
Leon Ciechanowski

Istnienie tendencji separatystycznych w Indiach jest niezaprzeczalne. Tak samo jak ich wpływ na kulturalną, społeczną, a w rezultacie także i ekonomiczną sytuację w tym kraju. Obecne nagromadzenie się konfliktów etnicznych pokrywa się z narastającym poczuciem zmniejszania się ekonomicznych horyzontów i politycznego wsparcia dla poszczególnych grup społecznych.

W lutym i marcu 2011 roku zostały przeprowadzone przez studentów Uniwersytetu Warszawskiego badania terenowe pod tytułem „Jednostki administracyjne w Indiach”. Badania skupiały się na regionie stanów Bengal i Andhra Pradesh. Pod nieco zachowawczym tytułem kryje się ważki i dynamiczny temat, istotny dla polityki wewnętrznej Indii. Granice głównych jednostek administracyjnych, jakimi są stany, wciąż się zmieniają. Istnieje wiele ruchów separatystycznych dążących do zmian na administracyjnej mapie Indii. Ruchy te mają często duże wpływy w parlamentach stanowych, a nawet krajowych, i warto przyjrzeć im się z bliska.

Istnienie tendencji separatystycznych w Indiach jest niezaprzeczalne. Tak samo jak ich wpływ na kulturalną, społeczną, a w rezultacie także i ekonomiczną sytuację w tym kraju. Obecne nagromadzenie się konfliktów etnicznych pokrywa się z narastającym poczuciem zmniejszania się ekonomicznych horyzontów i politycznego wsparcia dla poszczególnych grup sppołecznych. Wiele planów ekonomicznego rozwoju nie powiodło się: pogarszające się warunki handlu, niepełne wykorzystanie siły roboczej na wsi i migracje do miast, zwiększenie różnicy w zarobkach wśród uczestników edukacyjnego boomu, widoczna pauperyzacja marginesu społecznego w miastach.

Wszystko to pozostaje w związku z ekonomicznym skokiem rozwojowym Indii. Najlepszym przykładem obecnego rozwoju są: asymetryczny i nieregularny wzrost rynku wewnętrznego, dobra koniunktura, uwrażliwienie grup upośledzonych społecznie i politycznie na ich niekorzystne położenie. W niektórych przypadkach nagły wzrost dobrobytu rozdmuchiwał nadzieje, których nie były w stanie spełnić generowanie zasobów i mechanizm ich dystrybucji. W innych przypadkach powolne tempo rozwoju budowlanego dało początek poczuciu względnego ubóstwa wśród niektórych społeczności. Równie istotną rolę odegrały tutaj korupcja oraz rodzinny czy etniczny nepotyzm, które napędzały wyobcowanie określonych grup i, w konsekwencji, powstawanie konfliktów.

Jednym z najbardziej interesującym pod tym względem ruchów jest ruch optujący za wyodrębnieniem ze stanu Andra Pradeś odrębnego stanu Telangana. Już w 1947 roku Nizam Hajderabadu zażądał jego niepodległości, w międzyczasie wiele rządów obiecywało spełnić te żądania, ale do tej pory faktycznie to nie nastąpiło. Główną partią domagającą się tego jest TRS, ale te żądania znajdują się także w programach innych partii. Ciekawe jest to, że ruch nie powstał na tle językowym – cały stan Andhra Pradeś jest telugujęzyczny. Działanie ruchu motywuje się raczej powyżej wspomnianymi nierównościami ekonomicznymi. Telangana w przeciwieństwie do reszty stanu nie była nigdy pod panowaniem brytyjskim i nie skorzystała na kolonizacji ekonomicznie. W rezultacie rządzona przez muzułmańskich nizamów była bardziej zacofana ekonomicznie po uzyskaniu przez Indie niepodległości.

W 1997 BJP (Bharatiya Janata Party) przegłosowała uchwałę o utworzeniu oddzielnego stanu Telangana. Jednak mimo, że utworzyła w 2000 Jharkhand, Chhattisgarh, oraz Uttarkhand, to Telangana nie powstała (przez brak porozumienia z Telugu Desam Party). Wówczas powstała partia pod przewodnictwem Kalvakuntla Chandrashekhara Rao – TRS – Telangana Rashtra Samithi (główny cel: powstanie Telangany ze stolicą w Hyderabadzie) W 2004 TRS tworzy dołącza do koalicji z największą partią Indian National Congress (INC) i wprowadza do wspólnego programu kwestię oddzielenia Telangany. W 2006 premier kategorycznie stwierdza, że stan AP pozostanie zjednoczony. TRS wychodzi z koalicji. W wyborach w 2009 roku wszystkie główne partie popierają utworzeniem Telangany. INC wygrywa wybory, ale Telangana nie zostaje utworzona. 29 listopada 2009 prezes TRS Chandrashekhar Rao rozpoczyna strajk głodowy. Zostaje aresztowany, co skutkuje rozruchami organizacji studenckich i związków zawodowych. Strajk generalny trwał w całej Telanganie 6 i 7 grudnia. 9 grudnia 2009 Minister Spraw Wewnętrznych (Chidambaram) ogłosił rozpoczęcie procesu utworzenia oddzielnego stanu Telangana a Chandrashekhar Rao kończy 11-dniową głodówkę. Mieszkańcy nadbrzeżnej Andhry oraz Rayalaseemy rozpoczęli protesty, więc 23 grudnia Minister stwierdził, że nie podejmie żadnej akcji dopóki zwolennicy i przeciwnicy powstania Telangany nie dojdą do porozumienia. Doszło do kontynuacji strajków, samobójstw i zgromadzeń zwolenników Telangany (wg rządu 313 osób popełniło samobójstwo w związku z tą sprawą od listopada 2009 do lutego 2010). 3 lutego 2010 r. powstaje JAC (Joint Action Committee – Komitet Wspólnego Działania), który organizuje „ludzki łańcuch” w celu poparcia wydzielenia Telangany. Łańcuch ten według organizatorów miał 500 km . 12 lutego rząd centralny ogłosił zawiązanie Komisji Śrikrishna, która do końca 2010 roku miała przeanalizować sytuację w Telanganie i wypracować plan działania. Na 2 tygodnie przed końcem roku TRS zorganizowała zgromadzenie, na którym pojawiło się do 1,5 miliona osób (wg The Times of India).

Jak zaobserwowaliśmy podczas badań terenowych w Andhra Pradesh, gdzie kilka partii żąda wyodrębniania obszaru Telangany, jako odrębnego stanu, podział społeczeństwa na tym tle jest głęboki. Nie każdy od razu przyznaje się do opcji jaką reprezentuje. Na ogół zwolennicy separatyzmu głośno wyrażają swoje żądania i nie wahają się tępić niezdecydowanych. Dobrym przykładem są uniwersytety – na drogach wewnętrznych i obok nich hasła separatystyczne są wyraźnie widoczne, a na ścianach zdarzają się plakaty informujące o personaliach studentów nie sprzyjających ruchowi. Emocje są naprawdę gorące – nierzadkie są samobójstwa przez podpalenie z powodu tego typu spraw. Według naszych informatorów czasem zainteresowani płacą ludziom za takie demonstracje obietnicą poprawienia warunków życiowych pozostałej przy życiu rodziny. Trudno ocenić prawdziwość takich informacji, ale ci sami informatorzy twierdzili również, że większość uczestników demonstracji jest opłacona i nie wie o co walczy. Nie wiemy jaka jest prawdziwość zarzutów korupcyjnych, ale z naszych doświadczeń wynika, że uczestnicy zawsze potrafią odpowiedzieć na pytania o co walczą i dlaczego, nawet jeśli łatwo w ich wypowiedziach można wyczuć wpływ partyjnej propagandy.

Ciekawe wypowiedzi udało nam się zebrać od wykładowców uniwersyteckich. Niektórzy z nich, mimo że nie pochodzą z Telangany i nie działali nigdy na rzecz jej wyodrębnienia, uważają jej wyodrębnienie za słuszne ze względu na to, że byłoby naturalną konsekwencją demokratycznego prawa do samorządności. Nie sposób rozstrzygnąć czy podzielenie stanu byłoby korzystne ekonomicznie czy nie, ale sam fakt, że wielu ludzi walczy o to od początków istnienia Republiki Indyjskiej, wydaje się być wystarczającym powodem, by pozwolić im na samorządność.

Aktywiści rzadko widzą swoje dążenia, jako część większego obrazu. Nie do końca rozumieją, że ich żądania są podobne do żądań polityków z innych części Indii, takich jak np. Gorkhaland. Rządowi trudno byłoby uzasadniać odmowy utworzenia stanów jednym ruchom, podczas gdy pozwalają na to innym. Z perspektywy mieszkańca Telangany Gorkhaland wydaje się być daleką zagranicą.

Niestety, sposób walki o swoje prawa telangańskich ruchów separatystycznych trudno nazwać bezbolesnym dla miast. Pokojowe demonstracje potrafią uczynić miasto nieprzejezdnym na wiele godzin. Mieliśmy też sygnały, że przedsiębiorcy działający wzdłuż trasy przebiegu demonstracji są zmuszani do zaprzestania swej działalności pod groźbą ni mniej, ni więcej tylko wymierzenia im sprawiedliwości przez tłum. Niektórzy z nich zamykają swoje sklepiki, bo rzeczywiście popierają sprawę, ale inni wprost przyznają się, że zamykają je ze strachu. W tym czasie przywódcy partyjni z Nalgondy twierdzą, że absolutnie całe miasto ich popiera i wybiera się na demonstrację. Okazuje się to nie być prawdą, o czym świadczy choćby marny wynik wyborczy.

Co ciekawe, oponenci wykazują pewien rodzaj biernego oporu przeciwko tym żądaniom. Wielu rikszarzy i taksówkarzy stanowczo odmawia zawiezienia kogokolwiek w pobliże demonstracji, nawet przy zaoferowaniu wyższej ceny za taki kurs. Nie tłumaczą jednak swego postępowania pobudkami politycznymi – po prostu wymownie milczą. Mieszkańcy miasta, nieangażujący się politykę, często narzekają na problemy z przejezdnością, na straty ekonomiczne, jakich przysparzają ciągłe demonstracje i wiece. Duże demonstracje, które rzeczywiście uniemożliwiają poruszanie się po mieście to rzadkość, ale nieduże, korkujące jedną czy dwie ulice to codzienność, od której trudno się odseparować.

Niemal wszystkie ruchy separatystyczne uważają, że parlamenty stanowe lekceważą problemy i potrzeby ich okręgu. Może być to prawdą, a może być oceną zbyt surową – na pewno wszystkie stany w tym olbrzymim kraju borykają się z problemami finansowymi, które utrudniają zaspokojenie „morza” potrzeb. Część argumentów jednak brzmi zupełnie absurdalnie – jak argument polityków z Nalgondy twierdzących, że stolica kradnie wodę z rzeki, która przepływa przez ich miasto. Aktywistom przypisuje się często wyłącznie złe zamiary – chęć wzbogacenia się, czy walkę o wpływy. Trudno się z tym zgodzić – można byłoby wtedy w ten sposób uzasadniać istnienie każdego ruchu społecznego i każdy z takich ruchów zdyskredytować. Tymczasem chyba nie o to chodzi w społeczeństwie demokratycznym.

Argumenty administracyjnych konserwatystów też nie zawsze należą do sensownych. Szczególnie często powtarzany jest ten, że przedsiębiorcy z innych okręgów zainwestowali dużo pieniędzy w Telanganie, a teraz niesprawiedliwie odbierze się ich okręgowi te inwestycje. Jednak trudno twierdzić, że biznesmeni z Andhry inwestowali charytatywnie – inwestowali by zarobić, a zysk trafił do ich kieszeni, co w gospodarce rynkowej wystarczające.

Trudno Europejczykowi przyzwyczaić się do intensywności i namiętności indyjskiej polityki. Ta największa na świecie demokracja ma swoją specyfikę, ale za podpaleniami, tłumnymi demonstracjami i płomiennymi przemowami można znaleźć spotykane gdzie indziej mechanizmy socjologiczne i ekonomiczne, kształtujące politykę w całym demokratycznym świecie. Wydaje się, że decentralizacja Indii to proces nieunikniony, pomimo ciągłego oporu rządu. Niektórzy politolodzy zwracają uwagę, że lepiej byłoby przeprowadzić szeroko zakrojoną reformę administracyjną, dzielącą państwo na mniejsze, łatwiejsze w zarządzaniu jednostki, zamiast ulegać od czasu do czasu, co bardziej agresywnie walczącym ruchom. Ustępstwa dodają odwagi kolejnym partiom do oparcia swego programu na postulacie wyodrębnienia się ze stanu. Tym samym w gruncie rzeczy niepokoje nigdy nie cichną. Spójna reforma mogłaby to wszystko uporządkować, za co jednak trzeba byłoby zapłacić trudnościami w zarządzaniu państwem ze stolicy. Odnalezienie równowagi, to zadanie dla indyjskiego kongresu na najbliższe dekady.

Fot: Region Telangana w Indiach, Wikipedia/Creative Commons

Artykuł napisany na podstawie projektu badawczego "Jednostki administracyjne w Indiach",
sfinansowanego przez Radę Kół Naukowych Uniwersytetu Warszawskiego.
Czytany 7892 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04