czwartek, 14 luty 2013 08:04

Językowy problem w Azji Środkowej

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

russki_jazykgeopolityka  Konrad Rękas

Silna pozycja języka rosyjskiego wciąż wydaje się być problemem dla władz republik środkowoazjatyckich. Kirgistan postanowił właśnie wyeliminować rosyjski z dokumentów urzędowych z zakresu m.in. współpracy międzynarodowej, kultury i turystyki. Również Kazachstan stawia sobie ambitne cele związane z umocnieniem języka państwowego.

Ministerstwo kultury i turystyki Kirgistanu zapowiedziało już prowadzenie po kirgisku wszelkich spraw podległych temu resortowi. Rosyjski nie jest już też (decyzją parlamentu) językiem dokumentacji w miejscowościach z większością kirgiską. Co ciekawe, dążenie do zwiększenia obecności języka państwowego we wszystkich sferach życia – zapowiedziały też władze Kazachstanu. Jeszcze w grudniowym przesłaniu do narodu, prezydent Nursułtan Nazarbajew podkreślił, że do 2025 r. aż 95 proc. mieszkańców republiki będzie korzystać  z języka kazachskiego i to na różnych polach.

Tymczasem wg spisu z roku 2009 – językiem państwowym włada 62%, zaś język mówiony rozumie 74% populacji, podczas gdy w przypadku rosyjskiego – stosunek ten wynosi odpowiednio 84,8 i 94,4%. Co ciekawe – zasięg kazachskiego sukcesywnie zmniejsza się, zamiast rozszerzać i ogranicza się niemal wyłącznie do samych Kazachów. Tymczasem rosyjski pozostaje głównym językiem słowiańskiej mniejszości. Spór językowy nakłada się więc na podziały etniczne tym bardziej, że powracającą tendencją polityki państwa jest dążenie do pełnej wymiany słowiańskich nazw miejscowości.

Metodą zmiany tego stanu rzeczy jest edukacja – w ok. 60%, oparta już o kazachski, co ma przyspieszyć wzmocnienie jego pozycji, zwłaszcza w środowisku inteligenckim. Będzie to jednak długa droga (szacowana właśnie na dekadę – półtorej), skoro rosyjski dominuje m.in. w mediach i Internecie. W 2008 r. z 2300 gazet i czasopism tylko 458 ukazywało się po kazachsku. Z 215 ogólnokrajowych i lokalnych stacji radiowych i telewizyjnych – wyłącznie w języku państwowym nadaje tylko pięć. Kazachowie posługują się rosyjską domeną, korzystają z rosyjskich wyszukiwarek i programów pocztowych. Próby wymuszania korzystania z narzędzi kazachskich nie dają efektów – bowiem kojarzą się z ograniczaniem dostępności, nie tylko zresztą poza granicami, ale także wśród mieszkańców republiki.

Jak dotąd władze kazachskie zmuszone były kilkakrotnie przyznawać się do porażek w staraniach o zwiększenie pozycji kazachskiego. Plan realizowany na podstawie dekretu prezydenckiego z 1 czerwca 2006 r., zakładający przejście w prowadzeniu dokumentacji urzędowej na język państwowy do 2010 r. (z przetłumaczeniem całości zasobów archiwalnych) – był następnie stopniowo ograniczany – do poziomu kolejno 70% i 60%. Wbrew oczekiwaniom jednak – nie doszło bynajmniej do zwiększenia, ale do zmniejszenia zapotrzebowania społecznego na oficjalne używanie kazachskiego – przyznało ministerstwo kultury i informacji republiki.

Konflikty językowe nie sprzyjają bynajmniej integracji społecznej, zaś część ludności rosyjskojęzycznej (np. Kozaków) wybiera drogę emigracji, skarżąc się na postępującą alienację Słowian i ograniczanie ich możliwości awansu społecznego w efekcie nierozważnie realizowanej polityki językowej. Jej krytycy podnoszą, że państwa nie stać na faktyczne, lub choćby tylko formalne wyeliminowanie 3,5-milionowej mniejszości rosyjskiej.

Siłą projektu euroazjatyckiego jest jego różnorodność, w tym także etniczna i kulturowa, a co za tym idzie – również językowa. Jej ograniczanie w imię ciasnych i anachronicznych pomysłów nacjonalistycznych – wydaje się być krokiem wstecz. Oczywiście można zrozumieć dążenie władz w Astanie i Biszkeku do zaznaczenie swej odrębności – a także wzmocnienia własnego pierwiastka, niezależnie od udziału w szerszych projektach. Z drugiej jednak strony – jak zwykle w przypadku polityki językowej – należałoby chyba bardziej uważać, by nie wylać dziecka z kąpielą. Trwała obecność i pozycja języka rosyjskiego w życiu społeczności środkowoazjatyckich jest bowiem nie tylko historyczną oczywistością, ale i koniecznością na przyszłość, gdyż tylko rosyjski może pełnić rolę uniwersalną i integracyjną w ramach integracji Eurazji.

W tym zakresie warto by Kazachom i Kirgizom przypomnieć, co już ponad 140 lat temu pisał wybitny polski pisarz polityczny – Kazimierz Krzywicki: „Co do kwestyi językowej, to aby wyjść wyjść jakkolwiek na cało z odmętu zdań, sprzecznych pretensyj, wykrzykników, swarów i zaciętych walk, do jakich ta kwestya w dzisiejszych czasach zwykła dawać powód; pozwoli czytelników że odróżnię przedewszystkiem język uważany jako konieczne narzędzie wspólnego porozumienia się w danem zbiorowem ciele, od języka jako jednej z naturalnych cech każdego plemienia, - tych cech, które właśnie sprawiają, że plemie jest czemś odrębnem w sobie, niezupełnie podobnem do innych plemion. (…)

Poza obrębem przepisów dotyczących języka urzędowego kończą się atrybuty prawodawcy. Wszelkie wkroczenia władzy publicznej w zakres prywatnego używania plemiennej mowy, jak to w towarzyskich stosunkach, literaturze i modlitwie, jest i zupełnie zbytecznem z punktu państwowego interesu, pojętego bez exageracyi, i bezowocnem w końcu; bo oprócz ciężkiego utrapienia miljonów ludzi, żadnej realnej korzyści dla państwa przynieść nie jest w stanie”.

Jednocześnie jednak K. Krzywicki wyraźnie zaznaczał, iż myśląc o tworzeniu wspólnego organizmu państwowego (zwanego przez nim „Sławiańskim Związkiem”) – oczywistym jest wybranie dla niego i wspólnego języka urzędowego, przy czym równie oczywistym wydawało się, że być nim powinien rosyjski, jako język tych, przy których siła – i którzy zajmują w Związku pozycję dominującą, a także ten język, który na danym wielkim obszarze może stanowić wspólny mianownik dla największej liczby zainteresowanych. Choć oczywiście nie ma wprost analogii między położeniem Polaków w Imperium Rosyjskim w latach 70. XIX w., a obecną sytuacją Rosjan w Kazachstanie, czy wszelkich mniejszych nacji w zintegrowanej Eurazji. Jednocześnie jednak skłonności do administracyjnego wkraczania w sferę kultury, czy właśnie plemiennej autoidentyfikacji – jest teraz nawet silniejsza niż przed 140 laty. Nie można wykluczyć, że tego typu błędnie nacjonalistyczne podejście (bardzo żywe także w Rosji) – może stać się podstawowym problem integracji eurazjatyckiej.

Czytany 4348 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04