wtorek, 15 lipiec 2014 06:01

Jacek C. Kamiński: Po ewakuacji Słowiańska. Zbliża się przełom w ukraińskiej wojnie domowej?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
{jcomments off}

Zielienopolie_wraki  Jacek  C.  Kamiński

Nagłe  ustąpienie  ze  Słowiańska  5  lipca  powstańczych  oddziałów  Donieckiej  Republiki  Ludowej  (DRL)  wywołało  wybuch  euforii  w  głównych  polskich  mediach,  otwarcie  trzymających  stronę  kijowskich  władz.  Widziano  w  tym  zapowiedź  rychłego  upadku  separatystów.  Wśród  zwolenników  zbuntowanych  republik  ludowych  Donbasu  zapanowała  z  kolei  konsternacja  i  niepokój.

Rychło jednak okazało się, że manewr głównodowodzącego siłami DRL płk.  Igora  Striełkowa przyniósł korzystne efekty nie tylko w wymiarze militarnym, ale również politycznym. Jego pojawienie się w Doniecku przyczyniło się do wewnętrznej konsolidacji zbuntowanej republiki.

Ustąpienie  ze  Słowiańska  miało  oczywiście  niekorzystny  dla  powstańców  wydźwięk  propagandowy.  Utrzymująca  się  od  12  kwietnia,  prawie  przez  trzy  miesiące,  obrona  tego  miasta  stała  się  symbolem  bohaterstwa  i  niezłomnej  walki  z  przeważającymi  siłami  wroga.  Propaganda  DRL  kreowała  wizerunek  „Trzystu  Spartan”  dzielnie  zmagających  się  z  faszystowską  nawałą  pod  wodzą  charyzmatycznego  dowódcy,  miasto  przechrzczono  na  „Słowiangrad”,  nawiązując  do  wojennej  epopei  Stalingradu,  mówiono  o  nowej  Twierdzy  Brzeskiej.  Jego  obrona  nie  zakończyła  się  jednak  wiktorią,  Słowiańsk  padł.  Mimo  to  wojskowi  analitycy  przyznają  zgodnie,  że  od  strony  czysto  militarnej  była  to  uzasadniona  i  udana  operacja.  Zarówno  w  wymiarze  taktycznym,  jak  i  strategicznym.  Świadcząca  o  talencie  dowódczym  I.  Striełkowa.

Słowiańsk  wypełnił  swoją  misję

Od  strony  taktycznej  doceniono  fakt,  że  głównodowodzący  wojsk  DRL  wyprowadził  słowiański  garnizon  z  okrążenia  niemal  bez  strat,  zabierając  ze  sobą  prawie  całość  ciężkiego  uzbrojenia  –  z  wyjątkiem  części  czołgów  i  wozów  pancernych  ariergardy,  które  uległy  zniszczeniu  w  trakcie  bojów  osłaniających  uchodzącą  w  kierunku  Doniecka  zmotoryzowaną  kolumnę.  „Zachowując  zdolność  bojową  swoich  sił,  wyprowadzając  je  z  pułapki,  w  którą  miał  zamienić  się  Słowiańsk,  Striełkow  dał  republice  szansę”  –  ocenia  rosyjski  lewicowy  socjolog  i  publicysta  Borys  Kagarlicki  [1].

W  wymiarze  strategicznym  rola  Słowiańska  jako  bastionu  chroniącego  DRL  od  północy  wyczerpała  się  w  momencie,  gdy  miasto  znalazło  się  w  pełnym  okrążeniu  i  jego  obrona  stała  się  skrajnie  trudna  wobec  braku  możliwości  zaopatrzenia  już  nie  tylko  w  broń  i  amunicję,  ale  także  w  żywność  i  wodę.  Sprawę  pogarszało  tragiczne  położenie  ludności  cywilnej.  „Pacyfikacyjne  zgrupowanie  [ukraińskie  –  red.]  nie  wchodziło  w  bezpośrednie  starcia  (ponieważ  przy  takich  próbach  za  każdym  razem  ponosiło  znaczące  straty),  a  skoncentrowało  się  na  metodycznym  niszczeniu  miasta,  ostrzeliwując  z  ciężkiej  artylerii  dzielnice  mieszkalne  i  zabijając  ludność  cywilną”  –  opisywał  noworosyjski  publicysta  Aleksandr  Rogers  [2].  Miesiące  obrony  Słowiańska,  który  skupił  na  sobie  główne  siły  ukraińskiej  armii,  dały  Donieckiej  Republice  Ludowej  czas  niezbędny  dla  uformowania  struktur  politycznych  –  w  tym  przeprowadzenia  referendum  niepodległościowego  11  maja  –  oraz  zorganizowania  własnych  sił  zbrojnych.  W  tym  sensie  Słowiańsk  wypełnił  swoją  misję.

Saur-Mogila_okrazenie

Powstańcy  odzyskują  inicjatywę

Równocześnie  zmieniająca  się  sytuacja  militarna  wymagała  zaangażowania  sił  republikańskich  na  nowych  kierunkach  –  przede  wszystkim  na  odcinku  obrony  zagrożonego  już  bezpośrednio  Doniecka  i  w  celu  neutralizacji  południowej  grupy  wojsk  ukraińskich,  która  usiłowała  przywrócić  kontrolę  Kijowa  nad  granicą  z  Rosją.  „W  sumie  obecność  wzmocnionego  liczebnie  i  jakościowo  oddziału  I.  Striełkowa  w  Słowiańsku  stała  się  nieefektywna”  –  oceniał  A.  Rogers.  Ewakuację  znaczącego  i  zaprawionego  w  bojach  słowiańskiego  garnizonu  trzeba  uznać  za  formę  przegrupowania  sił,  które  otworzyło  armii  Donbasu  nowe  możliwości  w  wymiarze  strategicznym.  I  na  efekty  tego  nie  trzeba  było  długo  czekać.  I.  Striełkow  szybko  zamknął  pętlę  okrążenia  wokół  lotniska  w  Doniecku,  które  cały  czas,  pozostając  w  rękach  oddziałów  ukraińskich,  jest  cierniem  wbitym  w  terytorium  DRL.  Rozpoczął  intensywny  ostrzał  artyleryjski  lotniska,  co  ma  zapewne  przygotować  ostateczną  likwidację  zgrupowanych  tam  jednostek  przeciwnika.  Podjęta  przez  Striełkowa  po  przybyciu  do  Doniecka  koordynacja  działań  z  armią  Ługańskiej  Republiki  Ludowej  prawdopodobnie  przyczyniła  się  do  wielkiego  sukcesu  militarnego  ługańczan.  11  lipca  rozgromili  pod  Zielienopoliem  kolumnę  pancerną  24.  brygady  zmechanizowanej  z  galicyjskiego  Jaworowa.  Ostrzelana  przez  stanowiska  rakietowe  GRAD  brygada  została  według  niektórych  źródeł  całkowicie  unicestwiona,  a  jej  straty  w  zabitych  i  rannych  mogą  dochodzić  nawet  do  200.  ludzi  [3].

Jednak  największym  sukcesem  pierwszych  dni  po  objęciu  przez  I.  Striełkowa  faktycznej  roli  głównodowodzącego  było  zamknięcie  w  kotle  południowej  grupy  wojsk  ukraińskich.  Usiłująca  odciąć  Donieck  od  komunikacji  z  Rosją  grupa  wbiła  się  w  terytorium  republiki  klinem  o  długości  około  60  km,  ale  szerokim  na  zaledwie  7-8  km.  Wojska  te  utknęły  pod  strategicznym  wzgórzem  Saur-Mogiła  (okolice  miasta  Śnieżne),  które  było  miejscem  zaciętych  walk  także  w  okresie  II  wojny  światowej.  Przy  dobrej  pogodzie  widoczność  z  tego  wzniesienia  sięga  blisko  100  km,  ukraińskie  oddziały  są  więc  widoczne  stamtąd  jak  na  dłoni,  ich  szlaki  komunikacyjne  podlegają  ciągłemu  ostrzałowi  artyleryjskiemu  i  atakom  grup  dywersyjnych.  11  lipca  Striełkow,  według  niepotwierdzonych  do  końca  informacji,  zacisnął  wokół  nich  pierścień  okrążenia.  W  kotle  znalazła  się  72.  samodzielna  gwardyjska  krasnogrodzko-kijowska  brygada  zmechanizowana  [4].  Według  ocen  strony  noworosyjskiej,  w  sumie  w  trzech  kotłach  (oprócz  południowego  także  lotniska  w  Doniecku  i  Ługańsku)  znalazło  się  od  trzech  do  czterech  tysięcy  żołnierzy  ukraińskich  [5].  Samo  okrążenie  sił  przeciwnika  to  jeszcze  nie  zwycięstwo,  bo  kijowski  sztab  generalny  z  pewnością  usiłował  będzie  odblokować  te  jednostki,  ale  świadczy  o  tym,  że  powstańcy  odzyskali  inicjatywę  strategiczną.

W  ogniu  intryg

Manewr  I.  Striełkowa  oprócz  wymiaru  ściśle  militarnego  ma  też  swoje  polityczne  konsekwencje.  Obrósł  zresztą  w  wiele  spiskowych  interpretacji.  Najbardziej  efektowna  mówi  o  tym,  że  głównodowodzący,  wyrywając  się  ze  słowiańskiego  kotła,  pokrzyżował  szyki  tym  siłom  w  Moskwie,  które  chciały  doprowadzić  do  upadku  powstania  w  Donbasie  i  szykowały  kompromis  z  Kijowem.  Wykorzystana  do  tej  operacji  miała  być  agentura  Rinata  Achmetowa  we  władzach  Donieckiej  Republiki  Ludowej.  Pojawienie  się  w  Doniecku  I.  Striełkowa  niszczy  te  kalkulacje,  ponieważ  dysponując  wiernymi  oddziałami  nie  dopuści  do  kapitulacji.  Zawód  pewnych  sił  na  Kremlu  z  tego  powodu  miał  spowodować  ostry  atak  przybyłego  z  Moskwy  do  Doniecka  prokremlowskiego  polityka  Siergieja  Kurginiana,  który  zarzucił  I.  Striełkowowi  nieudolność  i  wręcz  zdradę.  „Striełkowa  atakują  za  to,  że  nie  zechciał  odegrać  roli  kozła  ofiarnego,  wyznaczonej  mu  przez  kremlowskich  rozgrywających.  (...)  Jeśli  ktoś  poniósł  pod  Słowiańskiem  strategiczną  porażkę,  to  nie  powstańcy,  nie  ukraińska  armia,  która  przecież  zajęła  miasto,  a  moskiewscy  politycy,  których  plan  „kontrolowanego  spławienia  Noworosji”  jawnie  i  bezspornie  zawalił  się”  –  komentował  B.  Kagarlicki  [6].

Tezę  B.  Kagarlickiego  potwierdzają  wydarzenia  późniejszych  dni,  które  sprawiają  wrażenie  jakby  do  przełomu  w  sprawie  Ukrainy  doszło  również  na  Kremlu.  Od  ataku  S.  Kurginiana  ostro  odciął  się  wicepremier  rosyjskiego  rządu  Dmitrij  Rogozin,  uznawany  za  czołowego  przedstawiciela  „partii  wojny”.  11  lipca  wicepremierem  DRL  do  spraw  bezpieczeństwa  mianowany  został  przybyły  z  Moskwy  Władimir  Antiufiejew  –  były  radziecki  KGB-ista,  który  w  latach  1992–2012  pełnił  funkcję  ministra  bezpieczeństwa  Naddniestrza  [7].  Dziwnym  trafem  w  tych  dniach  w  przygranicznym  Krasnodonie  zaczęto  też  obserwować  wzmożony  ruch  powstańczych  kolumn  pancernych  zmierzających  od  granicy  w  kierunku  Ługańska,  a  kijowska  propaganda  wzmogła  lamenty,  że  na  miejsce  każdego  zniszczonego  czołgu  „separatystów”  lub  wyrzutni  GRAD  pojawiają  się  trzy  nowe.

Zielienopolie_pobojowisko

Gotowi  do  kontrnatarcia

W  tej  sytuacji  zwierzchnik  Ługańskiej  Republiki  Ludowej  Walerij  Bołotow  zapowiedział  11  lipca  gotowość  przejścia  sił  powstańczych  do  kontrnatarcia.  –  Stan  uzbrojenia  bardzo  nam  się  poprawił  i  w  zasadzie  gotowi  jesteśmy  nie  tylko  do  odparcia  ataków,  ale  i  do  zaatakowania  wroga  –  oświadczył.  Ujawnił,  że  siły  zbrojne  DRL  liczą  już  10  tysięcy  żołnierzy  (armia  DRL  prawdopodobnie  dwa  razy  więcej,  podczas  gdy  stan  liczebny  grupy  wojsk  ukraińskich  w  Donbasie  szacowany  jest  na  około  35  tysięcy  żołnierzy)  [8].

Sytuacja  zaczyna  się  więc  układać  obiecująco  dla  powstańców.  B.  Kagarlicki  podkreśla  jednak,  że  do  zwycięstwa  oprócz  siły  militarnej  będą  im  potrzebne  jeszcze  dwa  czynniki:  wzmocnienie  zaplecza  społecznego  i  państwowego  oraz  przewidywane  załamanie  ukraińskiej  gospodarki.  „Historia  rewolucji  dowodzi:  ludowe  armie,  jeśli  przetrwały  początkowe  porażki,  znajdowały  w  sobie  siły  dla  skutecznej  obrony,  a  następnie  przeprowadzały  niszczycielskie  uderzenia  na  swoich  przeciwników.  Ale  zwycięstwa  te  kształtowały  się  nie  tylko  na  polu  walki.  Przesłanką  dla  nich  było  pogłębienie  przeobrażeń  społecznych  i  budowa  na  tej  podstawie  efektywnej  władzy  państwowej.  Republiki,  które  nie  poradziły  sobie  z  tym  podwójnym  zadaniem,  ginęły  –  tak  jak  to  się  stało  w  Hiszpanii  w  1939  r.  Oczywiście,  walka  w  Noworosji  i  na  Ukrainie  nie  sprowadza  się  do  wydarzeń  w  Doniecku  i  Ługańsku.  Kryzys  gospodarczy,  pogłębiany  antyspołeczną  polityką  Kijowa,  niewątpliwie  przyniesie  swój  skutek,  a  szowinistyczne  upojenie  zakończy  się  dla  ukraińskiego  społeczeństwa  gorzkim  i  bolesnym  kacem.  I  czekać  na  to  nie  przyjdzie  nam  raczej  zbyt  długo.  Jeśli  republiki  przetrwają  do  tego  momentu,  kiedy  podniesie  się  nowa  fala  protestów,  można  liczyć  na  ich  sukces”  –  przewiduje  rosyjski  uczony  [9].

Przypisy:
1) http://rabkor.ru/opinion/2014/07/09/novorossia
2) http://portal-kultura.ru/articles/obozrevatel/50457-slavyanskiy-demarsh/
3) http://antifashist.com/item/ostatki-karatelej-na-yuge-lnr-vzyvayut-o-pomoshhi.html#ixzz37FuaxYjO
4) http://ruposters.ru/archives/6801
5) http://www.novorosinform.org/news/id/2593
6) http://rabkor.ru/opinion/2014/07/09/novorossia
7) http://rusvesna.su/news/1405007792
8) http://politikus.ru/events/24068-luganskie-opolchency-zayavili-o-gotovnosti-pereyti-v-kontrnastuplenie.html
9) http://rabkor.ru/opinion/2014/07/09/novorossia

Czytany 7728 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04