wtorek, 28 luty 2012 08:35

Geopolityka Palestyńczyków

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Palestine-map_PL  STRATFOR

Trudno jest omawiać geopolitykę państwa, które nie ma jasno określonej geografii. Miejsce, w granicach którego obecnie mieszkają Palestyńczycy, nie jest terenem, do którego roszczą sobie prawa, a ich obecne granice nie są uznane przez innych za legalne. Palestyńczycy nie mają państwa, które całkowicie kontroluje terytorium przez nich zamieszkane, tak samo jak ich istniejąca jednostka – Palestyńskie Władze Narodowe – nie może być uznawana za reprezentującą wszystkich Palestyńczyków.

Wachlarz warunków, jakie państwo musi spełnić, aby być państwem, od gospodarki po siły zbrojne, nie istnieją lub istnieją w takiej formie, która nie spełnia wszystkich wymagań. Dlatego nie można mówić o geopolityce „Palestyny” tak jak o państwie narodowym. Zaczniemy więc od omówienia geopolityki Palestyńczyków i, w przeciwieństwie do innych artykułów z tej serii, nie zaczniemy od geografii, ale na niej skończymy.

Poruszając samo pojęcie geopolityki Palestyny, wkraczamy na teren wzbudzający wiele kontrowersji ponieważ (i to obejmuje nie tylko Izraelczyków ale Arabów również) istnieją ludzie, którzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego, jak państwo palestyńskie i że nie ma wyraźnej tożsamości narodowej, która mogłaby być nazwana palestyńską. Jednak, podczas gdy mogło być to prawdą 100 lub nawet 50 lat temu, na pewno nie jest to prawdą dzisiaj. Jeśli w przeszłości nie istniał naród palestyński, na pewno istnieje on dzisiaj i, tak jak inne narody, zrodził się on w walce. Naród ten ma więcej niż tożsamość – ma miejsce, ma lokalizację. A ta lokalizacja wyznacza jego zachowanie. Aby zrozumieć działania Hamasu w Gazie, lub Izraela, konieczne jest rozważenie wcześniej pochodzenia i później geopolityki regionu.

Początki palestyńskiej geopolityki

Historia zaczyna się od Imperium Osmańskiego, które kontrolowało Bliski Wschód od 1517 r. do zakończenia I wojny światowej w 1918 roku. Osmanowie podzielili Bliski Wschód na prowincje – jedną z nich była Syria. Za panowania Osmanów, prowincja ta obejmowała dzisiejszą Syrię, Liban, Jordanię i Izrael. Konstantynopol (Stambuł), siedziba Osmanów, stanął po stronie Niemców w I wojnie światowej. W rezultacie, zwycięzcy Brytyjczycy i Francuzi zlikwidowali po wojnie imperium otomańskie, a prowincja Syrii weszła pod panowanie Wielkiej Brytanii i Francji. W tajnym porozumieniu pomiędzy Francją i Wielką Brytanią z czasów wojny, znanym jako umowa Sykes-Picot, prowincja została podzielona wzdłuż linii biegnącej od góry Hermon prosto na zachód – do morza. Teren na północy został przekazany pod kontrolę Francji, na południe pod kontrolę Wielkiej Brytanii.

Następnie region Francji został ponownie podzielony na mniejsze części. W czasie wojny domowej, jaka szalała w tamtym regionie w latach sześćdziesiątych XIX wieku, Francja sprzymierzyła się z maronitami. Paryż był ich dłużnikiem, wiec zamienił zamieszkany w przeważającej części przez maronitów region Syrii w odrębne państwo. Nazwane ono zostało Libanem – na cześć dominującej cechy charakterystycznej regionu, pasma górskiego Liban. Jako państwo, Liban nie istniał wcześniej, nie miał nawet zjednoczonej tożsamości etnicznej czy religijnej. Jego główną cechą jednoczącą była demograficzna dominacja francuskich sojuszników.

Brytyjski region także był podzielony. Haszymici, którzy rządzili zachodnim regionem Hidżaz na Półwyspie Arabskim, wspierali Brytyjczyków, powstając przeciwko Osmanom. W zamian, Wielka Brytania obiecała po wojnie oddać władzę w ich ręce. Jednak oprócz Haszymitów, przeciwko Osmanom Londyn był również sprzymierzony razem z Francją oraz innymi plemionami, i dlatego nie mógł uczynić Haszymitów bezsprzecznymi władcami Arabii (półwyspu oraz Lewantu). Co więcej, Saudyjczycy w 1900 roku rozpoczęli kolejny podbój Arabii z Kuwejtu i zyskali kontrolę nad wschodnimi i centralnymi częściami półwyspu. Do połowy lat dwudziestych, Haszymici stracili kontrolę nad półwyspem na rzecz Saudyjczyków, którzy torowali sobie drogę dla ostatecznego stworzenia Arabii Saudyjskiej.

Jednak do tamtej pory Brytyjczycy przenieśli Haszymitów na północne tereny półwyspu, na wschodni brzeg rzeki Jordan. Utworzony z Syrii protektorat, skupiony wokół miasta Amman, ze względu na brak wyraźnej odrębności, został nazwany Transjordanią, ponieważ „leżał po drugiej stronie rzeki Jordan”. Po wycofaniu Brytyjczyków w 1948 roku, Transjordania została współczesną Jordanią. W 1921 roku Haszymici otrzymali również inne królestwo – Irak, który stracili w wyniku wojskowego zamachu stanu w 1958 roku.

Na zachód od rzeki Jordan i południe od góry Hermon leżał region, który był administracyjnym okręgiem Syrii za panowania Osmanów. Nazywany był Filistia, niewątpliwie na cześć Filistynów, których wojownik Goliat walczył z Dawidem tysiące lat wcześniej. Imiona mają tutaj historię. Termin Filistyna został znany jako Palestyna. Nazwa ta pochodzi ze starożytnej greki. W ten sposób Brytyjczycy nazwali region, którego stolicą została Jerozolima.

Co znamienne, podczas gdy ludzie zamieszkujący te tereny byli nazywani Palestyńczykami, żądanie powstania państwa palestyńskiego w zasadzie nie istniało aż do 1918 roku. Europejskie pojęcie narodowej tożsamości w tamtym czasie ciągle było nowe w regionie arabskim Imperium Osmańskiego. Jednakże w regionie istniały wyraźne różnice. Arabowie nie byli Turkami. Muzułmanie nie byli katolikami, ani żydami. W świecie arabskim istniały konflikty religijne, plemienne czy regionalne. Na przykład, istniały napięcia pomiędzy Haszymitami z Półwyspu Arabskiego i Arabami zamieszkującymi Transjordanię, ale nie były one określane jako napięcia między krajami. Napięcia istniały od dawna i były bardzo realne, ale nie traktowano ich w kategorii konfliktów narodowych.

Europejscy Żydzi przenosili się na te tereny za czasów panowania Osmanów od lat osiemdzisiątych XIX wieku, dołączając tym samym do stosunkowo niewielkich żydowskich społeczności, które istniały tam od wieków (tak jak w wielu innych regionach arabskich). Przepływ ten stanowił część ruchu syjonistycznego, który zmotywowany przez europejskie definicje nacjonalizm, starał się stworzyć żydowskie państwo w regionie. Żydzi przypływali w niewielkich liczbach osiedlając się na ziemi zakupionej dla nich z funduszy zbieranych przez Żydów w Europie. Zwykle ziemie były zakupione od nieobecnych właścicieli z Kairu i innych miejsc, którzy zyskali prawo własności za panowania Osmanów. Właściciele sprzedawali ziemię spod stóp arabskich najemców. Z punktu widzenia Żydów, było to legalne nabycie ziemi. Z punktu widzenia dzierżawców, był to bezpośredni atak na ich utrzymanie i eksmisja z ziem, które ich rodziny uprawiały od pokoleń. Tak zaczęło się od transakcji nieruchomościami, kończąc na podziale, wywłaszczeniu i konflikcie po II wojnie światowej i masowym napływie Żydów po Holokauście.

W miarę, jak inne arabskie regiony stawały się państwami narodowymi, w europejskim tego słowa znaczeniu, rozwijały się również ich poglądy na temat regionu. Na przykład ci, którzy przyjęli tożsamość syryjską, widzieli Palestynę, jako integralną część Syrii, tak samo jak Liban i Jordanię. Uważali umowę Sykes-Picot za naruszenie integralności terytorialnej Syrii i od początku sprzeciwiali się powstaniu niepodległego państwa żydowskiego z tego samego powodu, dla którego sprzeciwiali się niepodległości Libanu, czy Jordanii. Elementy panarabskiego nacjonalizmu i islamskiej tożsamości przenikały przez ten syryjski pogląd, ale nie były głównymi czynnikami stojącymi za nim. Kluczowym czynnikiem była opinia, według której Palestyna była prowincją suwerennej jednostki, znanej jako Syria, a Ci, których dzisiaj nazywamy Palestyńczykami, byli po prostu Syryjczykami. Syryjczycy nigdy nie czuli się dobrze z myślą o państwie palestyńskim (w przeciwieństwie do zniszczenia Izraela) i najechali nawet na Liban w latach siedemdzisiątych, aby zniszczyć Organizację Wyzwolenia Palestyny (OWP) i Al-Fatah.
Opinia Jordanii na temat Palestyńczyków była nawet gorsza. Haszymici różnili się od pierwotnych mieszkańców tego regionu. Po podziale administrowanej przez Brytyjczyków Palestyny w 1948 roku, Jordania przejęła kontrolę nad Zachodnim Brzegiem i wschodnią Jerozolimą. Wciąż istniały głębokie napięcia z Palestyńczykami, zaś Haszymici widzieli w Izraelu gwaranta bezpieczeństwa Jordanii przeciwko Palestyńczykom. Nigdy nie chcieli niepodległego państwa Palestyny (mogli zapewnić mu niepodległość w latach 1948-1967). We wrześniu 1970 roku stoczyli wojnę z Palestyńczykami, zmuszając OWP do opuszczenia Jordanii w głąb Libanu. Jordańczycy nadal obawiają się, że pozostałości monarchii Haszymitów mogą zawalić się pod ciężarem, obecnych w królestwie i na Zachodnim Brzegu, Palestyńczyków, którzy będą torowali sobie drogę do przejęcia władzy w Jordanii.

Egipcjanie również nie czują się w kwestii palestyńskiej. W czasach monarchii, przed przewrotem w 1952 roku, na czele którego stanął Gamal Abdul Naser, Egipt był nieprzyjaźnie nastawiony wobec stworzenia Izraela. Ale kiedy egipska armia wkroczyła w 1948 roku na teren dzisiejszej Gazy, Kair zobaczył Gazę jako przedłużenie Półwyspu Synaj, tak samo jak widział pustynię Negew. Widział ten region, jako rozszerzenie Egiptu, a nie jako odrębny kraj.

Stanowisko Nasera było nawet bardziej radykalne. Miał wizję jednej, zjednoczonej republiki arabskiej (świeckiej i socjalistycznej) i myślał o Palestynie nie jako o niepodległym państwie, ale jako części Zjednoczonej Republiki Arabskiej (która faktycznie istniała od 1958 do 1961 roku, jako federacja Egiptu i Syrii). Jaser Arafat po części pojawił się na skutek obrony arabskiego nacjonalizmu przez Nasera. Wyzwolenie Palestyny spod władzy Izraela miało kluczowe znaczenie dla arabskiego nacjonalizmu, choć niekoniecznie oznaczało to niepodległą republikę Palestyny.
Trzeba także zrozumieć rolę Arafata w zdefiniowaniu Palestyńczyków w umysłach rządzących krajami arabskimi. Naser był wrogo nastawiony wobec konserwatywnych monarchii Półwyspu Arabskiego. Planował ich obalenie, wiedząc że włączenie ich jest niezbędne dla zjednoczonego reżimu arabskiego. Te reżimy, z kolei, widziały Arafata, OWP i ruch palestyński jako bezpośrednie zagrożenie.

Istotne jest zrozumienie, że palestyński nacjonalizm nie pojawił się tak po prostu i skierował się od razu przeciwko Izraelowi. To zaledwie spojrzenie w ramach jednego wymiaru. Palestyński nacjonalizm stanowił również wyzwanie dla świata arabskiego: dla syryjskiego nacjonalizmu, jordańskiego nacjonalizmu, dla wizji Nasera dotyczącej Zjednoczonej Republiki Arabskiej, dla poczucia bezpieczeństwa Arabii Saudyjskiej. Jeśli Arafat był ojcem palestyńskiego nacjonalizmu, jego wrogów nie stanowili jedynie Izraelczycy, ale także Syryjczycy, Jordańczycy, Saudyjczycy i koniec końców także Egipcjanie.

Palestyńskie wyzwanie poza Izraelem

Pierwszym wrogiem palestyńskiego nacjonalizmu jest Izrael. Jednak gdyby Izrael przestał istnieć, kwestia niepodległego państwa palestyńskiego wcale nie zostałaby rozstrzygnięta. Wszystkie kraje sąsiadujące z potencjalnym państwem palestyńskim miałyby poważne roszczenia do jego ziem, nie mówiąc już o głębokim braku zaufania w stosunku do palestyńskich zamiarów. Tak więc koniec Izraela nie zagwarantowałby powstanie państwa palestyńskiego. Operacja Płynny Ołów w Strefie Gazy była niezwykła o tyle, że żadne arabskie państwo nie działało na tyle szybko, aby podjąć agresywne kroki w imieniu mieszkańców Gazy. Poza rytualnym potępieniem, po tygodniach od rozpoczęcia ofensywy, żadne z arabskich państw nie zrobiło nic szczególnego. Nie było to przypadkowe: stworzenie państwa palestyńskiego nie leży w ich interesie. W ich interesie jest zniszczenie Izraela. Skoro jednak nie spodziewają się, że nastąpi ono w najbliższym czasie, korzystne jest dla nich osiągnięcie pewnego rodzaju porozumienia z Izraelczykami i hamowanie zapędów Palestyńczyków.

Powstanie państwa palestyńskiego w kontekście Izraela nie jest czymś, co rządy arabskie widziałyby w swoim interesie, i nie jest to nowe zjawisko. Nigdy nie uznały one praw Palestyńczyków, poza cele, którym jest zniszczeniem Izraela. W teorii, poparli sprawę Palestyńczyków, ale w praktyce byli zarówno obojętni jak i wrogo nastawieni wobec niej. Tak naprawdę, potęgą, która teraz stara się działać w imieniu Palestyńczyków jest Iran – niearabski kraj, którego zaangażowanie jest jeszcze jednym powodem dla arabskich reżimów, aby nie ufać Palestyńczykom.

Dlatego kiedy mówimy, że palestyński nacjonalizm zrodził się w walce, nie mamy na myśli tylko tego, że narodził się on wskutek konfliktu z Izraelem: palestyński nacjonalizm również został stworzony w wyniku konfliktu ze światem arabskim, który zarówno podtrzymywał Palestyńczyków, jak i ich opuścił. Nawet, wówczas kiedy państwa arabskie rozpoczęły wojnę z Izraelem w 1973 roku, to walczyły o swoje własne interesy (i o zniszczenie Izraela), ale nie o stworzenie państwa palestyńskiego. Kiedy Palestyńczycy walczyli przeciwko Izraelczykom, odpowiedzi arabskich rządów wahały się od obojętnych do nieprzyjaznych.

Geografia

Palestyńczycy są więźniami regionalnej geopolityki. Są również więźniami własnej, szczególnej geografii. Po pierwsze i oczywiste, ich terytorium jest podzielone na dwie oddzielne części: Strefę Gazy i Zachodni Brzeg. Po drugie, te dwa obszary bardzo się od siebie różnią. Strefa Gazy to koszmar, do którego Palestyńczycy, uciekający z Izraela, zostali wypędzeni przez Egipcjan. To społeczna i ekonomiczna pułapka. Zachodni Brzeg jest bardziej znośny, ale bez względu na to, co się stanie z osiedlami żydowskimi, jest on uwięziony pomiędzy dwoma wrogami – Izraelem i Jordanią. Pod względem ekonomicznym, może on istnieć tylko jako terytorium zależne od bardziej dynamicznej gospodarki sąsiada, tzn. Izraela.

Gaza ma przewagę militarną ze względu na zaludnienie i zurbanizowanie, co pomaga w obronie. Jednak Gaza jest gospodarczą katastrofą. Biorąc pod uwagę jej demografię, jedynym rozwiązaniem tego stanu jest eksport pracowników do Izraela. W mniejszym stopniu jest to również prawdą dla Zachodniego Brzegu. Palestyńczycy eksportują pracowników od pokoleń. Imigrowali do innych państw w regionie i na całym świecie. Jakiekolwiek porozumienie pokojowe z Izraelem zwiększyłoby eksport siły roboczej w regionie, w tym Palestyńczyków, wkraczających na izraelski rynek pracy. Dlatego, paradoks polega na tym, że podczas gdy obecna sytuacja pozwala na pewien stopień niezależności w społecznej, ekonomicznej i militarnej katastrofie, to porozumienie radykalnie osłabiłoby niezależność palestyńską przez stworzenie zależności Palestyny od Izraela.

Jedynym rozwiązaniem tego problemu jest dla Palestyńczyków unicestwienie Izraela. Jednak nie potrafią tego zrobić. Zniszczenie Izraela stanowi bardzo naciągany scenariusz, ale gdyby rzeczywiście nastąpiłoby, wymagałoby odegrania poważnej roli przez narody wrogo nastawione wobec Izraela (zarówno te sąsiadujące z żydowskim państwem, jak i te w dalszej części regionu). Gdyby tę rolę odegrali, nic w ich historii, ideologii czy pozycji nie wskazuje, że aby uznaliby powstanie państwa palestyńskiego za swój interes. Każde z nich miałoby inne pomysły, co zrobić w przypadku unicestwienia Izraela.

Dlatego Palestyńczycy są uwięzieni na cztery sposoby. Po pierwsze, są uwięzieni przez Izraelczyków. Po drugie, przez arabskie reżimy. Po trzecie, przez geografię, która powoduje, że jakakolwiek ugoda jest wstępem do ich zależności. Na koniec, są uwięzieni w rzeczywistości w jakiej żyją. Mogą albo zrezygnować z niepodległości i nacjonalizmu na rzecz gospodarczej zależności, lub zachować niezależność i nacjonalizm, które wyrażają przez jedyny środek jakim dysponują – wojny, które mogą w najlepszym przypadku przeżyć, ale nigdy wygrać.
Obecny podział Palestyny między Gazę a Zachodni Brzeg miał swoje korzenie w brytyjskim mandacie. Palestyna została podzielona między Żydów i Arabów. W następstwie wojny z 1948 roku, Arabowie stracili kontrolę nad tym, co było Izraelem; granice jakie wyłoniły się po wojnie i istniały do 1967 roku są ciągle uznawane za międzynarodowe granice Izraela. Teren nazwany Zachodnim Brzegiem był częścią Jordanii. Teren nazwany Gazą był w rzeczywistości pod kontrolą Egipcjan. Część Arabów pozostała w Izraelu, jako jego obywatele i odegrała marginalną rolę w sprawach Palestyńczyków.

Podczas wojny izraelsko-arabskiej w 1967 roku, Izrael okupował zarówno Gazę, jak i Zachodni Brzeg, obejmując wojskową i administracyjną kontrolę nad regionami. Aparat polityczny Palestyńczyków,, skupiony wokół OWP – organizacji zrzeszającej różne grupy Palestyńczyków – działał poza tymi terenami, najpierw w Jordanii, po 1970 roku w Libanie, a później w Tunezji – po inwazji Izraela na Liban w 1982 roku. OWP i jej części utrzymały kontrolę nad grupami opierającymi się okupacji Izraela w tych dwóch terenach.

Od 1967 roku pomysł na niepodległe państwo palestyńskie był skupiony pod względem geograficznym na tych dwóch terenach. Idea była taka, że w następstwie wzajemnego uznania pomiędzy Izraelem, a Palestyńczykami zostanie stworzona Palestyna, jako państwo zajmujące Gazę i Zachodni Brzeg. Kwestia statusu Jerozolimy była zawsze symboliczną kwestią dla obydwu stron, ale nie wpływała zasadniczo na geopolityczną rzeczywistość.

Gaza i Zachodni Brzeg są fizycznie oddzielone. Jakiekolwiek połączenie wymagałoby zgody Izraela na tranzyt lądowy lub lotniczy pomiędzy nimi. To oczywiście z natury niestabilna sytuacja, choć nie niemożliwa. Negatywnym przykładem byłby tutaj Pakistan w latach 1947-1971, gdzie jego wschodnie i zachodnie części były oddzielone przez Indie. Taka sytuacja ostatecznie doprowadziła do podziału tych dwóch terytoriów w 1971 roku na Pakistan i Bangladesz. Z drugiej strony, Alaska jest oddzielona od reszty Stanów Zjednoczonych, co nie stanowi kłopotu. Różnica jest oczywista, Pakistan i Bangladesz były oddzielone przez Indie – silne i wrogo nastawione państwo. Pomiędzy Alaską i resztą Stanów Zjednoczonych istnieje Kanada, znacznie słabsze i mniej nieprzyjazne państwo. Idąc dalej tą analogią, sytuacja pomiędzy Izraelem i hipotetyczną Palestyną o wiele bardziej przypomina zależność Indii i Pakistanu niż Stanów Zjednoczonych i Kanady.

Podział pomiędzy dwoma palestyńskimi regionami narzuca państwu nieunikniony regionalizm. Gaza i Zachodni Brzeg są zupełnie różnymi miejscami. Gaza ma około 25 mil długości i nie więcej jak 7,5 mili w najszerszym miejscu, zajmując tym samym około 146 mil kwadratowych. Według danych z 2008 roku, ponad 1,5 miliona Palestyńczyków mieszka w Strefie Gazy, co daje gęstość zaludnienia 11060 na milę kwadratową – mniej więcej tyle co w zwykłym mieście. O Gazie lepiej myśleć, jako o mieście niż regionie. I tak, jak w przypadku miasta, jego główną działalnością gospodarczą powinien być handel i produkcja, ale żadne z nich nie jest możliwe wziąwszy pod uwagę aktywne działania wojenne Izraela i Egiptu. Z drugiej strony Zachodni Brzeg posiada gęstość zaludnienia nieco ponad 600 osób na milę kwadratową, gdzie wiele osób mieszka w miejskich terenach rozmieszczonych wzdłuż obszarów wiejskich.

Innymi słowy, Zachodni Brzeg i Strefa Gazy są zupełnie innymi światami, posiadającymi różne dynamiki. Gaza jest zbitym miastem, które ze względu na obecne okoliczności jest niezdolne do samodzielnego utrzymania i jest w przeważającej części zależne od zewnętrznej pomocy. Zachodni Brzeg jest w o wiele większym stopniu samowystarczalny, nawet w obecnej sytuacji. W najlepszych okolicznościach Gaza będzie całkowicie zależna od zewnętrznych stosunków gospodarczych. W najgorszych okolicznościach, będzie całkowicie zależna od zewnętrznej pomocy. Zachodni Brzeg nie byłby wcale zależny. Gdyby Gaza była fizycznie częścią Zachodniego Brzegu, stanowiłaby jego największe miasto, obracając tym samym Palestynę w bardziej skomplikowane państwo. W obecnej sytuacji, dynamika dwóch regionów jest całkowicie odmienna.

Sytuacja Gazy to sytuacja całkowitej zależności funkcjonującej pośród działań wojennych. To terytorium ma o wiele mniej do stracenia niż Zachodni Brzeg i mniej miejsca na jakiekolwiek manewry. Musi również zmierzać w kierunku przedstawienia bardziej zjednoczonej odpowiedzi na aktualne wydarzenia. Tam, gdzie Zachodni Brzeg nie brał jednakowego udziału w intifadzie (miasta jak Hebron były centrum konfliktu, podczas gdy Jerycho pozostało stosunkowo spokojne), zwartość Gazy popycha wszystkich w kierunku tego samego kotła. Tak samo więc, jak Gaza nie posiada miejsca na jakiekolwiek manewry, tak samo nie posiadają ich sami mieszkańcy Gazy. Sytuacja ta zmusza do bardziej radykalnego podejścia, niż to, które dominuje na Zachodnim Brzegu.

Jeśli powstałoby państwo palestyńskie, nie jest jasne czy dynamiki Gazy (miasta-państwa) i Zachodniego Brzegu (bardziej państwa narodowego) byłyby zgodne. W najlepszych okolicznościach Gaza nie byłaby w stanie przetrwać w swoim obecnym rozmiarze bez szybkiego rozwoju gospodarczego, który przynosiłby dochody z handlu, bankowości i innych działalności, powszechnych w skutecznie funkcjonujących miastach regionu Morza Śródziemnego. Jednak te miasta mają mniejszą populację lub znacznie większe obszary, dodatkowo wsparte przez otaczające je tereny. Nie jest do końca jasne, jak Gaza mogłaby przejść z miejsca, w którym obecnie się znajduje, do takiego, w którym mogłaby osiągnąć zdolność samodzielnego utrzymania się.

Dlatego jedną z bezpośrednich konsekwencji niepodległości, byłby rozległy przepływ ludności Gazy na Zachodni Brzeg. Warunki gospodarcze Zachodniego Brzegu są lepsze, ale masywny napływ setek tysięcy Gazańczyków, dla których wszystko jest lepsze od tego, co mieli w Strefie Gazy, osłabiłby gospodarkę Zachodniego Brzegu. Nasiliłyby się napięcia pomiędzy Zachodnim Brzegiem, a Strefą Gazy, zresztą obecnie już widoczne pod postacią Fatahu i Hamasu. Zachodni Brzeg nie mógłby przyjąć napływu ludności z Gazy, ale także Gazańczycy nie mogliby pozostać w Strefie Gazy inaczej niż w praktycznie całkowitej zależności od zagranicznej pomocy.

Jedynym wyobrażalnym rozwiązaniem kwestii gospodarczej byłoby dla Palestyńczyków masowe szukanie pracy na obszarach cieszących się bardziej dynamicznymi gospodarkami. Oznaczałoby to albo emigrację, albo wyprowadzenie siły roboczej do Egiptu, Jordanii, Syrii lub Izraela. Pomijając polityczne kwestie, wynikające z takiej imigracji, Egipt ma swoje własne, poważne problemy gospodarcze, a Syria i Jordania są zbyt małe, aby ten problem rozwiązać. Dlatego, jedyną gospodarką, która mogłaby wykorzystać nadmiar palestyńskiej siły roboczej jest gospodarka Izraela.

Pomijając kwestie bezpieczeństwa, podczas gdy gospodarka Izraela mogłaby być w stanie przetrawić taką ilość siły roboczej, to równocześnie zamieniłaby niepodległe państwo palestyńskie w gospodarkę zależną od Izraela. Zdolność Izraelczyków do kontrolowania napływów siły roboczej zawsze stanowiła jeden ze sposobów kontrolowania zachowania Palestyńczyków. Powiększanie tej relacji oznaczałoby skuteczne anulowanie niepodległości Palestyny. Stopień, w jakim Palestyna zależałaby od izraelskiego rynku pracy, przekształciłby ją w rozszerzoną strefę gospodarki Izraela. Taki scenariusz napędzałaby Strefa Gazy, a nie Zachodni Brzeg, który byłby w stanie rozwinąć gospodarkę.

Z takiej analizy gospodarczej wypływa logika Hamasu. Zaakceptowanie palestyńskiego państwa wzdłuż linii, zbliżonych nawet do tych z podziału w 1948 roku, bez względu na status Jerozolimy, w niczym, poza nazwą, nie przyniosłoby Palestynie niepodległego państwa. Szczególnie Strefie Gazy nie przyniosłoby to żadnego rozwiązania. W ten sposób, pragnienie Palestyńczyków, aby zniszczyć Izrael, płynie nie tylko z ideologii i/lub religii, ale również z racjonalnych analiz. Są one równoznaczne z faktem uzyskania niepodległości w obecnej strukturze geograficznej, w której istnieje podzielony naród (z zupełnie różnymi interesami) na jedną niesamowystarczalną część i drugą, potencjalnie zdolną do bycia samowystarczalną, ale tylko wtedy, gdy odrzuci odpowiedzialność za Strefę Gazy.

Wynika z tego, że poparcie dla rozwiązania dwupaństwowego będzie miało miejsce głównie na Zachodnim Brzegu, ale nie w Strefie Gazy. Jednak w istocie, dwupaństwowe rozwiązanie nie jest prawdziwym rozwiązaniem dla Palestyńczyków, ponieważ powstałe państwo byłoby niepodległe tylko z nazwy. Jednocześnie unicestwienie Izraela jest niemożliwe tak długo jak Izrael jest mocny, a inne państwa arabskie wrogo nastawione wobec Palestyńczyków.

W rozwiązaniu dwupaństwowym Palestyna nie może przetrwać. Dlatego musi szukać bardziej radykalnego rozwiązania – unicestwienia Izraela, którego z kolei sama nie może osiągnąć. Państwo palestyńskie jest więc jednostką, która nie spełniła żadnego ze swoich geopolitycznych imperatywów i nie ma bezpośredniego sposobu, aby je osiągnąć. Aby przetrwać, niepodległe państwo palestyńskie potrzebowałoby następujących warunków:

* odtworzenie działań wojennych, jakie istniały pomiędzy Egiptem i Izraelem przed porozumieniem z Camp David;

* obalenie władzy Haszymitów w Jordanii i skierowanie wojsk wrogich Izraelowi na linię rzeki Jordan;

* znalezienie wielkiego mocarstwa, gotowego do poparcia zdolności militarnych Egiptu i jakiegokolwiek wschodniego mocarstwa, które skieruje się w stronę Jordanii (Irak, Iran, Turcja lub koalicja wymienionych państw);

* zmiana we współzależności pomiędzy Izraelem, a najbliższymi sąsiadami, co ostatecznie spowodowałoby upadek Izraela.

Warto zauważyć, że wymagania Palestyńczyków stoją w bezpośredniej opozycji do interesów Egiptu i Jordanii a także większej części świata arabskiego, która nie powitałaby z zadowoleniem Iranu lub Turcji, rozmieszczających własne siły zbrojne w centrum Arabii. Wymagałoby to również globalnych zmian, które stworzyłyby mocarstwo, zdolne rzucić wyzwanie Stanom Zjednoczonym i zmotywowane do uzbrojenia nowych reżimów. W każdym scenariuszu, jednakże, sukces państwa palestyńskiego pozostaje całkowicie zależny od zewnętrznych wydarzeń, które mogłyby w jakiś sposób działać na korzyść Palestyńczyków.

Palestyńczycy zawsze byli zagrożeniem dla innych państw arabskich, ponieważ osiągnięcie ich narodowych aspiracji wymaga podjęcia poważnego ryzyka przez inne kraje. Bez takiego apetytu na ryzyko, Palestyńczycy są pozostawieni własnemu losowi. Dlatego, polityka Palestyńczyków zawsze polegała na manipulowaniu polityką innych krajów arabskich, lub w sytuacji, gdy się to nie udawało – osłabiania ich. Ta rozbieżność interesów pomiędzy Palestyńczykami, a istniejącymi krajami arabskimi zawsze stanowiła piętę achillesową palestyńskiego nacjonalizmu. Palestyńczycy muszą pokonać Izrael, aby stworzyć państwo, ale aby to osiągnąć, inne arabskie państwa muszą być chętne do wzięcia na siebie ciężaru, jakim jest pokonanie Izraela. Nie leży to w interesie innych krajów arabskich i dlatego Palestyńczycy uparcie działają przeciwko nim, jak znowu widać na przykładzie Egiptu.

Paradoksalnie, podczas gdy największym wrogiem Palestyny jest Izrael, kolejnymi wrogami są kraje arabskie. Aby Palestyna mogła zaistnieć, musi dojść do całkowitej przemiany nie tylko w regionie, ale też w konfiguracji mocarstw światowych oraz w strategicznej sile Izraela. Palestyńczycy nie mogą żyć z dwupaństwowym rozwiązaniem, ani też doprowadzić do unicestwienia Izraela. Nie mają też miejsca do odwrotu. Nie mogą ruszyć przed siebie, ani się cofnąć. Są uwięzieni, jak Palestyńczycy, których przeznaczeniem wydaje się nie mieć Palestyny.

This report is republished with permission of STRATFOR

Tłumaczenie: Kamila Pyrek
Fot. Wikipedia/GNU Licencja Wolnej Dokumentacji

Czytany 7374 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04