czwartek, 18 lipiec 2013 13:08

Aleksandr Kuzniecow: Rola NATO w wydarzeniach arabskiej wiosny 2011-2013

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Nato_statesgeopolityka  Aleksandr Kuzniecow

Wydarzenia, które otrzymały w prasie nazwę „Arabskiej wiosny”, przyczyniły się do masowych ruchów narodowych w krajach Bliskiego Wschodu, obalenia szeregu reżimów dyktatorskich i do masakr podczas wojen domowych w Libii i Syrii. Nie ulega wątpliwości, iż protesty w krajach arabskich miały głębokie przyczyny wewnętrzne, których dogłębna analiza wymagałaby osobnego artykułu.

Jednocześnie trzeba zauważyć, że to interwencja wojskowa zaostrzyła wewnętrzną walkę polityczną w Libii i w Syrii. W jej rezultacie pokojowe protesty w tych krajach przerodziły się w krwawe konflikty wojenne, które wywołały wzrost napięcia nie tylko w określonych krajach, lecz również w całym regionie bliskowschodnim.

Przede wszystkim warto wyjaśnić przyczyny wrogości bloku NATO wobec reżimów Muammara Kaddafiego w Libii i Bashara al-Assada w Syrii, mające geopolityczny i ekonomiczny charakter. Wydaje się, że podstawowymi przyczynami interwencji Zachodu była znaczna gospodarcza i polityczna obecność Libii w Afryce i niezależna polityka finansowa Kaddafiego.

W ciągu ostatnich 20 lat Libia miała wpływ na sytuację w afrykańskich krajach zarówno w aspekcie gospodarczym, jak i politycznym. Przy czym odniosła w tej sprawie wielkie sukcesy. Mówiąc o gospodarczej obecności Libii w Afryce warto przypomnieć ponad wszystko o inwestycjach Trypolisu w gospodarki 30 państw afrykańskich, które wyniosły, zgodnie z najbardziej skromnymi wyliczeniami, około 5 mld USD. W tej sumie zostały uwzględnione wyłącznie programy inwestycyjne, prowadzone przez Libijską Państwową Kompanię Naftową Tamoil, Libijską i Arabską Kompanię Inwestycyjną (LAAICO) i Libijsko-Arabski Bank Zagraniczny (LAFB). Niemniej jednak, znaczne libijskie inwestycje mogły iść i przez zachodnie banki i kompanie [1].

Największymi oficjalnymi projektami gospodarczymi Trypolisu w Afryce były inwestycje w zambijską telekomunikacyjną (kompanię Zamtel (364 mln USD) i w terminal naftowy i ropę w Republice Demokratycznej Konga (300 mln USD). W Republice Środkowej Afryki Libijczycy faktycznie wykupili od rządu pola diamentowe. Libijski gabinet często praktykował również rozdawanie kredytów przyjaznym reżimom. Przykładowo rządowi Zimbabwe udzielono pożyczki w wysokości 500 mln USD na zakup libijskiej ropy naftowej [2].

Libijski przywódca Muammar Kaddafi był w sposób bezpośredni zaangażowany w życie polityczne na kontynencie. Libia opłacała 15% budżetu Unii Afrykańskiej, faktycznie pokrywając tym wydatki wielu biedniejszych państw afrykańskich. M. Kaddafi aktywnie uczestniczył w akcjach mediacyjnych w celu uspokojenia wewnętrznych konfliktów afrykańskich i wojen domowych. To przejawiło się wyraźnie w Sudanie, gdzie Libijczycy zachowali dobre relacje tak z rządem Omara al-Baszira, jak i z powstańcami z Darfuru. Ministrowie M. Kaddafiego wykonali również z powodzeniem misję, której celem było pogodzenie rządu i buntowników w Republice Środkowej Afryki. W Czadzie, w którym Libijczycy w 1987 r. ponieśli klęskę, w latach dziewięćdziesiątych zdołali nadrobić swoją geopolityczną porażkę metodami politycznymi: dopomogli dojść do władzy swojemu stronnikowi Idrissowi Déby'jemu [3]. Dużo zrobili również w sprawie niepokornych Tuaregów w Mali i Nigrze. Ponadto M. Kaddafi przeprowadzał akcje charytatywne – zabezpieczał Tuaregów dostawami towarów spożywczych. W rezultacie miał wśród "Aborygenów Sahary" większy autorytet, aniżeli ich przywódcy. Dlatego, na ważnych szczytach państw afrykańskich, lider rewolucji libijskiej otrzymał tytuł „króla królów” (king of kings).

Ta aktywność spowodowała niezadowolenie ze strony potężnych korporacji francuskich i angielskich. Kontynuowały one aktywną pracę na kontynencie afrykańskim bez względu na zmniejszanie się ich wpływów politycznych. W latach dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych Francja i Wielka Brytania godziły się jeszcze z energiczną działalnością M. Kaddafiego. Jednak w latach 2005–2010 konkurencyjna walka o Afrykę wzmocniła się. Na Czarnym Lądzie dynamicznie rozwija się chińska ekspansja. Afryką ponownie zaczęły interesować się Stany Zjednoczone. Widocznie bossowie dużych korporacji międzynarodowych, mieszczących się w Europie, stwierdzili, że w Afryce ktoś jest zbędny. I tym zbędnym stał się M. Kaddafi.

Do większego zaniepokojenia w Europie i USA doprowadziły finansowe plany libijskiego przywódcy. W oparciu o stabilne, wysokie dochody ze sprzedaży ropy naftowej (50 mld USD rocznie) Libia stała się posiadaczem znaczących środków finansowych. Około 200 mld USD zostało umieszczone na libijskich rachunkach w bankach zachodnich. Kanadyjski profesor Peter Dale Scott uważa, że przyczyną stanowczych zachowań Francji, Wielkiej Brytanii i USA ws. obalenia M. Kaddafiego mogły być plany lidera rewolucji libijskiej, co do przejścia w rozliczeniach za ropę naftową z partnerami zachodnimi, z dolara i euro, na nową jednostkę monetarną – złoty dinar. Nie wydaje się, aby plany te były zbyt mało realne, zwłaszcza w sytuacji, w której M. Kaddafiemu udało się przyciągnąć kraje afrykańskie w celu realizacji tego zamiaru. W takim wypadku rynek finansowy nowej waluty rozpowszechniłby się na cały kontynent.

Na korzyść tej hipotezy świadczy aktywność libijskich instytucji finansowych na kontynencie afrykańskim. Według informacji, którą przytacza P. D. Scott, 130 mld USD libijskich, zamrożonych w amerykańskich bankach, powinny były pójść na realizację trzech afrykańskich projektów: założenia Afrykańskiego Banku Inwestycyjnego w Syrcie (Libia); Afrykańskiej Fundacji Walutowej z siedzibą w Jaunde (Kamerun) z funduszem założycielskim w wysokości 42 mln USD, które już zostały wypłacone Libijczykom, oraz Afrykańskiego Banku Centralnego w Abudży (Nigeria) [4].

Realizacja tego projektu byłaby końcem dla franka CFA – waluty byłych kolonii francuskich, całkowicie zależnej od Francji. Zdając sobie sprawę z tego faktu, można zrozumieć przyczynę szczególnej aktywności Francji ws. organizacji uderzeń bombowych i rakietowych na terytorium Libii. 18 marca 2011 r. Rada Bezpieczeństwa ONZ, z inicjatywy Francji i Wielkiej Brytanii, przyjęła rezolucję 1973, która uwzględniła stworzenie tzw. „strefy zakazu lotów” nad terenami kontrolowanymi przez powstańców. 19 marca lotnictwo Wielkiej Brytanii i Francji, na rzecz realizacji mandatu ONZ rozpoczęło operację „Świt Odysei”. Warto zauważyć, że od samego początku operacji, działania aliantów NATO ujawniły nadużycie w korzystaniu z zaufania społeczności światowej. Celem powołania strefy zakazu lotów było uniemożliwienie działań bojowych lotnictwa państwowego Libii przeciw rebeliantom. W rzeczywistości jednak operacja od początku polegała na bombardowaniu najpierw libijskich obiektów wojennych, a potem centrów zabezpieczenia (stacje elektroenergetyczne, telewizji, porty itd.) 5 kwietnia 2011 r., uderzeniem z powierza, została zniszczona siedziba lidera libijskiego – koszary Bab Al-Azizija.

Czas działał jednak nie na korzyść aliantów NATO. We wrześniu 2011 r. dobiegał końca termin ważności rezolucji ONZ. Wskutek przedłużenia operacji wojennej M. Kaddafi obiektywnie mógł wiele zyskać: po pierwsze, jednoczył wokół siebie ludność Trypolitanii i Fazzanu (o czym świadczyły ciągłe wiece jego zwolenników gromadzących tysiące osób); po drugie, mogłoby doprowadzić do odejścia od powstańców części plemion w Cyrenajce. Aby przyspieszyć klęskę buntowniczego pułkownika, w dniach 22–24 sierpnia 2011 r. rozpoczęto operację „Syrena”, której celem było zdobycie Trypolisu. W tej sytuacji ważną rolę odegrało intensywne bombardowanie libijskiej stolicy, w konsekwencji którego zginęło wielu ludzi a wiele budynków zostało zniszczonych. Ze względu na to, że siły wojskowe Wielkiej Brytanii i Francji nie były przygotowane na tak potężny atak, najważniejszą rolę odegrały pomoc USA, które przekazały swój lotniskowiec George Herbert Walter Bush (CMT-77), zbudowany w 1998 r. Współczesny okręt, z 90 samolotami bojowymi na pokładzie, posiadający 14 radarów obserwacyjnych i 2 baterie rakiet ziemia-powietrze, odegrał najważniejszą rolę w zniszczeniu libijskiej stolicy [5]. Szczególny cynizm tej operacji polegał na tym, że była ona prowadzona w okresie świętego dla muzułmanów miesiąca Ramadan, kiedy mieszkańcy libijskiej stolicy zebrali się wieczorem dla odpoczynku i iftaru (jeden z religijnych elementów obchodzenia ramadanu polegający na wspólnym posiłku połączonym z modlitwą).

Warto zauważyć, że NATO koordynowało swoje działania z Tymczasową Radą Narodową (TRN) w Bengazi, bez względu na obecność w szeregach powstańców radykalnych islamistów z Libijskiej Islamskiej Grupy Bojowej. Nie zważając na to, że od początku jej powstania w 1993 r., eksperci zaznaczali jej terrorystyczny charakter. Po zdobyciu władzy przez Talibów w Afganistanie w 1996 r., Libijska Islamska Grupa Bojowa zbudowała dwa obozy treningowe na odległości 30 km na północ od Kabulu. Jednym z zarządzających był lider tej organizacji Abdelhakim Belhadż. Po 11 września 2001 r. A. Belchadż ustanowił relacje z Ajmanem Al-Zawahirim. Pod koniec 2003 r. został zatrzymany przez agentów CIA w Malezji i, zgodnie z informacją dziennikarza Pepe Escobara, został przetransportowany do tajnego więzienia amerykańskich służb specjalnych około Bangkoku [6]. W 2004 r., w ramach amerykańsko-libijskiego porozumienia ws. walki z terroryzmem, CIA wydało Belhadża Libijskim Służbom Specjalnym. W 2010 r., wspólnie ze swoim kompanem, Cherifem Al-Saadi, został zwolniony z więzienia, w ramach odbywającej się w Libii akcji „walki z terroryzmem poprzez dialog i reintegrację”. W zamian za wyzwolenie terroryści „pożałowali” swojej działalności i napisali przyznanie się do winy na 417 stron [7]. Obecnie A. Belhadż jest gubernatorem wojskowym libijskiej stolicy Trypolisu i zarządza jednym z najbardziej licznych ugrupowań bojowych, mających obecnie władzę w tym kraju.

Trzeba zaznaczyć, że obalenie reżimu M. Kaddafiego w Libii doprowadziło do niebywale niebezpiecznych dla całego regionu Północnej Afryki konsekwencji. Po pierwsze, kampania NATO w 2011 r. stała się przyczyną faktycznego rozpadu państwowości libijskiej. Mimo przeprowadzonych w 2012 r. wyborów do parlamentu, kontrolę nad licznymi regionami Libii przejęli różnego rodzaju ugrupowania bojowe. Na przykład Bengazi jest kontrolowane przez milicje różnych plemion Cyrenajki, a panowanie nad Trypolisem dzielą ugrupowania plemion Misurata i Zintan, a także milicja „Al-Kaidy Islamskiego Maghrebu”. W Bani-Walid dotychczas dominuje milicja plemion Warfalla, które jest lojalne w stosunku do M. Kaddafiego. Brak jedynego, centralnego kierownictwa i ciągłe nieporozumienia pomiędzy różnymi ugrupowaniami bojowymi prowadzą do chaosu i niestabilności, robią niemożliwym normalny rozwój gospodarczy.

Po trzecie, brak centralnej władzy w Libii już przyczynił się do rozpowszechnienia ekstremizmu religijnego oraz terroryzmu w obrębie całego regionu. Ta okoliczność jeszcze bardziej wydaje się być niebezpieczna, ponieważ powoduje rozpowszechnienie broni z magazynów wojska Kaddafiego [8]. Jaskrawym przykładem destabilizacji w północnoafrykańskim regionie są wydarzenia w Mali w latach 2012–2013, w których aktywnie uczestniczyły organizacje następujące: „Al-Kaida Islamskiego Maghrebu” i „Ansar ad-Din”.

Po czwarte, upadek reżimu stwarza bezpośrednie niebezpieczeństwo niekontrolowanej migracji do Europy z regionu afrykańskiego (zwłaszcza z krajów na południe od Sahary). Będą cierpieć przez to szczególnie południowe kraje NATO: Włochy i Hiszpania.

Kraje NATO odegrały ważną rolę również w zaostrzeniu syryjskiego konfliktu politycznego. W Libii sprawcami obalenia M. Kaddafiego były Francja i Wielka Brytania, natomiast inicjatorami konfliktu w Syrii stały się USA i Turcja.

Zasadniczą przyczyną niezadowolenia USA i innych członków NATO z reżimu Bashara Al-Assada były niewątpliwie nie tyle systematyczne naruszenia praw człowieka, lecz niezależna polityka zagraniczna Damaszku. Przejawiała się ona przede wszystkim we wsparciu narodowowyzwoleńczej walki Palestyńczyków pod przewodnictwem Hamasu, we wsparciu dla libijskiego Hezbollahu i w relacjach strategicznego partnerstwa z Iranem, będącym głównym geopolitycznym rywalem USA w bliskowschodnim regionie.

Obawy z powodu strategicznego partnerstwa pomiędzy Iranem i Syrią, a także plan odnośnie ich uprzedzenia znajdują się w artykule George'a Friedmana „Syria, Iran i bilans siły na Bliskim Wschodzie”, który ukazał się na początku 2012 r. Mając na względzie, iż organizację Friedmana STRATFOR często nazywano „nieoficjalnym CIA”, artykuł ten jest nie tylko osądem eksperta. W artykule pisze się o „dużej zmianie bilansu sił w regionie po opuszczeniu amerykańskich wojsk, czego rezultatem stało się przeobrażenie Iranu z kraju marginalnego w potęgę”. W artykule zostały przeanalizowane przyczyny strategicznego partnerstwa pomiędzy Iranem i Syrią: „Irański, islamski reżim dał świeckiemu, syryjskiemu reżimowi immunitet wobec fundamentalizmu szyickiego w Libanie. Ważniejsze jest to, że przyniósł mu wsparcie w jego libańskich awanturach i protekcję od ewentualnych protestów sunnickiej większości w samej Syrii” [9]. W artykule podkreśla się, że sojusz Iranu i Syrii zyskał długoterminową i stabilną perspektywę. W konsekwencji można mniemać, iż w przypadku zachowania al-Assada przy politycznym życiu (artykuł został napisany, kiedy wystąpienia protestu w Syrii były w punkcie kulminacyjnym), Iran uzyska dla siebie najwięcej. G. Friedman pisze: „Jeśli Irak będzie znajdował się pod długoterminowym wpływem Iranu, a reżim al-Assada izolowany od całego świata, ale wsparty przez Iran, wyżyje. Wówczas Teheran będzie mógł poszerzyć zasięg swojego wpływu na region od zachodniego Afganistanu do wybrzeża Morza Śródziemnego (przez Syrię i posiadłości Hesbollahu). Taka perspektywa w rezultacie może umożliwić przemieszczenie irańskiego wojska w zachodnim kierunku i dać dużo możliwości geopolitycznych”. Zdaniem G. Friedmana, w takiej sytuacji strefa wpływów irańskich sięgnie aż do północnych granic Arabii Saudyjskiej i Jordanii i do północnych skrajów Turcji. Możliwość Iranu przemieszczania sił zbrojnych do tego regionu szczególnie podnosi ryzyko dla Arabii Saudyjskiej. W konsekwencji tego, według Friedmana, USA, Arabia Saudyjska, Turcja i Izrael powinny zrobić wszystko, by temu zapobiec [10].

Do podobnych wniosków doszedł jeden z wpływowych, amerykańskich ekspertów do spraw Bliskiego Wschodu, James Rubin. Według niego elita izraelska nie obawia się tego, że kierownictwo Iranu może wykorzystać broń jądrową przeciwko Izraelowi. W Tel Awiwie dobrze znają racjonalność irańskiej doktryny polityki zagranicznej. Największym zagrożeniem dla Izraela jest perspektywa straty przewagi strategicznej. Posiadanie broni jądrowej dotychczas służy czynnikiem powstrzymania przeciwników Izraela – takich jak na przykład Hezbollah – od zdecydowanych działań. W przypadku straty przez Izrael monopolu na posiadanie broni jądrowej w regionie, całkiem możliwa jest sytuacja rozwiązania militarnego przez jego rywali arabskich. Ze względu na to, że zasadniczym przeciwnikiem Izraela jest Hezbollah, a jego strategicznym partnerem jest Syria, to zniszczenie syryjskiej potęgi wojennej i niezależności politycznej wydaje się autorowi artykułu dość ważnym dla geopolitycznego bezpieczeństwa Izraela. Ugrupowanie Hezbollah bez strategicznego wsparcia Syrii, będzie zmuszone bronić się przed swoimi licznymi przeciwnikami w samym Libanie i nie będzie już mogło grozić Izraelowi [11]. Zostaje tylko dodać, iż Syria wraz z Libią i Libanem była jednym z trzech państw niezwiązanych porozumieniem o partnerstwie z NATO.

Turcja natomiast chce poszerzyć zasięg swego wpływu przez dołączenie północnych prowincji Syrii i przyjścia do władzy w Damaszku ruchu Bractwa Muzułmańskiego, które prowadzi podobną politykę do rządzącej w Turcji Partii Sprawiedliwości i Rozwoju [12]. Mimo że w ciągu niemalże dziesięciu lat premier Turcji Recep Tayyip Erdogan reprezentował swój kraj jako sojusznika Syrii i nawet zgodził się zawrzeć z Damaszkiem porozumienie o strefie wolnego handlu, geopolityczne cele państwowe odegrały ważniejszą rolę w tureckiej polityce zagranicznej z jej południowym sąsiadem.

W związku z tym, że opór stronników Bashara al-Assada okazał się dość silny, a syryjskie kierownictwo twardo zdecydowało bronić swojej władzy, niektóre państwa NATO pomyślały o ewentualnej możliwości podziału Syrii na kilka regionów. Syria bodajże najbardziej cierpiała w XX w. przez politykę zachodnich potęg. Umowa Sykes-Picot 1916 r. podzieliła jedyną pod względem historycznym, politycznym i kulturowym przestrzeń na kilka państw: Syrię, Liban, Jordanię, Palestynę, w obrębie której później powstał Izrael. Do konstatacji tego faktu doszło podczas sesji Ligi Państw Arabskich w Algierii (7–10 czerwca 1988 r.) przez syryjskiego ministra spraw zagranicznych Faruka al-Szara, który m. in. zaznaczył: „Historia mówi nam o „Bilad al-Szam” (kraju Szam). Począwszy od epoki Omajjadów ta przestrzeń geograficzna składająca się z Syrii, Jordanii, Palestyny i Libanu jest jednością polityczną, serce której bije w Damaszku. Na tym polega prawda historyczna. Umowa Sykes-Picot, będąca okropnym gwałtem nad historią, podzieliła tę jedność na kilka państw. Porozumienie Sykes-Picot, mające charakter podziału Bliskiego Wschodu na angielską i francuską strefę wpływu, nie może jednak zmienić rzeczywistości. Mieszkańcy tego regionu są jednym narodem. Oczywistym jest, że zainteresowanie Syrii sprawami palestyńskimi różni się od zainteresowań tym problemem przez inne kraje arabskie” [13]. Obecnie nawet zmniejszoną przestrzeń polityczną, która została po „Wielkiej Syrii”, czynniki zewnętrzne chcą skruszyć do bezwładnych minipaństw. Przy czym sprawiedliwą walkę narodu syryjskiego o demokratyzację zewnętrzni aktorzy pragną ograniczyć do konfliktu między sunnitami i szyitami. O tym niewątpliwie świadczy artykuł amerykańskiego analityka wojennego Briana Downing'a, w którym poważnie zakłada się opcję podziału Syrii na dwa państwa sunnickie (z centrami w Damaszku i Aleppo), kraj Druzów i państwo Alawitów zorientowane na Iran i Rosję.

Różnica syryjskiej sytuacji od libijskiej polega na tym, że NATO nie podjęło operacji militarnej i nie wtrąciło się otwarcie w syryjskie sprawy wewnętrzne. Uniknięcie „operacji humanitarnej” stało się możliwym przede wszystkim dzięki staraniom Rosji i Chin, które trzy razy proponowały nałożyć weto na rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ. Przy czym stanowisko Rosji w tej sprawie jest niezmienne cały czas. Polityka Federacji Rosyjskiej skłania się nie do zachowania władcy Bashara al-Assada, lecz do zawieszenia broni i organizacji wolnych demokratycznych wyborów. Nie chce również, aby doszło do interwencji NATO. O tym zaświadczył minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow na konferencji w Genewie w 2012 r. [14].

Mimo że precedens libijskiej interwencji humanitarnej (right to protect) nie był wykorzystany, państwa NATO otwarcie okazują wsparcie ugrupowaniom bojowym przeciwników Bashara al-Assada. Robi się to bez względu na terrorystyczny charakter walki syryjskich buntowników, a także na znaczną ilość ekstremistów z organizacji Dżabhat Al-Nusra w ich szeregach (miejscowa filia Al-Kaidy). Według informacji zastępcy sekretarza generalnego ruchu Hezbollah Ammara Al-Mussawi terroryści z Dżabhat Al-Nusra stanowią 30% syryjskich bojowników, kontrolując przy tym 2/3 broni w rękach opozycji syryjskiej [15].

Według zapowiedzi szeregu francuskich, tureckich i amerykańskich mediów masowego przekazu, kraje NATO, począwszy od listopada-grudnia 2011 r. (czyli od czasu, kiedy syryjski konflikt wewnętrzny zaczął posiadać oznaki wojny domowej) okazują wsparcie opozycji syryjskiej (Wolnej Armii Syryjskiej). Zgodnie z informacjami gazety Asia Times, instruktorzy francuskich służb specjalistycznych i brytyjskiej MI-6 od końca 2011 r. prowadzili treningi bojowników WAS w tureckiej prowincji Hatay i w Trypolisie w północnym Libanie. Ponadto syryjscy partyzanci uczyli się metod walki w warunkach miejskich. Według informacji amerykańskiego dziennikarza Filipa Giraldy [16] lotnictwo NATO pomagało w przekazywaniu broni z Libii dla bojowników WAS, lądując na tureckim lotnisku Iskenderun, począwszy od jesieni 2011 r. Ten sam autor pisał o tym, że wywiad elektroniczny NATO wspomagał bojowników opozycji syryjskiej, donosząc o przemieszczeniu rządowych sił zbrojnych.

Szereg państw NATO obecnie stawia pytanie odnośnie otwartego wsparcia bronią syryjskich powstańców. Na szczycie UE w Brukseli, 14 marca 2013 roku, Wielka Brytania i Francja zaświadczyły o potrzebie wojennej pomocy bojownikom WAS. Przy czym francuski prezydent F. Holland i brytyjski premier D. Cameron znowu mówili o tym, że broń powinna trafić w ręce „dobrych powstańców”, jakby nie zdając sobie sprawy z tego, kto w istocie jest najbardziej zdolnym do walki oddziałem sił syryjskiej opozycji [17]. Dzięki staraniom ich najbardziej rozsądnych kolegów z Niemiec, Austrii i Szwecji udało się zablokować decyzję odnośnie wsparcia wojennego. Zostaje tylko dodać, iż podobnego rodzaju pomoc po pierwsze sprawia eskalację konfliktu w Syrii, a po drugie powoduje wzmocnienie ekstremistycznych i terrorystycznych elementów w samym kraju.

Podsumowując analizę roli NATO w wydarzeniach libijskiej i syryjskiej wojny domowej, można wysnuć następujące wnioski. Po pierwsze, działania NATO w libijskim konflikcie nie odpowiadają celom i zadaniom tej organizacji. Wydarzenia w Libii nie sprawiały zagrożeń żadnemu państwu NATO. Ponadto alianci traktowali rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ według własnego uznania.

Po drugie, podczas podejmowania decyzji NATO ws. ingerencji w libijskie i syryjskie konflikty wewnętrzne, kluczową rolę odegrały nie humanitarne, lecz geopolityczne czynniki. W wypadku Libii była to konkurencja gospodarcza i finansowa w Afryce, a w przypadku z Syrią – niezależna polityka zagraniczna, jej partnerstwo strategiczne z Iranem i wsparcie dla Hezbollahu i Hamasu.

Po trzecie, działania bloku NATO w regionie doprowadzają do politycznego upadku narodowych państw.

Po czwarte, wsparcie terrorystycznych i ekstremistycznych ruchów działających pod przykrywką haseł islamskich, nie służy interesom europejskich członków NATO. Działalność radykalnych ekstremistycznych ruchów w Libii i Syrii podnosi konfliktowy potencjał w regionach Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki, prowadzi do wzmocnienia terroryzmu, do niekontrolowanego rozpowszechnienia broni, a także do wzrostu migracji.

Tekst został pozyskany do publikacji w ramach w ramach programu analitycznego Wojna w Syrii.
Tłum. Aleh Loika
Fot. www.globalresearch.ca

_______________________________________________
1. STRATFOR Special report: Libyan involvement in Africa. N.Y., 2011
2. STRATFOR Special report: Libyan involvement in Africa. N.Y., 2011
3. Куделев В.В. О ливийско-суданских отношениях.  http://www.iimes.ru/stat_html
4. Peter Dale Scott. La Guerra in Libia, potere degli Stati Uniti e il decline del sistema degli petrodollari. www. eurasia-rivista.org. 13.05.2011
5. René Naba. Libye: le drapeau vert ne flottera plus sur Tripoli.// www.rene-naba.com 01.09.2011
6. Scott Stewart. Jihadist opportunities in Libya. STRATFOR. Security weekly. 24.02.2011 Р.4
7. Scott Stewart. Jihadist opportunities in Libya. STRATFOR. Security weekly. 24.02.2011 Р.6
8. Быстров А.А. Ливия: усиление межплеменных столкновений.// www.iimes.ru/frame_stat/html
9. George Friedman. Syria, Iran and the Balance of Power in the Middle East.//STRATFOR review 22.11.2011 George Friedman. Syria, Iran and the Balance of Power in the Middle East.//STRATFOR review 22.11.2011
10. Ibid.
11. James P. Rubin. The real reason to intervene in Syria.// http://www.foreignpolicy.com/articles/2012/06/04/the_real_reason_to_intervene_in_syria?page=0,1
12. Ibrahim al-Amin. Partitioning Syria at the Doha summit.// http://english.al-akhbar.com/content/partitioning-syria-doha-summit
13. Naba R. Monstres sacrés ou sacrés monstres?
Entre le Saladin babylonien et le Bismarck syrien, une détestation inexpiable. http://www.renenaba.com/le-parti-baas/
14. Downing B. Syriana redux: The Middle East fragments.// http://www.atimes.com/atimes/Middle_East/NB29Ak03.html
15. Информация из личного разговора с представителями движения «Хезболла» 17.12.2012 года
16. Philipp Giraldi. NATO against Syria: NATO’s airplanes in Iskenderun.//American Conservative. 19.12.2011
17. Pepe Escobar. The shadow war in Syria.// http://www.atimes.com/atimes/Middle_East/ML02Ak01.html

Czytany 5755 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04