niedziela, 20 marzec 2011 11:26

Aleksander Dugin: Przemiana globalna i jej wrogowie

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

crystal_globe  Aleksander Dugin

Obecnie na świecie nie ma żadnego definitywnie ustalonego porządku światowego. Mamy do czynienia z Przemianą porządku światowego, który znaliśmy w XX wieku w pewien nowy paradygmat, którego cechy nadal nie zostały określone. Czy przyszłość rzeczywiście będzie globalna? geopolityka

Zakwestionowany porządek światowy

Nowy Porządek Światowy, jako koncepcja, cieszył się popularnością w pewnym konkretnym momencie dziejowym – u kresu zimnej wojny (późne lata osiemdziesiąte, era Gorbaczowa). Perspektywę współpracy między Związkiem Radzieckim i Stanami Zjednoczonymi uważano wtedy za nieodległą w czasie i bardzo prawdopodobną.

Podstawą Nowego Światowego Porządku byłoby przypuszczalnie wprowadzenie w życie teorii konwergencji, przewidującej syntezę dwóch formacji politycznych – radzieckiej socjalistycznej i zachodniej kapitalistycznej – a także bliską współpracę Związku Radzieckiego i USA przy rozwiązywaniu problemów regionalnych – przykładem może być tu pierwsza wojna w Zatoce Perskiej z początku 1991 roku. Jako że niedługo potem ZSRR rozpadł się, projekt został w sposób naturalny odsunięty na bok i zapomniany.

Po roku 1991, odmienny Porządek Światowy uważano za coś, co powstaje na naszych oczach – Świat Jednobiegunowy z nieskrywaną hegemonią globalną USA. Zjawisko to zostało bardzo dobrze opisane w utopii politycznej Fukuyamy „Koniec Histori”. Ów porządek światowy, który ignorował wszelkie bieguny siły za wyłączeniem USA i ich sojuszników (przede wszystkim Europy i Japonii), pomyślany został jako nadanie wymiaru uniwersalnego gospodarce wolnorynkowej, demokracji politycznej i ideologii praw człowieka rozumianym jako globalny wzorzec, akceptowany przez wszystkie państwa świata.

Sceptycy sądzili, że projekt ten jest iluzją, a różnice między państwami i zamieszkującymi je ludźmi pojawią się ponownie, przybierając odmienne formy (przykładem może być tu słynna koncepcja zderzenia cywilizacji Samuela Huntingtona, albo też konflikty etniczne i religijne). Niektórzy eksperci uznawali jednobiegunowość nie za porządek światowy w pełnym tego pojęcia znaczeniu, lecz za jednobiegunowy moment w dziejach (J. Mearsheimer). W każdym przypadku tym, co kwestionowano we wszystkich omawianych projektach, było państwo narodowe. System westfalski nie odpowiadał już aktualnemu globalnemu rozkładowi sił. Nowi aktorzy o skali transnarodowej i subnarodowej potwierdzali swe rosnące znaczenie. Stawało się oczywiste, że świat potrzebuje nowego paradygmatu stosunków międzynarodowych.

Widzimy zatem, że rzeczywisty model świata współczesnego nie może zostać uznany za w pełni urzeczywistniony Nowy Porządek Światowy. Obecnie na świecie nie ma żadnego definitywnie ustalonego porządku światowego. Mamy do czynienia z Przemianą porządku światowego, który znaliśmy w XX wieku w pewien nowy paradygmat, którego cechy nadal nie zostały określone. Czy przyszłość rzeczywiście będzie globalna? Czy może zwyciężą tendencje regionalistyczne? Czy powstanie jedyny porządek? Czy może wytworzą się różnorodne porządki lokalne? A może będziemy musieli zmierzyć się z chaosem światowym? To cały czas nie jest jasne, Przemiana cały czas się jeszcze nie dokonała. Przyszło nam żyć w jej środku.

Jeśli, co jest raczej wątpliwe, elita globalna (przede wszystkim amerykańska) ma jasną wizję pożądanej przyszłości, to nawet wówczas okoliczności mogą uniemożliwić wprowadzenie jej w życie. Biorąc pod uwagę, że wśród elity światowej nie ma zgody co do wspólnego projektu, zagadnienie to staje się jeszcze bardziej skomplikowane.

Tym samym pewny jest jedynie fakt Przemiany, w wyniku której powstaje pewien nowy paradygmat. Sam charakter paradygmatu cały czas pozostaje niejasny.

Porządek światowy z punktu widzenia USA

Pozycja USA w toku tej Przemiany jest w pełni zabezpieczona, ale przyszłość USA stoi pod znakiem zapytania. Stany Zjednoczone przechodzą obecnie test globalnej władzy imperialnej i muszą stawić czoła licznym wyzwaniom – niektóre z nich mają charakter nowy i bezprecedensowy. Amerykanie mogą wybrać jedną z trzech ścieżek postępowania:

1) Powstanie Amerykańskiego Imperium sensu stricto, składającego się ze skonsolidowanego obszaru rozwiniętego technologicznie i społecznie (Rdzenia Imperialnego) oraz terytoriów zewnętrznych, podzielonych, sfragmentaryzowanych i pozostających w stanie permanentnego niepokoju (bliskiego chaosowi). Wydaje się, że jest to model pożądany przez neokonserwatystów.

2) Wytworzenie się multilateralnej jednobiegunowości, w ramach której Stany Zjednoczone współpracują z zaprzyjaźnionymi potęgami (jak Kanada, Europa, Australia, Japonia, Izrael – być może także inne państwa) przy rozwiązywaniu problemów lokalnych i w wywieraniu nacisku na “państwa zbójeckie” (Iran, Wenezuela, Białoruś, Korea Północna) lub na państwa wahające się, dążące do zabezpieczenia swojej niezależności w skali regionalnej (Chiny, Rosja itd.). Wydaje się, że Obama i demokraci skłonni są wcielać w życie właśnie ten scenariusz.

3) Promowanie przyspieszonej globalizacji, zakładającej stworzenie Rządu Światowego i pospiesznej desuwerenizacji państw narodowych na rzecz Stanów Zjednoczonych Świata, władanego zgodnie z prawem przez globalną elitę (jest to projekt Council for Foreign Relations reprezentowany przez strategię George’a Sorosa i jego fundacji; kolorowe rewolucje są tu uznawane za najbardziej efektywną broń służącą destabilizacji, a w końcu i zniszczeniu państw narodowych).

Wydaje się, że Stany Zjednoczone usiłują iść jednocześnie wszystkimi trzema powyższymi drogami i realizować wszystkie trzy strategie jednocześnie. Trzy kierunki strategii amerykańskiej tworzą światowy kontekst dla stosunków międzynarodowych, przy czym Stany Zjednoczone pozostają kluczowym aktorem w skali globalnej. Poza oczywistymi różnicami, trzy powyższe wizje przyszłości mają pewne punkty wspólne. W każdym przypadku Stany Zjednoczone zainteresowane są utrzymywaniem swojej dominacji strategicznej, ekonomicznej i politycznej; wzmacnianiem kontroli nad innymi aktorami globalnymi i w osłabianiu ich; stopniowej lub jak najszybszej desuweenizacji obecnie obecnie mniej lub bardziej niepodległych państw; promocją “uniwersalnych” wartości świata zachodniego (takich jak demokracja liberalna, parlamentaryzm, wolny rynek, praw człowieka itd.).

Tym samym w świecie współczesnym istnieje silne i trwałe pole geopolityczne, którego rdzeniem są Stany Zjednoczone. Promienie ich wpływu (strategicznego, ekonomicznego, politycznego, technologicznego, informacyjnego itd.) przenikają cały świat w stopniu uzależnionym od woli ich zaakceptowania różnych państw, czy też grup etnicznych i religijnych. Jest to rodzaj “globalnej sieci imperialnej” działającej w skali planetarnej.

Amerykanocentryczne światowe pole geopolityczne może zostać opisane na różnych poziomach:

Historycznie: USA uważają się za zwieńczenie i ukoronowanie cywilizacji Zachodu. Pogląd ten został przedstawiony już dawno w amerykańskim Manifest Destiny. Teraz mówi się o tym w kategoriach praw człowieka, promocji demokracji, technologii, instytucji wolnorynkowych itd. Zasadniczo jednak mamy do czynienia z nowym wydaniem zachodniego uniwersalizmu, który przybierał różne wcielenia: Imperium Rzymskiego, średniowiecznego chrześcijaństwa, nowoczesności (z oświeceniem i kolonizacją), aż do dzisiejszego postmodernizmu i ultraindywidualizmu. Historia postrzegana jest jako uniwokalny (monotoniczny) proces postępu technologicznego i społecznego, proces coraz pełniejszego wyzwalania się jednostek z wszelkiego rodzaju tożsamości zbiorowych. Tradycja i konserwatyzm uważane są za przeszkody dla wolności, które należy odrzucić. Stany Zjednoczone są awangardą owego postępu historycznego – mają prawo i obowiązek (misję!) nieustannie gnać historię do przodu. Historyczne istnienie USA ma być zbieżne z nurtem rozwojowym historii ludzkości. Tym samym „amerykańskie” ma oznaczać tyle co „uniwersalne”. Inne kultury albo czeka przyszłość amerykańska, albo też żadna.

W aspekcie politycznym: istnieją pewne bardzo ważne trendy w polityce światowej, które określają Przemianę. Obserwowaliśmy przejście od liberalizmu stającego się globalną i jedyną możliwą opcją (jako szczyt myśli politycznej nowoczesności, po zwycięstwie nad alternatywnymi doktrynami politycznymi – faszyzmem i socjalizmem) do postmodernizmu i postindywidualnej koncepcji polityki (opisywanych ogólnym terminem „posthumanizmu”. Po raz kolejny USA odgrywa tu kluczową rolę. Modelem politycznym promowanym przez USA na całym świecie jest demokracja liberalna. W ten sposób Stany Zjednoczone wspierają globalizację liberalizmu, jednocześnie przygotowując się do przejścia do kolejnego stadium – postmodernizmu politycznego (opisywanego w słynnej pracy Antonio Negri i Michaela Hardta Imperium).

Istnieje pewien dystans dzielący liberalny ultraindywidualizm i urzeczywistniony posthumanizm postmodernistyczny (promujący cyborgizację, modyfikacje genetyczne, klonowanie i chimery), ale na światowych peryferiach mamy do czynienia ze wspólną tendencją – przyspieszające unicestwienie wszelkich całościowych bytów społecznych, fragmentacja i atomizacja społeczeństwa za pomocą technologii (interenet, telefonia komórkowa i tak dalej), gdzie najistotniejszym aktorem może być wyłącznie jednostka wyrwana z kontekstu naturalnego i społecznego. Zaskakująco szczery artykuł amerykańskiego eksperta w zakresie spraw wojskowych i polityki Stephena R. Manna stanowi szczególne świadectwo podwójnego zastosowania promocji demokracji. [1] Autor tekstu przyznaje, że demokracja może działać niczym samogenerujący się wirus, który wzmacnia społeczeństwa tradycyjnie skłonne ku demokracji, ale także niszczy i pogrąża w chaosie społeczeństwa tradycyjne, które nie są przygotowane na jego przyjęcie. Tym samym demokracja postrzegana jest jako skuteczna broń, wykorzystywana do wprowadzania chaosu. Rdzeń imperium globalnego, rozpowszecniający i instalujący wszędzie kody demokratyczne, z łatwością może sprawować władzę nad kulturami światowymi, które są podzielone, rozproszone i skonfliktowane wzajemnie. Mogliśmy zaobserwować to podczas niedawnych wydarzeń w krajach arabskich. Gdy dokona się już fragmentacja społeczeństw, które zostaną rozbite na atomy-jednostki, wówczas rozpocznie się druga faza: podział samych jednostek na części. Rzeczywistość post-ludzka umożliwi tworzenie nowych kombinacji elementów (na przykład genetycznych). Zjawisko to można nazwać postpolityką, rozumianą jako apogeum futuryzmu politycznego.

W wymiarze ideologicznym: W przypadku USA można mówić o skłonności coraz ściślejszego wiązania ideologii i polityki w strefie peryferii światowych. Wcześniej Stany Zjednoczone w swoich działaniach kierowały się czystym realizmem: jeśli reżimy były proamerykańskie, tolerowano je bez względu na to, jakiej ideologii hołdowały. Można przytoczyć tu choćby przykład Arabii Saudyjskiej. Tym samym pewne przejawy podwójnej moralności uznawano za akceptowalne z ideologicznego punktu widzenia. Wydaje się, że ostatnimi czasy Amerykanie postanowili pogłębić demokrację. Udzielili wsparcia rewoltom ludowym w Egipcie i Tunezji – liderzy tych państw byli lojalnymi przyjaciółmi USA i zarazem skorumpowanymi dyktatorami. Podwójne standardy ideologii znikają, podczas gdy postępuje proces pogłębiana demokracji. Ów proces osiągnie swój punkt kulminacyjny podczas prawdopodobnych zamieszek w Arabii Saudyjskiej. To właśnie wtedy trend promowania demokracji w oparciu o ideologię, także w warunkach kłopotliwych politycznie, zostanie poddany prawdziwemu testowi.

W aspekcie ekonomicznym: Gospodarka USA musi zmierzyć się z szeregiem wyzwań, do których należą chiński wzrost gospodarczy, sfera energetyczna i krytyczna dysproporcja między sektorem finansowym a sferą realnej wytwórczości. Nadmierny rozrost amerykańskich instytucji finansowych i delokalizacja przemysłu sprawiły, że pojawiła się nieciągłość między sferą pieniężną a sferą klasycznej kapitalistycznej równowagi między podażą i popytem. Stało się to główną przyczyną kryzysu finansowego w 2008 roku. Celem polityki gospodarczej Chin jest zapewnienie temu państwu niezależności w obliczu globalnej strategii USA – czynnik ten może kiedyś leitmotiwem światowej konkurencji ekonomicznej. Fakt, że Rosja, Iran, Wenezuela i niektóre inne państwa (względnie) niezależne od USA sprawują kontrolę nad ogromnymi ilościami surowców naturalnych ogranicza stopień wpływu gospodarczego Stanów Zjednoczonych. Potencjały gospodarcze Unii Europejskiej i Japonii to dwa bieguny konkurencji w gronie partnerów strategicznych i sojuszników militarnych USA. Stany Zjednoczone usiłują rozwiązać wszystkie powyższe problemy nie tylko przy użyciu instrumentów czysto gospodarczych, ale również politycznych, a czasami także militarnych. W tych właśnie kategoriach możemy rozpatrywać wtargnięcie do Iraku i Afganistanu, jak również możliwą interwencję w Libii, Iranie i Syrii. Wspierając pośrednio opozycję w Rosji, Iranie i Chinach oraz dążąc do tego, by Europa miała problemy z Turcją i radykalnym islamizmem, Stany Zjednoczone usiłują osiągnąć ten sam cel. Są to jednak tylko rozwiązania techniczne. Głównym wyzwaniem jest organizacja postmodernistycznej gospodarki, opartej na modelu finansowocentrycznym, generującej wzrost umożliwiający przezwyciężenie rosnącej w dramatycznym tempie przepaści między sektorem rzeczywistej gospodarki i instrumentami finansowymi, których logika funkcjonowania staje się coraz bardziej autonomiczna.

Stwierdziliśmy tym samym, że Stany Zjednoczone są głównym, asymetrycznym aktorem dokonującej się na naszych oczach Przemiany modelu stosunków międzynarodowych. Aktor ten jest rzeczywistym hipermocarstwem (H. Vidrine). Wokół Amerykańskiego Rdzenia powstało najsilniejsze pole geopolityczne, zawierające w sobie wszystkie opisane wyżej poziomy i będące w swej istocie zespołem wielopoziomowych sieci. Można w tym miejscu zadać pytanie, czy ten aktor jest świadomy tego, co robi, i czy wie co uzyska w rezultacie swoich działań. Jakiego typu ład międzynarodowy powstanie? Wydaje się, że zdania co do najistotniejszej kwestii są podzielone: na przykład neokonserwatyści, którzy głoszą nastanie Nowego Amerykańskiego Stulecia są optymistami co do przyszłości Imperium Amerykańskiego. W ich przypadku wydaje się oczywiste, że mamy do czynienia z jasną (co nie znaczy, że koniecznie realistyczną) wizją przyszłości – przyszłość należeć ma do Ameryki, konkretnie do Ameryki Północnej. Ład światowy ma przybrać postać Amerykańskiego Porządku Imperialnego, opartego na geopolityce jednobiegunowej. Z teoretycznego punktu widzenia światopogląd ten ma jedną zaletę – jest przynjmniej jasny i uczciwy.

Multilateraliści są bardziej ostrożni – nalegają, by potęgi regionalne wzięły na swoje barki część niesionego przez USA brzemienia władzy planetarnej. Oczywiście, jedynie społeczeństwa o zbliżonym do USA modelu mogą być tu partnerami, zatem sukces promocji demokracji staje się najistotniejszą kwestią. Multilateraliści występują nie tyko w imieniu Stanów Zjednoczonych, ale także w imieniu Zachodu, uznawanego za pewną jakość uniwersalną. Obraz przyszłego porządku światowego jest bardziej mglisty. Los demokracji światowej jest niejasny. Multilateraliści nie mówią otwarcie o Imperium Amerykańskim.

Jeszcze bardziej rozmyty obraz przedstawiają apologeci przyspieszonej globalizacji. Amerykanie mogliby skutecznie znieść istniejące państwa narodowe, ale w niektórych przypadkach jedynie otworzyłoby to drogę pewnym strukturom bardziej archaicznym – siłom lokalnych, religijnych i etnicznych. Perspektywa społeczeństwa otwartego obejmującego całą planetę jest tak fantastyczna, że znacznie łatwiej wyobrazić sobie pełny chaos i wojnę wszystkich ze wszystkimi.

Tym samym obraz przyszłego ładu światowego różni się w zależności od konkretnej grupy ideologów i decydentów. Strategia bardziej konsekwentna jest zarazem w większym stopniu etnocentryczna, otwarcie imperialistyczna i hegemonistyczna. Jest to jednobiegunowy ład światowy. Dwie pozostałe wizje są znacznie bardziej mgliste i niejednoznaczne. Do pewnego stopnia mogą otworzyć drogę do światowego nieładu. Postulowany przez nie porządek można sumarycznie określić mianem „niepolarnego”. (R. Haass).

W każdym wypadku omawiana przez nas Przemiana jest amerykanocenrycznym ze swej natury globalnym polem geopolitycznym, którego struktura zaprojektowana jest w sposób umożliwiający moderowanie, nadawanie kierunku, kierowanie, a czasami bezpośrednie kontrolowanie procesów globalnych przez jedyne supermocarstwo, działające samodzielnie lub przy udziale proamerykańskich sojuszników z Zachodu (lub przynajmniej identyfikujących się z Zachodem.

Porządek światowy z nieamerykańskiego punktu widzenia

Opisana powyżej perspektywa świata amerykanocentrycznego opisana powyżej jest najistotniejszym i centralnym, jednak nie jedynym scenariuszem rozwoju porządku międzynarodowego. Istnieją także alternatywne wizje architektury ładu światowego, które również należy brać pod uwagę. Drugo- i trzecioplanowi aktorzy geopolityczni nieuchronnie przegraliby w przypadku sukcesu strategii amerykańskiej: państwa, ludy, kultury, które straciłyby wszystko i nie zyskały nic w przypadku wprowadzenia w życie zamiarów USA. Aktorzy ci są liczni i różnorodni. Możemy podzielić ich na kilka kategorii:

Pierwsza kategoria składa się z lepiej lub gorzej funkcjonujących państw narodowych, które nie chciałyby scedować swej suwerenności na rzecz supranarodowej władzy zewnętrznej, czy to w formie otwartej hegemonii amerykańskiej, czy Rządu Światowego ufundowanego na wartościach Zachodu, czy też chaotycznego rozproszenia i rozpadu. Takich państw jest wiele – od Chin, Rosji, Iranu i Indii poczynając, na wielu państwach latynoamerykańskich i islamskich kończąc. Przemiana całkowicie im nie odpowiada, ponieważ (słusznie) przewidują, że musiałaby ona wiązać się z nieuchronną utratą suwerenności. Są tym samym skłonne przeciwstawiać się głównym trendom obejmującego całą planetę pola geopolitycznego, albo też dostosować się do niego w takie sposób, by mogli uniknąć logicznych konsekwencji strategii amerykańskiej (niezależnie od tego, czy w wydaniu imperialistycznym, czy globalistycznym). Wola zachowania suwerenności jest wyrazem naturalnych sprzeczności i jednym z fundamentów oporu przed trendami proamerykańskimi (lub globalistycznymi). Państwa te nie posiadają alternatywnej wizji przyszłego porządku światowego. Ich celem jest zachowanie status quo i państw narodowych w obecnym stadium. W tym celu, w razie konieczności, mogą oni zmodernizować swe państwa czy też przystosować je do nowych warunków. Wśród członków owego swoistego „klubu państwowości narodowej” wymienić można cztery grupy aktorów:

1) ci, którzy próbują dostosować swe społeczeństwa do standardów zachodnich i utrzymują przyjacielskie stosunki z Zachodem i USA, ale chcą przy tym uniknąć bezpośredniej desuwerenizacji (Indie, Turcja, Brazylia, do pewnego sposób także Rosja i Kazachstan).

2)  Ci, którzy są gotowi na współpracę z USA, ale pod warunkiem nieingerencji w ich sprawy wewnętrzne (Arabia Saudyjska, Pakistan itd.)

3)  Ci, którzy, współpracują z USA, chroniąc przy tym autonomię swojego społeczeństwa. Ochrona ta odbywa się poprzez filtrowanie kulturowych wpływów Zachodu i odrzucanie tych jego elementów, które uznaje się za niekompatybilne z kulturą miejscową. Jednocześnie usiłują wykorzystać dywidendy z tej współpracy dla wzmocnienia niepodległości państwa (Chiny).

4) Ci, którzy przeciwstawiają się hegemonii USA, otwarcie odrzucając wartości Zachodu i hegemonię amerykańską (Iran, Wenezuela, Korea Północna).

Wszystkim powyższym grupom brak globalnej strategii alternatywnej, którą można byłoby porównać z amerykańską wizją przyszłości (choć ta ostatnia też nie jest do końca jasna i pozostaje przedmiotem sporów). Każdy działa sam i wyłącznie w swoim bezpośrednim interesie. Różnica polega tylko na stopniu radykalizmu odrzucenia amerykanizacji. Postawę tę można określić mianem reaktywnej. Ta strategia opozycji reaktywnej, przybierająca formy od sprzeciwu aż do przystosowania, czasem jest skuteczna, a czasem nie. W jej wyniku nie powstaje żadna wizja przyszłości. Przyszłość porządku światowego postrzega się jako wieczną konserwację status quo – modernizmu, państw narodowych, systemu westfalskiego, aktualnej struktury Organizacji Narodów Zjednoczonych itd.

Druga kategoria aktorów odrzucających Przemianę zawiera w sobie grupy subnarodowe, ruchy i organizacje przeciwstawiające się amerykanizmowi i strukturze światowego pola geopolitycznego z przyczyn ideologicznych religijnych i kulturowych. Grupy te są dość różnorodne i przybierają różne postacie w zależności od państwa, w którym działają. Zazwyczaj opierają się na wierze religijnej, zupełnie nieporównywalnej ze świecką doktryną amerykanizacji, westernizacji i globalizacji. Mogą jednak kierować się doktrynami etnicznymi czy ideologicznymi (jak choćby ideologia socjalistyczna i komunistyczna). Inne realizują dążenia regionalistyczne. Paradoksalne jest to, że w zglobalizowanej rzeczywistości, której celem jest uniformizacja i zniesienie autonomii lokalnej czy tożsamości kolektywnych w imię tożsamości czysto indywidualnej, tego rodzaju aktorzy subnarodowi z łatwością przeistaczają się w transnarodowych, albowiem wyznawcy tych samych religii i zwolennicy ideologii działają w różnych państwach narodowych. W tych kręgach można odnaleźć pewne lternatywne wizje przyszłego ładu światowego, które można przeciwstawić Przemianie i jej strukturom.

Możemy pokusić się o pobieżny przegląd niektórych co bardziej popularnych grup subnarodowych i transnarodowych oraz ich wizji przyszłego porządku światowego:

1) Najsłynniejszą jest bez wątpienia islamistyczna wizja świata, reprezentująca utopię islamskiego państwa obejmującego całą Ziemię (Kalifat Światowy). Projekt ten w takim samym stopniu przeciwstawia się nowej strategii amerykańskiej, jak i status quo współczesnych państw narodowych. Bin Laden jest symbolem tego trendu ideologicznego, natomiast atak na dwie wieże Światowego Centrum Handlu w Nowym Jorku z 11 września 2001 potwierdza znaczenie i istotny charakter tej sieci.

2) Inny projekt można określić mianem neosocjalistycznego – jego wcieleniem jest lewica południowoamerykańska i osoba Hugo Chaveza. Jest to nowe wydanie marksistowskiej krytyki kapitalizmu, w niektórych przypadkach wzmocnione o pewne emocje nacjonalistyczne (Boliwia, Zapatyści). Do tej samej kategorii można zaliczyć niektóre państwa arabskie (jak Libia Kaddafiego). Kolejny model ładu światowego jawi się tu jako światowa rewolucja socjalistyczna, poprzedzona antyalmerykańską kampanią wyzwolicielską w każdym kraju. Przedstawiciele tej grupy postrzegają Przemianę jako wcielenie klasycznego imperializmu, postrzeganego przez Lenina.

3) Trzecim przykładem tego rodzaju jest projekt eurazjatycki (zwany także “wielobiegunowym” i “projektem wielkich przestrzeni”). Jest to alternatywny model ładu światowego, oparty na różnorodności cywilizacji i wielkich przestrzeni. Zakłada stworzenie różnych transnarodowych politycznych, strategicznych i ekonomicznych bytów, połączonych wspólną cywilizacją i głównymi wartościami (w niektórych przypadkach religijnymi, w innych – świeckimi i kulturowymi). Bloki te miałyby składać się ze zintegrowanych państw – stałyby się biegunami świata multipolarnego. Biegunami tymi mogą się stać Unia Eurazjatycka (projekt prezydenta Kazachstanu Nurusułtana Nazarbajewa), Unia Islamska, Unia Południowoamerykańska, Unia Indyjska, Unia Panpacyficzna itd. Północnoamerykańska wielka przestrzeń może być postrzegana jako jeden z mniej lub bardziej równych biegunów nowego porządku, nic więcej.

Moglibyśmy wymienić różne inne teorie, przybierają one jednak mniejszą skalę.

Można obecnie dostrzec poważną lukę między państwami narodowymi i ruchami ideologicznymi opisanymi powyżej, działających na różnych poziomach. Państwom narodowym brakuje wizji, podczas gdy ruchy nie dysponują infrastrukturą niezbędną dla wprowadzenia swych idei w życie. Jeśli wyobrazimy sobie, że w pewnych warunkach luka ta mogłaby zostać zniwelowana, wówczas – biorąc pod uwagę demograficzne, ekonomiczne i strategiczne znaczenie świata niezachodniego – wizje alternatywne wobec Przemiany i tendencji okcydentalistycznych oraz amerykanocentrycznych staną się realistyczne i będą mogły być postrzegane jako poważny i umotywowany teoretycznie plan budowy konkretnego przyszłego porządku światowego.

Przeł. dr Przemysław Sieradzan

________________________________
[1] Stephen R. Mann Chaos Theory and Strategc Thought, Parameters 2U3, Jesień, 1992.

Czytany 13207 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04