niedziela, 18 grudzień 2011 09:56

Mateusz Piskorski: Scenariusz 'rewolucji naftowej' w Kazachstanie

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

camp_firegeopolityka  dr Mateusz Piskorski

Na tle sąsiednich krajów Azji Centralnej Kazachstan rządzony autorytarnie przez prezydenta Nursułtana Nazarbajewa wydawał się przez lata oazą spokoju. Znaczne dochody z wydobycia i sprzedaży surowców naturalnych oraz brak poważniejszych konfliktów narodowościowych i konfesyjnych – poza sporadyczną aktywnością islamistów z Hizb ut Tahrir – sprawiały, że raczej trudno było podejrzewać, iż jakakolwiek forma społecznych protestów i niepokojów zagrozić może stabilności politycznej i socjalnej.

Zaskoczeniem dla większości obserwatorów są zatem wydarzenia z 16 grudnia br. w Żangaozenie, mieście będącym ośrodkiem przemysłu naftowego, położonym w zachodniej części kraju. Wydarzenia te sprawiają, że niektórzy komentatorzy uznają, iż Kazachstan może zostać ogarnięty znaczącą falą protestów mających konsekwencje wewnętrzne, a następnie również międzynarodowe i odbijające piętno na sytuacji geopolitycznej regionu.

Przebieg wydarzeń

Pierwsze konflikty lokalnych związków zawodowych z pracodawcami w Żangaozenie miały miejsce jeszcze wiosną i latem 2011 roku. Doszło wówczas do strajków w kontrolowanych przez państwowy koncern KazMunajGaz oraz inwestorów chińskich firmach wydobywczych i rafineriach. Najbardziej konfrontacyjny charakter ów konflikt przybrał w firmie Karażanbasmunaj i Uzenmunajgaz, które w związku ze spadkiem produkcji nie były w stanie wywiązać się z zawartych uprzednio kontraktów. Doprowadziło to do represji wobec domagających się podwyższenia płac i poprawy warunków pracy związkowców oraz osób, które udzielały im wsparcia, w tym prawników. Kilkanaście osób zostało zwolnionych z pracy, a wobec niektórych miejscowa prokuratura wszczęła postępowania. Wśród skazanych znalazła się m.in. reprezentująca strajkujących robotników prawniczka Natalia Sokołowa, której uwolnienie z aresztu stało się wkrótce jednym z podstawowych postulatów protestujących. Co ciekawe, Sokołowa w swojej karierze zawodowej współpracowała m.in. z USAID, co – zdaniem niektórych – wskazywać może na jej powiązania także w ostatnim okresie. W konfliktowej sytuacji do strajkujących zaczęli przyjeżdżać przedstawiciele struktur pozarządowych, a wkrótce z wyrazami poparcia zwrócili się do nich przedstawiciele opozycji politycznej. Jednocześnie spór nabrał wymiaru etnicznego i międzynarodowego; w lipcu pod konsulatem generalnym Chińskiej Republiki Ludowej doszło do pikiety, której uczestnicy skandowali m.in. hasła takie, jak „Nafciarze nie są niewolnikami Chin!”, „Chińczycy won! Jesteśmy Kazachami”. Pojawiły się ponadto pierwsze postulaty o charakterze politycznym, wykraczającym poza dotychczasowe żądania płacowe. Te ostatnie zresztą nie posiadały realnego znaczenia od początku konfliktu, bowiem średnia zapłata pracowników sektora naftowego w zachodnim Kazachstanie wynosi w przeliczeniu ponad 1100 euro, co stanowi wartość większą od analogicznych płac np. w Federacji Rosyjskiej.

Apogeum protestów zaplanowano na 16 grudnia w związku z obchodzonym w tym dniu w Kazachstanie świętem niepodległości. Władze lokalne zaplanowały na ten dzień uroczystości na jednym z centralnych miejskich placów. Zostały one zakłócone przez grupę protestujących o nieznanej liczebności. W pewnym momencie w zebrany tłum wjechał rozpędzony terenowy samochód policyjny, który następnie przewrócono i podpalono. Część mediów uznawała, że było to działanie noszące znamiona prowokacji, mające doprowadzić do wybuchu masowych zamieszek. Inni świadkowie podkreślali, że na placu pojawił się dobrze zorganizowany oddział prowokatorów, mający od początku za zadanie rozbicie uroczystości i zainicjowanie rozruchów. Na nagraniach dostępnych w Internecie (zob. http://www.ktk.kz/ru/news/video/2011/12/17/15226) wyraźnie widać grupę ubranych jednolicie mężczyzn atakujących i zmuszających do ucieczki policję i demolujących plac. Doszło do zamieszek, w wyniku których podpalono szereg budynków w mieście (w tym siedzibę Uzenmunajgaz, budynek akimata [merostwa], hotel), a inne zostały opanowane przez demonstrantów. Władze zdecydowały się na wprowadzenia do Żangaozena jednostek wojskowych ministerstwa spraw wewnętrznych i użycie broni wobec najbardziej agresywnych uczestników zajść. Długość i intensywność starć świadczyć może o udziale w nich profesjonalnej i wyszkolonej grupy bojowników, być może przybyłych z sąsiedniego Uzbekistanu. Część mediów ogłosiła, iż w ten sposób rozpoczęło się w zachodnim Kazachstanie „powstanie nafciarzy” (zob. np. portal trud.ru).

Warto w tym miejscu przytoczyć oświadczenie Prokuratury Generalnej Kazachstanu wydane w związku z wydarzeniami: „Grupa chuliganów dokonała pobić zebranej ludności cywilnej i zniszczenia zaparkowanych na placu samochodów. Na żądanie zachowania spokoju grupa odpowiedziała atakiem na funkcjonariuszy, próbując przejąć broń palną znajdującą się na ich wyposażeniu. (…) W wyniku masowych zamieszek podpalone zostały budynki administracji, firmy Uzenmunajgaz. Doszło również do zniszczenia mienia prywatnego, podpalenia samochodów i kradzieży pieniędzy z bankomatów. Według wstępnych danych, w wyniku zamieszek zginęło 10 osób, są ranni, w tym funkcjonariusze policji. W związku z masowymi zakłóceniami porządku publicznego wszczęto postępowanie. Na polecenie głowy państwa do Żangaozena udała się Grupa Śledczo-Operacyjna z ministrem spraw wewnętrznych K. Kasymowem na czele. Jej zadaniem jest zapobieżenie dalszym działaniom przestępczym, identyfikacja i ukaranie organizatorów zamieszek i przywrócenie porządku publicznego w mieście”.

Istotnym aktorem spośród podmiotów politycznych w Kazachstanie wykorzystujących potencjał protestu dla realizacji własnej strategii jawi się tzw. SocSopr, czyli Socjalistyczny Ruch Oporu Kazachstanu, kierowany przez Ajnura Kurmanowa. Organizacja ta ma charakter trockistowski, znana jest z akcji i pikiet prowadzonych głównie w Ałma-Aty od 2006 roku. Kurmanow stanął na czele ruchu „Kazachstan 2012”, utworzonego z myślą o zebraniu sił opozycji antysystemowej w kontekście wyborów parlamentarnych w 2012 roku. Ugrupowanie nawołuje otwarcie do podważenia legalności procedur wyborczych, przygotowując w tym celu sieć. Zaangażowanie formacji trockistowskich w działania w zachodnim Kazachstanie potwierdza aktywność irlandzkiego posła do Parlamentu Europejskiego Paula Murphy’ego, który wielokrotnie podróżował do tego kraju i nawoływał strajkujących do konfrontacyjnych działań.

W działaniach informacyjnych uczestniczyła na szeroką skalę część środowisk trockistowskiej lewicy, w tym np. Komitet na rzecz Międzynarodówki Robotniczej. Portale bardzo szybko zainicjowały akcję protestów pod placówkami dyplomatycznymi Kazachstanu  w krajach Europy Zachodniej.  Początkowo zamieszczano również filmy przedstawiające ujęcia wydarzeń na miejskim placu, jednak wkrótce większość z nich została z Internetu usunięta przez samych użytkowników (?). Jednym z głównych podmiotów zaangażowanych w działania informacyjne na temat protestów i zamieszek było Radio Wolna Europa / Radio Wolność (Radio Free Europe / Radio Liberty) finansowane w całości przez Kongres Stanów Zjednoczonych i nadające na falach UKF również w Kazachstanie. Interesujący jest również fakt, że większość doniesień o sytuacji w Żangaozenie przekazywana była przez media (gazety Respublika i Swoboda Slowa oraz telewizja K+) należące lub pośrednio kontrolowane przez Muchtara Ablijazowa, oligarchę mieszkającego od lat w Wielkiej Brytanii i ukrywającego się przed kazachskim wymiarem sprawiedliwości, określanego przez obserwatorów mianem kazachskiego odpowiednika Borysa Bierezowskiego. Podobnie jak owego rosyjskiego oligarchę, także Ablijazowa podejrzewa się o relacje z kręgami biznesowymi i wywiadowczymi krajów anglosaskich. Zaangażowanie kontrolowanych przez niego mediów w przygotowania do zamieszek były istotnie aż nadto wyraźne; na profilu Respubliki na Facebooku już 14 grudnia zamieszczono apel o masowy udział w akcji na rzecz wymuszenia ustąpienia prezydenta Nursułtana Nazarbajewa. Kanał K+ z kolei zawczasu przygotował wyjątkowo liczne ekipy i wozy transmisyjne na 16 grudnia właśnie w prowincjonalnym mieście, jakim jest Żangaozen. Ciekawym przypadkiem działań informacyjnych organizatorów antyrządowych wystąpień była również działalność portalu honorowych dawców krwi pod adresem donor.kz. Jak się wkrótce udało wyjaśnić, ten nawołujący do oddawania krwi dla licznych ofiar rannych rzekomo w wyniku ostrzału przez policję i służby bezpieczeństwa uczestników demonstracji, nie jest w żaden sposób związany z państwowymi służbami medycznymi, a pojawił się całkiem niedawno i zamieszczony jest na serwerze na brytyjskich Wyspach Dziewiczych. Przypuszczać można, że wydarzenia znajdą oddźwięk w wyniku starań części zachodnioeuropejskich ugrupowań trockistowskich, prezentujących własną, niekorzystną dla Astany wersję wydarzeń; wspomniany już wyżej Paul Murphy już po zamieszkach oświadczył, że „te straszliwe wydarzenia powinny zostać szeroko przedstawione w zachodnich mediach, trzeba przerwać blokadę informacyjną”, po czym powtórzył informacje przekazywane mu przez jego kazachskich trockistowskich współpracowników o liczbie 70 ofiar zabitych przez policję w Żangaozenie.

Władze już kilka godzin po wybuchu zamieszek zdecydowały się na blokadę informacyjną punktu zapalnego, jednocześnie ograniczając dostęp do niektórych serwisów internetowych, w tym sieci społecznościowych. Na terytorium całego kraju zablokowano możliwość korzystania z Facebooka, Twittera i platformy LiveJournal. Żangaozen i okolice miasta odcięte zostały od łączności telefonicznej i sieciowej całkowicie, a ich mieszkańcy informowani byli o instrukcjach i zaleceniach władz przez megafony. 17 grudnia zdecydowano się na wprowadzenie stanu wyjątkowego na obszarze miasta. Do 5 stycznia obowiązywać w nim będzie godzina policyjna oraz bezwzględny zakaz zgromadzeń publicznych.

Ruch protestu zainspirowany wydarzeniami w Żangaozenie rozwija się w oparciu o technologie sieciowe stosowane w przypadku rewolucji tzw. wiosny arabskiej. Do manifestacji poparcia dla protestujących nafciarzy i potępienia władz po zamieszkach w Żangaozenie aktywnie wzywali znani wśród kazachskiej opozycyjnej młodzieży blogerzy, m.in. Machambet Abżan, jeden z byłych liderów Związku Młodzieży Patriotycznej Kazachstanu, wcześniej skazany za nielegalne operacje finansowe.

Na razie niejednoznaczny jest oddźwięk międzynarodowy wydarzeń w zachodnim Kazachstanie. Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Navi Pillay wydała oświadczenie, w którym wzywa kazachstańskie władze do „przeprowadzenia wnikliwego śledztwa zaistniałych incydentów oraz przywrócenia porządku publicznego bez nadmiernego użycia siły”.

Zdaniem dyrektora Kazachstańskiego Instytutu Studiów Strategicznych Bułata Sułtanowa, „występujące w Kazachstanie nieliczne formacje opozycyjne finansowane są przez działających z emigracji oligarchów, na przykład Ablijazowa. Ich metoda działania jest bardzo prosta: w przypadku zaistnienia sytuacji kryzysowych włączyć się w bieg wydarzeń. Ciekawe jest też to, że wszystkie strajki i protesty odbywają się w miejscach wydobycia ropy i gazu eksportowanych do Chin, lub w okolicach węzłów rurociągów prowadzących właśnie do tego kraju”. Prof. Aleksander Kniaziew z Instytutu Badań Wschodnich Rosyjskiej Akademii Nauk uważa, że konflikt podgrzewany jest również przez miejscowe grupy interesów, które starają się odebrać część dochodów pochodzących z surowców mineralnych elicie centralnej. „W polityce zagranicznej Kazachstanu rozpoczął się niedawno ważny etap polegający na zawężeniu ram tzw. wielowektorowości. (…) stąd stanowisko w sprawie Syrii, poparcie dla Autonomii Palestyńskiej i integracji w trójkącie Rosja-Białoruś- Kazachstan. Wiosną Kazachstan odmówił udziału w amerykańskiej operacji w Afganistanie. We wrześniu i październiku, nie zważając na naciski ze strony Unii Europejskiej, odrzucił uczestnictwo w budowie Gazociągu Transkaspijskiego z Turkmenistanu do Azerbejdżanu. Taka polityka w oczywisty sposób wywołuje kontrreakcję i można przypuszczać, że wzrost destabilizacji w samym Kazachstanie nie jest tu przypadkowy” – uważa politolog.

Scenariusze rozwoju wydarzeń

- wzniecenie tendencji separatystycznych (konfliktu centrum vs peryferie) z wykorzystaniem czynnika rodowo-plemiennego (około 60% ludności obwodu mangystauskiego stanowią Adajowie; licznie reprezentowani są tez repatrianci, podatni na hasła rewolucyjne);

- wzrost nastrojów antychińskich (obserwowany już wcześniej u strajkujących/protestujących, prawdopodobnie w związku z posiadaniem przez państwowy fundusz China International Trust Investment Company udziałów w firmach wydobywczych) doprowadzający do wyrugowania chińskiej ekspansji ekonomicznej z tego regionu Kazachstanu, a skrajnym przypadku – do naruszenia fundamentów zacieśnianej w ostatnim okresie współpracy gospodarczej pomiędzy oboma krajami;

- wzrost nastrojów antysystemowych (podkreśla się, że wspomniana państwowa firma KazMunajGaz kierowana jest przez zięcia urzędującego prezydenta Timura Kulibajewa) wiodący do wzmocnienia żądań o charakterze politycznym, w tym transformacji systemu;

- kształtowanie się taktycznego sojuszu ekstremów na zachodzie kraju, obejmującego z jednej strony działających wśród strajkujących trockistów, z drugiej zaś – aktywizujących się w regionie od lata br. islamistów;

- wzmocnienie znaczenia czynników zewnętrznych, w tym przede wszystkim USA w regionie poprzez destabilizację i negatywną stereotypizację Astany na arenie międzynarodowej.

Doprowadzenie do pojawienia się powyższych zjawisk/procesów doprowadzi na poziomie geopolitycznym do:

- zahamowania procesów integracyjnych na obszarze eurazjatyckim (w tym rozwoju Unii Eurazjatyckiej);

- pozbawienia Chin dostępu do surowców mineralnych;

- zaangażowania sił i środków Moskwy do kontrolowania strefy chaosu na jej granicach w Azji Centralnej.

Uznać można zatem, że kontynuacja lub zaostrzenie konfliktu będzie zjawiskiem korzystnym z punktu widzenia anglosaskiego bloku talassokratycznego, zaś mającym negatywne piętno dla tellurokratycznego bloku kontynentalnego.

Fot. sxc.hu

Czytany 13875 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04